IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szałas w gęstwinie krzewów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Szałas w gęstwinie krzewów   Czw Sie 28, 2014 9:20 pm

*******
Minął dokładny tydzień od czasu ucieczki z więzienia.
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Pią Sie 29, 2014 12:22 am

Życie piętnastolatki zmieniło się diametralnie w momencie kiedy wraz z więziennym przyjacielem i rannym wikingiem opuszczała mury Thetford. Zostawiła za sobą "starą" siebie i miała szansę zacząć wszystko od nowa, o ile to w ogóle możliwe w tych czasach. Wahała się czy to aby najlepszy pomysł, bała się trochę reakcji przybranych rodziców i źle się czuła z tym, że tak ich zostawia bez słowa. Wiedziała jednak, że mogło się wydać kto podpalił spichlerz, a wtedy spotkałaby ją surowa kara. Sumienie jej ciążyło z myślą iż pozostawiła bez jedzenia połowę miasta. Co jeżeli ktoś umrze przez nią z głodu? Na dodatek ciągnęli ze sobą wikinga, którego stan pogarszał się z dnia na dzień i pojawiały się obawy, że przyjdzie im pochować go na jakimś pustkowiu. Villhelmine nie wiedząc nawet kiedy, przekroczyła ziemię Dzikich Pól, mocno przerażona tym faktem. Wiele słyszała o tych upadłym królestwie, wikingowie osiedli w East Anglii uwielbiali straszyć opowiastkami o Dzikich Polach małe dzieci. Podobno tam straszyło i umierało bez ostrzeżenia... Wóz z rannym Wernhardem ciągnęła wraz z Jamesem, któremu pomagała jak tylko mogła. Ostatecznie znaleźli się w lesie, gdzie chłopak zaproponował miejsce na rozbicie obozowiska. Mieli do tego wykorzystać gęsto rosnące krzewy, które zapewnią naturalną ochronę. W ciągu kilku godzin udało im się zbudować szałas, który doskonalili aż do zapadnięcia zmroku. Villa jak rasowa gospodyni, zagospodarowała każdy kąt ich nowego domu. Ułożyli ostrożnie wikinga w miejscu wyścielonym pustymi workami, tak aby mieć na niego oko. Vilhelmine została z nim sama, gdyż James jako łowca udał się na polowanie. Nie jedli od kilku dni ciepłego posiłku, dziewczyna większość porcji oddawała rannemu. Woda przyniesiona z pobliskiego strumyka znajdowała się w małym kociołku i wolno się gotowała. Gdyby tylko tak mieli królika... Zrobiłaby pyszną zupę na mięsie. Siedziała w kucki, tuląc do siebie nogi. Chciała żeby James wrócił.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Sob Sie 30, 2014 3:41 pm

Dla Jamesa to było niezwykłe szczęście móc ponownie być na wolności. Był przeszczęśliwy nawet pomimo tego iż musiał targać rannego druha od ucieczki na wozie. Ogółem nie przeszkadzała mu teraz ta kradzież. Tak na prawdę to teraz uważał poniekąd, że rachunki są wyrównane.
A poza tym też lekko się trapił iż jego przyjaciółka była smutna. Przecież opuszczała swoje rodzinne strony i musiało to być dla niej niezwykle ciężkie. A zatem też było i ciężkie dla jej przyjaciela. Tak czy inaczej wędrowali dość daleko i zasługiwali na odpoczynek. Zrobili szałas i młodzieniec udał się na polowanie. Potrzebowali się posilić mięsem. Aż szkoda, że nie zabrali ze sobą jakichś zapasów, gdyż polowanie mieczem było na prawdę ciężkie...
Ale po trzech godzinach się udało! Capnął całe trzy dorodne króliki i mógł już bezpiecznie wrócić jak dumny facet do szałasu. Spokojnie wrócił do Wilhelmine mówiąc:
-Już jestem. Mam jedzenie.
I położył przed nią te cuda natury. Siadł też przy niej i powiedział jeszcze:
-A co z nim?

_________________
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Nie Sie 31, 2014 1:10 pm

Wernhard był dumny i uparty jak większość wikingów, których znał i z którymi przebywał. Niestety jego obecny stan na nie wiele mu pozwalał. Oczywiście, że chciał wydostać się z więzienia i z siedziby Jarla dlatego gdy go zapytali tylko skinął głowa, gdyż obawiał się, że jego bełkotliwego głosu, z powodu połamanych żeber nikt nie zrozumie. Sam o własnych siłach wyszedł z pomieszczenia gdzie go zamknęli strażnicy jednak niestety dalej musiał już podróżować inaczej. Na twarzy mężczyzny widać było ból. W głowie jednak Wern żegnał się już z tym światem i jego druhami. Już na samym początku ucieczki jego umysł pogrążył się w ciemności, a sam wiking stracił przytomność. Nie wiedział jak daleko są od zagrożenia. Dopiero po paru dobrych modlitwach zaczął wracać do świata żywych. Leżąc na pustych workach w ich prowizorycznym jak sadził schronieniu starał się poruszyć. Minęły kolejne modlitwy zanim wiking otworzył oczy i zaczął rozglądać się po okolicy swojego leża. Chciał się nawet podnieść ale połamane żebra skutecznie mu to utrudniły, a nawet uniemożliwiły.
- Na Odyna… – wychrypiał chcąc wykląć tudzież przekląć Żyda, który miał w swoim sklepie to gliniane monstrum. Jednak kolejne słowa utknęły mu w gardle i nie mógł ich wymówić. Przysłuchiwał się natomiast słowom, które padały gdzieś niedaleko. Oddech nadal miał świszczący co mogło świadczyć o tym, że płuca nie mają dość miejsca by wypełnić się do końca życiodajnym tlenem tak potrzebnym do życia. Powoli wracało mu czucie w całym ciele jednakże ból jaki do niego docierał nie za bardzo mu się podobał. Podejrzewał, że starcie z golemem przyniosło mu więcej szkód niż pożytku. Pokładał również wiarę w Odynie, że jego towarzysze jak i jego pupil są bezpieczni. Dopiero po kilkunastu kolejnych modlitwach odwrócił głowę w stronę dwojga osób.
- Gdzież my jesteśmy? – wychrypiał i po złapaniu kolejnego oddechu znów zabrał głos. –Jak się wydostaliśmy i dlaczego szepczecie? – pytania wydawały mu się akurat na miejscu biorąc pod baczenie jego obecną sytuację. Do Thetford nie mógł wrócić, bo tam na niego czekał „Krwawy Orzeł”, a Wernhard umierać na razie nie zamierzał. Miał tylko nadzieję i wiarę, że już nie przeniósł się na drugą stronę i nie usłyszy zaraz śmiechu dawnych wikingów, wytykających jego marny stan i psią śmierć przez głupotę i chciwość.

_________________

Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Nie Sie 31, 2014 9:24 pm

Czekając na Jamesa, zerkała czasem na wikinga z lekkim strachem. Tak naprawdę w ogóle go nie znali, może był mordercą, rabusiem albo szpiegiem? Co jeżeli ich skrzywdzi? Dziewczynie trudno było oszacować rany starszego mężczyzny. Miał wiele siniaków, niektóre zabarwiły się na żółto a inne wręcz z czerwieniały jeszcze bardziej. Ani ona, ani James nie znali się na sztuce leczenia więc jakakolwiek pomoc z ich strony była bardziej na wyczucie. Dbała o niego jak najlepiej, ale czy nieznajomy przeżyje?
Jak dotąd nie odzyskał świadomości... Nie chciała aby umarł gdy będzie sama. Bała się śmierci. Na szczęście rozmyślania dziewczyny nie trwały długo, bo powrócił James, który z trudem przeczołgał się przez tunel krzewów z trzema, dorodnymi królikami. Przed nimi wielka uczta! Starczy nie tylko na zupę, ale i wypadnie dużo mięsiwa na całą trójkę. Uśmiechnęła się do chłopaka, który w jej oczach urósł to roli bohatera. Z tej radości miała ochotę rzucić się na niego i uściskać. Kiedy zapytał o stan rannego, zmarszczyła czoło.
- Nadal to samo...- szepnęła i nagle stał się cud. Wernhard się wybudził! Villhelmine podpełza do niego na czworaka. Ich schronienie nie pozwalało na zwykły chód, wiking będzie musiał poruszać się nie inaczej jak inni. Był duży, a James i ona chudzi i drobniutcy. Dziewczyna nachyliła się nad wikingiem, obdarzając go spojrzeniem swoich bursztynowych oczu. Uroda poświadczała jej skandynawskie pochodzenie.
- Jesteś bezpieczny - odparła starając się opanować swój lęk, przed wikingiem - Wykorzystaliśmy zamieszanie, zemdlałeś i jesteś ranny. Niestety ja i James nie znamy się na leczeniu... Jeżeli wiesz jak zaradzić temu co ci dolega to powiedz, postaramy się pomóc - z jej postawy biła prawdziwa dobroć i troska. Dla człowieka styranego życiem mogło się to wydawać nietypowe i bardzo naiwne.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Nie Sie 31, 2014 9:52 pm

Wern widział w oczach dziewczyny, że cos jest nie tak. Nie wiedział jednak co powoduje ten paniczny wręcz, jak mu się wydawało lęk. Nie wiedział natomiast kim jest ani ta złotooka dziewczyna, ani siedzący u wejścia do prowizorycznego schronienia chłopak. Wywnioskować mógł tylko, że on ma na imię James. Starał się poruszyć by sprawdzić jakie ma obrażenia i co można uleczyć bez użycia magii, a co można uleczyć beż niej. Sam nie wiedział co się stanie jeśli dziewczyna i chłopak dowiedzą się, iż mają do czynienia z czarodziejem.
- Jak to bezpieczny? Czy to jest Valhalla? – zapytał i zaczął zastanawiać się czy przypadkiem nie zrobił z siebie głupca. Jednak to właśnie pytanie wydawało mu się najbardziej logiczne. Wiedział przecież, że golem go porządnie poturbował i niektóre rany trzeba będzie złożyć magicznie. Parę razy wziął głęboki oddech by móc w ogóle coś powiedzieć.
- Witaj jestem Wernhard. Jeśli pytasz o moje obrażenia to na pewno mam złamane lub pęknięte żebra i coś z lewą ręką, Nie wiem dokładnie co jej dolega. Poza tym jestem chyba ogólnie potłuczony i nie wyglądam najlepiej. Co natomiast się tyczy pomocy… – zaczął mówić i znów musiał zaczerpnąć powietrza by móc kontynuować. –… to przydałaby się tu magia i zaklęcie leczące złamania. Wiem jak ono brzmi ale nie wiem czy sam na siebie będę w stanie je rzucić. Może wy macie jakieś umiejętności magiczne? – zapytał z nadzieję w głosie, że pozbędzie się szybciej tego uporczywego bólu w klatce piersiowej. Jednak jeśli by tak nie było wiedział doskonale, że leczenie potrwa przez parę ładnych tygodni jak nie miesięcy. Jednakże na razie nie chciał straszyć dwójki nastolatków, jak ocenił na oko ich wiek. Przecież nie miał zamiaru sprawić by uciekli od niego na samym początku z krzykiem.
- Mam do ciebie prośbę. Powiedz mi jak masz na imię i kim jest James. – poprosił. Jego rysy wskazywały, ze nie urodził się w Skandynawii. Miał nadzieję, że dziewczyna nie zacznie się wypytywać o jego pochodzenie, bo sam nie wiedział jak ma jej to wytłumaczyć. Teraz uważał się za wikinga jednak czy miał im wyznać prawdę nie miał pojęcia.

_________________

Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Pon Wrz 01, 2014 9:57 pm

Było to doskonale widać, że dla Wilhelmine urósł do roli bohatera. W końcu nie umrą z głodu. Ale jeżeli nie zdobędą łuku to na nic się zda ten miecz. Bo najlepiej polować łukiem i to każdy wie. Wtedy nawet jakiegoś jelenia mógłby im przynieść czy coś grubszego, co pozwoliłoby im nawet jakieś zapasy zrobić. Ale o tym się pomyśli potem.
Kiwnął głową i patrzył na unoszącego się wikinga. No to już nie był nieprzytomny. I dobrze, bo nie wiedzieli co z nim. A James to już w ogóle nie miał bladego pojęcia. A gdy się on zapytał kim jest James odrzekł:
-Ja jestem James. I nie znam się na magii...
No chłopak o tym nie wiedział. Po prostu niektóre dziwne rzeczy same się działy. I nie miał kto go nauczyć nad tym panować. W sensie strzały prosto do celu lecące lepiej niż normalnie. I chłopak zamilkł trzymając rękojeść miecza w dłoni. No bo cóż innego mógł zrobić. Zdał się na przyjaciółkę z więzienia, której to się wiking pytał o wszystko.

_________________
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Wto Wrz 02, 2014 9:13 pm

Bała się głównie przez wzgląd na groźny wygląd, nieznajomego jej mężczyzny. Budził grozę nawet w tak ciężkim stanie w jakim się znajdował. Poza tym w pewnym sensie przypominał jej ojczyma, a to nie wróżyło zbyt dobrze... Wiedziała jednak, że jest przy niej James, którego uważała za bohatera i miała pewność, że ją obroni. Dlatego teraz przemagała swój własny strach i pomagała rannemu. Kiedy wspomniał o Wallhali uniosła brwi dosyć wysoko. Słowo brzmiało znajomo, ale nie wiedziała co oznacza.
Vilhelmine została urodzona już na ziemi, która przyjęła chrześcijaństwo, a tradycyjne skandynawskie obrzędy zostały zmodyfikowane lub całkowicie wyparte, przez nowe święta. Za dziecka była oddawana z rąk do rąk to i nikt nie wpoił jej żadnej kultury. Czy Wernhard podejmie się tego wyzwania i zabierze Villę w świat magicznych opowieści o walecznych wikingach, pięknych walkiriach i panteonie bogów... Odyn, Loki, Freya... Tyle utraciło pokolenie w East Anglii.
- Nie wiem co to, ale nie - odparła z prostotą - Przekroczyliśmy granicę East Anglii i jesteśmy na ziemi niczyjej, a przynajmniej nam się tak wydaje.
Dalsze rozważania wprawiły dziewczynę w zdumienie. Magia. W jej domu był to temat zakazany. Spojrzała na Jamesa, opowiadał jej, że czasami doznawał tego szczególnego uczucia polując na zwierzynę z łukiem, ale czy to była magia? Villa potrafiła sprawić, że zwiędnięty kwiatek rozkwitł na nowo, albo naprawić pęknięty dzbanek... Czy to właśnie nazywano magią?
- Ja nie potrafię czarować. - powiedziała cicho, wracając wzrokiem do Wernharda - Czasami jakiś kwiatek rozkwitnie na nowo.... - urwała wzruszając ramionami. Niestety nie mogli mu pomóc tak jak tego oczekiwał. Nie dopisywało biedakowi szczęście, oj nie.
- Jestem Vilhelmine, panie - przedstawiła się skłaniając lekko głowę. Dorosłych powinno się szanować i okazywać to na każdym kroku. - James jest łowcą. Gdyby nie on to nie mielibyśmy tych królików! - nie trudno było dostrzec w jej postawie ekscytacji kiedy opowiadała o swoim przyjacielu.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Wto Wrz 02, 2014 10:23 pm

Teraz widział wyraźny strach w oczach dziewczyny. Zastanawiał się co się w jej główce dzieje. Oczywiście zaczynał podejrzewać, że ona nie boi się czarodziejów, a właśnie jego. Nie pamiętał by kiedykolwiek zaatakował rodziców tej dziewczynki czy też pobił lub też zabił kogoś z jej otoczenia. Może i Wern miał teraz przytępiony umysł ale twarzy tego dziecka, przynajmniej tak mniej więcej oceniał wiek dziewczyny na pewno by nie zapomniał. Nie wiedział jak ma ich przekonać, że nie jest groźny. Specjalnie nie używał imienia i nazwiska Ragnara. Wiedział bowiem jak wtedy mogli by na to zareagować. Długo obserwował twarz Vilhelmine. Zafascynowało go jej totalne zdumienie kiedy wspomniał o Wallhali. No cóż zaczynał rozumieć, że będzie musiał ich lub też tylko ją wprowadzić w świat jego wierzeń. Już wiedział, iż nie będzie to najłatwiejszym zadaniem no ale przecież ktoś musi to zrobić. Wernhard przecież nie przyjął na razie wiary chrześcijańskiej i sam nie wiedział czy mu się to będzie opłacało. Jak dotąd przecież żył w przekonaniu, że jego wierzenia oraz bogowie, których co prawda przejął od wikingów były jedyne i słuszne. Wszystko inne, czego czasem po prostu nie rozumiał odrzucał.
- Na tłumaczenie wam czym jest Wallhala przyjdzie czas później. – powiedział znów łapiąc powietrze małymi haustami. Zmartwił się trochę, że oboje, a przynajmniej na to wyglądało nie odkryli jeszcze swoich magicznych talentów, co jeszcze bardziej potwierdzało przekonanie Wrenharda, że są jeszcze dziećmi, chociaż jak sam doskonale wiedział różnie to mogło być, a on nie był dobry w ocenie wieku ludzi, i zwykle tego nie robił. Westchnął ciężko i spojrzał znów na dziewczynę.
- No cóż skoro nie znacie się na magii przyjdzie mi się leczyć zwykłymi metodami. Posłuchaj więc mnie proszę uważnie. Znajdź jakieś długie oraz czyste bandaże lub też inszego rodzaju płótno. Jeśli znajdziesz to zdunie, porwij je na długie, szerokie jak najdłuższy palec u ręki. Potem będziesz musiała ciasno, ale nie mocno zabandażować, czyli obwiązać dookoła klatki piersiowej, te bandaże tudzież szmaty. Muszą być one zawiązane tak, abym mógł oddychać. – powiedział i rozkaszlał się. Widać było, że mówienie sprawiało mu wielką trudność. Jednak musiał im wszystko wytłumaczyć. Gdy skończył kaszleć i znów mógł mówić, kontynuował. – Leczenie takie będzie trwało około sześciu tygodni czyli po waszemu półtora cyklu księżycowego. Ręka natomiast jest prawdopodobnie złamana. Trzeba ją usztywnić wkładając w łupki i również zawiązać jakimiś szmatami lub też bandażami tak by łupki się nie ruszały i były usztywnieniem dla stawu. Całkowite wyleczenie nastąpi po upływie pełnego cyklu księżycowego czyli po pełnych trzydziestu dniach. – powiedział i znów odetchnął. Jednak słysząc tłumaczenie dziewczyny znów się spiął.
- Vilhelmine, skoro on jest łowcą, może naprowadzić na nas innych jego pokroju i razem trafimy z powrotem do więzienia. – rzekł nie wiedząc czy właśnie o takiego łowcę w tym wypadku może chodzić. Miał owszem cień nadziei, że się myli ale wolał ostrzec dziewczynę zawczasu.

_________________

Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Sro Wrz 03, 2014 4:16 pm

James ciągle nieufnie patrzył na byłego współwięźnia. Na pewno jest niebezpieczny pomimo tych ran. Szczegolnie, iż wspominał o magii, a to jak wiadomo jest bardzo niebezpieczne. Ale mniejsza z tym. Chłopak spokojnie wysłuchiwał obojga. Przynajmniej do czasu aż wiking zasugerował, że on jest łowcą. Łowcą niewolników lub łowcą zbójców. Ale nie był! Od razu wycelował miecz w towarzysza mówiąc:
-Bacz na słowa mości Warnhardzie. Nie jestem żadnym złym łowcą. Łowię zwierzynę.
Potem popatrzał na swoją przyjaciółkę i powiedział:
-Zajmiesz się opatrzeniem jego ran? Czy mam jakoś pomóc?
//Przepraszam za króciolca ale weny niet ;c

_________________
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Sro Wrz 03, 2014 7:31 pm

Strach Vilhelmine zaczynał być wypierany przez ciekawość. Miała w końcu przed sobą prawdziwego wikinga, takiego jakim byli jej rodzice. Tak przynajmniej słyszała od jednej staruszki, która zlitowała się nad sierotą. Vilhelmine długo nie mogła uwierzyć, że jej rodzice byli barbarzyńskimi wojownikami których obawiano się na całym świecie! Czy to oznaczało, że też była wikingiem? Może miała właśnie szanse dowiedzieć się o wiele więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie? Słuchała tego co miał do powiedzenia Wernhard z zainteresowaniem i wypiekami na twarzy. Przed nią czekało trudne zadanie do wykonania, pierwszy raz w życiu miała kogoś ratować i się nim opiekować. Przeważnie gotowała i sprzątała... Starała się zapamiętać wszystko co mówił jej starszy mężczyzna. Zaniepokojona spojrzała na swojego przyjaciela, którego chyba obraził wiking. Jak można było Jamesa wziąć za jakiegoś łowcę niewolników?! Chciała się już za nim wstawić, lecz ten sam się już odciął, nieco nadąsany.
- Poradzę sobie - odparła na jego pytanie - Wypatroszysz króliki?
Wydawało się, że to sprawiedliwy podział obowiązków. Dziewczyna uśmiechnęła się nikle do Wernharda i na czworaka podeszła do skromnych bagaży. Tam szukała czegoś co przyda się na bandaże. Pierwszy raz będzie opatrywała rany człowieka, czy sobie poradzi?

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Sro Wrz 03, 2014 11:14 pm

Zaczął się zastanawiać czy owy chłopak, który nosił miano James nie był zbyt wygadany i porywczy. Wern wiedział jak takich poznać, bo sam taki był i nikomu nie radził sprawdzać jego wytrzymałości nerwowej, która u przybranego wikinga równała się zeru. Gdyby był bardziej ruchawy zapewne wystartował by do chłopaka i zaczął by mu nakładać do głowy kim jest i jak bardzo potrafi być niebezpieczny. Oczywiście w obecnej sytuacji, będąc bezbronnym i obolały mógł tylko porozumiewać się słowami i to chyba było najbardziej uwłaczające dla Wernharda. Na razie wiedział jedno. Bardzo polubił Vilhelmine. Wydawała mu się bardzo delikatną i miłą osóbką. O Jamesie na razie nie wiedział co tak naprawdę miał myśleć.
- Mości Jamesie. – zaczął i znów musiał odkaszlnąć parę razy a potem zaczerpnąć powietrza by mówić dalej. – Nie chciałem w żadnym razie pana urazić. Chodziło mi i owszem o takie osoby jak łowca opryszków czy też łowca niewolników, ale nie wyglądał mi acan na takiego jegomościa. Chciałem tylko ostrzec Vilhelmine, że nie wiadomo kogo można przyprowadzić nie zacierając za sobą śladów. Tylko o takie niebezpieczeństwo mi chodziło. Nie sądzę jednak by ktokolwiek zapuszczał się na Dzikie Pola by szukać trójki zbiegów. Zapewne już dawno nas na straty spisali. – odrzekł by wyjść z sytuacji jak najbardziej dyplomatycznie. Oczywiście nie było można powiedzieć, że nutki nieufności nie dało się wyczuć w tej wypowiedzi jednakże Wernhard już od wielu miesięcy ufał tylko Ragnarowi i swoim, druhom z drużyny co sprawiło, że resztę nieznajomych traktował na sam pierw z góry i nieufnie. Dopiero gdy odezwała się Vilhelmine mężczyzna lekko złagodniał.
- Spokojnie dziecko. Rozumiem i jestem wdzięczny za to, że przyniósł strawę. Ja po prostu tak mam. Można rzec wrodzona nieufność i tyle. – odrzekł na wypowiedź dziewczyny, po czym zaczął obserwować ja przy pracy. Zdążył zauważyć już, że w prowadzeniu obejścia, gotowaniu oraz sprzątaniu była wyszkolona ale nie zamierzał pytać kto ją tego nauczył. Podejrzewał bowiem z zachowania Vilhelmine, że dobrymi wspomnieniami nie można czasu owej nauki nazwać. Lekko się nawet uśmiechnął gdy usłyszał, że ona sama będzie opatrywać jego rany.
- Na pewno dasz sobie radę. – odparł choć pytanie do niego skierowane nie było.

_________________

Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Czw Wrz 04, 2014 2:52 pm

Och tak James był urażony i to niezmiernie. Ale też wiedział, że Nie można nic zrobić wikingowi. Ogółem to troszkę tak jakby czuł, że jego pozycja jako głównego pomocnika swojej przyjaciółki. Może dlatego, iż po prostu ten mężczyzna wyglądał na kogoś kto jest znacznie bardziej doświadczony w tym całym gronie.
Skinął głową na propozycję swojej przyjaciółki i wziął nóż i zaczął patroszyć zwierzynę, którą przecież zupełnie sam upolował. Oddał się temu zajęciu nawet nie zajmując się żadną interakcją z pozostałą dwójką. W końcu musieli coś zjeść.

_________________
Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Czw Wrz 04, 2014 7:49 pm

Wyczuwała napięcie między mężczyznami i nawet ich słowa nie poprawiły sytuacji. Nie wiedziała za bardzo jak ma się zachować, może powinni sami rozwiązać ten problem? Czy ona była do tego potrzebna? Co jednak jeżeli Wernhard udaje miłego, a tak naprawdę zakatrupi ich w chwili nie uwagi?
Skuliła się nieco w sobie na samą myśl o niebezpieczeństwie. Posłusznie grzebała w bagażach chcąc znaleźć cokolwiek nadającego się na bandaże, koniec końców trafiło na narzutkę, która pełniła rolę okrycia. Trochę się nasapała przy rozrywaniu materiału, ale w końcu miała to o co prosił wiking.
Za łupki posłużyły dwie, obluzowane deski z wozu. Wśród szpargałów znalazła jeszcze kłębek cienkiego sznurka. Zerknęła na Jamesa, który z zaciętą miną patroszył króliki. Miała wrażenie, że równie chętnie wypatroszyłby i wikinga. Przesunęła się do rannego i nie wiedziała od czego ma zacząć. Bała się, że sknoci sprawę i ten pozabija ich wszystkich w straszliwy sposób. Niepewnie sięgnęła po złamaną rękę mężczyzny, nie miała pojęcia jak dobrze ją usztywnić. Spojrzała pytająco na Wernharda. Położyć rękę na desce czy zakleszczyć ją deskami? Tyle możliwości! Zbladła z przejęcia.

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Czw Wrz 04, 2014 10:22 pm

Obecne zachowanie wikinga można było porównać do rannego zwierzęcia, które zostało osaczone przez myśliwych. Oczywiście Dziewczyny i chłopaka nie można było za takowych uznać, ale w tej sytuacji Wern musiał zdać się na ich pomoc. Sam raczej by nie opatrzył sobie ran, ani nie uciekł z więzienia i teraz zapewne by już nie żył. Cóż zachowanie Jamesa było dość dziwne, nawet dla zahartowanego w bojach wikinga. Niby wszystko było w porządku ale jednak wyczuwał nutkę czegoś takiego jak zaborczość i chyba chęć pokazania Vilhelmine, że jest mężczyzną. Wiking nie zamierzał wchodzić w relacje pomiędzy tą dwójką. Tak na oko patrząc on mógłby być ojcem Villi jak i Jamesa. Oczywiście musiałby bardzo wcześnie wziąć ślub i płodzić dzieci, ale przecież z daleka tak to mogło wyglądać. Tą sprawą postanowił jednak zająć się później jak już będzie się lepiej czuł. Miał tylko nadzieję, że do tego czasu chłopak z nimi wytrzyma. Jednakże dalej nie rozumiał strachu dziewczyny. No dobrze, na polu walki wychodził z Werna zwierzak i nic się nie liczyło tylko posmakować krwi swoich wrogów tudzież oponentów ale nigdy nie zabijał niewinnych dzieci. No dobrze parę razy zdarzyło mu się podnieść oręż na młodzieńców, ale tylko wówczas gdy oni mu zagrażali. Jeśli natomiast byli tacy mądrzy i nie szukali śmierci, to wiking ich również nie tykał. Patrzył na poszukiwania dziewczyny i gdy zobaczył sznurek w jej ręku lekko się skrzywił.
- Tego powrozu nie możesz użyć jako bandaża. Jest za cienki i może się wżynać w ciało co może spowodować konieczność obcięcia ręki. – powiedział patrząc na dalsze poczynania dziewczyny. On oczywiście wiedział jak założyć usztywnienie, ale teraz należało wytłumaczyć to osobie, która najwyraźniej nie miała o tym pojęcia. Wernhard długo milczał, aż w końcu wpadł na pomysł.
- No dobrze Vilhelmine. Teraz weź te dwie deski. Koło mojej ręki połóż najpierw dwa kawałki płótna tak by jeden był poniżej  początku, a drugi powyżej końca deski. – powiedział i znów wziął parę głębszych oddechów by móc tłumaczyć dalej. –Teraz na tak przygotowane płócienne kawałki połóż jedną z deseczek. Następnie weź moją uszkodzoną rękę i mocno pociągnij ją do siebie, tak by się wyprostowała. – znów musiał zaczerpnąć powietrza i przez dłuższy czas dyszał by po dłuższej przerwie znów kontynuować instrukcje. – Gdy już ręka będzie prosta, możesz włożyć ją między swoje nogi dla podtrzymania naciągnięcia. Potem przykryj ją drugą deseczką. Na koniec końce płóciennych kawałków zwiąż na drugiej desce, leżącej na ręku. Wiesz tak jakbyś składała kanapkę, z tym, że zamiast masła, pieczywa oraz szpikulców, są deski, dwa kawałki płótna i ręka. – zakończył swoją wypowiedź i lekko się rozkaszlał. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał tłumaczyć jak można, a nawet trzeba zabandażować połamane żebra.

_________________

Powrót do góry Go down
Vilhelmine


avatar

Posty : 47
Skąd : Thetford

Czekoladowe żaby
Monety: 150bl
Ekwipunek: Bransoleta, suszony kawałek mięsa

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Pią Wrz 05, 2014 12:49 am

Czy na pewno można było winić drobną złotowłosą o brak umiejętności medycznych? Całe życie spędziła na ciężkiej pracy wokół gospodarstwa, gotowaniu i służeniu swoim ciałem ojczymowi, co wpłynęło na jej osobowość. Była cicha, zlękniona i bardzo często przywodziła na myśl zaszczutego królika. Od poznania Jamesa nieco ożyła, częściej się uśmiechała i mogła bez przerwy mówić mając pewność, że będzie wysłuchana. Czy było tu miejsce na jakieś głębsze uczucie? Vilhelmine była z niego wpatrzona jak w rycerza z zasłyszanych opowieści. Jawił się jej jako silny i odważny młodzieniec, który ratuje damy w opałach. Nawet jeśli dziewczyna wpadła w zauroczenie, to nie można było liczyć na nic więcej. Była niedojrzałą oraz skrzywdzoną psychicznie osobą, czego następstwa mogą pojawić się wraz z dorastaniem. Patrzyła na wikinga przepraszająco i lękliwie, tak jakby błagała o wybaczenie, że akurat został skazany właśnie na nią! Zerkała w stronę Jamesa, ale ten zacięcie patroszył króliki. Chciała go prosić o pomoc, ale ostatecznie zrezygnowała. Nie powinna go obarczać dodatkowymi obowiązkami. Zagryzła dolną wargę, odrzuciła długi, złocisty warkocz na plecy i zaczęła słowa Wernharda przemieniać w czyny. Jak na pierwszy raz to szło jej nawet dobrze, przy pociąganiu ręki skrzywiła się jakby to ona odczuwała ból, a nie on. Po paru chwilach udało się unieruchomić złamaną kończynę. Widząc, że wiking może ledwie mówić, podała mu sakwę z wodą. Ich ostatnią sakwę z wodą. Teraz czekało ją najtrudniejsze zadanie, a mianowicie obandażowanie połamanych żeber. Zastanawiała się jak to przeprowadzić, aby ranny czuł się komfortowo. Musiał usiąść, aby mogła dobrze obwiązać bandaże ale tym samym zaryje głową w sufit szałasu który był niski. Przejechała językiem po suchych wargach. Była przejęta tym wszystkim!
- Te żebra... - odezwała się z wahaniem - Ścisnąć podobnie jak baleron?
Wykonała ruchy rękoma, dając mu pewną wizualizację jakby to zrobiła. W siedzibie jarla bardzo często zarzynało się świnie i robiło się z ich tuszy kiełbasy, albo takie baleroniki...

_________________

Villa
Potomkini Wikingów
.......................
Powrót do góry Go down
James


avatar

Posty : 50

Czekoladowe żaby
Monety: 50bl
Ekwipunek: naszyjnik z rubinami, kawałek sera

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Sob Wrz 06, 2014 10:56 am

Och już po niedługiej chwili James miał wypatroszone te tłuste zwierzątka z wielką wprawą. Wszystkie kostki, i niepotrzebne rzeczy leżały obok na bardzo estetycznej kupce kostek skóry i innych rzeczy. Spokojnie spojrzał na zajmującą się ranami Vilhelmine i zabrał mięso pod palenisko, które ona rozpaliła. Cóż innego miał zrobić? Trzeba było zrobić to mięsko aby było zdatne do spożycia. Nikt w końcu nie lubi surowego mięcha.
Zrobił to co zwykle - nabił je na specjalnie przygotowane przez siebie drewienko, które miało być rożnem i zaczął nim powoli obracać pozwalająć aby się przypiekało. Wikingów chwilowo ignorował. Nie był przecież potrzebny im na tą chwilę.

_________________
Powrót do góry Go down
Wernhard


avatar

Posty : 40
Skąd : Germania

Czekoladowe żaby
Monety: 10 bl.
Ekwipunek: -

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Nie Wrz 07, 2014 9:04 pm

Nie można było powiedzieć, żeby Wernhard czuł się pewnie w roli nauczyciela, ale cóż miał począć. Skoro nie mógł się na razie jako tako ruszać to musiał cierpliwie tłumaczyć dziewuszce co i jak ma robić. Oczywiście rozumiał, że nie wszyscy ludzie, żyjący w jemu znanym świecie znają się na opatrywaniu ran czy też na wojaczce tudzież na łowach ale przynajmniej miał nadzieję, że będący z nimi chłopak jest na tyle pewny w swoim fachu, iż wie jak należy wykonywać swoją pracę. Jednak patrząc na chłopaka Wern zastanawiał się czy on zawsze jest taki milkliwy. On nigdy nie ufał milczkom i nie miał zaufania do milczących i nie mających nic do powiedzenia ludzi. Po prostu uważał, że tacy osobnicy są albo tchórzem podszyci albo nie odzywają się tylko dlatego, że są pod władzą boga kłamców i szarlatanów Lokiego. Przyszywany wiking nie wiedział nawet czy James również wyznaje tę dziwną wiarę jaką było to całe chrześcijaństwo. Nie mógł bowiem zrozumieć jak można uznawać jednego boga, który ma jednak trzy uosobienia. To było dla niego nie zrozumiale i tyle. Widocznie nikt nie miał jeszcze tyle cierpliwości by wytłumaczyć Wernowi o co w tym wszystkim chodzi. Podstawy wiary ludzi z East Angli i owszem znał ale jakoś nie uważał, iże musi odrzucić swoją wiarę i przejść na to całe nie zrozumiałe chrześcijaństwo. No ale wracajmy do sytuacji w szałasie. Wernhard uważnie przyglądał się temu co robiła Vilhelmine. Gdyby ktoś nie wiedział, że to właśnie wiking musiał jej wszystko tłumaczyć to miałby przed oczami znakomitą pielęgniarkę oraz uzdrowicielkę w jednym. Ten opatrunek jaki założyła na rękę można było uznać jako profesjonalny. Nastawienie kości również było zrobione po mistrzowsku chociaż Wern musiał porządnie zacisnąć żeby by nie wrzasnąć. Wiking zastanawiał się nawet czy dziewczyna nie powinna zacząć nauk na uzdrowiciela. To mogłoby wielu osobom ułatwić życie jak również sądząc po jej wieku i cudownym głosie umilić rekonwalescencję. Ale tego nie mógł na razie powiedzieć. Kolejne pytanie dziewczyny lekko rozśmieszyło mężczyznę. Wiedział, że śmiać się nie może więc tylko wygiął usta w coś co przy odrobinie dobrej woli można było uznać za uśmiech.
- Nie Vilhemmine. Widzisz, połamanych żeber nie wolno ani stabilizować ani wiązać jak baleron. Powód jest prosty. Pod nimi mieszczą się płuca i jeśli ściśniesz żebra te wnętrzności nie będą mogły działać. Musisz więc zawiązać miejsce złamania dość silnie ale nie tak bym nie mógł spokojnie oddychać. – powiedział i spojrzał po dziewczynie czekając na jakiś znak, że zrozumiała jego dość nie jasną przemowę. Tak Wern rzeczywiście nauczycielem był beznadziejnym. Dopiero po chwili zadał jej kolejne pytanie.
- Powiedz mi czy ten James zawsze jest taki cichy czy też to moja obecność powoduje u niego takie reakcje?

_________________

Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   Nie Wrz 07, 2014 10:07 pm

Przedziwny był los, skazując trójkę uciekinierów na swoje towarzystwo. Waleczny, dziki wiking, płochliwa jak sarna dziewczyna o infantylnej naturze oraz przenikliwy, ale milkliwy łowca. Czy mogło z tego wyniknąć coś dobrego? Na dłuższą metę pewnie nie... Vilhelmine okazała się dosyć bystrą istotką, dzięki czemu Wernhardowi oszczędzono bólu i powikłań. Starała się dogadzać swojemu "pacjentowi" w każdy możliwy sposób czym nieziemsko irytowała Jamesa. Nadal obawiała się wikinga, ale wykazywała grzeczną uległość - w końcu tak ją wychowano. Ciekawe czy gdyby żyli jej rodzice, tak bardzo podobni stylem życia do Wernharda i jego drużyny to czy Villa w tej chwili nie była tarczowniczką z charakterem. Szałas wręcz był bliski od rozpadnięcia się, aż tak bardzo ciążyła tam zła atmosfera. Minął jednak tydzień, a stan wikinga poprawił się na tyle, że w końcu mógł stanąć na nogi i rozprostować kości. Mogli ruszyć dalej, tylko dokąd? James przebąkiwał coś o Szkocji, Villa nie miała dokąd iść i była skazana na swojego przyjaciela. Wiking za to mógł pójść w swoją stronę...
Opuścili schronienie i ponownie ruszyli w drogę.

z.t dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szałas w gęstwinie krzewów   

Powrót do góry Go down
 
Szałas w gęstwinie krzewów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pałacyk ukryty w leśnej gęstwinie [Sikilsdalshorn]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Dzikie Pola  :: φ Ziemie niczyje :: Lasy-
Skocz do: