IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 George Widar Urquhart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
George Widar Urquhart


avatar

Posty : 2

Czekoladowe żaby
Monety: 150 blaszek
Ekwipunek: Kawałek sera. Ozdobna spinka do włosów.

PisanieTemat: George Widar Urquhart   Sob Sie 23, 2014 12:45 am



George Urquhart


Widar




Historia

Każdy mąż chce pojąć kiedyś za żonę piękną niewiastę i spłodzić z nią pierworodne dziecię które winno być chłopcem. Niestety życie Roberta Theodorica Urquhart nie powiodło się tak jak powinno. Był najstarszym  z rodzeństwa i po śmierci ojca to on przejął piecze nad klanem, zaś dwaj młodsi bracia pojęli za żony młode i piękne niewiasty które w wydały na świat tylko córki. Sam Robert był tym zaniepokojony, sam nadal nie pojął małżonki gdyż nie chciał mieszać ponownie krwi z klanami, bał się, że dziecko zrodzone przez kobiety ze Szkocji będzie słabe lub co gorsza okaże się dziewczynką. Lata mijały i w końcu znalazł sobie małżonkę ku uciesze ludu. Bratanice wyszły w międzyczasie za mężczyzn z pozostałych rodów, zaś on znalazł sobie kobietę z północy. Była wojowniczką o włosach zaplecionych ogniem i oczach barwy wzburzonego morza. Była piękna i... dzika. Nikt nie opierał się gdy Robert brał za żonę Sigyn Ulfdóttir - córkę skandynawskiego skalda. Ich małżeństwo wydawało się szczęśliwe, pełne gorącej miłości i poświęcenia obojga małżonków. Jednak za każdym razem z nabrzmiałego brzucha rudowłosej miast dziedzica na świat przychodziły martwe dzieci. Robert kończył blisko trzydzieści pięć lat gdy Sigyn okazało się, że jest w ciąży. Wszyscy z obawą patrzyli na pęczniejące ciało kobiety, ta przez wszystkie lata przygasła i zamknęła się w sobie - w końcu która kobieta by nie była załamana gdy czwórka z jej dzieci okazała się być martwa? Jednak tym razem dziecię po wyjściu na świat wydało z siebie przeraźliwy krzyk i wykrzywiło czerwoną, pomarszczoną twarzyczkę. Był brzydki jak każdy noworodek, lecz zarówno małżeństwo jak i cały klan zachwycał się jego osobą. Nadano mu na imię George od tego świętego co ze smokami walczył. Drugim imieniem było Will, lecz zamiast niego używano tego którym matka go nazywała. Mimo iż Sigyn była katoliczką to nazywała syna imieniem skandynawskiego boga - Widar. Ojciec zaś chociaż sam mocno wierzący nie sprzeciwiał się temu, dostrzegając w tym geście wyraz matczynego uczucia.
Szybko okazało się, że George jest dzieckiem słabowitym i chorowitym, jeszcze gdy był w kołysce zachorował na łuszczycę. Skóra na plecach chłopaka najpierw zaczerwieniła się a potem lekko wybrzuszyła w coś co przypominało szarawe łuski - Gdy Robert się o tym dowiedział poczuł się jak rażony gromem, czyżby żona urodziła mu potwora? Ograniczono ilość służby w zamku do niezbędnego minimum, zaprzestano też wydawać przyjęcia. Mało kto wiedział o chorobie chłopca, nie była aż tak widoczna. Potem gdy miał blisko sześć lat udało mu się rozciąć rękę ojcowskim mieczem. jak tylko zobaczył krew to pobiegł do ojca, lecz największym zdziwieniem dla wszystkich było to, że podczas zszywania rany chłopiec nawet nie krzyknął z bólu. Okazało się, że ma schorzenie związane z uszkodzeniem nerwów w ciele. Sprowadzeni mistrzowie uzdrowicielscy nie potrafili nic z tym zrobić, jedyne co osiągnęli to zatrzymali rozwój łuszczycy u chłopca. Zapłacono im za to hojnie by milczeli.
Początkowe lata spędził w zamku patrząc z okien na las i pola rozciągające się wokół, prawie nigdy nie wychodził też na dziedziniec. Rodzice bali się, że chłopiec zrobi sobie krzywdę nawet nie wiedząc o tym - cóż, nie czuł bólu więc jego ciało nie reagowało na przykład na gorąca kamienie paleniska (do tej pory ma bliznę na lewej dłoni) czy też na rozcięte kolano. Już w późniejszym czasie gdy wyrostkiem był i wspinał się dużo na drzewa w sadzie to wrócił do domu ze złamaną ręką, nie zauważył nawet że po szacie cieknie krew a kość wystaje z ramienia. Miał pecha. Chociaż sam tego nie dostrzegał.
Ojciec w obawie by sobie czegoś chłopczyna nie zrobił rozpoczął nauki od historii, strategii i geografii, uczono go też astronomii i matematyki zaś zamkowy klecha ściągnięty przez ojca z Wessex dbał o duchowe potrzeby chłopca. Mimo, że jeszcze nie wykazywał oznak magicznego talentu to sprowadzono również druidów i magów by wybadali chłopca. Jego talent do panowania nad mocą był bardzo słaby, niekontrolowany. Jeśli porównać moc którą posiadamy do świecy, to płomień jego był nikły, targany podmuchami na skraju zgaśnięcia. Rodzice nie dopuszczali do siebie myśli, że syn może nie posiadać talentu i uczyli go, poznawał podstawy zielarstwa oraz historii magii, a także - jak powstają różdżki. To ostatnie zafascynowało chłopaka, już wcześniej zdawało mu się, że każdy przedmiot ma swoją duszę lecz dopiero w "magicznych kijkach", jak je nazywał, odkrył duszę. Każdą wolną chwilę poświęcał by dowiedzieć się więcej o tej sztuce i uczył się jej, rodzice byli zadowoleni, że chłopiec znalazł wreszcie coś co mogło rozwinąć jego moc.
Gdy skończył jedenaście lat rozpoczął naukę walki, z książkami o strategii i logistyce już się dawno zapoznał zaś ojciec mimo usilnych błagań matki postanowił, że chłopiec musi nauczyć się jak walczyć. Zaczynał od drewnianego półtoraka lecz ten wadził mu w dłoni, przeszkadzał, czuł się z nim dziwnie. Już łatwiej przychodziło mu posługiwanie się tarczą i włócznią lecz to nadal nie było TO. Oczywiście w zakres nowych lekcji weszła jeszcze etykieta i jazda konna nie mówiąc już o nauce polowania czy rozmowach z sokolikiem. W tym samym czasie na dwór przybyła też dziewczyna z którą go zaręczono gdy miał niespełna rok. Była ona jakąś daleką krewną głowy rodu Shaw i młodszą od Georga o rok panienką. Miała na imię Lylian i od pierwszych chwil zauroczyła chłopaka. Stali się prawie nierozłączni. Razem kradli jabłka z sadu za wzgórzem, gonili za dzikimi końmi czy łapali ryby w strumieniu. Dziewczynie nie przeszkadzała żadna z chorób wybranka, swym dziecięcym sercem pokochała go jak brata a on ją jak siostrę. Ona również miała silny talent magiczny, jednak wybrała leczenie jako specjalizację jeśli tak można to ująć. Wszyscy byli zadowoleni z rozwoju sytuacji między dwojgiem młodych. Wszystko miało się wreszcie ku dobremu zakończeniu.
Każdy siedemnastoletni czarodziej dostaje swoją różdżkę, on jednak swoją wykonał własnoręcznie. To była długa i mozolna praca, prawie trzy miesiące spełnił w ciemnym loszku zamku wychodząc tylko raz na kilka dni po posiłek lub bukłak wody. Swoją pracę wykonywał w całkowitych ciemnościach by jak sam to mówił "nie zabić duszy która drzemie w tych materiałach". Większość nie rozumiała jednak Lylian siedziała dzień w dzień przy wejściu czekając na ukochanego. Bo warto dodać, że wraz z mijającymi latami młodzi odkryli, że ich miłość to nie uczucie do brata czy siostry lecz miłość pełna pożądania. W końcu gdy skończył wyszedł wraz ze swym dziełem i wszyscy milczeli patrząc na jego zmęczoną twarz oraz niepozorne narzędzie zalegające w dłoniach chłopaka.  
Dwa lata później za zezwoleniem rodziców narzeczeni udali się we wspólną podróż. Miało to dokształcić Widara a zarazem zbliżyć do siebie młodych. Byli oczywiście przez trochę czasu w Wessex, potem ruszyli do Francji, Grecji, przez chwilę byli gośćmi w Turcji lecz zbyt gorący klimat wysłał ich na północ. Odwiedzili Bułgarię i Skandynawię. Z niej to wracali statkiem ku Szkocji gdy rozpętał się sztorm. Wiatr wył jak oszalały zaś pioruny błyskały co i rusz jakby Bogowie się pogniewali. Po długich namowach tych którzy przeżyli udał się do rodzinnego domu gdzie zaczekał aż rany fizyczne się zagoją. Jednak gdy tylko był w stanie dosiąść konia pognał ku miejscu gdzie stracił ukochaną. Przez wiele miesięcy jeździł w tą i z powrotem by ją odnaleźć zaś jego rodzice coraz bardziej martwili się o syna. Oszalał, widział ją wszędzie chociaż rodzina uznała ją za zmarłą, poszukiwał jej w każdego dnia rozpytując po wioskach rozłożonych przy brzegu. Kolejne dwa lata spędził pogrążony w żałobie.
Jako dwudziestojednoletni młodzian postanowił znów wyruszyć w podróż, właściwie został z poleceniem rodziców wysłany do europy z nadzieją, że syn odzyska zdrowe zmysły. Nie powiodło się.  Chociaż nie wiadomo, uznano go za zagubionego. Statek którym płynął znów się rozbił, tym razem przy brzegu który należał do niejakiego Ragnara. Ten znalazł młodzieńca z twarzą oblepioną piaskiem i nieprzytomnym spojrzeniem. Na prośbę małżonki która mu towarzyszyła zabrał obcego do domu, nakarmił i ogrzał. Gdy ten zaś oprzytomniał na tyle by pytać o jego mię można było nordycki wojownik zdziwił się bardzo. Bowiem obcy przedstawił mu się imieniem boskim. Z początku myślał, że to żart, albo, że dziwaczny przybysz uderzył się w głowę lecz z szacunku dla przybysza zwracał się do niego imieniem Widara. Z czasem faktycznie zaczął podejrzewać, że milczący bóg zaszczycił jego domostwo swą obecnością. I faktycznie, George mówił mało przez większość czasu wpatrując się w morze. Sam nie wiedział, czemu nie podał swego prawdziwego imienia, może po prostu w tamtej chwili myślał o matce? Sam nie był pewien. W zamian za gościnę pomagał swemu gospodarzowi i jego rodzinie w obejściu. Właściwie wielu rzeczy musieli go najpierw nauczyć - co upewniało Ragnara, że nawiedził go boski wysłannik - lecz przyjmował to z pokorą i nikłym uśmiechem. Z czasem stawał się coraz bardziej otwarty w stosunku do mieszkańców północy, wytłumaczył Ragnarowi, że zaszła pomyłka i jest zwykłym człowiekiem chociaż wiking przywykł do nazywania go Widarem do tego stopnia, że już tak zostało.
Wraz z mijającymi latami nawykł do życia pośród tego prostego acz silnego ludu. Jego gospodarz nawet w pewnym momencie wyraził chęć nauczenia młodziana walki toporem, wtedy też George odkrył co jest naturalnym przedłużeniem jego ręki zaraz obok narzędzi do tworzenia różdżek. Topór, jednosieczny, mały, taki z którym można walczyć zarówno z tarczą jak i drugim toporem lub i nawet nim rzucić. Dzieląc zarówno walkę jak i podróże zaprzyjaźnili się z Ragnarem, chociaż umysł Widara wciąż trawiła miłość do zaginionej dziewczyny. Nie tak dawno wojownik północy wręczył mu bransoletę, taką jaką nosił każdy członek ich społeczności. Dla szkota był to wielki zaszczyt. Potem zaś wraz z przyjacielem ruszył do Wschodniej Anglii, jednak uprzedził go, że pragnie odwiedzić bliskich i zostać tam mimo iż darzy go wielkim szacunkiem. Niestety życie woja nie było dla niego, chociaż wiedział, że będzie za tym tęsknił. Chce jednak spróbować żyć jak normalny człowiek, chce tworzyć różdżki, a do domu, do klanu... Wróci, ale jeszcze nie teraz. Najpierw spróbuje zapomnieć o Lylian.

I - podstawowe dane
IMIONA - George
NAZWISKO - Urquhart
WIEK - 29lat
RÓŻDŻKA- 13 i ½ cala, włos z ogona testrala , berberys, sztywna.
PATRONUS - Lelek Wróżebnik
ZWIERZAK - Mewa
BOGIN - Zmarła narzeczona
AMORTENCJA - Niezapominajki, zapach morza, płonące sosnowe drewno, kwiaty jabłoni, cydr.
LUSTRO AIN EINGARP- On i narzeczona, ona ją obejmuje, uśmiechającą się, radosną, żywą.

II - Inne

KRÓLESTWO - Szkocja
PRACA - Twórca różdżek
POZYCJA- Zaginiony dziedzic rodu Urquhart.
---------------
CZART -Pomurnik
ADRES @ - gohh@onet.pl
GG - W karcie Mabh jest.
IMIĘ - No dobra, powię. Albo nie.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: George Widar Urquhart   Nie Sie 24, 2014 5:52 pm

Wszystko jest w porządku, także tradycyjnie zostało Ci wylosowanie ekwipunku i założenie arkusza i oby płynnej gry! :)

_________________

Helga Hufflepuff
Powrót do góry Go down
 
George Widar Urquhart
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Grimoire  :: φ Fasolki Wszystkich Smaków :: φ Zaakceptowane KP-
Skocz do: