IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pasterska chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Pasterska chata    Wto Paź 07, 2014 10:14 pm

Szkockie wzgórza porośnięte wrzosem oraz trawą, która dopiero zaczęła się zielenić. Dlatego też pasterska chatka pozostawała jeszcze niezamieszkana.


_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Sro Paź 08, 2014 7:27 pm

Salazar ostatkiem sił spojrzał na Rowenę, która do niego podeszła i próbowała się teleportować gdziekolwiek dalej, byleby daleko od tej pechowej Tawerny. Powinni jej dać medal za tego typu odwagę, bo zaiste była to odwaga nie z tej ziemi. Takich kobiet, jak Pani Ravenclaw, nie spotyka się gdziekolwiek czy z kimkolwiek. Bo zaiste Rowena była wybredna i z byle kim się nie zadawała, choć pewnie niektórzy mogliby takiemu stwierdzeniu zaprzeczyć. Może to dlatego tak bardzo się bał o nią kiedy np. wyruszała w poszukiwaniu nowych adeptów Hogwartu? Może...
Ostatkiem sił założycielka Hogwartu sprawiła, że oboje zostali przeniesieni w ostatniej chwili z Tawerny, gdyż owe miejsce zawaliło się jakieś dwie sekundy po ich nagłej ewakuacji. Na całe szczęście nie zabrali ze sobą „pasażerów na gapę”, co mógł też przyjąć z wielką ulgą. I nastała taka cisza, która może i złowieszcza nie była, ale też z drugiej strony żadnemu z nich ulgi przynieść nie mogła. Salazar był poturbowany i może gdzieniegdzie spływały z niego stróżki krwi, ale w żaden sposób nie mógł się porównać do tego jak teraz wyglądała Rowena. Jej rana była dość poważna, a do tego jeszcze biedna kobiecina nieprzytomna opadła mu na ramiona.
Salazar, choć też odczuwał jakiś ból, to jednak zdołał wstać i wziąć czarodziejkę na ręce. Rozejrzał się dookoła i zauważył, że niedaleko stąd stoi jakaś stara, pasterska chata, w której możliwe, że będzie trochę więcej spokoju i będzie mógł spróbować ją uratować. Spróbować? Nie, to nie wchodzi w grę. On MUSI ją uratować! W przeciwnym razie nie będzie godny nazywania się czarodziejem, czy jednym z czterech założycieli Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. I tak tak naprawdę najwięcej tutaj zrobiła w tej kwestii Rowena. Ona musi żyć!
Wszedł z nią do środka i położył ją na czymś, co chyba przypominało łóżko. Pochylił się nad nią, a różdżką celował w rany i starał się je uleczyć za pomocą magii.
- No dalej Rowi.. musisz żyć! Nie giń mi tu... – mówił w przerwach krótkich między czarami. - Potrzebuję Cię! – mówił niemalże szepczącym tonem. Czy uda mu się uratować przyjaciółkę? Jaka przyszłość ją teraz czeka?

_________________

Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Sro Paź 08, 2014 9:35 pm

Wnętrze pasterskiej chatki nie nosiło śladu użytkowania. Kiedy pojawił się Salazar niosący Rowenę na rękach, w powietrze wzbił się tuman kurzu. W środku nie było zbyt wiele mebli, jedynie siennik, snopki siana i stół z reperowaną nogą. Mole zdążyły już wygryźć kilka większych dziur. Czarodziej, a raczej czarnoksiężnik przystąpił do leczenia swojej towarzyszki i po części jego zabiegi przynosiły skutek. Drobne skaleczenia ulegały zaleczeniu, lecz rana zadana mieczem kapitana straży nie chciała poddać się zaklęciu. Oznaczało to, że należało zastosować inne środki niż magia. Rowena nadal pozostawała nieprzytomna, ale oddychała. Krew przestała się już tak bardzo sączyć jak wcześniej. Czyżby była potrzebna wiedza Salazara w zakresie ziół i eliksirów?
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Czw Paź 09, 2014 7:45 pm

Miał nadzieje, że wszystko pójdzie szybko i sprawnie i nawet w początkowej fazie nic nie zapowiadało, że będzie trudniejsze niż się spodziewał. Nie wszystkie z ran, które mu się udało zlokalizować, dawały się „naprawić” za pomocą znanej mu do tej pory magii. Doszedł do wniosku, że w tym momencie siły ostrza nie da się przeciwważyć sile magii. Tutaj akurat czarodziej nie mógł polegać nawet na swojej ukochanej czarnej magii. Klnął pod nosem na swoją bezradność wobec tego co tutaj zaobserwował. Nie potrafił sobie poradzić z jedną, głupią raną, która ni cholery nie reagowała na najsilniejsze czary lecznice jakie przyszły mu do głowy. Wiedział też doskonale, że jeśli się nie uspokoi i nie wymyśli na prędce czegoś, co natychmiast pomoże jego przyjaciółce. Może pocałunek prawdziwej miłości by się tu na coś przydał tak jak w baśniach i legendach, które opowiadali mu rodzice jak był mały? Marne szanse, więc nawet tak naprawdę nie próbował się tego podjąć.
Nagle przeszła przez jego głowę myśl, której do tej pory nie był w stanie jakoś uchwycić. Musi znaleźć zioło, o którym ostatnio czytał. Podobno rośnie tylko na niektórych wzgórzach, a przecież tutaj niedaleko takowe są! Musi je znaleźć, odpowiednio uwarzyć eliksir i podać Ravenclaw jak najszybciej, bo będzie po niej!
- Wrócę. Nie martw się. I żyj! – mówił do niej trzymając ją za prawą rękę, choć tak naprawdę był prawie pewien, że ona nic nie czuje, nie słyszy, że o wzroku nie wspomniał. Kiedy stanął w progu jeszcze spojrzał na nią ostatni raz i pobiegł szukać ziół. Miał przed oczami stronę z jednej ze swoich ksiąg. Tam było napisane dokładnie jak owa roślina wygląda i do czego się nadaje, a także jak sporządzić odpowiedni wywar. Myśl o tym by uratować kobietę, której imię miał wyryte w sercu, sprawiała że był jeszcze bardziej nerwowy. A zdawać by się mogło, że to mu właśnie może pomóc. Najgorsze jest to, że wszystko mógł tu znaleźć, ale tego co szukał jakoś ni cholery nie potrafił zlokalizować.
Już prawie chciał się poddać, kiedy zobaczył jedno, ledwo dostrzegalne, ździebełko do którego podbiegł i niemal na klęczkach delikatnie je urwał. Uff, na całe szczęście nie uszkodził ani liści, ani łodygi, które były istotne w wywarze, który miał być przezeń przygotowany.
Dobiegł do chaty jak oszalały. Spojrzał na Rowenę. Nie było z nią najlepiej. Ba, było jeszcze gorzej, bo nie widział tu nic, co mogłoby posłużyć jako kociołek, chochla i inne naczynia do przygotowania napoju leczącego. Po kilku chwilach jednak coś na szybko i prowizorycznie udało mu się skombinować. Salazar zaczął robić wywar tak ważny dla życia kobiety, z której uchodziło niestety życie. Co jakiś czas doglądał jej rany. Nie goiła się...
Slytherin po około dwudziestu minutach wreszcie stworzył owy napojo-wywar. Polał kilka kropel na rany, które nie chciały się zagoić po próbach zaleczenia ich czarną, i nie tylko czarną, magią. Kilka innych kropel polał też w jej usta. Czekał na efekt.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Czw Paź 09, 2014 9:49 pm

Rowena była doszczętnie wyczerpana nie tylko przez odniesione rany, ale i przez spory, magiczny wysiłek. Sztuka teleportacji była czymś abstrakcyjnym i widniała jedynie w teorii na pergaminów. Uczyniła więc coś co powinno zapisać w historii, a zapowiadało się na to, że Salazar będzie jedynym świadkiem tego wydarzenia. Czarownica zbladła, a na czole pojawił się pot. Jej organizm walczył z infekcją, czyżby miecz kapitana straży był zatruty? Dlaczego rana nie chciała się goić? Leżała spokojnie, wyglądając niemal na martwą. Zdradzał ją jedynie oddech, który był przerywany.
Mijał czas i nadzieja pozostawała w Slytherinie oraz jego umiejętnościach. Czy uratuje Rowenę?
Uwarzony wywar mógł pomóc ale czy na pewno? Kilka kropel zaaplikował na ranę, a resztę wmusił w kobietę. Kilka strużek płynu pociekło po brodzie. Musiała minąć dobra chwila nim otworzyła oczy i spojrzała na zatroskanego Salazara.
- Gdzie... - zaczęła ale nie skończyła, na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Najważniejsze jednak, że odzyskała przytomność. Może sama będzie potrafiła coś zaradzić? Nie zamierzała bezczynnie leżeć. Podjęła próby wstania z siennika. Co zamierzała dalej?
- Salazarze...

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Czw Paź 09, 2014 10:20 pm

Miał nadzieję, że przygotowany przez niego wywar będzie w stanie w jakikolwiek sposób pomóc jego przyjaciółce. Nikt i nic jednak nie dawało mu gwarancji, że stanie się to w tempie ekspresowym, jak pewnie życzyłby sobie tego Pan Slytherin. Nawet modły do dawnych bożków by pewnie nie pomogły. Po prostu trzeba będzie liczyć na cud, że się uda, gdyż tak naprawdę do końca nie był pewny co spowodowało tak upierdliwą ranę. Właściwie wiedział tylko tyle, że było to ostrze kapitana, który chciał pojmać z jakichś bezsensownych powodów Panią Ravenclaw. On jednak już nie będzie powodem zmartwień ani Salazara, ani też samej Roweny. Odszedł sobie na łono Abrahama, a raczej porządnie mu w tym ktoś dopomógł. Zresztą, to już jest za nimi i są z dala od tych tragicznych wydarzeń. Mógł się jedynie zastanawiać czy obstawa czarownicy w postaci dwóch Szkotów przeżyła. No i co ewentualnie teraz ma do powiedzenia jej mąż – Ferrante, który możliwe że miał coś z tym wspólnego.
Kobieta pozwoli odzyskiwała przytomność, co mężczyzna uznał za dobry znak, ale też starał się nie popadać w huraoptymizm. Wkurzało go jednak, że czarownica próbowała się po takim zajściu ruszyć z pozycji leżącej. Zamiast odpoczywać i staraj się złapać energii na ewentualne późniejsze akcje, to ta się porywała nie wiadomo po co.
- Uspokój się i leż. – mówił Salazar. - Masz odpoczywać. Jesteś bezpieczna. – powiedział i wstał podchodząc do naczynia, w którym dalej się warzyła reszta wywaru. Patrzył kątem oka na nią i martwił się w duchu, lecz starał się tego nie pokazywać.
- Szkocja. Jakieś wzgórze. Chata. Tyle co wiemy gdzie się znajdujemy. O dokładniejszą lokalizację nie ma co się na razie martwić. – powiedział czyniąc trzykrotne mieszanie w garopodobnym naczyniu. W końcu przestał z tym cudować i usiadł na ledwo trzymającym się kupy krześle.
- Żyjesz, choć ledwo Cię odratowałem. – powiedział i westchnął. - Możliwe, że rana się nigdy nie zagoi, albo nie w pełni. Może będziesz miała bliznę do końca życia. Nigdy nie wiadomo. – powiedział zastanawiając się co teraz będzie i wycierając sobie pot z czoła. Pozostawała tak naprawdę jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia.
- Co tak naprawdę chcieli od Ciebie tamci ludzie? Kto ich nasłał? Wpakowałaś się w coś? – zaczął zadawać pytania.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Sob Paź 11, 2014 3:31 pm

Nie dała rady wstać i nawet nie podejmowała ponownych prób. Była wyczerpana oraz świadoma odniesionych ran. Zależność od Salazara to coś co godziło w jej dumę i ambicje. Nie powinna dopuścić do takiej sytuacji, wiedza o tym, że miało się na sumieniu życie innych... Pomyślała o Szkotach, którzy chronili ją do swych ostatnich chwil. Gdyby udała się z Kapitanem Straży do Wessex to może wszystko ułożyłoby się całkowicie inaczej. Zacisnęła zęby kiedy poprawiła się na mało wygodnym sienniku. Przyzwyczajona była do znacznych luksusów czy jednak w obliczu śmierci należało martwić się takimi przyziemnymi sprawami? Nie tylko ból ran dawał się jej we znaki, ale i wycieńczenie spowodowane nagłym użyciem sporego zasobu magii. Żaden czarodziej nie odważył się na aż taki niewiarygodnie, niebezpieczny wyczyn...
- Masz moją dozgonną wdzięczność - odparła słabym głosem, czy będzie miała szansę mu się odwdzięczyć? Czy przejmowała się bliznami? Póki nie były widoczne to tak naprawdę nie było problemu. Dotknęła delikatnie palcami rany zadanej stalą, bardzo powoli się zrastała.
- Znajdź liście babki lancetowatej i zaparz. - dodała. Minęła dłuższa chwila zanim odpowiedziała na jego ostatnie pytania.
- Zaczęło się Salazarze, polowanie na założycieli i niszczenie naszej idei. Musimy ostrzec Helgę i Godryka. Przez jakiś czas... Przebywałam w Wessex, ale maskowałam swoje działania. Ktoś nas zdradził i myślę, że wiem kto.
Ferrante, pomyślała z bólem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Pon Paź 13, 2014 8:36 pm

Słowa na temat jej wdzięczności wobec niego sprawiły, że wreszcie na chwilę odetchnął od czasu potyczki w tawernie. Co prawda Rowena raczej nie była jeszcze w stu procentach gotowa do dalszej podróży, ale trzeba przyznać, że było już z nią o wiele lepiej. Na pewno jeszcze trochę minie zanim będzie mogła być bardziej przydatna w boju. Jedyne jak teraz może się swojemu kompanowi przydać to swoją wiedzą. Tak, Rowena Ravenclaw była jedną z najmądrzejszych czarownic jakie chodziły na świecie, o ile nie najmądrzejszą.
Salazar skinął na jej słowa, aczkolwiek wiedział, że w tym momencie jest to niespecjalnie możliwe. Nie chciał zostawiać jej tutaj samej, zwłaszcza w tym stanie, bo nie był pewien czy Ci, którzy ich szukają, czasami nie wpadli na ich trop. Wątpił w to, ale wolał chuchać na zimne i nie wyściubiać na razie nosa na z chaty dłużej niż to jest potrzebne.
- Zdrajcę zgładzimy. Nie ma litości dla takich odszczepieńców. – powiedział Salazar zaciskając pięści ze wściekłości. Wielu wrogów mu teraz na myśl przychodziło i jednym z nich był Ferrante. Nie sądził jednak, że mógłby narazić własną żonę na tego typu akcje.
- Helga i Godryk na pewno już wiedzą. A przynajmniej mam taką nadzieję. „Dobre wieści” szybko się rozchodzą. – ironizował nieco Salazar. - A jeśli nie wiedzą... To jak mamy... Jak mam ich ostrzec? – odwrócił się w stronę Roweny jakby to ona miała wszystko wiedzieć w tym temacie. Na pewno znała jakiś sposób przekazania wiadomości ich wspólnym przyjaciołom. On sam nie wiedział co ma zrobić, więc liczył na radę o wiele mądrzejszej od siebie kobiety.
- Pójdę poszukać tej babki lancetowatej. – i jak powiedział, tak też zrobił. Skłamałby gdyby powiedział, że się o nią nie bał. I choć cały czas pozostała w bezpiecznej odległości od chaty, w której przebywała czarownica, to bał się o nią cały czas. A z każdy metrem dalej od tego miejsca jego strach wzmagał się.
Kiedy już zebrał trochę tego zielska, o której prosiła go jego przyjaciółka, wówczas uznał że wraca na miejsce. Znalazłszy się w środku począł zaparzać w kolejnym prowizorycznym naczynko. Można powiedzieć, że zachowywali się przez moment jak mąż i żona w czasie jakiejś wojny. Ale w rzeczywistości ostatecznie żadnej wojny nie było.
- Musimy zostać tu przez parę dni. Nie ryzykowałbym zbyt wielkim używaniem czarów w tym obszarze. Nie wiem nawet czy powinniśmy stosować jakieś czary maskujące czy ochronne. Każdy nasz ruch może być wykrywalny i to z najłatwiejszą dziecinnością. – powiedział i oczekiwał, że Ravenclaw zajmie w tym jakieś swoje stanowisko.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Pon Paź 13, 2014 10:18 pm

Rowena mimo, że tego nie okazywała to była przygnębiona. Najbardziej bolała ją myśl o Ferrante, który mógłby brać udział w zamachu. Naprawdę tak bardzo jej nienawidził? Chciał się jej pozbyć i zgarnąć pokaźny majątek? Wszystko to przez brak potomka? Starała się odgonić te myśli aby skupić się na tym co mówi Salazar. Poprawiła się na sienniku, oceniając jak bardzo uda się jej zachować dumę i godny wygląd.
- Patronus. Wyślij im głosowe patronuse. Ja... Nie mogę. Teleportacja, choć udana wyczerpała moje zdolności. - przyznała z trudem. - Nikt nie powinien nas znaleźć, to odludzie a na wypas owiec jeszcze za wcześnie. - patrzyła na niego intensywnie, a potem po prostu pozwoliła mu wyjść na poszukiwanie zioła. Starała się wygodnie ułożyć i przygotowywała mowę dla swojego towarzysza.
- Nie chcę być dla ciebie ciężarem Salazarze. Każde z nas ma swoje życie i nie będę miała ci za złe jak mnie zostawisz. - odezwała się, kiedy powrócił. Była blada i zmizerniała. Mimo to, nadal pozostawała piękna. Tym razem była też bezbronna.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Sro Paź 15, 2014 8:19 pm

Patronus. Tak, to mogłoby się udać, choć też szczerze powiedziawszy Salazar podchodził do każdego sposobu i próby komunikacji z pozostałymi założycielami Hogwartu może niekoniecznie zakończyć się pomyślnie. Nawet jeśli wiadomość do nich dotrze to przecież nie ma pewności, że zostanie odebrana przez właściwych adresatów. Naprawdę długo wzbraniał się przed tym aby wyczarować swojego orła, który miał dolecieć do Godryka i Helgi. Zastanawiał się czy to wszystko ma aby na pewno sens. Jeśli się akcja nie uda to wówczas będzie cała czwórka zgubiona i marzenia o nowych adeptach sztuk magicznych legnie w gruzach. W końcu jednak mężczyzna zebrał się w sobie i wypowiedział formułę zaklęcia wysyłając odpowiednią wiadomość do dwójki swoich pozostałych przyjaciół. To wszystko by nie było w tym takie dziwne, gdyby srebrna poświata Salaraza nie przybrała formy... Orła! Sam czarodziej był tym tak zdziwiony, że ledwo co się skupił na słowach, które patronus ma przekazać Gryffindorowi i Hufflepuff.
Slytherin spojrzał się na Rowenę z niedowierzaniem, ale starał się też z drugiej strony nie pokazywać zbytnio swoich emocji, swojego zdziwienia. Dość już było wrażeń dzisiejszego dnia, a po co robić sobie dodatkowych?
- Roweno... – tylko tyle potrafił wypowiedzieć ze swoich ust. Czy zabrakło mu sił, czy też zdziwienie tym wszystkim wzięło górę?
- Nie zostawię Cię, chociażbym miał zginąć śmiercią straszliwą. Nie jesteś dla mnie byle kim żebym mógł Cię tu zostawić samotną. – powiedział i chyba nieco pożałował swych słów zaraz, gdyż mogło to zdradzić prawdziwe jego uczucia jakie żywił to Pani Ravenclaw. Zresztą wątpił żeby ona kiedykolwiek odwzajemniła jego uczucia.
- Jak myślisz... Dotrze do nich wiadomość? Co się z nimi dzieje teraz? – zapytał.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Czw Paź 16, 2014 9:52 pm

Mimo swojego stanu, nie mogła nie zauważyć zmiany patronusa Salazara. Bardzo dobrze wiedziała jaką formę charakter mężczyzny przybierał, ale czy dała po sobie poznać cokolwiek? Pozostała niewzruszona, uciekając spojrzeniem w bok. Wolała nie poruszać tematów, których nie byłaby w stanie poprowadzić. Slytherin również nie wykazywał chęci rozprawiania na ten temat co było znaczną zaletą. Zaskoczył ją jednak swoją szczerą wypowiedzią. Przenigdy nie posądziłaby go takie zachowanie.
- Doceniam twą przyjaźń Salazarze - powiedziała z błądzącym na ustach uśmiechem. Doskwierała jej jednak niewygoda tego miejsca jak i ból. Doprawdy ile taki stan może trwać?
- Patronus jest niezawodny. Nasi przyjaciele z pewnością wezmą sobie do serca ostrzeżenie. Mogą być w podróży albo w zamku... Właściwie powinniśmy za niedługo rozpocząć naukę... Auć. - Przerwała nie ukrywając grymasu bólu. Czuła się niezręcznie będąc taką słabą, jeszcze nigdy w życiu nie odniosła takich ran.
- Wojna nie sprzyja rozwijaniu Hogwartu. - westchnęła kiedy ból przeszedł.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Pasterska chata    Czw Paź 23, 2014 8:44 pm

Tego się właśnie obawiał, że jego przyjaciółka zauważy iż jego patronus przybrał zupełnie inną formę niż to zazwyczaj było. No cóż, nie są zbadane wyroki boskie. Na całe szczęście nie podjęła tego tematu dalej i głośno, bo w przeciwnym razie nastałaby taka niezręczna cisza, której pewnie żadne z nich nie zdołało by przerwać, mimo że pewnie by chciało to zrobić. I tak była to dość niezręczna sytuacja, gdyż takie coś nie powinno się zdarzyć bez względu na okoliczności. Salazar starał się nie zwracać na to wszystko uwagi, bo były w tej chwili o wiele ważniejsze rzeczy niż zajmowanie się kształtem srebrzystej poświaty.
- I ja doceniam Twoją, Roweno Ravenclaw. – odparł na jej zdanie Pan Slytherin. I tak jak jeszcze kilka dni temu była na niego wściekła na wyprawę do jego rodzinnej posiadłości, tak teraz chyba była wdzięczna za to, że tu jest i uratował jej życia. Chociaż można powiedzieć, że tak naprawdę uratowali się nawzajem. W pojedynkę nie daliby radę się utrzymać w tawernie, czy gdziekolwiek zważając na okoliczności.
- Oby tylko ów Patronus nie dostał się w niepowołane ręce. Jeśli dostanie się w ręce kogokolwiek innego niż Godryk czy Helga to będzie to oznaczało iż jesteśmy zdani tylko na siebie i na łaskę losu. – rzekł zaniepokojony czarodziej. Choć czy nie powinno się nazywać go czarnoksiężnikiem? Nie ważne. W każdym razie w duchu modlił się aby Gryffindor i Hufflepuff jak najszybciej odczytali wiadomość i skontaktowali się z dwójką uciekinierów.
- Ciężkie mamy czasy, niech skonam. – mówił sam do siebie mężczyzna. - Nie tak to wszystko miało być... – zawiesił na chwilę głos. - Wszystko było dobrze i niedługo mieliśmy otwierać Hogwart. Wszystko już było praktycznie dopięte na ostatni guzik. A tymczasem najwyraźniej komuś to przeszkadza. Tylko pytanie komu? – zastanawiał się głośno drapiąc się jednocześnie po brodzie. Nie chciało mu się też wierzyć, że to wszystko musiał zainicjować mąż Roweny. Ferrante może i był dupkiem, ale chyba nie byłby aż takim idiotą żeby narażać swoją żonę.
- Staram się znaleźć dobre oblicza tej wojny... – ironizował sobie Salazar. - A co jeśli ta wojna o Hogwart była nam pisana w dziejach świata? Może jego początki mają być trudne po to aby później było bezproblemowo? – pytał sam siebie, lecz sam sobie nie odpowiadał.
Nagle mężczyzna spojrzał się na Rowenę.
- Co wiedział Ferrante odnośnie Hogwartu? – spytał. - Co wiedział, prócz tego, co mógł się dowiedzieć z ogólnych źródeł? – kontynuował czarodziej.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pasterska chata    

Powrót do góry Go down
 
Pasterska chata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Chata szalonego szamana
» Tymczasowa "Chata Wróżki"
» Wrzeszcząca Chata
» Chata Druida

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain-
Skocz do: