IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ruiny domu Salazara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Ruiny domu Salazara   Sro Lip 30, 2014 10:18 pm

First topic message reminder :

Natura upomniała się o swoje i tutaj, surowo obchodząc się z chatką z kamienia. Dach zaginął w gęstwinie gałęzi, odsłaniając jedynie jedną ścianę. Nie obejdzie się bez zaklęć aby dostać się do środka, o ile się w ogóle da...

*******


Rowena kochała konne przejażdżki po pięknych, dzikich terenach swojej ojczystej krainy. Podróżowała bardzo wiele po Europie i miała możliwość porównania wzgórz, lasów, miast... Podobały się jej wschodnie stepy, egzotyczne lasy południa, różnorodność kulturowa. Mimo wszystko Szkocję kochała nad wszystko inne. Nic nie zapowiadało dzisiejszej podróży, ale taki był już Salazar. Zaskakiwał w najmniej spodziewanych momentach. Na pozór błaha przejażdżka zamieniła się w podróż w rejony, które Rowena znała słabiej i pozostawało jej zdać się na Salazara. Wydawało się jej, że jest jakiś nieobecny i roztargniony i tak naprawdę jego zamiarem wcale nie był spacer, a coś innego. Nie przepadała za niespodziewanymi zwrotami akcji, dlatego patrzyła na mężczyznę lekko marszcząc czoło. Lubiła prowadzić z nim ożywcze dyskusje, wydawałoby się, że mogliby zostać przyjaciółmi - jednak za każdym razem coś intuicyjnie kazało się jej mieć na baczności.
- Salazarze dokąd tak właściwie zmierzamy? - zapytała trzymając wodze swojej białej klaczy. Miała na sobie ubranie do jazdy i nie za bardzo byłaby rada, gdyby musieli zatrzymać się w mieście. Kobiety w męskich ubraniach były niczym sam szatan na miotle. Nawet wśród czarodziejów wzbudzało to niesmak.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 10:14 pm

Zarówno Salazar jak i Rowena mieli swoje tajemnice, nie odkrywali ich przed sobą z różnych względów.
To samo tyczyło się zdolności, czarownica z zacnego klanu Shaw of Tordarroch posiadała ogromną wiedzę, a zaledwie ułamek z tego ukazywała innym w postaci Hogwartu i innych dzieł. Skrywała również swój dar jasnowidzenia, tak bardzo, że sama wątpiła w jego istnienie. Koszmary i sny, które miewały doprowadzały ją niekiedy do istnego szaleństwa. A to doprowadzało do kłótni z mężem, służbą i przyjaciółmi. Komplikowało jej życie straszliwie, nawet wpływało na piękne lica Roweny. Bezsenność dawała się we znaki, a potem dobieranie coraz to silniejszych eliksirów na sen. Ktoś powiedziałby, że dar jakim została obdarzona to coś cudownego i powinna z tego korzystać. Ona jednak była przerażona. Z trudem udawało się jej ukrywać to przed Ferrante, na pewno zmusiłby ją do przepowiedzenia stanu błogosławionego, który prawdopodobnie nigdy nie nastanie. Skrywała w sobie tyle bólu, że sam Salazar nie udźwignąłby tego ciężaru. Słuchała tego co mówi, ale duchem jej nie było. Zdawało się, że coś słyszała w dali, bardzo odległego. Szepty... Odwróciła głowę w stronę jednego z rozgałęzień kanału. Czuła pilną potrzebę wejścia w ten mrok. Tak więc kiedy Salazar skończył przemawiać, powiedziała jedynie coś w stylu:
- Yhm. Masz rację.
Cały czas patrzyła w kanał, aż w końcu oderwała od niego wzrok i przywołała swojego patronusa. Orzeł rozpostarł skrzydła, wykonał okrążenia nad głową tej dwójki by pomknąć w tajemniczy tunel rozświetlając go swoim blaskiem.
- Zrobimy tak jak mówisz, przyzwij go tu. Ja zajdę od innej strony i weźmiemy go w krzyż ognia. - powiedziała i nawet nie czekając na odpowiedź Salazara ruszyła za patronusem.
Co takiego ją nawoływało? Co przyćmiło jej zdrowy rozsądek?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 25, 2014 5:52 pm

No cóż, można w skrócie powiedzieć i przyjąć, że oboje mieli na drugie imię „Tajemnica”. Strzegli swoich sekretów pomimo tego, że nazywali się przyjaciółmi. A podobno właśnie przyjaciele nie powinni mieć przed sobą żadnych tajemnic. Jednakże w tych czasach chyba nieco inaczej pojmowano rangę przyjaźni. Cóż, bądź co bądź mogli na sobie polegać, co było widać na załączonym obrazku. Bo w końcu gdyby mieli się nawzajem w nosie to Salazar puściłby ją przodem samą nie przejmując się w ogóle jej losem. A tak dogonił ją i kroczą teraz razem ramię w ramię.
Salazar kiwnął głową kiedy mu odpowiedziała. Był jednak niemalże pewny, że raczej go nie słuchała. No ale dość już było kłótni i wzajemnych roszczeń w ciągu ostatnich kilkudziesięciu minut. A akcja, trzeba to powiedzieć, była dosyć szybka i nie można sobie pozwolić na tego rodzaju sceny.
Salazar nie chciał się jej przyznać, ale miał wrażenie jakby ktoś kilkukrotnie ze ścian do niego starał się przemówić. Nie spodziewał się w kanałach innego czarodzieja niż on czy Rowena. Jedyną możliwością było to, że to bazyliszek próbował się z nim porozumieć. A mówił tak: „Zossstaw mi ją. Zossstaw, a śmierć jej będzie szybka i bezbolesna”. Na całe nieszczęście Rowena chyba też coś zaczęła słyszeć. Było to widać w ruchu jej ciała, tego ponętnego ciała, ale nie dał po sobie poznać, że coś zwietrzył.
- Roweno, gdyby.. gdyby coś.. – zaczął, ale nagle w oddali oboje mogli usłyszeć jakby zapadła się ściana. Odwrócili się w tamtym kierunku i nagle zapadła taka niezręczna cisza. Salazar spojrzał na Rowenę, a w oczach miał strach. Czy było to pozorowane uczucie, czy też zupełnie szczerze? W pewnym momencie oboje się rozdzielili. Szli dwiema różnymi ścieżkami. Czy to nie był aby na pewno błąd?
Nagle zza jego pleców rozległ się kolejny huk i padła kolejna ściana, a z niej wyłonił się bazyliszek. Siłą swego łba odrzucił Slytherina o jakieś 5 metrów. Bestia zbuntowała się wobec swego pana. Salazar ledwo co się próbował podnieść, a tymczasem potwór zmierzał do miejsca, w którym znajdowała się Rowena.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 25, 2014 6:44 pm

Nie mieli zbyt wiele czasu. Niestety Rowena słyszała coś całkowicie innego niż nasz kochany Slytherin.
Syczenie bazyliszka nie dochodziło do jej uszu, myśli kobiety pochłonęła gorączką chciwości. Zabawne, ale pożądała czegoś czego nie widziała nigdy na oczy. COŚ w pełni nią zawładnęło i pchała do przodu.
Stała się głucha na słowa Salazara i ślepa na otoczenie. Tak więc odgłos rozwalanej ściany przez ogromnego węża nie wpłynęło na jej czyny, zostawiła swojego towarzysza z jego tworem, który chyba lubował się w płci przeciwnej bo ruszył za Roweną. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, zawróciła patronusa w jego stronę i zaczęła biec. Blask różdżki oświetlał jej drogę, o mały włos a byłaby bliska upadku. W płucach zaczęła się piekota, a nogi powoli zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Nigdy nie musiała uciekać w taki sposób, na wolnej przestrzeni spróbowałaby teleportacji, ryzykując przy tym życie ale w tych cuchnących kanałach było to niewykonalne. Czary Salazara i jego rodziców idealnie zabezpieczały to miejsce. Cuchnąca pułapka... Bała się oglądać za siebie. W takiej chwili nie potrafiła przywołać żadnego zaklęcia, które miało ją uchronić przed niechybną śmiercią. Wybawienie jednak przyszło same. Kamienna posadzka zapadła się pod Roweną, pochłaniając ją w mrok. Przeraźliwy krzyk odbił się echem w korytarzu, dochodząc z pewnością do uszu Salazara. Czy Rowena umarła? Jak z tą wiadomością poradzi sobie biedny Slytherin?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 25, 2014 7:47 pm

Kiedy wreszcie nieco otrzeźwiło Slytherina i odzyskał czucie w całym ciele, zaczęło powoli do niego dochodzić co tak naprawdę się wydarzyło. Bazyliszek musiał rozwalić przynajmniej dwie ściany: jedną po to by zmylić ich oboje, może jeszcze bardziej zdezorientować w sytuacji, a drugi po to by osłabić swojego stwórcę. Zastanawiał się kiedyś czy takie stworzenie mogło samodzielnie i logicznie myśleć, ale nigdy nie sądził, że do tego naprawdę może kiedykolwiek dojść. W tej chwili martwił się tylko czy potwór nie zaatakował jego przyjaciółki i czy Ravenclaw była bezpieczna bez względu na to, w którym miejscu tego labiryntu kanałów się znajdowała.
W pewnej chwili usłyszał przeraźliwy krzyk kobiety, a serce aż z wrażenia podskoczyło mu do gardła, co nie zwiastowało już takiej odwagi Salazara. Szeroko otworzył oczy, choć niczego w oddali nie widział. Wiedział tylko, że czarownica znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i będzie trzeba ją ratować jak najprędzej nie zważając na własne zagrożenie. Instynkt przetrwania jego samego jako jednostki zszedł momentalnie na bok, a adrenalina podnosząca się coraz to wyżej podpowiadała mu, że nie ma chwili do stracenia. Począł biec w kierunku, z którego zdawało mu się słyszeć głos zrozpaczonej kobiety. Nawoływał ją po imieniu, lecz jak dotąd nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
- Zostaw ją w spokoju! Rozkazuje Ci to Twój stwórca, bazyliszku! – począł się wydzierać w niebo głosy w języku węzy. Ktoś, kto to obserwował, mógł usłyszeć przeraźliwe syczenie z ust Salazara, chyba że też był ktoś wężoustym. Nim samym targała wściekłość i frustracja. Gdzie mogła się znajdować Rowena? Tego niestety nie wiedział, nie widział, nie słyszał...
Kiedy tak biegł, ponownie zaatakował go bazyliszek pchnąwszy 31-letniego mężczyznę ponownie na jedną ze ścian kanału. Czarodziej jednak odpowiednim zaklęciem zamortyzował swój upadek i tym razem obeszło się bez szwanku.
- Jestem Twoim stwórcą! Twoim obowiązkiem jest słuchanie mnie, a nie próba unicestwienia! SŁYSZYSZ!? – wydzierał się bestii, która najwyraźniej za nic miała rozkazy swego pana. Bazyliszek otworzył swoją paszczę i próbował zaatakować ponownie swego stworzyciela. Tylko centymetry dzieliły jego jadowite kły od ciała czarodzieja.
- Ooooonaaaaa zginęęęęłłłłaaaaa tak jak Ty zaraz zgiiiinieeeesssszzzz. – zasyczał potwór atakując teraz dwukrotnie, lecz kolejne jego ataki były chybione. Drugi z nich sprawił, że po raz kolejny zawaliła się część tunelu. Jak tak dalej pójdzie to wszyscy tutaj zginą pod gruzami zapomniani przez świat.
- Incendio! – rzucił zaklęcie ognia Salazar celując w swe „wężowe dziecię”, lecz ten był zwinny i szybki unikając czaru. Ich walka zdawała się być walką Dawida z Goliatem. Tylko kto się w tym pojedynku okaże kim?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 25, 2014 8:32 pm

Spadała w nicość, tracąc poczucie rzeczywistości. Krzyk uwiązł jej w gardle i dobrze, bo wpadła do wody. Nieznana siła ciągnęła ją w dół, przerażona młóciła rękoma i nogami wodę, chcąc wypłynąć na powierzchnię. Niestety działy się tutaj dziwne rzeczy, czyżby nadal czarna magia czy też pradawna, nieznana siła? Może Rowena odkryje źródło mocy, które wykorzysta? A może po prostu umrze i będzie dane Slytherinowi wyłowić jej ciało. Wyczarowała wokół swojej głowy bąbel z powietrzem, dawało to namiastkę kontroli nad sytuacją. Wszystko wskazywało na tragiczny koniec Roweny Ravenclaw, jednej z najpotężniejszych czarownic Europy... Niespodziewanie poczuła mocne szarpnięcie. Świat zawirował jej przed oczami i straciła przytomność. Trudno oszacować czas jaki minął od ucieczki przed bazyliszkiem, spadaniem i tonięciem. Ocknęła się leżąc na mokrej, kamiennej posadzce. Pospiesznie wymacała różdżkę, jej strata mogłaby kosztować ją życie. Potrafiła czarować bez, ale nic nie równa się mocy idealnie dobranej różdżki... Starała się ocenić gdzie jest i jak się tu znalazła. Do nozdrzy docierał zapach wilgoci i zgniłych wodorostów. Spojrzała w górę i z przerażeniem wymieszanych z niedowierzaniem spostrzegła, że sufit jest nieprzeniknioną taflą wody.
Wstała, rozglądając się dookoła. Wzrok przykuwał olbrzymi posąg o obfitych kształtach, należący bezsprzecznie do niewiasty. W głowie czarownicy ponownie pojawiło się to uczucie, które gnało ją korytarzami. Obudziło się pragnienie... Podeszła bliżej, kamienna figura znajdowała się na wyciągnięcie ręki.
To tu. Dotknij mnie Roweno Shaw of Tordarroch. Dotknij mnie córko, przyjdź do mnie, a obdarzę cię mą łaską.
Ravenclaw poczęła się rozglądać dookoła w celu zlokalizowania szeptu, ale w tej dziwnej komnacie była tylko ona. Przełknęła ślinę, zawahała się ostatni raz i dotknęła kamiennej postaci. Figura zaczęła się obsuwać, ukazując przejście do innego pomieszczenia.
Weszła do środka małej pieczary służącej niegdyś kapłanom za skarbiec. Znajdowały się tu zbutwiałe już skrzynie, niektóre były tak zniszczone, że stare monety wysypały się na ziemię. Rowena jednak nie była chciwa takiego bogactwa, jej uwagę pochłonął sporej wielkości klejnot. Jak zahipnotyzowana, podeszła i ujęła go w dłonie.
Rozjaśniał jak żywy ogień, by następnie zgasnąć. Od koniuszków paców po czubek głowy doznała uczucia cudownego mrowienia. Nawet nie zdawała sobie sprawy jaką grę rozpoczęła... Usłyszawszy hałas, pospiesznie schowała klejnot do swojej sakwy i wyszła z pieczary. Posąg zamknął do niej drogę jak tylko znalazła się poza nią.
Czyżby troska Salazara była tak ogromna, że skoczył w czarną otchłań? Dla niej?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 27, 2014 4:24 pm

Skupił się maksymalnie jak mógł na pojedynku z potworem, którego stworzył i nad którym o dziwo stracił sprawowaną kontrolę. Będzie musiał zgłębić tajemnicę dlaczego tak się stało, ale zrobi to już bez obecności żadnych świadków. Wybranie Roweny na tą podróż było zarówno dobrym jak i złym posunięciem. Dobrze, bo przynajmniej sam nie musiał się z tym wszystkim bawić, a źle dlatego, że dowiedziała się o jego możliwościach czarnomagicznych. Teraz będzie musiał zdecydowanie być uważniejszy jeśli chodzi o tego typu sprawy i wszelkie badania naprawdę przeprowadzać w niezwykłej tajemnicy. Tylko jak to teraz zrobić, skoro do Hogwartu będą spływać za jakiś czas uczniowie z całego świata, nad którymi czwórka założycieli, w tym on, będą musieli sprawować pieczę? Chyba będzie musiał pomyśleć nad stworzeniem jakiejś tajnej komnaty, gdzie zachowa tylko i wyłącznie sekrety, które sam odkryje lub stworzy. Ale akurat to nie jest chyba czas i miejsce na tego typu rozważania.
Bazyliszek był sprawniejszy niż się mogło wydawać toteż rzucanie zaklęć nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia. Stwór raz po raz uchylał się na bok po rzucanych przez Salazara zaklęciach i urokach tak jakby był gibającym się swobodnie drzewem na porywistym wietrze. Wkurzało to naturalnie Slytherina, ale przynajemniej zatrzymał potwora na dłużej co dało pewien czas na ucieczkę Rowenie. Szczęście w nieszczęściu, że Slytherin niestety nie wiedział gdzie ma potem przyjaciółki szukać. A byłoby to naprawdę dziwne gdyby wrócił do Hogwartu bez niej. Na pewno ludzie powiązali ich zniknięcie z tym, że udali się gdzieś wspólnie i to bez najmniejszych wątpliwości. Bo jak nie razem to gdzie mieliby się niby osobno udać?
W pewnym momencie bazyliszek znów zniknął gwałtowanie w jednej ze ścian, najprawdopodobniej chcąc zaatakować swego stwórcę znienacka od tyłu. Salazar niewiele się namyślając począł biec naprzód w kierunku, w którym zdawało mu się, że udała się tam czarownica. Nie oglądał się nawet za siebie nie chcąc tracić sił ani czasu. Bazyliszek jak będzie chciał to szybko do niego się przyczłapie i znów walka Stwórca-Stwór rozgorzeje na nowo.
W pewnym momencie podłoga zapadła się pod nim i zaczął spadać gdzieś w.. wodzie? Nie bardzo pamiętał żeby w kanałach znajdowało się jeszcze jakieś podziemne przejście i to wodne. Ta wyprawa zaczęła mu się naprawdę coraz mniej podobać. Początkowo było nawet śmiesznie, ale teraz najchętniej posiedział by sobie przy partyjce szachów z Godrykiem i dobrym winie. Nieznana siła ciągnęła go w dół, a on się topił, topił i topił. O dziwo się nie utopił, ale spadł na kamienną posadzkę z wodnego sufitu. Gdzie się znalazł? Nie miał pojęcia... Zaświecił różdżką by się rozejrzeć. Nie poznawał tego pomieszczenia. Próbował też nasłuchiwać czy kogoś lub co gorsza czegoś tutaj niepożądanego nie ma.
- Rowena? – zapytał się głośno, a w następnej chwili nadstawił uszu. Czy coś się wreszcie pozytywnego, oczywiście wedle woli Salazara?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 27, 2014 5:11 pm

Kiedy Salazar staczał swój pojedynek na życie i śmierć, ona odkrywała zakątki tajemnego pomieszczenia które niegdyś było świątynią celtyckiego bóstwa. Biła stąd aura mistycyzmu i nie dziwne iż młody Slytherin wybudował swoją kryjówkę właśnie tutaj. Podświadomie musiał wyczuwać to co teraz oszałamiało wszelkie zmysły Roweny. Smukłe, kobiece palce dotykały zniszczonych rzeźb, które niegdyś cieszyły oczy wyznawców zapomnianego już bóstwa. Nawet wiedza Roweny tak daleko nie sięgała... Oprócz podziwiania wnętrza komnaty i jej wodnego sufitu, trwale poszukiwała wyjścia. Nic tak nie przerażało kobiety jak zostanie pochowaną żywcem, a na to na razie się zanosiło. Nawet transmutowanie gruzu w jedzenie zda się na nic, na dłuższą metę mogłaby wydłużyć swoje cierpienie do tygodnia lub dwóch. Dlaczego opętało ją teraz właśnie takie myślenie? Czyżby przeczucie nadchodzącej śmierci? Co jeżeli Salazar właśnie ginął w paszczy swojego chowańca, który przyjdzie i po nią? Usłyszała, a właściwie miała wrażenie, że coś słyszy. Przezornie schowała się za gruzowiskiem, by w razie zagrożenia przygotować się na atak. Na całe szczęście wodny sufit wypluł Salazara, a nie bazyliszka. Czyżby więc...? Ruszyła w stronę swego towarzysza lekkim truchtem jakby zamierzała go uściskać, ale w porę zwolniła zaniechawszy impulsu.
- Salazar - uśmiechnęła się, mimo przerażenia i zmęczenia całą tą przygodą. Widziała, że na nim również odbiły się sytuacje z dzisiejszego dnia. Cieszyła się, że żył, że oboje żyją. Razem mają szansę się jeszcze stąd wydostać o ile znajdą wyjście.
- To chyba ruiny starożytnej świątyni, nie znalazłam jeszcze wyjścia... Zabiłeś bazyliszka? Jesteś ranny?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Wrz 03, 2014 10:13 am

Radość swą, pomimo tego iż wielka była, ukrywał gdy zobaczył Rowenę, a więc powrócił do starego i sprawdzonego sposobu – ukrywania swoich emocji. Za pewne gdyby trochę inaczej podszedł do sprawy to pewnie rzuciłby się w jej ramiona, albo i pozwolił by ona to uczyniła. Ale co tam on się będzie bawić w tego typu rzeczy… Najważniejsze jest, że przeżył i znów mogą dalej kroczyć ku poszukiwaniom medaliony, w którym rzekomo ród Slytherinów zaklął swą moc. W każdym bądź razie tak twierdził Salazar.
- Nie znam tego miejsca. W każdym bądź razie.. nie przypominam sobie by było tutaj. – powiedział zdziwiony czarodziej. Czy to była może jedna z iluzji tego miejsca, czy też prawdziwa rzeczywistość? Mrugnął kilkukrotnie oczyma, lecz nadal znajdował się w tym miejscu. Był trzeźwy, więc też nie mógł mieć jakichś „pijackich” zwidów.
- Czy to istotne? Najważniejsze jest chyba że żyję, prawda? – nie podejmował tematu bazyliszka Salazar. Był pewny, że on gdzieś nad nimi krąży i jeszcze nie odkrył jak wpełznąć do tego otworu. I daj Bóg żeby nie odkrył tej jakże przedziwnej tajemnicy. Jeśli i on się tutaj znajdzie to wszyscy będą zgubieni. A jak dobrze się zorientował to jedyną drogą ucieczki była droga którą się tędy dostali.
- Znalazłaś medalion? Jest tu? – zapytał tak jakby szukał co najmniej chrześcijanin szukał jakiejś świętej relikwii po Jezusie Chrystusie. Niektórzy mogliby nawet stwierdzić, że Salazar jest w pewnym stopniu opętany, co dobrze nie wróżyło jego dalszej karierze magika. On jednak wolał o sobie mówić, że realizuje krok po kroku pewien cel, który obrał sobie jakiś czas temu.
Nagle w pewnym momencie z któregoś pomieszczenie, jakby ukrytego w jednej ze ścian komnaty czy tam miejsca, w którym się znajdowali, wyleciał kruczo-podobny ptak, który miał na sobie… medalion! Tak, ten medalion, przez który niemalże oboje, Salazar i Rowena, nie stracili w ciągu ostatnich kilkudziesięciu minut życia. Mężczyzna próbował zbliżyć się do ptaka, lecz ten za każdym razem odskakiwał na inną, czasami wyższą skałę.
- Oddaj mi go. Już! – próbował przywołać ptaka do porządku, ale skoro nie potrafił poradzić sobie z bazyliszkiem to czy i z kruczo-podobnym stworzeniem miałby sobie poradzić?
W pewnym momencie z sufitu zaczęła cieknąć woda. Coraz szybciej, coraz gęściej… Salazar mimowolnie spojrzał na Rowenę z oczami, w których biła się mieszanina przerażenia i zdenerwowania. I po kilku chwilach na posadzkę spadł głośno bazyliszek, robiąc tym samym dość duży dół w komnacie, świątyni.
- Incendio Maxima! – krzyknął celując w bazyliszka chcąc zwiększyć siłę zaklęcia Incendio. Niestety czar ów tylko bardziej rozwścieczył „dziecię Salazara”, które poczęło sunąć w jego stronę. Salazar rzucił jeszcze dwa razy zaklęcie, lecz zrobił to o dziwo tak niedbale, że trafił gdzieś w bok, co spowodowało zawalenie się kilku skałek. W ferworze walki kruczo-ptak poderwał się do lotu i jakby na chwilę gdzieś zniknął. Salazar uciekał, choć kątem oka zerknął na Rowenę. Daj święty Merlinie jej przeżyć – takie właśnie myśli mu przyświecały. Pragnął bardzo by Ravenclaw przeżyła, bo nie wybaczyłby sobie jej śmierci. To że on umrze to pół biedy, lecz ona? Miała męża, a może wkrótce mogłaby mieć dzieci, i co?
Kruczo-ptak nagle wychylił się ze ściany i począł z dziką namiętnością atakować oczy wielkiego węża. Salazar na chwilę się zatrzymał by spojrzeć na tą nierówną walkę. Ptak miał nadal medalion, ale jeśli poświęci swoje życie, a Slytherin i jego przyjaciółka tego nie wykorzystają to jak wówczas będzie mógł spokojnie się nosić z dziedzictwem rodu?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Wrz 03, 2014 3:37 pm

Byli do siebie bardzo podobni, jeżeli chodzi o okazywanie emocji i uczuć jakimi darzyli inne osoby. Czy kiedykolwiek Rowena zastanawiała się jaki naprawdę jest jej przyjaciel z którym dzieliła niejedną pasję?
Czy on również poświęcił na to chwilę swojego życia? Czasami miała wrażenie, że trapi go samotność, nawet jeśli otaczał się ludźmi. Był Godryk, była Helga i Rowena, ale czyż mężczyzna nie potrzebuje rodziny? Może Rowena powinna zmówić się z Helgą i urządzić jakieś swaty? Tylko która to panna sprostałaby osobie Salazara? Zwalczyli impuls niemal w tym samym czasie. Nie było im jednak szansy zaznać spokoju, bo wydarzenia jakie nastąpiły potem działy się niezwykle szybko. Ravenclaw zaskoczyła obecność żywego zwierzęcia w tych ruinach, dlaczego ptak ukazał im się dopiero teraz? Zmrużyła oczy i dostrzegła medalion. Towarzyszący jej mężczyzna usiłował go złapać, dostrzegała w oczach Salazara niebezpieczną żądzę... Aż tak bardzo pragnął tej błyskotki rzekomo obdarzonej wielką mocą? Wszelkie rozmyślania przerwała jednak woda, która spadała z sufitu. Nieco przestraszona podniosła wzrok w górę i już wiedziała dlaczego Slytherin nie odpowiedział kiedy zapytała o bazyliszka. Niewiele czekając rzuciła się w stronę zniszczonej już rzeźby, by się za nią ukryć. Niestety jedynym odpornym człekiem na zabójczy wzrok bazyliszka był Salazar, jego zadaniem było teraz stoczyć śmiertelny bój. Rowena nie mogła ryzykować uśmiercenia w tak głupi sposób. Zastanawiała się jednak gorączkowo jak dopomóc towarzysza. Pomysł przyszedł wcześniej niż się spodziewała. Zaczęła transmutować kamienie w duże, groźnie wyglądające gargulce, które z łoskotem rzuciły się na króla węży. Tajemniczy ptak z medalionem również zaczął atakować, tym razem oczy. Skąd tyle mądrości w zwykłym zwierzęciu? Syk bólu węża zatrząsł całą komnatą. Ze ścian poleciały kamienie, a z kamiennego sufitu posypały się obłoki kurzu. Rozkaszlała się, lecz potem miała odwagę by wyjść. Bazyliszek miotał się wściekle, kłapiąc paszczą. Chciał dopaść ptaka. Gargulce stworzone przez Rowenę nie dawały za wygraną, jeden z nich ulokował się w gębie gada.
Czarownica nie zamierzała przyglądać się bezczynnie jak Salazar. Machnęła kilka razy różdżką, aby stworzyć okowy, które unieruchomią niebezpieczne stworzenie.
- Musisz go zabić - powiedziała dobitnie do czarnoksiężnika - Znasz zaklęcie. - dodała, dając mu do zrozumienia, że nie ma wyjścia. Ślepy bazyliszek nadal pozostawał niebezpieczny. Pozostało go dobić zaklęciem albo magicznym artefaktem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Wrz 04, 2014 9:13 am

To nie była byle błyskotka, jak to pewnie Rowena sobie myślała. Była to pamiątka rodzinna przekazywana sobie z ojca na syna i dalej od zarania dziejów i momentu, gdy na świecie pojawił się szlachetny ród Slytherinów. Kobieta mogła więc nie do końca myśleć o tej rzeczy tak jak to robił Salazar. A może ów mężczyzna po prostu przesadzał i powinien sobie to wszystko odpuścić? Wiele już czasu stracili na poszukiwania tego czegoś, a chyba lepiej by było dać sobie siana i zachować życie obojga niż je ryzykować. On jednak był jakby opętany, pałał żądzą posiadania tego przedmiotu i chyba nie spocznie zanim go nie zdobędzie.
Rowena nie mogła mu pomóc w walce, bo nie była odporna na zabójczy wzrok bazyliszka, a więc pozostał Salazar sam na placu boju. Ale czy aby na pewno sam? Kruczo-ptak atakował jego oczy, a o dziwo Rowena przetransmutowała duże kamienie w gargulce. I tak oto powstała mała armia kamiennych żołnierzy, którzy pomagali Slytherinowi w walce z groźną bestią. A bój, trzeba było przyznać, był zacięty. Przeciętny człowiek po kilku sekundach by padł, jak nie od pożarcia przez bazyliszka, to przez jego spojrzenie.
Kiedy tak wężowaty stwór miotał się, jak jakieś bezradne dziecię we mgle, uderzył swym końcem w ścianę, co spowodowało zawalenie się części skał, które zraniły Salazara. Mężczyzna zawył z bólu. Najprawdopodobniej miał złamaną częściowo rękę, choć tego aż tak nie odczuwał. Adrenalina i szybsze serca bicie sprawiało, że tylko przy pierwszym kontakcie odczuwał skutki niezdarności swojego „dziecięcia”. Kątem ucha usłyszał, że mówi do niego Rowena. Mówi? Krzyczy? Sam już pewien nie był. Ale wiedział, że jeśli czegoś nie zdziała to wszyscy będą martwi.
Stanął na równe nogi i uniósł obie ręce, w prawej-tej złamanej, trzymając różdżkę.
- Wzywam Cię bestio, zaprzestań swoich ataków. – zasyczał w mowie węży, która była zrozumiała tylko dla niego, no i oczywiście dla bazyliszka. Syczenie to dla osoby niewężoustej mogło być bardzo nieprzyjemne. Fizycznie takiego czegoś nie da się wytrzymać, a co dopiero tutaj mówić o psychice.
Bazyliszek jednak nie reagował na głos Salazara
- Jestem Twym Panem, Stwórcą i wzywam Cię abyś przestał zabijać. – syczał spokojnie, lecz stanowczo. Nadal jednak ze strony bestii nie było jakiejkolwiek reakcji. Kruczo-ptak wydrapał już mu oczy, więc spojrzeniem potwór już nie mógł zabijać. Ptak jednak padł z głuchym łoskotem o posadzkę. Był martwy.
- Jesteś nieposłuszny wobec Stwórcy swego, a więc musisz zginąć! – i wówczas po tych słowach dopiero bazyliszek odwrócił się w jego stronę. Nie widział go, ale miał znakomity węch toteż bez problemu mógł zlokalizować jego pozycję. Zrzucił kamienne gargulce Roweny z siebie.
- Giń! Nieposłuszni muszą odejść. Jesteś nieposłuszny, a więc giń! – rzekł machając rękoma i różdżką. Jeśli ktoś był uważny to mógł spostrzec, że z różdżki Salazara wydobywał się jakby czarny dym, a może mgła.
- Nie ma tu miejsca dla siebie! Dość już Twojej samowolki. Odejdź precz! – mówił, a czarna mgła z różdżki robiła się coraz większa. W tej chwili była wielkości chmury, która mogłaby pochwycić dorosłą krowę.
Bazyliszek zaczął sunąć ku obolałemu Salazarowi.
- Nie potrzebuję Cię już. Odejdź! Giń! Przepadnij w nicości! – syczał, lecz bestia dalej była żywa. Może nie miała już tyle pewności siebie, co jeszcze paręnaście minut temu, czy tam na górze, ale w dalszym ciągu była śmiertelnie niebezpieczna.
- Samowolka jest karana. – gdy to mówił, bazyliszek był już w połowie drogi do niego. - Pan nigdy nie może pozwolić by sługa mu się przeciwstawił. – bestia jest naprawdę blisko, lecz się zatrzymała. - GIŃ W NICOŚCI BESTIO!!! – w tym momencie bazyliszek rzucił się do skoku, lecz ciemna mgła, która wyszła z różdżki Salazara urosła już do takich rozmiarów, że bez problemu zamknęła bestią w sobie. A potem ów mgła… zmniejszała się, aż na końcu… Wybuchła. Parę ścian i okolicznych skał rozsypało się w pył. Salazar ostatkiem sił doczłapał się do martwego kruczo-ptaka i wziął naszyjnik.
- Jest mój.. tylko mój. – wyszeptał to klęcząc i trzymając go mocno w ręce. Następnie padł wycieńczony, choć był jeszcze przytomny.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Wrz 04, 2014 12:47 pm

Tajemnicą było, jest i będzie o czym myślała Rowena. Czy potępiała jego pragnienia? W pewnym stopniu tak, bo wydawałoby się, że Salazar jest gotów poświęcić wszystko byleby dobić do celu. Z drugiej strony jednak, był sierotą bez żadnej pamiątki po rodzicach. Miała dobre serce, dlatego chyba oceniała go z przymrużeniem oka. Walka była zajadła, bazyliszek nic nie robił sobie ze słów swojego pana. Było w tym coś nostalgicznego i pozostało mieć nadzieję, że Slytherin wyciągnie z tej lekcji odpowiednie wnioski.
Rowena stała z boku, obserwując pojedynek dzikiego gada ze swoim przyjacielem. Sam musiał się z tym uporać, oczywiście nie pozwoliłaby sobie na patrzenie na jego śmierć! Różdżka była cały czas w gotowości, aby rzucić śmiertelne zaklęcie. Kamienne gargulce nie poprzestawały na uderzaniu bazyliszka. Na widok czarnej mgły, Rowena zmrużyła nieco oczy i zmarszczyła czoło. Jeżeli było to to o czym myślała to złoi mu porządnie skórę jak tylko opuszczą te podziemia. Widać ktoś musi w końcu spuścić manto Salazarowi. Syczenie było okropne i przyprawiało Rowenę o złe wrażenie. Komnata zatrzęsła się po kolejnym ataku króla węży, trzy gargulce zapewniły swoim ciałem ochronę swojej pani, dzięki czemu ta nie odniosła ran od zwaliska kamieni. Dzwoniło jej w uszach, kiedy wyjrzała zza osłony swoich gargulców spostrzegła brak bazyliszka i leżącego towarzysza. Miała wrażenie, że straciła oddech, a jej serce dopadł lodowaty podmuch. Ruszyła biegiem w jego stronę, z małym poślizgiem. Upadła przy nim na kolana i starała się złapać z nim kontakt. Bo żył prawda? Nie mógł od tak sobie umrzeć?
- Salazar? Salazarze? - klepała go delikatnie po policzku, ale bez odzewu. - Spójrz na mnie.
Złapała go za podbródek i skierowała w swoją stronę, aby łatwiej mu było zogniskować wzrok.
- Wezmę medalion i schowam go do twojej kieszeni - jak mówiła tak zrobiła - Musimy stąd wyjść, zanim komnata runie.
Wstała i stworzyła kolejne gargulce, większe i silniejsze, które uniosły półprzytomnego już Salazara.
Martwego ptaka, Rowena wzięła w swoje dłonie. Jej patronusem był orzeł, godłem również. Uważała ptaki za piękne stworzenia. Złożyła połamane skrzydła biedaka i ułożyła mały, kamienny kurhan. Następnie gargulce rozpierzchły się w poszukiwaniu wyjścia, gdy go nie było, kazała im po prostu przebić się na zewnątrz. Oboje byli ranni, ale Salazar za to dodatkowo wycieńczony. Postanowiła, że zabierze go do swoich włości.

zt.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny domu Salazara
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Clarissa V. Jonson
» Ruiny miasta Ilion
» Regulamin Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain-
Skocz do: