IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Skrzacia kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Skrzacia kuchnia   Nie Sty 01, 2012 4:43 pm




Tutaj urzędują wyłącznie skrzaty, przyrządzają posiłki które potem trafiają w niezwykły sposób na stoły w Wielkiej Sali. Stworki są bardzo gościnne, wręcz czekają na młodych adeptów którzy z chęcią by coś jeszcze zjedli. Od czasu do czasu można tutaj spotkać również Helgę Hufflepuff, która według niektórych rywalizuję z skrzatami jeśli chodzi o dania w karcie menu.
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Pią Sie 08, 2014 6:00 pm

Nie tylko Helga Hufflepuff zwykła odwiedzać to miejsce. Choć w zamku nie przebywałam od długiego czasu, zdążyłam już stać się stałym gościem skrzatów, które dziwnym trafem miast oferować mi jedzenie nauczyły się robić mi miejsce przy palenisku i pozwalać przygotowywać je samej. W Szpitalu gotowałam codziennie dla chorych, a sama otrzymywałam jedynie niewielką porcję, trudno więc było mi przyzwyczaić się do wszystkiego, co dostępne było w Hogwarcie. Nie mogłam również przekonać się, by jadać przy stole ze wszystkimi - jestem wszak jedynie pomocą pielęgniarki, biedną sierotą, nie godną takich zaszczytów. Unikałam więc posiłków i wieczorami schodziłem tutaj, by posilić się w samotności i skromności, do których przywykłam.
Stałam przed paleniskiem, przygotowując posiłek dla siebie. Skrzata siedziały wokół mnie, co chwilę pytając, czy mogą mi w czymś pomóc. Dziękowałam im uprzejmie i szybciutko zmieniałam temat - szybko odkryłam w nich naprawdę wdzięcznych kompanów rozmowy. Nie widzialam w nich jednak służących, czym w końcu różniły się ode mnie?
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Sob Sie 09, 2014 6:25 pm

Kuchnia była jednym z tych miejsc w zamku, których Godryk nie odwiedzał zbyt często, jeśli tylko nie miał ku temu wyraźnej potrzeby. W zasadzie po cóż miałby ją odwiedzać? Skrzaty domowe robiły w tym miejscu wszystko, co trzeba i przy tym wywiązywały się ze swoich zadań niczym... domowe skrzaty. Póki wszystko było w jak najlepszym porządku, młody Gryffindor mógł trwać w - słusznym zresztą - przekonaniu, że jego obecność w kuchni była zwyczajnie zbędna. Zresztą, naprawdę nie lubił podziemi zamku. Piwnica nie była jeszcze aż tak okropna jak lochy, mimo wszystko wciąż pozostawała jednak częścią Hogwartu, której nie można byłoby nazwać najprzyjemniejszą. Sporadycznie jednak zachodziły pewne okoliczności, które zmuszały go do zejścia na dół. Tym razem okolicznościami tymi była chęć odnalezienia Helgi, którą stosunkowo często zastać można było w tych właśnie okolicach. Tak przynajmniej twierdziły skrzaty, które nie miały raczej w zwyczaju oszukiwać kogokolwiek...
Pomijając jednak fakt, że stworzonka te okazywały się niezwykle przydatne, gdy chodziło o zdobywanie informacji, to jednak stawały się nieznośnie natrętne, gdy tylko ktoś pojawiał się w kuchni. Ledwie chwila wystarczyła, by pokaźne stadko pokracznych skrzatów dosłownie obskoczyło Godryka, gdy tylko ten przestąpił próg pomieszczenia. Ich pytania zlały się w jedną, niezrozumiałą całość, ucichły zaś dopiero w momencie, gdy Gryffindor uniósł lekko dłoń.
- Niczego od was nie chcę, odsuńcie się - oznajmił stanowczym, acz nieco zrezygnowanym tonem. Tyle na szczęście wystarczyło, by bardzo niezadowolone grono skrzatów usunęło mu się z drogi, pozwalając przejść dalej i przestając atakować go pytaniami.
I dopiero wtedy, gdy już nie musiał zwracać uwagi na to, aby przypadkiem nie rozdeptać któregoś ze stworzonek, uświadomił sobie, że blondynka zwrócona do niego plecami zdecydowanie nie była Helgą, jak pomyślał w pierwszej chwili. W związku z tym już nawet miał podarować sobie jakiekolwiek pytania i najzwyczajniej w świecie odwrócić się na pięcie, by opuścić przepełnione zapachami jedzenia pomieszczenie. W ostatniej chwili zrezygnował jednak z tego pomysłu, decydując się zamiast tego podejść nieco bliżej.
Nie zostaje się wszak wielkim człowiekiem, nie mając nikogo u swego boku.
Przypomniał sobie, co przyszło mu na myśl, gdy po raz pierwszy zobaczył w zamku pomocnicę szkolnej uzdrowicielki. Przypomniał sobie o tym, że już od pierwszych chwil zdawała się być wręcz idealnym materiałem na przyszłą wybrankę serca. Cicha, spokojna, nierzucająca się w oczy...
Choć nie, to nie tak, że Gryffindor uległ miłosnemu oszołomieniu. Oczywiście, że nie. Kalkulował raczej, oceniał i analizował. Na tyle, by dojść ostatecznie do wniosku, że ewentualne małżeństwo z całą pewnością przysłużyłoby mu się na korzyść. To jednak nie było coś, o czym należałoby mówić wprost i na głos. Dlatego też od pewnego czasu uskuteczniał swoje podchody do panienki Edeline, jak na razie lekceważąc przy tym wszelkie wątpliwości, jakie mogłyby go nachodzić.
- Edeline, moja droga... To chyba nie jest najlepsze miejsce dla ciebie - odezwał się więc, zbliżywszy się na odległość ledwie kilku kroków. - Co tu robisz?
Lekko uniósł brwi w geście zapytania, niepewne spojrzenie rzucając na palenisko, przy którym tkwiła. Czy aby przypadkiem gotowaniem w tym miejscu nie zajmowały się skrzaty? A może po prostu nie wywiązywały się jednak ze swoich obowiązków dostatecznie dobrze, skoro ktokolwiek musiał im w tym wtórować?
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Nie Sie 10, 2014 3:18 pm

Zapewne nigdy ci o tym nie powiem, Godryku, ale śniłeś mi się dzisiejszej nocy. Trzymałeś mnie za ręce, a dłonie twoje były zarazem szorstkie i delikatne. Uśmiechałeś się do mnie, a najszczerzej śmiały się twe oczy. Mówiłeś do mnie tym głosem, wobec którego nie potrafię pozostać obojętną. Nieznośne motyle zaczynają fruwać w mym żołądku, robią to odkąd po raz pierwszy usłyszałam twój głos. Nie było to wtedy, gdy po raz pierwszy pojawiłem się w Hogwarcie, choć udałoi aię już domyślić, iż ty tego nie pamiętasz. Byłeś jeszcze chłopcem, bez grosza przy duszy. Nikt nie znał twego nazwiska i przyznam ci z własnej woli iż nie sądziłam nawet, że kiedyś staniesz się tym wielkim Gryffindorem. Trafiłeś do szpitala, ranny i cierpiący. Obmywałam twoje rany, przynosiłam wodę i podawałam jedzenie. Skradłeś wtedy moje serce i wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że teraz gdy ponownie pojawiłeś się w moim życiu, nie oddasz mi go. To twój głos zawrócił mi w głowie, Godryku.
I to ten sam głos dobiega do mych uszu, gdy pochyłym się nad paleniskiem. Nie spodziewałam się tu nikogo i zaskoczona aż podskakuję z przerażenia. Przez chwilę czuję się jak przyłapana na gorącym uczynku, jak gdybym w rzeczywistości zrobiła coś złego. Szybko jednak udaje mi się zapanować nad sobą i już dygam przed tobą z pokorą. Teraz jesteś wszak wielkim Gryffindorem, a nie chłopcem, którego znałam przed laty. Ja jednak wciąż mogę nazwać się jedynie nic nie znaczącą sierotą, której z dobroci swego serca pozwalasz pracować.
- Sir Gryffindorze... - wzrok nadal wbity mam w podłogę, nie godnam przecie by patrzeć na ciebie bez pozwolenia. - Proszę o wybaczenie, mój panie. Poczułam głód i uznałam, że przygotuję posiłek sama... do tego przywykłam. Powinnam piew zapytać o pozwolenie.
Na policzkach mych wykwity krwisty rumieniec. Sznuruję wargi, próbuję opanować drżenie rąk, a serce moje skacze koziołki.
Popatrz tylko, Godryku, co ze mną robisz.
Jesteś w tym raczej okrutny, jeśli w rzeczywistości tak sucho i surowo kalkulujesz korzyści, jakie mogłoby przynieść małżeństwo ze mną. Żadnych, masz swoją odpowiedź. Nie mam nic, co mogłabym ci ofiarować, nie posiadam nawet posagu. Mogę dać ci tylko swą bezinteresowną miłość, ale do tego nie potrzebujesz brać mnie za swą małżonkę. Wystarczy jedynie, że na mnie spojrzysz. Nie bądź więc okrutny, Godryku. Widzisz wszak, że delikatna ze mnie niewiasta. Nie dawaj mi złudnych szans, gdy oboje wiemy, ze nie czeka nas wspólna przyszłość.

Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Nie Sie 10, 2014 3:56 pm

Nie pamiętał wielu zdarzeń i osób z tego wcześniejszego życia. Odcinał się od nich na tyle skutecznie, by zapomnieć o wszystkim, co działo się w czasach, gdy był zaledwie młokosem o wielkich ambicjach, który nie miał przy tym najmniejszego pojęcia, w jaki sposób mógłby uczynić swoje marzenia realnymi.
Nie pamiętał?
Nie, to nie do końca tak. Nie chciał pamiętać. To zaś działało na tyle silnie, by rzeczywiście z pamięci wyrzucił wiele poznanych wcześniej twarzy i jeszcze więcej sytuacji, których pamiętać nie chciał. Głównie przez to, że te nie pasowały po prostu do jego aktualnego wizerunku, który przez lata budował z takim mozołem. Jeśli zaś chciał, by ten wizerunek stał się jakkolwiek wiarygodny, to ostatecznie sam musiał zacząć wierzyć w kłamstwa i niestworzone historie, które przekazywał innym. Niestety, w tych historiach nie było miejsca dla opowieści, w której lekkomyślny młodzik omal nie stracił życia, porywając się na walkę ze stworzeniem, z którym nie miał najmniejszych szans. Z tego względu nie mógł po prostu pamiętać o dziewczęciu, któremu w sporej mierze to życie zawdzięczał. Oczywiście, że nie. Z czasem, w jego wersji opowieść ta zmieniła się znacząco, zawierając w sobie bohaterskie pokonanie groźnego stworzenia, z pominięciem odniesionych ran.
Był naprawdę dobrym kłamcą. Na tyle, by sam mógł wierzyć we własne historie.
- Sama? - w jego pytaniu zabrzmiało szczere zdumienie. Nie, nie nagana. Po prostu zdziwienie, nic więcej. Najwyraźniej o tym, że czarodzieje również potrafili przygotowywać swoje posiłki samodzielnie, także stosunkowo szybko zapomniał. - Czy tym nie powinny trudzić się domowe skrzaty?
Na wszelki wypadek zerknął w ich kierunku, by upewnić się, że nic w tej kwestii się nie zmieniło. Najwyraźniej jednak wszystko wciąż było po staremu. Niektóre skrzaty nawet usłużnie poopuszczały głowy, wbijając spojrzenia w ziemię, wyraźnie przejęte faktem, że dopuściły do tego, by ktokolwiek musiał przygotowywać sobie posiłek własnoręcznie. Gdy zaś Godryk ponownie przeniósł spojrzenie na Edeline, uświadomił sobie, że w tym momencie jej postawa niewiele różniła się od tej prezentowanej przez skrzaty. Niezbyt budujący widok, w końcu nie aż takiego poddaństwa oczekiwał od kogoś, kto potencjalnie mógłby stać się w przyszłości jego małżonką.
- Powinnaś uczestniczyć w posiłkach razem ze wszystkimi - oznajmił, jednocześnie delikatnie ujmując jej podbródek i unosząc jej głowę w taki sposób, by móc spojrzeć jej w oczy. Aktorem zaś był równie dobrym, co i kłamcą. Stąd też nie sposób byłoby określić, czy troska w jego spojrzeniu była autentyczna, czy jednak świetnie udawana. - To niedopuszczalne, by wśród tych murów komukolwiek głód doskwierał na tyle, by przygotowywać posiłki samodzielnie.
Oczywiście, że nie. W końcu wedle założeń, w Hogwarcie każdy winien być traktowany w taki sam sposób, by mógł czuć się jak najlepiej. Fakt, że założenie to prawdopodobnie miało pozostać jedynie pustym frazesem nie miał obecnie najmniejszego znaczenia. Tym bardziej, jeśli rzeczywiście zwłaszcza przez potencjalną wybranką serca Gryffindor chciał jak najlepiej podkreślić i zaprezentować swą szlachetną postawę. Wbrew pozorom bowiem, mariaż nawet z ubogim dziewczęciem mógł nieść za sobą korzyści warte tych starań.
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Nie Sie 10, 2014 4:40 pm

Nie wiem wiele o twym wcześniejszym życiu, jedynie tyle ile opowiedziałeś mi, gdy leżałeś osłabiony w szpitalu. Gdybyś tylko chciał, mogłabym stać się całkiem godnym słuchaczem, czy jeszcze nie zauważyłeś jak łaknę twego towarzystwa? Jesteś dla mnie wielkim człowiekiem, niezależnie od tego, czy w tamtej walce odniosłeś wielkie zwycięstwo czy miażdżącą porażkę. Wiesz, za co cenię cię najmocniej? Za to, co przed Laty dostrzegłem w twych oczach i co widze w nich do tej pory, gdy tylko na ciebie spojrzę. To, co drzemie w środku jest dla mnie ważne, nie to, co mówią ludzie. Mógłbyś nie mieć nawet złamanej blaszki przy sobie, ale moje uczucia nie uległyby zmianie.
- Sama - przytakuję, w palcach gniotę materiał starej sukienki. Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, Godryku, jak bardzo stresuję się, gdy stoisz obok. Czuję się jak kocmołuch, odziany w łachmany, cóż z tego, że lico mam ładne? - Całe życie przygotowywałam posiłki dla siebie i dla innych, mój panie. Ciężko mi jest odzwyczaić się od tego - wyjaśniłam spokojnie, może teraz mnie sobie przypomnisz? Byłam jeszcze dzieckiem, ale przecież nie zmieniłam się na tyle, by rozpoznać mnie było nie można. Powiedz, Godryku, może po prostu jestem aż tak bardzo nieistotna? Może tylko wymyśliłam sobie, źe i twoje serce zabiło wtedy mocniej, może od samego początku byłam ci zupełnie obojętna. Może i teraz widzisz we mnie jedynie służkę, pomocnicę pielęgniarki, która oblewa się rumieńcem gdy tylko pojawiasz się obok? Ukróć me pragnienia, Godryku, im prędzej uświadomię sobie, że nic więcej nie czeka na mnie w tym życiu, tym lepiej.
Rozglądam sie po kuchni, widzę jak zakłopotane skrzaty opuszczają głowy. Nie chciałam jednak by z powodu mych fanaberii ucierpiały i one, spójrz tylko na mnie, zawsze zwykłam przekładać cudze dobro nad własne.
Drżę, gdy delikatnie ujmujesz mój policzek, tak jak gdyby piorun błyskawicy uderzył właśnie we mnie. Chowam dłoń twoją w dwie swoje i przez chwilę dłuższą, niz powinnam, rozkoszuje sie Twym dotykiem. Skóra twa jest taka, jak w mym śnie. Opamiętuję się wreszcie, odsuwam od ciebie nieznacznie i niechętnie.
- Panie, proszę - przerywam ci całkiem stanowczo. - Nie czuję się dobrze przy wspólnym stole, pochodzę z biednej rodziny i... Nie powinnam siedzieć przy was, wysoko urodzonych - może nie posiadam nic, ale mój honor jest dla mnie niebywałe ważny. Gdy zaś przebywam wśród lepszych ode mnie i nie moge zachowywać sie jak zasady nakazują, to właśnie w niego to godzi. - Lubię gotować, naprawdę lubię. I dobrze mi to wychodzi - dodaję jeszcze i po raz pierwszy odkąd przekroczyłeś progi kuchni, obdarzam cię szczerym uśmiechem. Tym promiennym i radosnym, który skłonna jestem znaleźć dla kaźdego.
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Nie Sie 10, 2014 5:20 pm

Gdyby tylko chciał, prawdopodobnie mógłby sobie z łatwością przypomnieć dziewczynę, która teraz stała przed nim. Gdyby tylko chciał, to najpewniej skojarzyłby poszczególne fakty znacznie wcześniej - poznając choćby te najistotniejsze szczegóły z wcześniejszego życia pomocnicy uzdrowicielki. Nie chciał jednak. Nawet taki drobiazg mógłby zbyt mocno zaburzyć jego wizerunek - choćby i ten naruszony miałby zostać jedynie w jego mniemaniu. Tyle wystarczyło, by wciąż wzbraniać się przed przeszłością i wszystko, co z nią związane, przechowywać w formie szczelnie zamkniętych, często zniekształconych wspomnień. W tym również był dobry. Na tyle, by naprawdę skutecznie zignorować wszelkie przebłyski tychże wspomnień, jakie mogłyby do niego docierać w tym momencie.
I to nie tak, że uważał je za złe lub nieprzyjemne. Przeciwnie. W tej kwestii istniały jednak pewne priorytety, których winien się trzymać, jeśli tylko nie chciał powrócić do swej dawnej roli nic nieznaczącego chłopaka. A nie chciał, bardzo nie chciał. Bez wyrzutów odrzucał więc od siebie również te wspomnienia, które mogłyby uchodzić za całkiem przyjemne. Te w końcu nie były jego. Nie należały do Godryka Gryffindora, jednego z założycieli Hogwartu. Należały do bezimiennego chłoptasia, który ledwie radził sobie na tyle, by odpowiednio długo utrzymać się przy życiu. Tego, który dokonał wystarczająco wielu niechlubnych wyborów, by bez większych przeszkód zapomnieć o nim i wszystkim, co z nim związane.
- Wolałbym jednak, byś w tym miejscu zostawiła to zajęcie stworzeniom, które powinny się tym zajmować - właściwie... mógłby zostawić tę kwestię w spokoju. Odpuścić sobie i pozwolić dziewczynie realizować swoje przyzwyczajenia. Oczywiście. Z jakiegoś powodu jednak wydawało się to niedopuszczalne i niewłaściwe. Choć w tym momencie sam nie wiedział, czy chodziło raczej o to, że po prostu wszystko winno pozostawać zgodne z jego wolą, życzeniem i wyobrażeniami, czy może jednak rzeczywiście niewłaściwym było, by niewiasta - nawet nisko urodzona - sama trudziła się przygotowaniem posiłków, podczas gdy kuchnia pełna była domowych skrzatów.
Rękę opuścił wolno dopiero chwilę po tym, jak już Edeline odsunęła się. Choć jednak nie miał absolutnie nic przeciwko jej dotykowi, nie zbliżył się do niej ponownie. Natarczywość nie była raczej wskazana, toteż pozostał w miejscu, pozwalając dziewczynie swobodnie odsunąć się w taki sposób, by to ona czuła się komfortowo. Z trudem zaś pohamował się, by nie unieść ponownie ręki w uciszającym geście, gdy zaczęła tłumaczyć, dlaczego unikała wspólnych posiłków. W porę jednak uprzytomnił sobie, że nie tak dawno temu podobnym gestem uciszał skrzaty domowe. W rozmowie z niewiastą coś podobnego byłoby więc bardzo niewskazane.
- Edeline - zaczął więc łagodnie, starając się, by w jego głosie nie zabrzmiała karcąca nuta. - Wkrótce zamkowe korytarze zapełnią się adeptami, wśród których niewątpliwie również znajdzie się mnóstwo młodych czarodziejów z biednych domów. Nie chcielibyśmy jednak, by ktokolwiek z nich czuł się przez to napiętnowany. To samo dotyczy również ciebie.
Oczywiście, wyjaśnił to poprzez szlachetne założenie powszechnej równości w Hogwarcie, jednak... nie, również tym razem sam nie był do końca pewien, czy rzeczywiście jedynie o to mu chodziło. Może po prostu to był kolejny aspekt, który musiał pozostać zgodny z jego wolą, by był w stanie w ogóle go zaakceptować. Nie zastanawiał się jednak nad tym. Nie teraz, kiedy było to po prostu zbędne - nie chciał przecież podważać własnych słów.
Uśmiechnął się za to nieznacznie w odpowiedzi na jej kolejne słowa i ten promienny uśmiech, niewątpliwie dodający jej jeszcze więcej uroku.
- Doprawdy? - tym razem w jego wypowiedzi zabrzmiał karcący ton, choć ten doskonale skomponował się ze swego rodzaju rozbawieniem. - I uważasz, że to dostateczny powód, by pozbawiać te biedne stworzenia zajęcia?
Nie odrywając spojrzenia od swojej rozmówczyni, lekkim ruchem głowy wskazał na otaczające ich skrzaty.
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Nie Sie 10, 2014 7:44 pm

Ale czy ten chłopiec nie jest tobą, Godryku? Czy nie nosisz go cały czas w sercu? Nie można odciąć się od tego, kim kiedyś się było. Spójrz na mnie, jestem już dorosła, choć gdy zmarła moja matka myślałam, że nie przetrwam pierwszych mrozów. Choć pozbyłam się już tego strachu i z dziewczynki stałam się kobietą, w czasie zimy wolę nie wychodzić na zewnątrz, a w swych koszmarach marznę. To wszystko ukształtowało mnie jednak, pozwoliło patrzeć na świat tak jak na niego patrzę. Dzięki temu tak łatwo przychodzi mi opieka nad innymi, rozumiem jak ważne jest niesienie pomocy i robię to z uśmiechem na ustach. Mów co chcesz, jestem jednak pewna, że i w tobie jest jeszcze ten chłopiec, którego pokochałam przed laty.
- Niczego im przecie nie zabieram. Nadal gotują posiłki dla jaśnie pana i innych mieszkańców zamku, a mojej nieobecności na kolacji nikt nie odnotował. Czuję się lepiej jedząc przy kuchennym kominku, to wszystko - wiele niewiast przygotowywuje posiłki bez pomocy skrzatów domowych, zwłaszcza te niżej urodzone czarownice, których nie stać na ich utrzymanie. Nie widzę w tym nic uwłaczającego mej godności, robię jedynie to, co dla stanu mego jest wskazane. To całkowicie normalne, Godryku, choć mogłeś nie przywyknąć do podobnych widoków. Jak wyglądało twoje dzieciństwo? Nie mam pojęcia, ale nie wyobrażasz sobie nawet jak jestem ciekawa. Chciałabym posłuchać o wszystkim, znać każdy najdrobniejszy szczegół twojego życia, wiem jednak doskonale, że nie wypada mi pytać.
Nie przystoją mi też myśli, które pojawiają się w mej głowie, kiedy jesteś blisko. Twój dotyk wydaje się tak naturalny i gdyby nie wszystkiekonwenanse, których trzeba nam przestrzegać, nie chciałabym pozbywać się go nawet na moment. Marzy mi się by zatonąć w twych ramionach przed kominkiem, czuć twój zapach i ciepło bijące od ciała. Sam widzisz, Godryku, że nie powinnam przebywać tak blisko ciebie. Na chwilę zapominam, gdzie me miejsce, nawet jeśli jedynie w myślach.
- Ale czy nie oto chodzi, by wszyscy czuli się dobrze w zamku? To moje miejsce, mój panie, nie jestem nikim ważnym, by jadać z wami przy jednym stole - dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć? Urodziłeś się w szanowanej rodzinie i ten przywilej przysługiwał ci od zawsze. Ja jednak czułam się nieswojo i lepiej mi, gdy mogę w spokoju usiąć przy kuchennym kominku.
- Nie mam pojęcia, mój panie. Ty oceń - polecam mu rozbawiona i odwracam się w stronę paleniska, by nabrać na drewnianą łyżkę trochę strawy i podsunąć ją wprost w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Wto Sie 19, 2014 8:29 pm

Nie. Tamten chłopak nie był nim, nie był nawet wart zapamiętania. I dokładnie z taką samą stanowczością Godryk prawdopodobnie zaprzeczyłby, gdyby kiedykolwiek ktoś spróbował wmówić mu, że niegdyś rzeczywiście miał cokolwiek wspólnego z bezimiennym dzieciakiem, tułającym się samotnie po świecie. Fakt, że znał dobrze historię tamtego nie oznaczał jeszcze, że łączyło z nim coś więcej. Byli dwoma odrębnymi osobami, niezależnymi od siebie. Przez krótki czas mogli dzielić ze sobą niektóre z tych metaforycznych ścieżek życiowych wyborów, ostatecznie jednak ich drogi rozeszły się, by jeden z nich mógł się stać Godrykiem Gryffidorem.
Drugi pozostał bezimienny. I jako taki powinien zostać zapomniany.
Z dezaprobatą pokręcił głową i zacmokał znacząco, słysząc w jej wypowiedzi tego nieszczęsnego jaśnie pana. Oczywiście, Gryffindor nie miał nic przeciwko tytułom. W rozmowach z innymi ludźmi absolutnie nie raziło go zwracanie się do niego w podobny sposób. Wręcz przeciwnie - mimo, że przez wzgląd na wiele kwestii podobne tytuły nie powinny mu w żadnym razie przysługiwać, uważał je za coś zupełnie naturalnego. Prawie, jakby rzeczywiście całe swoje dotychczasowe życie spędził wśród dworskich zaszczytów, wygód i wszystkiego, co z takim życiem związane.
- Moja droga, przerzucanie się tytułami również nie ułatwia nam równego traktowania i postrzegania się wzajemnie - oznajmił. No, skoro jeszcze przed momentem starał się wyłuszczyć jej, że w Hogwarcie każdy winien być traktowany w jednakowy sposób, by nikt nie musiał odczuwać nadmiernego dyskomfortu z powodu niższego urodzenie, to powinien tego właśnie założenia trzymać się od początku do końca. Wszystko, by wypaść jak najbardziej wiarygodnie. Tym samym zaś - postawić na swoim.
Bo czy kiedykolwiek chodziło o coś innego?
- Ja z kolei poczuję się lepiej, widząc cię razem ze wszystkimi. Nie w otoczeniu domowych skrzatów - dodał, w odpowiedzi na dalszą część jej wypowiedzi. Przy tym uśmiechnął się nieznacznie, jakby tym samym chciał dać do zrozumienia, że absolutnie nie naciskał i nie starał się narzucać jej swojej woli. I cóż z tego, że wnioskując po samej tylko treści można było odnieść zgoła odmienne wrażenie? Nieistotne. - Przynajmniej raz na jakiś czas.
Czy to nie odpowiednie rozwiązanie? Ktoś prawdopodobnie mógłby to nazwać kompromisem. I choć Godryk nie zakładał, by jego rozmówczyni miała mu kategorycznie odmówić, swoją wypowiedź dopełnił znaczącym, pytającym spojrzeniem. Prawie, jakby rzeczywiście oczekiwał odpowiedzi jakkolwiek innej, niźli jedynie przytaknięcia.
Z lekkim zaskoczeniem uniósł brwi, kiedy podsunęła ku niemu łyżkę z jedzeniem. To pachniało jednak na tyle zachęcająco, a i nie najgorzej wyglądało, że rzeczywiście spróbował podsunięty kęs, by po chwili raz jeszcze unieść brwi, tym razem w geście uznania.
- Dla skrzatów z całą pewnością lepiej byłoby, byś nie próbowała z nimi konkurować - stwierdził z nieskrywanym rozbawieniem, choć owo i tak nijak nie ujmowało szczerości jego pochwały.
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   Czw Sie 21, 2014 6:07 pm

W takim razie, powinieneś odsunąć mnie ze swojego życia, bo ja wciąż pamiętam tamtego chłopca i wciąż widzę go w twych oczach, gdy patrzysz na mnie. Nie znaczy to jednak, że nie cenię sobie ciebie, wielkiego Gryffindora, o którym wieści dotarły nawet do szpitala w Wessex, w którym dorastałam.
-Nie mogę pozbyć się jednak wrażenia, że w drugą stronę odbywa się to łatwiej, pa...Godryku - sam popatrz, czy nie mam racji? Policzki moje od razu pokryły się szkarłatem, gdy zwróciłam się do ciebie po imieniu, choć przecież robiłam to już wcześniej. Ale wtedy byłeś tylko Godrykiem, chłopcem o cudnym uśmiechu. Wszystko to, co wpajali mi medycy nie miało zastosowania. Teraz jesteś wielkim panem, a ja nadal biedną sierotą, wytłumacz mi proszę, jak możemy być sobie równi? Wierzycie w ideały, to cudnie, że je macie, uwierz mi proszę, że pragnęłabym, aby znalazły zastosowanie w rzeczywistości. A jednak przyjrzyj się społeczeństwu, Godryku. Czy naprawdę sądzisz, że można zatrzeć te wszystkie granice? Czy sądzisz, że uczucie, jakim cię darzę mogłoby stać się choć odrobinę mniej niewłaściwe? Ja nie potrafię, nazwij mnie człowiekiem małej wiary. Ale historie, w których miłość okazuje się silniejsza od wszystkich przeciwności brzmią dobrze jedynie w ustach bardów.
- Raz na jakiś czas, ale nie częściej - zgadzam się na twą prośbę, jednakże tylko wtedy, jeśli dotrzemy do kompromisu. Skoro pragniesz równości, nie próbuj odebrać mi prawa głosu i decydowania o sobie, pozwól mieć własne zdanie. Odwzajemniam  uśmiech, jednak ten mój, choć nieśmiały, jest szczery i szeroki. Ciężko mi go skryć, gdy jesteś obok, wreszcie kamień spada mi z serca. I choć policzki nadal palą rumieńcem, cieszysz me oczy swym widokiem.
No już, spróbuj - przecież cię nie otruję. Mówią, że droga do serca mężczyzny prowadzi przez jego żołądek, nie wiem czy to prawda, ale kiedyś pojawiałeś się u mnie po dokładki. Może teraz przypomnisz mnie sobie? Przypomnij, Godryku.
- Możemy zachować to w sekrecie, by nie stresować tych biednych stworzeń - uśmiecham się do ciebie ciepło i wracam do kotła. - Czy zechcesz dotrzymać mi towarzystwa i zjeść ze mną, pa... i zjeść ze mną - nie chciałeś tytułów, patrz teraz, jak zmagam się ze samą sobą, by ich nie powtarzać.

/ Wieszam, bo nie myślę.
~ G.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skrzacia kuchnia   

Powrót do góry Go down
 
Skrzacia kuchnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Salem :: φ Podziemia :: φ Kuchnia-
Skocz do: