IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Droga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Droga    Wto Wrz 09, 2014 4:24 pm

Mało przejezdna droga, która wygląda na rzadko uczęszczaną. Dawni mieszkańcy mogliby opowiedzieć wiele historii o tym dokąd ten były trakt prowadzi, lecz dzisiaj trudno o kogoś kto pamięta stare opowiastki z Dzikich Pól...
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Wto Wrz 09, 2014 5:35 pm

Podróżowali bardzo długo, minął niemalże tydzień odkąd opuścili prowizorycznie wykonany szałas.
Wernhard dochodził do siebie, a dzięki kulinarnym uzdolnieniom Vilhelmine zarówno on jak i James mogli nabrać nieco siły. Lata podpatrywania kucharek jarla za skutkowały ogromną wiedzą. Potrafiła z niczego uciułać naprawdę coś smacznego. Jako najsłabsza w grupie miała przywilej podróżowania w "lektyce" jak zaczęli mówić na rozklekotany wóz. Wolała jednak towarzyszyć im na piechotę, nie chcąc nadużywać ich grzeczności. Jakie relacje panowały pośród nich? James nadal nie ufał wikingowi i wszelka rozmowa przypominała bardziej burknięcia z jednosylabami niż pełne zdania. Vilhelmine starała się jakość zbliżyć tych dwoje mężczyzn do siebie, aby zapałali przyjaźnią lecz niestety... Ona sama już mniej bała się Wernharda. Chętnie słuchała jego opowieści o wielkim świecie. Cała trójka szła drogą, która coraz bardziej przypominała ledwo widoczny szlak. Dziewczyna szła po środku, potrzepując swoją bujną grzywą złocistych niczym kłosy włosów aby wyschły. Niecałe dwie godziny stąd zrobili postój nad jeziorem. Villa nie odmówiła sobie kąpieli. Podróżowali w milczeniu, czasem padały jakieś słowa... Nagle przystanęli zatrzymani przez Wernharda, który najwidoczniej spostrzegł coś ważnego. Villa spojrzała niepewnie na niego, a potem na Jamesa.


( Wern, to dawaj tych zbójców )

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Sro Wrz 10, 2014 10:33 pm

No i się zaczęło. Po opatrzeniu ran trzeba było jeszcze wmówić Wernhardowi, że ma się nie ruszać. A trzeba wam było wiedzieć, że to było najcięższe. Niestety wiking był uparty jak osioł i wmawianie mu, iże to dla jego dobra nie miało dla niego żadnego znaczenia. Wern musiał się po prostu ruszać. Przykładem jego wszędobylstwa było na przykład to, że mężczyzna jak tylko poczuł się lepiej chciał iść na polowanie. Na szczęście jakoś udało się go przekonać do tego by został, chociaż nie było to ani proste ani łatwe. Tak więc minął tydzień. Wern stawał się coraz bardziej niecierpliwy i uniesposób było go utrzymać w ryzach. Wreszcie udało mu się jakoś wmówić Villhelmine oraz Jamesowi, że już za długo przesiadują w jednym miejscu i tym samym stają się łatwym celem. Oczywiście wiking nie mógł wiedzieć czy ktoś ich w ogóle szuka oraz czy puścili za nimi pościg. Podejrzewał, że dzieciaki jak w swojej głowie nazywał Jamesa i Villę mogą być poszukiwane, natomiast za nim mógłby ktoś wysłać jakiś list gończy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w jego obecności nikt nie jest bezpieczny i to raczej właśnie Wern nadawał tempo marszu. Chciał jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznej kryjówce z dala od ciekawskich oczu i dzikich zwierząt, chociaż te ostatnie jakoś mu nie przeszkadzały. Od opuszczenia kryjówki minął już tydzień, a Wern zaczynał się zastanawiać, czy nie wiedzie Jamesa i Vilhelmine na zatracenie. Co prawda znajdował punkty orientacyjne jak mu się wydawało i uparcie brnął na przód udając, że wie gdzie idzie. W rzeczywistości nie miał pojęcia gdzie tak naprawdę znajduje się ich obecna kryjówka. Słyszał o niej tylko w opowiadaniach Ragnara i mgliście przypominał sobie jakaś jaskinię, gdzie rzeczywiście kiedyś był, jednak te czasy chciał jak najszybciej zapomnieć. Coraz częściej też przesiadywał w nocy wpatrując się w niebo w poszukiwaniu swojego pupila. Czuł się bez niego samotny i choć miał dwójkę towarzyszy jego skrzydlaty przyjaciel zawsze nadawał mu pewność siebie. Akurat szli dawnym szlakiem, którym jak można było przypuszczać poruszali się kiedyś kupcy. Wernhard nie mógł zrozumieć czemu ten trakt, a raczej coś co z niego zostało przestał być uczęszczany. Właśnie dzielił się z Vilhelmine wiedzą o jakichś obyczajach wikingów gdy nagle przystanął i zaczął nasłuchiwać. Nie był pewny czy szelesty, które przez ułamek sekundy słyszał były realne czy też nie. Nie wiedział nawet jak to się stało, że zarówno James jak i Vilhelmine również przystanęli. Wiking zaczął się rozglądać po okolicy starając się dostrzec lub też rozpoznać stronę skąd może nadejść atak tudzież jakieś niebezpieczeństwo. Wreszcie znów usłyszał szelest i trzask łamanej gałązki. Zwrócił się w tamtą stronę i czekał. Z pobliskich krzaków wyszło dwoje obdartych i wyglądających jak włóczęgów zbirów.
-Dawajcie pieniądze albo pożegnacie się z życiem. – rzekł jeden z nich, którego głos brzmiał jak stara skrzypiąca szafa. Wern nie wiedział w pewnym momencie co robić czy ma się śmiać z głupoty owych mężczyzn czy też oddać im dobrze ukryty mieszek. Jednak po krótkiej chwili zdecydował się na to pierwsze i zaczął się po prostu śmiać tak jakby usłyszał dobry żart.

_________________

Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 11, 2014 10:18 pm

James przez większość czasu milczał. Z resztą stał się troszkę taki jaki był przed złapaniem - nie ufał praktycznie nikomu, no poza Vilhelmine. Ale ona też była zupełnie inna. To była przyjaciółka na dobre i złe. I spokojnie też zastanawiał się jak by tutaj się odłączyć od tego wikinga. No bo nie wiadomo gdzie ich prowadzi. Może właśnie sam jest jakimś łowcą niewolników czy coś.
A też natrafiła się idealna chwila. Po prostu idealna. Ktoś ich napadł a James miał miecz. Tylko tym razem nie zamierzał walczyć. Spojrzał na Villę i schwycił ją za dłoń i momentalnie skoczył z nią w las aby uciec od nich wszystkich. I gdy tylko znaleźli się już w głębi lasu spojrzał na dziewczynę mówiąc:
-Słyszłaś jego śmiech? Myślę, że on zabiłby nie tylko ich ale też i nas...

_________________
Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 11, 2014 11:22 pm

Nox czuł, że ktoś narusza starą ścieżkę. Rzadko się to zdarzało... Rzadko się zdarzało, że ktoś wchodził do lasu druidów, ale jednak. Szybko ruszył na ścieżkę sprawdzić co się dzieje. Nie chciał tutaj jakichkolwiek najeźdźców. Dzięki przemianie podróż długo nie zajęła, po paru minutach już był przy obcych. Będą poza zasięgiem słuchu i ukryty przed wzrokiem zmienił się z powrotem w człowieka. Trzymając dłoń na toporze zaczął podkradać się bliżej, by przyjrzeć się całej sytuacji. Wyczuwał obecność piątki osób, z czego co najmniej dwójka na pewno była uzbrojona.

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 11, 2014 11:36 pm

Wadą Vilhelmine była jej zbytnia ufność i uległość zarazem. Na samym początku obchodziła się z wikingiem ostrożnie, lecz potem uznała, że można mu zaufać. W końcu pomogli mu uciec, zaopiekowali się nim kiedy był w ciężkim stanie... Dziewczyna po prostu tkwiła w przekonaniu, że takie coś zbliża do siebie ludzi i tworzą się przyjaźnie. Nigdy nie posądziłaby Wernharda o oszustwo, lubiła słuchać jego opowieści o świecie, którego być może ona nigdy w życiu nie ujrzy. Ziemie jej przodków, zimna północ...
James z kolei od samego początku zachowywał dystans i nie spoufalał się z mężczyzną. Traktował go przeważnie jak powietrze, często też patrzył spod byka, jak Villa słucha oczarowana opowieści o Skandynawii. Nie dawał się zwieść i podejrzewał najgorsze. Złocistowłosa zamarła całkowicie kiedy dalszą drogę zagrodziło im dwóch wyrostków. Rozbójnicy, dosyć zuchwali. Czyżby jednak trakt był uczęszczany? Zażądali kosztowności i zaraz potem Wernhard zaniósł się gromkim śmiechem. Drgnęła przestraszona, nie wiedząc za bardzo co się dzieje. Dlaczego wiking śmiał się w momencie kiedy mają przed sobą uzbrojonych zbirów? Jedynie James miał miecz...Długo jednak nie musiała się nad tym zastanawiać, ponieważ młody łowca postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Złapał Vilhelmine i zaciągnął ją do lasu. Była tym tak zaskoczona, że posłusznie biegła za swoim przyjacielem. Kiedy w końcu się zatrzymali, byli daleko od traktu. Dyszała przeraźliwie, patrząc na Jamesa zdezorientowana.
Nie mogła uwierzyć, że uciekli zostawiając wikinga samego i to bez broni. Dlaczego jej przyjaciel był tak wrogo nastawiony do Wernharda?
- Zostawiliśmy go na pewną śmierć! - pisnęła starając się opanować swój oddech - Dlaczego uważasz, że nas by zabił? Nic złego mu nie zrobiliśmy, nie opowiadałby mi tych wszystkich historii gdyby chciał uczynić to o co go tak oskarżasz. - patrzyła na niego z wyrzutem. Czuła, że źle zrobili. Wernhard jeszcze nie doszedł całkiem do siebie, a co dopiero mówić tutaj o walce. Nagle rozległ się krzyk, niewiele myśląc odwróciła się od Jamesa i pobiegła w stronę z której jak jej się wydawało przybiegli.
Myślała, że przyjaciel ruszy za nią, ale po raz kolejny przyszło jej odczuć zaskoczenie. Stanęła i spojrzała za siebie. Była sama.
- James? - zawołała niepewnie i zaczęła miotać się wokół drzew w poszukiwaniu chłopaka. Nietrudno się domyślić, że młoda dziewuszka się... zgubiła.
Na ścieżce sytuacja wydawała się komiczna, lecz czy na pewno zbirów było tylko dwóch? Tak naprawdę było ich czworo, jedna dwójka postanowiła pobiec za młodymi uciekinierami węsząc spory zysk. Jednak ani Wernhard, ani dzieciaki nie miały o tym pojęcia.
- Patrz Tom jak mu jest do śmiechu. Dawaj kosztowności, albo ucałujesz moje żelazo człeku! - warknął zbir o rdzawych włosach i pożółkłych zębach. Zbliżył się nieco do Wernharda.
- Nie będzie ci do śmiechu, jak te twoje dzieciaki wyłapiemy. Dziewuszka wyglądała nad wyraz apetycznie - zawtórował mu Tom, który był szkaradny, ale za to mocnej budowy. Oblizał lubieżnie wargi i mocniej złapał miecz. - Nie każ nam czekać.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Sob Wrz 13, 2014 6:40 pm

Gdyby Wern słyszał konwersację Vlihelmine z Jamesem z pewnością by się zeźlił. On nigdy nie przegrywał pojedynków choć prawdą było, że nigdy jeszcze nie walczył w takim stanie i bez broni. Jednak on mężczyzna był nie tylko niezły w robieniu mieczem ale i coś tam potrafił używając różdżki. Teraz jednakże nie wiedział co ma robić. Ucieczka nie wchodziła w grę natomiast szukanie teraz dzieciaków byłoby głupotą. Każdy wojownik bowiem wiedział, iże żaden szanujący się rabuś nie odpuści i pogoni za uciekającą ofiarą. Więc wybór mógł być tylko jeden  walka. Szczęście było jednak po stronie wikinga. Przecież w lesie zawsze można znaleźć jakąś kłodę, która przez pewien czas może za maczugę robić. Tak się również złożyło, że Wern takowy konar wypatrzył leżący w niewielkiej odległości od niego. Znów się uśmiechnął i spojrzał na zbirów.
- Twoje żelazo jest nadzwyczaj piękne i zapewne wytrzymałe jednakże kosztowności nim na mnie nie zdobędziesz. Widzisz mości zbóju jestem goły jak mysz kościelna, a za mną może iść pogoń, co mnie pochwycić chce. Także jeśli chcesz możesz próbować walki lub też zgładzić mnie i zarobić niezła sumkę za moje ciało. – powiedział dalej śmiejąc się z głupoty i chciwości zbójów. Nie dał po sobie poznać, że bardzo mu zależy na dzieciakach jednakże słowa o Vilhelmine, która opiekowała się nim lepiej niż najlepsza pielęgniarka w Mungu wywołały tylko wściekłość i rządzę zemsty Wernharda. Teraz nie liczyło się to, że jest ranny i zapewne bójka będzie dla niego wielkim wysiłkiem to jednak chciał go ponieść. Odskoczył zwinnie i podniósł dość spory konar. Może i wyglądał dość komicznie idąc na łotrzyków w drągiem, który po paru silniejszych machnięciach mieczem rozpadnie się na dwoje zapewne.
- Nie waż się tak mówić o tych, którzy mi życie uratowali. Najpierw chciałem was puścić bez rozlewu krwi, teraz jednak będę wam musiał nakłaść do głów rozumu. – warknął i zamachnął się drągiem na najbliżej stojącego zbója. Cios był dość silny oraz precyzyjny i miał za zadanie wyeliminować z gry choć jednego przeciwnika. Żebra, które jeszcze się nie zagoiły porządnie dały o sobie znać ostrym bólem, a złamana ręka wręcz rwała uniemożliwiając porządniejszy zamach.




( James odpada na razie z kolejki pisania) - R.

_________________

Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Sob Wrz 13, 2014 10:54 pm

Nox dość szybko rozpoznał się w sytuacji podsłuchując rozmowę. - Jeżeli pozbędę się tej dwójki szybko, ruszę na tamtych goniących za dziewczyną. Wtedy będę mógł szybciej porozmawiać z tą przechodzącą trójka, by zrozumieć co oni tutaj robią. Nie sprawiają wrażenia wrogich. Inna sprawa z bandytami. Nienawidzę takich pasożytów. Są jedną z gorszych rzeczy, która może zaleźć się w lesie... - Druid myślał, skradając się najciszej jak był tylko w stanie za dwójkę bandytów będącą przy Wernhardzie. Wyciągnął topór zza pasa z zamiarem załatwienia szybkim uderzeniem pierwszego z bandytów i szybkiego wykończenia drugiego. Uznał, że jeżeli to nie wyjdzie użyje jakiegoś zaklęcia. Coś wymyśli, Noxxis był dobry w improwizacji.

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 12:20 am

Okręcała się dookoła wyraźnie zagubiona. Wokół miała same drzewa, które wyglądały tak samo. Mieszkając w Thetford nie chodziła do lasu, jej życie kręciło się wokół gospodarstwa i pomocy w kuchni. Dlatego tak bardzo była przerażona kiedy zorientowała się, że przepadła. Nie widziała Jamesa, ani drogi na której pozostawili wikinga ze zbójami. Nie rozumiała jak mogła stracić z oczu swojego przyjaciela, skoro tak daleko nie odeszła. Czyżby zdecydował się ją porzucić? Na samą myśl o czymś takim Vilhelmine się rozpłakała. Nie chciała zostawać sama w miejscu, które było dla niej całkowicie obce. Istoty takie jak ona ginęły w pierwszej kolejności, stając się łakomym kąskiem. Nie potrafiła walczyć, nie wiedziała o posiadaniu magicznych zdolności więc była do niczego. Nadawała się jedynie do pracy w obejściu i gotowania.
- James! James! JAMES! J-A-M-E-S! - krzyczała ile sił w płucach, walcząc z rozpaczą. Miotła się wokół drzew jak oszalała. Nie potrafiła znieść tej przytłaczającej myśli. Nie zdawała sobie również sprawy z tego, że swoim krzyczeniem naprowadza na siebie rabusiów. Gdyby tylko o tym wiedziała to trzymałaby gębę na kłódkę, a tak...
- Młodziutka i głupiutka - zaśmiał się wysoki, postawny mężczyzna z wygoloną po bokach głową. Vilhelmine widziała takie uczesania w swoim rodzinnym mieście, bardzo popularne fryzury wikingów opierały się na wygoleniu i tatuowaniu sobie głowy. Niestety to spostrzeżenie ani trochę nie pocieszyło dziewczyny, bo spojrzenie mężczyzny nie należało to przyjemnych. Spięła się i zaczęła szukać wzrokiem czegoś co pomogłoby się jej obronić. Czasami podpatrywała ćwiczących tarczowników, ale czy to wystarczy? Nieznajomy mężczyzna mimo, że nie dzierżył żadnej broni to bez wątpienia był groźny. Pochwyciła jedną z grubszych gałęzi i przyjęła pozę do walki. Samowolnie na jej policzkach wykwitły rumieńce, denerwowała się i sama już nie wiedziała czy nadal płacze czy nie. Nikt jej na taką sytuację nie przygotowywał. Rabuś zaśmiał się gromko widząc postawę bojową Villi.
- Ogg, bierz ją! - krzyknął i sam ruszył w stronę dziewczyny. Oggiem okazał się wyrostek, mający niewiele niż ponad osiemnaście wiosen. W ręce dzierżył jakiś patyczek, dłużej nie miała czasu się przypatrywać bo nogi same zaczęły się jej poruszać. Uciekała, rzucając przezornie gałąź na wikingopodobnego mężczyznę.
- Jaaaaames! - krzyczała mając nadzieję, że jej przyjaciel przyjdzie z ratunkiem. Przecież nie mógł jej zostawić na pastwę losu. Wernharda miała już za martwego, w końcu nie wiedziała, że rabusiów było więcej więc wzięła tych dwóch za tych z drogi. Nie myślała jasno, należało jej to wybaczyć. Nieoczekiwanie potknęła się o wystający korzeń i wpadła w cierniste krzaki, w które zaczepiła się włosami. Każde szarpnięcie powodowało ból, na drobnym ciele dziewczyny zaczęły pojawiać się ranki.
To nie była zwykła roślina. Jak się miało pecha to na całego... Mężczyźni dogonili ją bez trudu. Villa nie słyszała co mówią ani nie widziała co robią, bo jej jedyną myślą było wydostanie się z sideł rośliny.
- Rzuć jakieś zaklęcie cymbale - warknął pseudo wiking do młokosa, jakby ten miał dokonać jakiegoś cudu. - Szkoda by się taka okazja zmarnowała.
- Nie wiem jakie... To magiczna roślina, już dawno by uciekła. - tłumaczył bezradnie jego towarzysz.
Rabuś prychnął i wyjął z pochwy swój miecz. Nigdy nie polegał na magii uważając ją za "pierdoły". Stal była najlepsza na wszystko. Zaczął ciachać krzewy, torując sobie drogę do Vilhelmine.
Mimo iż zależało jej na uwolnieniu się z sideł, to pomoc nieznajomych z pewnością nie pochodziła z dobrego serca. Wzmogła swoje próby wyrwania się, nie bacząc na ponoszone rany.
- No mała, nie wierć się tak. - warknął sięgając ku ręce dziewczyny.
- Nie, nie nie nie! - jęczała rozgorączkowana, starając się za wszelką cenę wyrwać - Zostawcie mnie, nic nie zrobiłam!
Wtem stała się rzecz niesłychana, gałązki krzewu zaczęły atakować rabusia. Villa czuła mrowienie w palcach i doznawała dziwnego uczucia. Była wolna. Patrzyła jak roślina pochłania wikinga, który zszedł na złą drogę. Pozostał młokos, który mimo iż miał jeszcze mleko pod nosem to wcale nie wyglądał na takiego co odpuści. Patrzyła jak macha patykiem z którego wylatywały dziwne smugi. Krzyknęła przestraszona kiedy owa smuga uderzyła w ziemię niedaleko niej wybuchając. Z przestrachem w oczach zaczęła biec na oślep. Miała nadzieję, że to koszmar i James zaraz ją obudzi. Wstaną, zjedzą śniadanie, Wernhard opowie jakąś historię i wyruszą w podróż... Zaklęcia świstały nad głową Vilhelmine, jak na razie miała wielkie szczęście. Traciła jednak siły, ostatecznie skoczyła za drzewo dysząc jak oszalała. Paliły ją płuca z wysiłku. Dlaczego ją ścigano? Czy... umrze?
- Wyłaź głupia dziewko! Dzięki tobie pozbyłem się tego nadętego idioty. Nigdy nie doceniał magii! Wyłaź mówię! - krzyknął ze złością młodzian. Był o wiele przerażający od postawnego mężczyzny.
Płakała wycierając rękawem buzię. Nie chciała umierać, zwłaszcza, że nie rozumiała czego od niej chcą. Nagle zrobiło się cicho. Słyszała jedynie bicie swojego serca, które pracowało w szaleńczym trybie. Wyjrzała ostrożnie zza drzewa, lecz po chłopaku nie było śladu. Szarpnięcie za włosy uświadomiły jej jednak w jakiej sytuacji się znalazła. Krzyknęła z bólu, na oślep starała się uderzyć przeciwnika. Czuła jak jedna jego ręka błądziła po ciele, a druga cały czas mocno trzymała za włosy.
Czy właśnie tego pragnęli mężczyźni? Dlatego jeden z rabusiów stracił życie bo chciał posiąść ciało zwykłej dziewki? Mimo przyzwyczajenie się do tego typu uległości wstąpiło w nią coś co bardzo długo zapamięta. Być może stan psychiczny dziewczyny uwolnił to co miała przez cały czas w sobie. Magia.
Ryzykując jeszcze większy ból, obróciła się tak aby być zwróconą twarzą do oprawcy. Ból wykręcanych rąk przeszył jej ciało, ale pozwoliło to na odepchnięcie przeciwnika choćby na milimetr.
Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Z wyciągniętej do przodu dłoni Villi wydostała się czerwonawa smuga, która przygwoździła młodzieniaszka do drzewa z taką siłą iż drzewo z głośnym trzaskiem zaczęło chylić się ku ziemi. Upadek wywołał niemałe trzęsienie. Rabuś upuścił różdżkę i walczył o oddech, krztusząc się własną krwią. Siła jakiej użyła Villa była... ogromna. Zaskoczona wpatrywała się w swoje ręce, jakby nie była zdolna uwierzyć, że czerwona błyskawica z jej ręki uczyniła tyle szkód. Zszokowana patrzyła na umierającego, a potem po prostu zaczęła histerycznie krzyczeć padając na kolana i zakrywając dłońmi twarz. Właśnie zabiła człowieka (młodzian nadal jednak rzęził). Na drodze sytuacja stawała się po woli klarowna. Rabusie nie mieli zamiaru odpuścić, potrzebowali jakichkolwiek zdobyczy. Wóz który był ciągnięty przez podróżnych wyglądał na zasobny.
- Giń! - krzyknął jeden z nich rzucając się na wikinga, drugi zwinnie uniknął ciosu prowizoryczną maczugą i zamachnął się mieczem w kontrataku. Podczas tej walki, zarówno Wernhard jak i Noxxis mogli usłyszeć krzyk Vilhelmine. Dodatkowo druid mógł odczuć szkody drzewostanu. Zbóje starali się otoczyć wikinga i atakować w tym samym czasie. Nie byli młokosami w sztuce władania mieczem, więc tak łatwo zabić na pewno się nie dadzą.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 12:59 am

Sytuacja wikinga z pewnością nie wyglądała za ciekawie. Miał tylko i wyłącznie prowizoryczna maczugę i tyle siły ile uda mu się z siebie wyzwolić. Przez chwilkę oceniał szanse na to czy wyjdzie z tego zamieszania w jednym kawałku. Na ułamek sekundy spojrzał ku niebu i w duchu prosił Odyna o powodzenie. Teraz przychodziło mu to z łatwością, jednak kiedyś było to dla niego świętokradztwem. Ale wróćmy do sytuacji na ścieżce. Wściekły wiking natarł ze swoją maczugą na mężczyznę, który nosił miano Tom. Na brodę Odyna, cóż to za dziwny zlepek liter pomyślał przez chwilkę i z podniesionym konarem ruszył biegiem. Nagle zatrzymał się w pół kroku gdyż ujrzał koło siebie nieznaną mu postać. Na samym początku Wern wziął mężczyznę za jakieś przywidzenie jednak gdy „domniemana zjawa” wyjęła topór wiking stwierdził, że ma do czynienia z pomocą tudzież swoją śmiercią. Przecież nie da rady trzem opryszkom. Dwóch mógł by położyć ale nie trzech. No cóż i tak się zdarza. Po czym znów ponowił atak na Toma. Tylko cudem uniknął ciosu jaki zadał mu drugi zbój. Wern zamachnął się prowizoryczną maczugą lecz przez ból i mocno ograniczoną ruchomość nie trafił atakującego łotrzyka. Jednak po chwili stwierdził, że nim zajmie się później. Znów więc uniósł w górę swój prowizoryczny oręż i z dzikim wrzaskiem natarł na Toma. Nie zamierzał oddawać skóry tanio. Pierwszy cios był nieudany jednak drugi trafił mężczyznę w prawy bok. Czemu w bok. No cóż Wern tracił coraz więcej sił na walkę i wiedział, że bez pomocy zginie. Miał tylko nadzieję, że zabierze ze sobą chociaż jednego łotra. W trakcie unoszenia po raz kolejny maczugi usłyszał krzyk Vilhelmine i zatrzymał się w samym środku walki. Czuł się odpowiedzialny za tą dziewczynę jednak już był pewny, że ją zawiódł. Przez moment zastanawiał się czy uda im się z Jamesem uciec lecz słysząc ten krzyk już był pewny, że daleko nie uszli. Po chwili jednak poczuł też jakieś dziwnie znajome wibracje magii. Zastanawiał się kto i po co jej użył. Jednak postanowił później się tym pomartwić. Teraz miał poważniejsze rzeczy na głowie i musiał ratować lub też starać się uratować własny tyłek. Po raz kolejny uniósł maczugę ponad głowę i spuścił ją na głowę Toma z siłą podobną do tej z jaką kafar wbija belki w ziemię.

_________________

Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 1:12 am

Nox ujrzał natarcie Wernharda na rabusiów. Musiał przyznać, że był zaskoczony odwagą tego wikinga. Widać było, że był jeszcze nie zaleczony do końca, jednak natarł na bandytę z gniewem w oczach. Nox stwierdził, że musi mu pomóc. Zamachnął się na szyję nie atakowanego bandyty, chcąc go pozbawić życia w pierwszym ruchu. Nie miał czas, ani ochoty by ta walka zajmowała dłużej niż powinna. Zbir o rdzawych włosach zdał sobie sprawę z tego co się dzieje w ostatniej chwili, jednak, dzięki starym bogom, nie zdążył zareagować i po chwili jego oczy zasnuły się mgłą wiecznego odpoczynku. Druid szybko wyszarpnął topór z truchła i zaatakował drugiego bandytę. Tuż przed uderzeniem usłyszał krzyk i wyczuł krzywdę pewnego niezwykłego krzaku. Nie spodobało mu się to. Skrzywił się gniewnie i wykorzystując to, że zbir zwany Tomem nadal był lekko obolały po ciosie prowizoryczną maczugą, zaatakował mierząc w ramie dzierżące miecz. Szybkie wyłączenie go z walki pozwoli ewentualnie zapytać się, gdzie mieli kryjówkę i czy ktoś jeszcze był w ich bandzie.

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 3:25 pm

Bandyci nie sądzili, że sprawy potoczą się tak szybko i tak bardzo... beznadziejnie. W pierwszych chwilach szło im bardzo dobrze, unikali ciosów wikinga, atakowali zaciekle. Nie wiedzieli jednak, że zza krzaków wyskoczy ktoś jeszcze. Oboje słyszeli kobiecy krzyk, który mroził krew w żyłach i dawało się odczuć coś dziwnego w tej jednej, krótkiej chwili. Nie mogli się jednak nad tym długo zastanawiać ponieważ czekała ich walka o przeżycie. Zbir o rdzawych włosach walczył za trzech, mimo swojej średniawej postury. Zdążył ciąć Wernharda mieczem w okolicach żeber kiedy padł pod ciosem druida.
Toma czekała niewiele lepsza śmierć, przeżył swojego kompana o kilka chwil. Skończył żywota z roztrzaskaną głową na miazgę. Ziemia łapczywie wchłaniała krew. Nastała niezręczna cisza przerywana dyszeniem wikinga. Jak zareaguje na nieznajomego?
Vilhelmine nadal nie mogła otrząsnąć się z szoku, zanosiła się histerycznym płaczem. Zadrapania spowodowane przez roślinę krwawiły, pozostawiając smugi na ciele dziewczyny. Łzy i samoistne przecieranie brudnymi, zakrwawionymi rękoma twarzy sprawiło, że wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście. Atut dziewczyny, długie złociste włosy, które zwykła zaplatać w warkocz stały się jednym, wielkim kołtunem z domieszką ziemi i liści. Mężczyzna z patyczkiem dogorywał na jej oczach.
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 10:18 pm

Walka może i nie była ciężka ale zważywszy na stan Wernharda to fakt, że wytrzymał do końca na nogach był wielkim sukcesem. Oczywiście powalenie zbirów bardzo go cieszyło więc nawet przez myśl mu nie przeszło, że ma podjąć walkę z jeszcze jednym mężczyzną. Wiking stał ze spuszczoną głową i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Wiedział, że musi znaleźć Jamesa i Vilhelmine jednak teraz czuł tylko wszechogarniającą go słabość. Ale kto by się dziwił człowiekowi, który bierze się za pranie po mordach będąc nie w pełni sprawnym. Dopiero po jakiejś chwili dotarło do niego, że ubranie zaczęło mu się lepić. Spojrzał na siebie i zobaczył cięcie przechodzące przez żebra. Teraz dopiero zrozumiał dlaczego czuje się jakby mu wyłączono dopływ energii. Po chwili po prostu usiadł na ziemi i oparł się o pień drzewa by móc trochę odpocząć. W tym samym jakby czasie podniósł wzrok na dziwnego człeka, który według Werna pojawił się z nikąd.
- Dziękuję za pomoc, przybyszu. Jeśli jesteś z Walhalli i przysyła cię ojciec wszystkich bogów i ludzi Odyn podziękuj mu ode mnie. Sam raczej nie poradziłbym sobie z tą dwójką. – powiedział starając się nie dyszeć jak ranny smok czy też wilk, który przebiegł sporą odległość za ściganą zwierzyną. Teraz jednak na mężczyznę czekało kolejne zadanie i nie wiedział ile ze swojej sprawy może zdradzić obcemu mężczyźnie i jaką pomoc przybysz może mu zaoferować. Wern starał się sobie przypomnieć z której strony usłyszał krzyk, a potem poczuł silną falę mocy. Przez to, że nie był w pełni sił nie mógł się nawet zorientować w swoim położeniu.
- Powiedz mi o panie czy ty również poczułeś to uderzenie mocy, które miało miejsce pod czas tej walki? – zapytał. Dalej traktował nieznajomego jako wysłannika bogów i nie chciał przyjąć do wiadomości tego co podpowiadał mu rozsądek. Po chwili spuścił wzrok z nieznajomego i zaczął się przyglądać porzuconemu przez łotrzyków orężu. Od razu wpadły mu w oko dwa miecze. Miał nadzieję, że będzie mógł je sobie wziąć.

_________________

Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 14, 2014 11:15 pm

- Nie jestem z Walhalli, jestem opiekunem tego boru - odpowiedział chrapliwym głosem Noxxis podchodząc do winiknga i wyciągając różdżkę. Nie mógł pozwolić, by jego nowa rana spowolniała ich. Dotknął nią do rany towarzysza i powiedział cicho - Episkey - zmuszając cięcie do zaleczenia się.  - Imię Noxxis, a twoje? - spytał wstając i rozglądając się. Poczuł to, nawet bardzo dobrze. Jeden z drapieżnych krzewów najadł się i jedno drzewo zostało zniszczone z wielką mocą. - Poczułem. Dochodziło to stamtąd... - dodał wskazując na okolice z której nadal pulsowała pustka po wiekowym dębie. Nie podobała mu się moc, z którą drzewo zostało... usunięte. Po bardzo krótkim namyśle podał rękę wikingowi, mówiąc - Były z tobą jeszcze dwie osoby. Powinniśmy ich znaleźć...

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 18, 2014 9:52 pm

Walka nie trwała zbyt długo i teraz rodził się problem co z ciałami rzezimieszków. Obaj zwycięzcy nieco łakomym wzrokiem spoglądali na miecze i sakiewki, ale byli jednej myśli. Należało odnaleźć Jamesa i Vilhelmine zanim będzie za późno. W końcu dziewczyna była najbardziej bezbronna i narażona na atak bandytów. Czy jej krzyk wskazywał na to, że stała się jej krzywda? Trudno było o tym myśleć zarówno druidowi jak i wikingowi. Oboje doszli do porozumienia w sprawie łupów i weszli w las, rozdzielając się na tyle aby nie zgubić powrotnej ścieżki. Po Jamsie nie było śladu, czy został porwany czy po prostu odszedł w swoją stronę trudno oszacować. Vilhelmine za to podniosła się z ziemi i opuściła miejsce zbrodni. Znękana i nadal rozpaczająca podjęła wędrówkę przez las, odbijając się od drzewa do drzewa.
Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 18, 2014 10:03 pm

Nox czuł Vilhelmine. Każdy jej krok między roślinnością, jak zatacza się i odbija od drzew, nie będąc w stanie z zmęczenia i strachu iść prosto. Dość szybko ruszył jej śladem. Rozważał przemianę w Żubra, jednak szybko doszedł do wniosku, że może ją przestraszyć powrotną przemianą w człowieka, a ostatnie, czego chciał to przerażenie biednej dziewczyny. Dzięki znajomości lasu i odrobiny łaski bogów Nox dość szybko dotarł w okolice Villi. Schował topór za pas i wyprostował się lekko. Miał nadzieję, że nie jest całkowicie zakrwawiony. Wyszedł zza krzaków i powoli ruszył w kierunku dziewczyny. - Witaj w Lesie Druidów. Zgubiłaś się? Może jestem w stanie Ci pomóc - rzekł. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nie ma czym ją przekonać poza jego słowem, które może i szczere oraz z dobrym zamiarem, może nie poskutkować

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Czw Wrz 18, 2014 10:39 pm

Nadal była w głębokim szoku. Z natury radosna i beztroska, teraz przypominała cień samej siebie.
Pałętała się bez celu mimo, że pragnęła wydostać się z lasu. Ilość drzew i ich jednakowość wzmagały w niej jedynie lęk i histerię. Nie wołała już nikogo, obawiając się zwrócenia na siebie uwagi bandytów. Zdążyła już pochować zarówno Wernharda jak i Jamesa. Co jakiś czas robiła sobie postoje aby złapać oddech i spróbować pomyśleć. Całkowicie jednak straciła orientacje, gdzie nie spojrzała widziała te same drzewa i krzaki. Zaczęła się zastanawiać jakie zwierzęta żyją w lasach. Sarny są nieszkodliwe, ale wilki... Z miejsca podjęła wędrówkę modląc się tak jak uczyła ją przybrana matka aby ten las w końcu się skończył. Nie zdawała sobie sprawy, że ktoś za nią podąża. Kiedy jednak nieznajomy mężczyzna o dziwacznym wyglądzie wyszedł z ukrycia, Vilhelmine krzyknęła przestraszona i schowała się za drzewo. Wychylając się ostrożnie by móc widzieć druida. Wyglądał nietypowo, kojarzył się jej nawet z wikińską modą jaką zaobserwowała w Thetford jednak w jego twarzy było coś innego. Czyli ten las był lasem druidów? Może to kolejna sztuczka bandytów?
- Kim jesteś? - zapytała będąc cały czas w gotowości na ucieczkę.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Nie Wrz 21, 2014 7:56 pm

Wern nie za bardzo wiedział co się koło niego dzieje. Podejrzewał jedynie, że gdyby nie ten nieznajomy mag się nie pojawił wyzionąłby tu ducha. Cóż cieszył się, że ten mężczyzna znał się na magii jednak to co poczuł gdy ten wypowiedział formułkę leczącą wiking się mocno skrzywił. Nie wiele brakowało, a z bólu straciłby przytomność. Jednakże gdy początkowe zamroczenie przeszło powoli wstał.
- Moje imię brzmi Wernhard? – powiedział z mniejszym wysiłkiem niż jakiś czas temu. Dopiero po chwilowym zamroczeniu dochodziło do niego co się właśnie stało. Patrzył się na Noxxisa i nie wiedział czy miał mu dziękować czy też się go obawiać. W końcu sam powiedział, że jest opiekunem tego lasu. Dla Werna nie brzmiało to dobrze. Po dość długim czasie zdał sobie wreszcie sprawę, że ten dziwnie wyglądający mężczyzna chce mu pomóc.
- Nie wiem co to było ale masz rację. Były ze mną jeszcze dwie osoby i rzeczywiście czuję się za nie odpowiedzialny. Jeśli zechcesz mi pomóc je znaleźć byłbym wdzięczny. – powiedział i dopiero teraz zrozumiał, że się zbłaźnił. Po chwili chwycił dłoń mężczyzny i poszedł za nim w kierunku, z którego doszła ich ta nieznana moc. Wiking był pełen obaw. Co prawda wolał by podnieść porzucony oręż i właśnie tak zrobił. Schylił się po dwa porzucone miecze i tak uzbrojony pogonił za Noxxisem. Musiał biec, bo mężczyzna był od niego szybszy. Dopiero gdy usłyszał znajomy głos przyśpieszył.
- Vilhelmine, dzięki Odynowi, żyjesz. Czułaś coś dziwnego? – zapytał widząc stan dziewczyny. Zastanawiał się czy to nie ona była źródłem tego uderzenia mocy, ale przecież doskonale pamiętał, jak mówiła, że ona nie ma w sobie magii.

_________________

Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Pon Wrz 22, 2014 1:04 am

- Wernhard... Podejdź do niej, jest cała roztrzęsiona. - Powiedział i rozejrzał się. O dziwo, był nie tak daleko od swojej chatki. Po chwili pomyślunku zdecydował. - Nie czuję na razie waszego przyjaciela. Musiał się dobrze ukryć, albo wyjść z mej domeny. W waszym stanie nie ma sensu teraz biegać na oślep po lesie, starając się go znaleźć. Musicie odpocząć. - Dopowiedział. Nie podobało mu się to, był samotnikiem. Ale też nie był okrutny. I wiedział, że nie może ich zostawić samych. Do czarta. Zmiękło mi serce? Czy zgłupiałem do reszty. Ach, pies to trącał - Dość blisko jest moja chata. Będziecie tam mogli trochę odpocząć, uspokoić się. Potrzebne to wam.  - Zakończył swoją wypowiedź rozglądając się. Chciał być pewny, że są bezpieczni.

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Pon Wrz 22, 2014 9:47 pm

Nie ruszała się ze swojego miejsca, będąc wpatrzona w nieznanego mężczyznę, który zdecydowanie nie wzbudzał zaufania. Bała się iż to kolejny bandyta albo inny łowca ludzi, który sprzeda ją potem za morze. Kto wie, może właśnie przed nią stoi morderca Wernharda? Poruszyła się nieznacznie, szykując się do ucieczki. Druid mógł ją zapewniać o czym tylko chciał, a ona wiedziała swoje. Nigdy nie ufać nieznajomym, ucieczka jest zawsze przedłużeniem życia. Miała się już oderwać od drzewa kiedy pojawiła się kolejna osoba. Trudno teraz ocenić uczucia Vilhelmine. W końcu pogodziła się już z wizją martwego wikinga, a teraz miała go przed oczami. Widok ten spowodował w niej wręcz eksplozję emocji. Z płaczem podbiegła do Wernharda i niezgrabnie objęła, jakby szukała u niego bezpieczeństwa i pocieszenia.
- Zostawił mnie! A potem, a potem... Mnie gonili i oni umarli... umarli! - mówiła z trudem.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Droga    Wto Wrz 23, 2014 12:47 am

Wern widział, że Vilhelmine jest cała roztrzęsiona i rzeczywiście się obawia. Wiking nie był za dobry w pocieszaniu innych i teraz również nie za bardzo wiedział co ma zrobić. Tym bardziej nie wiedział co ma zrobić gdy dziewczyna do niego podbiegła wyraźnie roztrzęsiona. On wiedział tylko jak się macha mieczem i jak pozbawia się życia tudzież jak chędożyć kobiety. Niestety jak dotąd żadna mu nie płakała i nie była tak niewinna i czysta jak Vilhelmine. Także jedyna rzecz, która przyszła teraz Wernhardowi do głowy to przytulić do siebie dziewczynę i ją wysłuchać. Co prawda nie miał pojęcia kto miał ją zostawić i na razie wolał się nie dopytywać.
- Już spokojnie Vilhelmine. Nic przecież wielkiego się nie stało. To byli źli ludzie i widocznie zasłużyli sobie na śmierć. Nie musisz się niczego obawiać ani tym bardziej nie możesz siebie obwiniać. Powiedz mi jednak gdzie się podział James? Myślałem, że będziecie razem. – powiedział i mocniej objął dziewczynę. Niestety nie wiedział jak jej powiedzieć, że to prawdopodobnie właśnie ona użyła magii by zakończyć życie tych drabów. Zastanawiał się czy Noxxis mu w tym nie pomoże, ale wyglądało na to, iż on wolał stać z boku i obserwować przebieg wydarzeń. Dopiero teraz Wern zaczął żałować, że nie ma z nim, Ragnara. Domyślał się, że on wiedziałby jak wytłumaczyć niektóre sprawy przerażonej teraz dziewczynie. Dopiero po jakimś czasie dotarły do niego słowa Noxxisa.
- Nie chciałbym ci przeszkadzać. Wiem, że zarówno ja jak i moja towarzyszka powinniśmy odpocząć ale nie wiem czy nie będzie to nadużycie twojej gościnności. Jednakże, jeśli uznasz, że nie będziemy ci przeszkadzać z chęcią skorzystamy z twojego zaproszenia. Mam racę Vilhelmine? – zapytał dziewczyny jakby chciał odciągnąć jej myśli od tego co się stało. Wern nie miał teraz czasu na wyjaśnienia ani na to by przekonywać dziewczynę, że towarzystwo Noxxisa jest bezpieczne. No i musiał rozwiązać kwestię jak powiedzieć Vilhelmine o tym, że prawdopodobnie ma w sobie magię.

_________________

Powrót do góry Go down
Noxxis


avatar

Posty : 17

Czekoladowe żaby
Monety: 50 blaszek
Ekwipunek: ozdobna wpinka do włosów, łuk

PisanieTemat: Re: Droga    Wto Wrz 23, 2014 11:03 pm

Noxxis westchnął wewnętrznie. Do czarta. Niechaj będzie! pomyślał lekko kiwając głową. - Gdybym was nie chciał, nie zaproponował bym wam tego. Zapraszam. Odpoczniecie, zjecie coś. Widać że tego wam potrzeba. Zwłaszcza ona - powiedział wskazują broda na dziewczynę. - O mnie się nie martwcie. Prześpię się na zewnątrz, bądź poszukam waszego przyjaciela. Zobaczymy, jak będę się czuł później. - Dodał z lekko krzywym uśmiechem i skierował się do swej chaty. Zrobił parę kroków i odwrócił się, by spojrzeć czy dwójka wikingów podąża za nim. Gdy zobaczył ich stosunkowo posłusznie idących, ruszył wprost do swojej chaty. Chwilę mu to zajęło, ale po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że możliwe, że będzie musiał zapolować dziś. Nie pamiętał ile mięsa ostało się w chacie.

_________________
Druid of no man's land
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Droga    Sro Wrz 24, 2014 4:31 pm

Niestety wiking nie był zbyt dobrym pocieszycielem, to co dla niego było czymś normalnym to dla Vilhelmine było czymś wręcz przeciwnym. Każdy zacny człek oburzyłby się twierdzeniem Wernharda iż śmierć to coś w porządku. Dziewczyna nie rozumiała niczego co się wokół niej działo od czasu rozdzielenia z Jamsem. To, że przyjaciel zostawił ją na pastwę losu wstrząsnęło nią na równi z tym co zrobiła młodemu rozbójnikowi z patyczkiem.
- James mnie zostawił- powtarzała roztrzęsiona, nie puszczając Wernharda, który był obecnie jedyną osobą jaka jej pozostawała. Nie mogła już wrócić do Thetford. Dlaczego James ją opuścił? Po tym jak mu pomogła uciec z więzienia myślała, że coś dla niego znaczy. Nadal będąc myślami gdzieś indziej jedynie kiwnęła Wernhardowi głową, dając mu wolną rękę w tym co dla nich planował. Pójdzie za nim wszędzie.

(Możemy już przejść do chatki Noxxisa)

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Droga    

Powrót do góry Go down
 
Droga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Dzikie Pola  :: φ Ziemie niczyje :: Las druidów-
Skocz do: