IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Komnaty Roweny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Komnaty Roweny   Sob Sie 16, 2014 5:40 pm

Przeważają granaty i wszelkie inne, niebieskie odcienie. Nad wielkim łożem widnieje wyrzeźbiony herb Shaw of Tordarroch. Obrazy, rzadkie i trudne do zdobycia futra ozdabiały ściany i podłogę. Rowena zadbała o przytulność tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Czw Wrz 04, 2014 1:15 pm

Podróż wydawała się Rowenie istną męką, znaleźli się o dziwo w tym samym miejscu w którym zostawili konie, które na nich czekały. Ile mogli spędzić pod ziemią? Ważne jednak było co innego! Przy pomocy gargulców usadziła Salazara przed sobą na koniu, stracił przytomność na dobre więc bez problemu poddawał się jej dotykowi. Gargulce zamieniły się z powrotem w stos kamieni. Biały wierzchowiec gnał przed siebie, jakby wyczuwał  powagę sytuacji. Jego kary towarzysz nie pozostawał w tyle. Zajeżdżając na dziedziniec swojej posiadłości, miała trochę mieszane uczucia i liczyła, że Ferrante nie będzie w domu. Z pewnością nie byłby zadowolony z obecności Salazara, dziwnym trafem nie polubili się. Dlaczego? Można było tylko gdybać, że małżonkowi nie odpowiadał zbyt częsty kontakt żony z nim i tym całym Godrykiem. Na dziedzińcu pojawiło się kilka skrzatów, którzy zaczęli się kłaniać szurając nosem po samą ziemię. Kobieta zgrabnie zeskoczyła z konia i samodzielnie ściągnęła rannego, który trochę przy tym ucierpiał. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła nią w Salazara, który zaczął lewitować. Swoją podróż zakończył w wielkim łożu, nad którym widniał rodzinny herb Roweny. Tak, tak. Z pomocą skrzatów rozebrała go, umyła i przebrała, by następnie ułożyć wygodnie w swoich pościelach o barwie granatu. Tak do końca nie wiedziała co mu dolega, skrzętnie badała rany jakie odniósł ale żadna nie wyglądała na poważną. Złamaną rękę samodzielnie nastawiła i zastosowała zaklęcie, dzięki czemu będzie jak nowa. Rozważała wezwanie Helgi, która miała niesamowity talent do uzdrowicielstwa. Do wieczora nie pojawił się Ferrante, skrzaty niejasno mówiły coś o Wessex. Cóż jej mąż mógłby robić w Wessex? Długo się nad tym nie zastanawiała, bowiem pochłonął ją całkowicie stan Slytherina. Kiedy ten już odpoczywał, zabrała się za siebie. Wzięła kąpiel aby zmyć z siebie cały brud i krew, przebrała się i przekąsiła skromny obiad. Nie miała ochoty na zbyt wiele, poza tym martwiła się o przyjaciela. Nadal pozostawał nieprzytomny. Medalion mężczyzny, schowała  w bezpiecznym miejscu. Zamierzała mu go oddać, kiedy tylko jego stan się poprawi. Minął dzień, a potem kolejny i nic się nie zmieniało. Drzemała, cały czas czuwając. Promienie słońca zaczęły wpadać do komnaty, tworząc tym samym niesamowity efekt. Sufit sprawiał wrażenie rozgwieżdżonego, a ściany leciutko się mieniły. Rowena, ubrana w niebieską szatę obciskającą nieziemsko szczupłą kibić podeszła do łoża i nachyliła się nad Salazarem. Oddychał, dzięki ci Merlinie. Przysiadła na brzegu i ujęła go za rękę aby sprawdzić czy kość zrosła się prawidłowo.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Czw Wrz 04, 2014 1:42 pm

Salazar odpłynął po spotkaniu ze swoim „wężowym dzieckiem” i nie odzyskiwał przytomności po wyczerpującej walce. Śnił. A co mu się śniło? Za pewne wielu z Was takie pytanie by rzuciło, gdybyście tylko chcieli. A śniło mu się mniej więcej to… Hogwart… Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie pełna uczniów, we większości będących czystej krwi czarodziejami i czarownicami uczęszczała do tej instytucji, którą założył wspólnie z Roweną, Helgą i oczywiście Godrykiem. Salazar był dyrektorem o twardym charakterze, lecz miękkim sercu, ale tego nikt przecież wiedzieć nie musiał. Nikt jego decyzjom się praktycznie nie przeciwstawiał. Dzięki temu, że był takim „strasznym Panem” mógł zbudować potajemnie komnatę. Zapytacie: a co było w tej komnacie? Otóż wyśnił sobie Salazar, że w medalionie, który odzyskał wówczas, udało mu się przechować bazyliszka, który jak twierdziła Rowena, zginął z rąk Slytherina. O nie, nie zginął. Dzięki czarnej magii udało mu się go przechować w medalionie rodowym. Wypuścił więc bazyliszka i udał się do swojego gabinetu. A wężowy król? Cóż z nim? Jakiś niedługi czas po „ponownym stworzeniu” zaczął zabijać „niegodnych”.
Tak by pewnie mogło wyglądać, lecz bazyliszek został zgładzony przez swojego stwórcę. Salazar zrobił co do niego należało, choć okupił to dość wielkim cierpieniem. Mężczyzna powoli budził się do życia. Nie wiedział co się stało, a bynajmniej nie do końca. Zorientował się, że nie jest ani w Hogwarcie, ani u siebie w domu. Nie potrafił zlokalizować tego miejsca. Musiało to być albo czarodziejskie niebo, albo ktoś go przygarnął do siebie.
- Rowena… – powiedział ledwo słyszalnym szeptem. Wyciągnął wniosek, że musiała go zabrać do swojego domu. Nie pamiętał jednak drogi, ani ilości czasu jaki sprawił, że się tu znalazł. W sumie gotowało się w nim wiele pytań, lecz nie wiedział od czego zacząć.
- Gdzie.. jestem? – zapytał tak dla pewności, chociaż domyślił się, że musi to być posiadłość państwa Ravenclaw. Chyba tego jej fagasa nie było, bo w przeciwnym razie nie sprowadziłaby tu Salazara.
- Co się stało? – zaczął pytać ponownie bardzo ciekawy tego jak się tu znalazł. - Medalion? – zapytał nagle, choć to było więcej niż pewne, że takie pytanie padnie. - Gdzie jest medalion? Tylko mi nie mów, że przepadł! – warknął i próbował się podnieść, jednak ból prawej ręki był na tyle silny, że z automatu się położył na łożu. Grymas na jego twarzy świadczył o tym jak bardzo ów czarodziej cierpi.
- Muszę tam wrócić i go odzyskać. Jak… Jak najszybciej! – znów próbował podnieść głos, choć tym razem był bardziej ostrożny w wykonywaniu jakichś ruchów całym swoim ciałem.
- Jesteś cała? – nagle jakby zmienił tok myślenia i zainteresował się tym co się mogło stać z jego przyjaciółką. - Twój mąż pewnie sapie do Ciebie i ma pretensje, że.. że tu jestem, co? – zapytał patrząc jej głęboko w oczu. Potem odwrócił wzrok i patrzył bez emocji w ścianę.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Czw Wrz 04, 2014 2:03 pm

Piękne sny miał ten nasz Salazar, może nawet prorocze? Rowena od powrotu do domu spała jak zabita, czyżby zasługa totalnego zmęczenia? Dzięki Merlinowi za brak koszmarów i wizji! Odkładała delikatnie rękę Salazara, kiedy ten nieoczekiwanie się obudził. Kamień spadł jej z serca! Uśmiechnęła się do niego uspokajająco.
- Jesteś w mojej komnacie - odpowiedziała - Straciłeś przytomność zaraz po walce z bazyliszkiem, mam ochotę złoić ci skórę za sposób jaki wybrałeś, ale poczekam aż dojdziesz do siebie. - w jej głosie odnaleźć można było nutkę groźby - Przeleżałeś kilka dni, opatrzyłam ci rany i nastawiłam rękę, ostrożnie... - pokręciła głową, widząc jak ten się miota. Medalion i medalion... Salazar chyba pojął swoją gafę i zainteresował się jej stanem.
- Medalion jest bezpieczny, nie martw się oto. A ja? Kilka zadrapań, nic wielkiego. - powiedziała wstając i podchodząc do swojej toaletki.
- Mojego męża nie ma w domu i nie wie o twoim pobycie. Zapewne wykaże zrozumienie, zważywszy na twoje rany. - przeglądała kilka flakoników, aż w końcu wybrała długi, w kształcie kryształu. Podeszła do łoża i przyłożyła go do ust Salazara.
- Wypij, to na wzmocnienie. Wolałam nic ci nie podawać póki nie odzyskasz przytomności. Jak się czujesz? - dopytywała. Leczenie i pielęgnacja chorych nie było jej talentem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Pią Wrz 05, 2014 8:45 pm

Salazar słuchał tego co mówiła Rowena i aż nie mógł dowierzać, że minęło tyle czasu od walki z jego potwornym dziełem, bazyliszkiem. Chciałby się podrapać po głowie, ale z trudem dźwigał się na łóżku więc swędzenie musiał na razie pozostawić bez jakiegokolwiek ruchu. Przeżył i można to było uznać za zwycięstwo, pyrrusowe, ale zawsze zwycięstwo. No i odzyskał tak bardzo upragniony medalion swego rodu, przez który prawie Rowena, notabene przyjaciółka jego, niemalże witała się z Merlinem w czarodziejskich niebiosach. Zadać sobie mógł pytanie: Czy warto? Odpowiedź według niego była tylko jednak: Owszem.
- Muszę go zobaczyć. Muszę zobaczyć medalion. – mówił jak opętany patrząc w tym momencie wymownie na właścicielkę posiadłości, w której się teraz znajdował. Mówił jak jakiś chrześcijański poszukiwacz Świętego Graala. I w istocie tak po części było.
- Cóż... – zaczął Salazar ponownie uspokojony łagodnym wciąż jeszcze głosem przyjaciółki. - Jestem Ci wdzięczny. Gdyby nie Ty... – jego głos zawisł w powietrzu. Pokręcił głową szukając odpowiednich słów aby wyrazić wdzięczność kobiecie, lecz nie był w stanie. Starał uśmiechnąć się, choć wyszło to w jego przypadku dość komicznie.
Slytherin wypił to co miało go wzmocnić i się wzdrygnął. Normalnie by pewnie pluł na prawo i lewo, ale nie chciał narobić sobie wstydu. Rowena zrobiła co do niej należało, więc chociaż tyle się tej kobiecie należało.
- Jesteś pewna, że mężuś nagle nas nie nawiedzi? Wiesz, dziwnie by to wyglądało. Obcy facet u Was w chacie, w dodatku w łóżku. – wzruszył ramionami, o dziwo bez większego bólu. Modlił się w duchu by luby Roweny się nagle nie pojawił w drzwiach. Wtedy może być ciekawie...

_________________

Powrót do góry Go down
Ferrante Ravenclaw


avatar

Posty : 10

Czekoladowe żaby
Monety: 22bl
Ekwipunek: bochenek chleba, ozdobna wpinka do włosów

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Pią Wrz 05, 2014 9:58 pm

Ferrante niedawno pożegnał się ze swoim przyjacielem i spokojnym kłusem wracał do swojej posiadłości. Oczywiście myśląc, że znów będzie sam w domu jego humor coraz bardziej niknął. Nie mógł przecież wiedzieć, że jego żona wróciła do domu i to jeszcze w niechcianym dla Ravenclawa, towarzystwem. Vittorio naładowany nowymi pomysłami na argumenty przeciwko budowy Szkoły Magii I Czarodziejstwa chciał tylko jak najszybciej porozmawiać z żoną. Jednak już od połowy drogi zaczął mieć dziwne przeczucia. No niby mówią, że to kobiety mają jakieś szóste zmysły czy też coś podobnego, ale w tym przypadku krewki Włoch nie czuł się zbyt bezpiecznie wracając do domu. Nie chodziło oczywiście o żadnych rzezimieszków czy też innych oprychów spod ciemnej gwiazdy. Chodziło raczej o to, że jego żoneczka od dawna przyprawia mu rogi. Przyśpieszył więc lekko chód konia i galopem pognał przez las. Widząc z oddali światło palące się w komnatach Roweny czuł, że może wreszcie tym razem wybije jej z głowy te hogwardzkie fanaberie. Ostatnie kilka stai pokonał wiec galopem. Wjechał na dziedziniec, a skrzaty, które pojawiły się uciekały w popłochu spod kopyt czarnego wierzchowca najczystszej krwi sprowadzonego dla Ravenclawa z najlepszej hodowli we Włoszech. Mężczyzna zeskoczył więc z konia i spojrzał na przerażone skrzaty. Przez chwilę starał się od nich dowiedzieć co się tak naprawdę dzieje ale niestety w harmidrze wielu piskliwych i służalczych głosów mógł tylko zrozumieć tyle, że jego małżonka wróciła do domu. Kolejne pokłony i jakieś lipne tłumaczenia domowych skrzatów tak mocno zdenerwowały Ferrante, iże po włosku odprawił spłoszone skrzaty domowe i ruszył do wejścia do domostwa. Nie zważając na żadne przeszkody, nawet na służki, które usilnie starały się go zatrzymać prawie przed drzwiami komnat Roweny, Vittorio w końcu pojawił się w progu.
- Ciao mia Bella. – powiedział płynnie po włosku nie zważając na to, że w komnacie jest ktoś jeszcze, kto najwyraźniej nie zrozumie powitania. Na początku jednak Ferrante nie zauważył nieproszonego gościa. Spokojnie podszedł do swojej żony i szepnął jej na ucho.
- Chyba wreszcie znalazłem sposób by odciągnąć ciebie od tych hogwardzkich farmazonów i mrzonk… – nie dokończył, bo od strony alkowy doleciał go jakiś szelest. Momentalnie odwrócił się w tamtą stronę i przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Stał i patrzył się wprost na Salazara Slytjerina. Już chciał sięgnąć po różdżkę i najzwyczajniej w świecie wyrzucić intruza z posiadłości i zapewne by to zrobił gdyby nie spostrzegł stanu mężczyzny. Odwrócił się więc do Roweny i syknął po włosku.
- Che cosa ci fa qui? Hai condito moglie angoli me?* – powiedział zapominając kompletnie, że był w innym kraju i to co powiedział, może być dla Roweny nie do końca zrozumiałe. Ale w tym momencie nie interesowało go jednak czy jego żona go zrozumie czy też nie. Wolał poznać jaką to znów wymówkę przedstawi mu jego piękna małżonka. To było zdecydowanie ważniejsze.

*tłumaczenie: Co on tu robi? Czyżbyś przyprawiła mi rogi żono?
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Pią Wrz 05, 2014 11:23 pm

Przekonywała samą siebie, że jeżeli Salazar jeszcze raz wspomni o medalionie to skryje go tak, że ten nigdy go nie odnajdzie. Godziło w to kobiecą dumę, może po prostu chciała aby wykazał troskę o nią, a nie o przedmiot bez którego mógł się obyć. Niestety widać, że ów błyskotka skradła nie tylko rozum ale i serce mężczyzny. Bez wyrazu patrzyła, jak ten pije lekarstwo, które zdecydowanie było pozbawione dobrego smaku. Wszystko co miało właściwości lecznicze smakowało najgorzej. Rowena spożywała multum mikstur i zdążyła się uodpornić na wstrętne ciecze. Czego się nie robiło dla spokojnego, głębokiego snu.
- Gdyby nie ja to i tak poradziłbyś sobie znakomicie - ucięła, nie chcąc prowadzić żadnych ckliwych rozmów. Wiedziała, że Salazar do końca przedłużał żywota ogromnej gadziny. - Mam nadzieję, że wyciągniesz z tej historii odpowiednie wnioski. Będziemy musieli odbyć poważną rozmowę w sprawie nauczania czarnej magii w Hogwarcie,  magia to niebezpieczne narzędzie w rękach każdego czarodzieja, tym bardziej niedoświadczonego. Dlatego twoje nauki będą kierowane jedynie do uzdolnionych osób, a na ich dobór osobiście będę miała oko. - była całkowicie poważna, może wybrała nieodpowiedni moment na taką rozmowę ale uważała to za ważne.
- Zważaj na słowa - upomniała go, posyłając ostrzegawcze spojrzenie - Kpienie z gospodarza nie jest najlepszym pomysłem, ale widzę, że masz z tego uciechę.
Co jak co ale Rowena nie należała do beztroskich małolat, ani dam lekkich obyczajów aby pozwalać mówić źle o swoim mężu. Nawet gdy żyli od dłuższego czasu jak przysłowiowy pies z kotem.
Wyszła z części sypialnianej podchodząc do jednego z regałów. Szukała jednej z ksiąg dotyczących ziół które postawią rannego Salazara na nogi. Jego dłuższa obecność w tych murach mogła wywołać niemiłą reakcję Ferrante, gdyby niespodziewanie wrócił. Slytherin wykrakał, bo nie chwilę później do komnaty wszedł nikt inny jak gospodarz domu. Czy się zarumieniła i pomyślała " O nie!"? Nic z tego, stała niewzruszona patrząc na swojego męża z mieszanymi uczuciami, które wywołał słowami "  Chyba wreszcie znalazłem...". Nie rozumiała jego niechęci do idei jaką zawiązała z przyjaciółmi. Co było w złego w nauczaniu magii i zapewnianiu odpowiednich warunków tym, którzy na starcie byli skazani na śmierć albo banicję. Ileż to było przypadków posługiwania się niewprawnie magią! Ileż szkód wyrządzono nieumyślnie! Nie odezwała się nawet wtedy kiedy Ferrante ruszył do alkowy, nie czuła się w żaden sposób winna. Niegdyś krewki temperament Włocha ją oczarowywał, ale potem dało się we znaki niezwykłe opanowanie Szkotki. Lód i ogień. Kiedy usłyszała włoskie słowa, miała ochotę prychnąć. Uwłaczał jej tymi słowami.
- Le tue parole di mio marito accettare l'onore. - odparła, znała włoski ale nie tak płynnie jak Ferrante - Prima di spendere i tuoi giudizi mi ascoltano, altrimenti si commette un pazzo di te.
Spojrzała na Salazara, który ni w ząb nie rozumiał o czym mówią.
- Podczas poszukiwania adeptów natrafiliśmy na ruiny, Salazar widział w tym szansę na odkrycie czegoś niezwykłego więc oboje podjęliśmy decyzję o zbadaniu tego miejsca. Niestety w podziemiach zamiast skarbów - tu spojrzała wymownie na Slytherina - Powitało nas stado wilkołaków. Co prawda nie było pełni, ale walka z nimi to istne piekło. Gdyby nie jego zaskakujące bohaterstwo, to teraz mógłbyś rozglądać się już za nową małżonką.
Piękne wytłumaczenie wypłynęło z jeszcze bardziej piękniejszych ust czarownicy. Jaki miała w tym cel?
- Nieudzielenie mu pomocy byłoby nie tylko hańbą dla mnie, ale i dlatego domu. - dodała, uważając to za najważniejsze. Kodeks wartości mówił jasno, kto komu życie uratował lub ranny został tym należy bezzwłocznie udzielić pomocy i gościny. W ruchach Roweny nie było żadnej nerwowości, ani niczego co mogło w mężu wzbudzić podejrzenia. Była chłodna i nieco wyniosła, jakby te tłumaczenie było poniżej jej godności. Patrzyła za to uważnie na Ferrante, badając szczególnie jego mimikę twarzy. Uważała, że akurat ze śmierci małżonki powinien być co najmniej zadowolony.  Pokaźny majątek i droga wolna do pojęcia za żonę kobiety, która da mu gromadkę dzieci. Nienawidziła siebie za własne myśli i przekonania, ale niestety brak własnego dziecka doskwierał jej boleśnie.

* - Twe słowa mężu godzą w my honor.
**- Zanim wydasz swoje osądy wysłuchaj mnie, inaczej zrobisz z siebie głupca.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Pon Wrz 08, 2014 1:32 pm

Kiedy Rowena wypowiedziała się w niezbyt pochlebnych słowach na temat czarnej magii, tylko prychnął z niedowierzaniem. Nie doceniała tego jakie korzyści mogą płynąć z posiadania umiejętności w tym zakresie. A kiedy jeszcze na dodatek wspomniała o tym iż powinno się zakazać tej dziedziny w Hogwarcie to spojrzał na nią jak na jakąś obłąkaną. Chyba za dużo przeżyła w rurach z bazyliszkiem, bo z jej ust padają same głupoty. Cieszył się zaiste, że ten lek, który mu podała stawia go na nogi. Będzie mógł powiedzieć jej więcej co o tym wszystkim myśli.
- Poradził nie poradził, nie dowiemy się tego. – powiedział Salazar siadając na łóżku. - Ale usuwanie Czarnej Magii ze szkoły, bądź jej ograniczanie to ingerencja w swobodę obywatelską i osobistą. Jeśli do tego dojdzie to przykro mi, ale najwyraźniej nie będzie nam pisane prowadzić wspólnie tegoż interesu. – wzruszył ramionami Salazar jakby akurat na Hogwarcie najmniej mu zależało. A bynajmniej już nie tak jak to było jeszcze kilka miesięcy temu gdy narodził się ten jakże szlachetny pomysł. W ostateczności założy własną szkołę i tam będzie prowadzić swoje nauki wedle własnego widzimisię.
- Czarna magia może i jest niebezpieczna, ale tylko dla tych co jej nie rozumieją. Nie rozumiesz jej, dlatego jej się boisz. Wydaje Ci się, że to zły rodzaj magii, co jest oczywistą bzdurą. Spróbuj to zrozumieć, a dopiero potem wydawaj osądy. – powiedział machnąwszy na nią ręką. Nie pojmował zachowania swojej przyjaciółki. Chciał aby Czarna Magia była jednym z podstawowych przedmiotów w Hogwarcie, ale Ravenclaw zaczęła mu to trochę utrudniać. No cóż, może da się to jakoś obejść. Na słowa dotyczące obrażaniu gospodarza tylko prychnął, nie po raz pierwszy zresztą podczas tej rozmowy.
Czarownica w pewnej chwili opuściła część sypialną, a Salazar czując się nieco lepiej, wstał i zaczął się ubierać w swoje szaty. Zadziwiająca szybko wrócił do optymalnego stanu używalności. Starał zachowywać się cicho, lecz niezbyt mu to wychodziło. Zresztą, Ferrante nie było w posiadłości, więc mógł sobie na to pozwolić. Czy aby na pewno?
- Roweno, czy mogłabyś mi… - zaczął, lecz nie dokończył swojego pytania. Chciał zapytać znów o medalion, by Rowena mu go pokazała, lecz zastał go niezbyt miły widok. Wrócił mąż Roweny, co raczej nie sprzyjać będzie sympatycznej i spokojnej atmosferze.
- Witaj Ferrante. Dorobiłeś się niezłej chałupy. – powiedział patrząc mu prosto w oczy. Zaryzykować można stwierdzenie, że nienawidził męża swojej przyjaciółki, zresztą pewnie z wzajemnością.
- Zadziwiające.. – zaczął. - Mówić innym językiem w obecności gościa niż język którym ów gość się posługuje. Kulturą nie grzeszysz. – mówił spokojnie, lecz wyraźnie słychać było w jego głosie kpinę i ironię. Nie spuszczał wzroku z partnera życiowego Roweny.
- Zanim wyjdę Roweno… Czy mogłabyś mi oddać moją własność? – a mówiąc to dalej jego wzrok tkwił w mężczyźnie, którego szczerze by ukatrupił.

_________________

Powrót do góry Go down
Ferrante Ravenclaw


avatar

Posty : 10

Czekoladowe żaby
Monety: 22bl
Ekwipunek: bochenek chleba, ozdobna wpinka do włosów

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Sro Wrz 10, 2014 11:22 pm

Zarówno widok jak i słowa jakie Salazar kierował do Roweny bardzo się nie spodobały Ravenclawowi. Nie zamierzał oczywiście tolerować takiego zachowania zważając na to co powiedziała jego żona. Cóż po części miała rację i niestety Ferrante musiał jej przyznać rację choć robił to niechętnie. No może gdyby jej troska dotyczyła kogoś innego niż któryś z jej przyjaciół od szkoły magii zapewne jego zachowanie byłoby inne, ale niestety na jego nieszczęście Vittorio widział w Slytherinie tylko zagrożenie.
- Honorem się zasłaniasz? Cóż masz rację w tym, że nie udzielenie pomocy rannemu położyłoby się kirem hańby zarówno na ciebie jak i na ten dom i herb czego bym nie chciał. Poza tym to nie ja godzę w twój honor tylko ty ugodziłaś w mój swoja nieobecnością w progach tego domu. Wiesz ile razy musiałem wymawiać cię migreną, gdyż na ważnych spotkaniach ciebie niestety nie było. Twoja matka nawet się o ciebie zamartwiała. – powiedział. Oczywiście wiele z tego było zmyślone ale Ferrante chciał tylko w ten sposób wymusić na ukochanej poczucie winy. Patrzył na Rowenę chłodnym wzrokiem, a nawet można powiedzieć lekko urażonym. No cóż każdy mąż opuszczony na długo przez żonę właśnie tak by postąpił i Ravenclaw nie widział w tym, nic złego. Z uwagą wysłuchał opowieści jaką starała się go nakarmić Rowena. Zastanawiał się jednak czy jego ukochana nie zapomniała o jednym. Ferrante choć czasem zachowywał się jak dumny kogut, który pilnuje swojego haremu kur potrafił być również bardzo przebiegły i domyślny.
- Zaatakowały was wilkołaki mówisz. To bardzo dziwne. Jak sama zauważyłaś nie było wówczas pełni więc powiedz mi łaskawie skąd one wzięły się w owych ruinach. Przecież każdy czarodziej jak i czarodziejka wie, iże wilkołakiem można się stać tylko i wyłącznie podczas pełni. Nie ma innego sposobu. Po za tym nie rozumiem celu szukania adeptów właśnie w owych ruinach skoro można poprzez zwykłego herolda wysłać wici na cztery strony świata, o tym, że szukacie adpetów. Chociaż wątpię, że ktoś w ogóle się zdecyduje na to by wstąpić do waszej szkoły. – powiedział i spojrzał pogardliwie na Salazara. Rzeczywiście Slytherin wyglądał jakby musiał walczyć z jakąś bestią ale Włoch potrafił rozpoznać ślady zębów jak i pazurów. Natomiast te, które widział na ciele Anglika były jakieś inne.
- Zresztą nie wiem czy ta wasza szkoła w ogóle się utrzyma. Wystarczająco długo stałem pod drzwiami by słyszeć wasza różnicę zdań o wprowadzeniu Czarnej Magii do Hogwartu. Ogłaszam przed wami, że na następnym posiedzeniu rady poruszę ten temat i dam kilka ograniczeń. Jakich dowiecie się dopiero po spotkaniu. – rzekł po raz kolejny z kpiącym i lekko tryumfującym uśmiechem. Cieszyło go to, że on i jego przyjaciel, a przynajmniej za takiego uważał Elrica, ustalili kolejne szczegóły dotyczące utrudnienia zadania czwórce założycieli szkoły. A trzeba wam było wiedzieć, że Ferrante miał posłuch w radzie i cieszył się, gdy forsowane przez niego postulaty wchodziły w życie. Ale wracając do obecnej sytuacji. Słysząc słowa jakie wypowiadał do niego Slytherin odwrócił się do niego twarzą i kpiąco się uśmiechnął.
- A cóż to się stało, że zazdrościsz mi domu imć Salazarze. CZyżbyś mieszkał w ziemniace ulepionej z ziemi jak nie przymierzając ubogi gmin? – zapytał nie przebierając w słowach. Nie obchodziło go czy trafił czy też nie, ale liczył się fakt, że znalazł ciętą ripostę na uwagę Slytherina. Uważał, że to było rzeczywiście coś i mógł sobie pogratulować tego w jakim to wypowiedział tonie. Na następne słowa nie zamierzał reagować. Jednak słysząc o braku kultury prychnął lekko.
- Słowa te kierowałem tylko do mojej żony i nie były one przeznaczone dla niepowołanych uszu. Poza tym z tego co mi wiadomo jestem w swoim domu i mogę używać takiego języka jaki tylko mi przyjdzie na myśl. Tobie panie nic do tego, nawet jeśli nie zrozumiałeś co mówiłem, choć jest to dla mnie dziwne skoro jesteś uczony w magii. – zakończył swą wypowiedź z wyraźną kpiną nie tylko w słowach ale i w postawie. Chciał w ten sposób pokazać Salazarowi iż nie rozumie jak można być aż takim ignorantem i nie znać języka największych czarodziejów jakich nosił świat.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Czw Wrz 11, 2014 12:23 am

Każdy na miejscu Roweny zacząłby wykazywać jakieś emocje. Ona jednak przekornie milczała zanim podjęła kolejną próbę przemówienia swojemu mężowi do rozsądku. Głupi nie był, inaczej nie obrałaby go sobie za męża choć w tej chwili wolałaby, żeby był ufnym głupcem. Uniknęłaby dzięki temu wielu, bezsensownych kłótni o to samo. Wyczuwała nienawiść dzielącą mężczyzn, różnili się od siebie nie tylko postawą ale i podejściem do życia. W Salazarze dostrzec można było wyrachowanie, a z kolei w Ferrante górę brał zza morski temperament mieszkańca Rzymu. Cóż jednak wzmagało w nich niechęć do siebie? Czyżby osoba Roweny? Nigdy jednak nie dała powodów swojemu mężowi do złych osądów. Nie wdawała się w romanse i nie przyłapano jej na żadnych schadzkach, które zaważyłyby na losach małżeństwa. Wiadomo jednak, że zazdrość to rzecz naturalna i nawet najświętsze zapewnienia nic nie wskórają. Rowena spojrzała na Salazara dosyć wymownie, niemal karcąco. Tak jakby chciała mu przekazać, że nie zamierza tolerować takiego zachowania pod swoim dachem i powinien siedzieć cicho. Czy nie zwrócił nawet uwagi iż skłamała na temat ich niebezpiecznej wyprawy? Co jeszcze chciała mu przekazać czarnowłosa czarownica? Przepychanki słowne mężczyzn wzmogły w niej irytacje. Z resztą jak cała ta sytuacja. Już wiedziała o czym będzie chciał rozmawiać Ferrante i jak długo będzie powtarzał to samo. Może faktycznie źle postąpiła zabierając rannego Slytherina do siebie?
- To nie pora na przekomarzanki - powiedziała dosyć głośno, aby zwrócić ich uwagę na siebie - Swoją rzecz odzyskasz w Hogwarcie. - te słowa skierowane były do Salazara i miały podwójne znaczenie.
- Jeżeli czujesz się na siłach i dasz radę podróżować to lepiej będzie jak udasz się w swoje strony. Napiszę list do Helgii o twoim stanie, powinieneś dać się jej obejrzeć. Ma spory talent do uzdrawiania.
Odwróciła się do mężczyzn plecami i podeszła do dużych okiennic, które wpuszczały promienie słoneczne do środka. Wiedziała, że będzie musiała porozmawiać z Ferrante i nie będzie to łatwa rozmowa. Nie miała najmniejszej ochoty na kolejną kłótnię. Czy przejęła się tym o czym mówił? Czy naprawdę tak bardzo doskwierał mu jej brak? A rodzina Shaw? Kochała swoich rodziców jak i całą rodzinę. Wiedzieli oni jednak jaką personą była. Od dziecka sprawiała im kłopoty wychowawcze, które rekompensowała im swoim talentem. Pięknym i utalentowanym zawsze wszystko przychodziło łatwiej.
Miała nadzieję, że Salazar opuści komnatę i nie będzie świadkiem małżeńskiej wojny, która trwała nieprzerwanie od... Właśnie, od kiedy? Westchnęła sobie półgłębkiem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Czw Wrz 11, 2014 8:30 pm

Kiedy tak słuchał męża swojej przyjaciółki, był nawet gotów go znieważyć fizycznie, lecz wtedy wiedział, że zachwieje swoimi relacjami z Roweną. Na takie ryzyko w żadnym wypadku nie mógł sobie pozwolić. I tak już sobie nabazgrał gówna przez tą wyprawę po medalion, którego notabene nie mógł otrzymać w tym momencie od kobiety. Zrozumiał jednak, że rozmowa na ten temat jest niewskazana w obecności Ferrante toteż dalej nie ciągnął tego tematu. Nie wiadomo jakby mógł mężczyzna zareagować gdyby dowiedział się prawdy o celu wycieczki i jej skutkach. Salazar szedł o zakład, że doszłoby tutaj do pewnego rodzaju mordu, albo przynajmniej walki na śmierć i życie. Ktoś by tutaj nieźle oberwał, a dość krwi parę dni temu przelano.
Ferrante wyraźnie zaczepił Slytherina starając się niejako go obrazić, lecz chyba nie znał statusu materialnego czarodzieja toteż założyciel Hogwartu się tym specjalnie nie przejął. Podniósł tylko brew do góry jakby chciał tym samym powiedzieć „czego tu zazdrościć.. mości bałwanie?”. Nie wypowiedział jednak tych słów na głos, bo nie był na swoim terytorium. Ale niech tylko dojdzie do takiego spotkania na jego włościach to wtedy na mężu Roweny nie zostanie ani jedna sucha nitka na owym osobniku.
- Przyjdzie czas, Ferrante, że kiedyś zapłacisz za swoją zniewagę, więc bacz na słowa. – odezwał się w mrocznym języku węży. Był niemalże pewny, że mąż Roweny nie znał tego języka, choć znając życie z kontekstu mógł się domyślić o co chodzi. A mówiąc to patrzył mu głęboko w oczy, choć jego wzrok nie ukazywał otwartej nienawiści. Wtedy odwrócił się do Roweny na pięcie i spojrzał również i w jej oczy.
- A więc do zobaczenia w szkole. – i wówczas opuścił teren Państwa Ravenclaw. A Ferrante został dodany na listę jego potencjalnych zagrożeń, jak nie nieoficjalnych wrogów.


Z/t

_________________

Powrót do góry Go down
Ferrante Ravenclaw


avatar

Posty : 10

Czekoladowe żaby
Monety: 22bl
Ekwipunek: bochenek chleba, ozdobna wpinka do włosów

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Nie Wrz 14, 2014 8:27 pm

Ravenclaw patrzył to na małżonkę, to na Salazara, który pomału opuszczał pomieszczenie. Miał nadzieję, że już więcej nie będzie musiał widzieć Slytherina w progach ich domu. Cóż może nie powinien się tak zachowywać ale podejrzenia i długa nieobecność żony rodzą brzydkie przypuszczenia, które zawsze działają jak miecz, który coraz to bardziej podcinał ich związek. Ferrante nie chciał znów się kłócić ale już widział w oczach Roweny, że ta rozmowa nie będzie za miła. No cóż skoro jednak sam ją zaczął to nie zamierzał się teraz poddawać. Przecież każdy kto znał Vittoria wiedział, że dla niego przegrana nawet w dyskusji oznaczała porażkę życiową. A przegrana z kobietą, nawet ze swoją żoną była dla niego plamą na jego męskim honorze. Dopiero gdy Rowena podniosła głos Ferrante zaszczycił ją swoim spojrzeniem. Dla niego słowa jakie wypowiadał Salazar nie były zwykłą przekomarzaniami, a już ubliżaniem i zachowywaniem się poniżej godności. Nie był pewny ale coś mu mówiło, że opuszczający komnatę mężczyzna jest ze szlachetnego rodu.
- Kochanie to nie ja zacząłem kłótnię i nie ja jestem stroną, którą trzeba uspokajać. Uważam nawet, że to właśnie twój gość powinien wiedzieć jak się zachowuje w towarzystwie gospodarzy. – powiedział. Tak pokazał teraz swoją butę i urażoną dumę. Nie zamierzał udawać, że mu przykro. Nie widział wręcz takiego powodu. Gdy usłyszał jakiś dziwny język, który wydobył się z ust Slytherina tylko wzruszył ramionami.
- I kto przed chwilką ubolewał nad tym, że nie rozumie o czym się dyskutuje w jego obecności. – powiedział i wzruszył ramionami. Nie chciał pokazać, że ta umiejętność go zaskoczyła ale i wywołała gęsią skórkę na całym ciele. Dopiero gdy Salazar wyszedł Vittorio spojrzał na swoja żonę w normalny, a nie teatralny i wyuczony sposób.
- A więc kochanie. Rozmawiałem z moim przyjacielem i będziemy chcieli mieć wgląd w program nauczania jaki zamierzacie realizować w tej swojej szkole. Otóż słyszałem pogłoski o tym, że chcecie nauczać Czarnej magii. Będę wnioskował na najbliższym posiedzeniu Rady by własnie ten przedmiot był, że tak powiem obwarowany wieloma zasadami. Otóż uważam, że tylko czarodzieje z czysto krwistych rodów powinni zgłębiać tajniki Czarnej Magii. Po drugie powinny to być osoby, które wykazują predyspozycje w tym kierunku, a po trzecie osoby krwi mieszanej nie powinny mieć dostępu do tych zaklęć. Są one zbyt potężne, a nie wiadomo co takiemu osobnikowi niższej klasy może wpaść do głowy. – powiedział odkrywając przed nią tylko kawałek swojego planu. Bardzo chciał by jego żona pojęła swój błąd i wycofała się z tej inicjatywy. Chociaż Ferrante był postępowy to nadal uważał, że kobieta, szczególnie jeśli była zamężna powinna więcej czasu spędzać w domu a nie włóczyć się po jakichś bezdrożach z podejrzanymi typami.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   Nie Wrz 14, 2014 10:16 pm

Rowena skrzywiła się kiedy usłyszała syczenie Salazara. Przypomniało jej to całą tą wyprawę w ruinach dawnej świątyni i prawdę mówiąc mimo iż im się udało przeżyć, byli cali to coś zmieniło się w spostrzeganiu przez nią osoby Slytherina. Dotąd uważała, że jego pasja czarną magią jest na tym samym etapie co u niej, mogła się jednak przekonać jak bardzo się myliła. Martwiła się o niego, co mogło zaskakiwać. Zastanawiała się jak Ferrante zareaguje na mowę wężów. Była to niecodzienna zdolność, bardzo z resztą niepokojąca. Nawet ten kto jej nie zna, mógłby spostrzec, że Salazar wypowiedział groźbę. Kiedy zamknęły się drzwi za gościem, Rowena oderwała wzrok od okiennic i poświęciła całą swoją uwagę mężowi jak nakazywała grzeczność. Zwrot jakiego używał nie sprawiał na niej wielkiego wrażenia, uważała je za puste i bez znaczenia. Wysłuchała tego co powiedział w milczeniu, zachowując powściągliwość choć tak naprawdę zaczynała odczuwać złość. Nie podobało jej się to, że Ferrante dołączył do Najwyższej Rady Czarodziejów, tym bardziej, że jawnie robił wszystko aby przeszkodzić w budowaniu Hogwartu. Na dodatek zmienił się pod tym względem, za który pokochała go kilkanaście lat temu. Najwidoczniej młodość rządzi się innymi prawami. Rowena od zawsze robiła to co jej się żywnie podobało. Niczym kot chadzała własnymi ścieżkami. Kiedyś jemu to nie przeszkadzało, obecnie toczyli o to wojnę.
- Doprawdy, Rada nie ma nic lepszego do roboty jak wtykanie nosa tam gdzie nie trzeba? Szkoda, że Salazar nie został bo byście mogli podać sobie rękę i uściskać się jak bracia. Czarna Magia to kwestia nad którą pieczę będzie trzymała moja osoba i nikt z Rady nie ma prawa ingerować w wewnętrzne sprawy Hogwartu. Wszyscy czarodzieje są równi, dziwię się mój mężu, że wygłaszasz prostackie hasła niczym podrzędny kaznodzieja. Nikt z nas nie jest w stanie osądzać kto zasługuje na naukę magii, a kto nie. Sam powinieneś zrozumieć, że powinniśmy zapewnić młodym czarodziejom opiekę i pokierować ich życiem odpowiedzialnie. Inaczej dojdzie do wielu nieszczęść. Już teraz dochodzi w wielu krainach do osądów kończących się śmiercią naszych współbraci. Zacznij myśleć o przyszłości. Hogwart może być jedyną szansą na to aby móc ostatecznie poradzić sobie z agresją Wikingów. Wykwalifikowani czarodzieje zwiększają szansę na stawienie oporu, obyłoby się bez rzezi sprzed wieków! - przemawiała ze sporą ekspresją, porzucając maskę obojętności i skupienia. Nie sądziła, że Ferrante przyjmie tak bardzo zaściankowe myślenie. Hogwart był dla niej czymś bardzo ważnym, misją o znaczeniu dla całej Wielkiej Brytanii. Czuła, że idea Założycieli przetrwa wieki i zapisze się do historii jak coś wielkiego.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnaty Roweny   

Powrót do góry Go down
 
Komnaty Roweny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain :: φ Ravenclaw-
Skocz do: