IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ruiny domu Salazara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Ruiny domu Salazara   Sro Lip 30, 2014 10:18 pm

First topic message reminder :

Natura upomniała się o swoje i tutaj, surowo obchodząc się z chatką z kamienia. Dach zaginął w gęstwinie gałęzi, odsłaniając jedynie jedną ścianę. Nie obejdzie się bez zaklęć aby dostać się do środka, o ile się w ogóle da...

*******


Rowena kochała konne przejażdżki po pięknych, dzikich terenach swojej ojczystej krainy. Podróżowała bardzo wiele po Europie i miała możliwość porównania wzgórz, lasów, miast... Podobały się jej wschodnie stepy, egzotyczne lasy południa, różnorodność kulturowa. Mimo wszystko Szkocję kochała nad wszystko inne. Nic nie zapowiadało dzisiejszej podróży, ale taki był już Salazar. Zaskakiwał w najmniej spodziewanych momentach. Na pozór błaha przejażdżka zamieniła się w podróż w rejony, które Rowena znała słabiej i pozostawało jej zdać się na Salazara. Wydawało się jej, że jest jakiś nieobecny i roztargniony i tak naprawdę jego zamiarem wcale nie był spacer, a coś innego. Nie przepadała za niespodziewanymi zwrotami akcji, dlatego patrzyła na mężczyznę lekko marszcząc czoło. Lubiła prowadzić z nim ożywcze dyskusje, wydawałoby się, że mogliby zostać przyjaciółmi - jednak za każdym razem coś intuicyjnie kazało się jej mieć na baczności.
- Salazarze dokąd tak właściwie zmierzamy? - zapytała trzymając wodze swojej białej klaczy. Miała na sobie ubranie do jazdy i nie za bardzo byłaby rada, gdyby musieli zatrzymać się w mieście. Kobiety w męskich ubraniach były niczym sam szatan na miotle. Nawet wśród czarodziejów wzbudzało to niesmak.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pią Sie 08, 2014 8:24 pm

Najwyraźniej Rowena miała jakieś „ale”, bo nie odezwała się do Salazara ani słowem, ani też nie uczyniła w kierunku jego żadnego kroku. To wydawało się bardzo dziwne, zwłaszcza że przyszli razem, więc sądził, że powinni się trzymać razem. No ale może po prostu zrobiło jej się przykro, że wciągnął ją w tak bardzo niebezpieczną przecież grę. Było nie było mogła stracić życie, zresztą tak samo jak i on. Ale przecież nie mogą tak do końca życia się do siebie nie odzywać. Zwłaszcza, że istnieje ryzyko iż resztę swojego żywota mogą spędzić tutaj razem w... No właśnie.. gdzie oni się właściwie znajdowali?
I trzask! Dostał z liścia w twarz. Co jak co, ale takiego podejścia do sytuacji się nie spodziewał. Był zaskoczony chyba pierwszy raz tak jej reakcją w swoim życiu. Nie powiedziałby, że z niej taka ostra sztuka.
- Aha. Toś się wypowiedziała. - po raz kolejny dało się wyczuć ironię w jego głosie. Bardzo powoli i delikatnie dotykał prawą ręką w policzek, który miał spotkanie pierwszego stopnia z jej otwartą ręką. I co teraz państwo czarodzieje uczynią? Jak się zachowają dalej?
- Strasznie fajnie się z Tobą rozmawia. No po prostu zagadałaś mnie w ciągu ostatnich minut prawie że na śmierć. – ironizował Slytherin na temat ostatnich kilkunastu minut spędzonych w.. gdzieś, gdzie nie wiedział gdzie. Sam się zastanawiał co to za miejsce, ale nie mógł go sobie z niczym skojarzyć.
- Jesteśmy pod ziemią. To raczej pewne. Pytanie tylko gdzie dokładnie? – mówił sam do siebie, bo przecież o konwersacji z przyjaciółką mógł zapomnieć z oczywistych względów. Spojrzał na nią wymownie oczekując, ze łaskawie się odezwie. Takiego wała jak Anglia cała.
- Hm.. Mądra i inteligentna Roweno, przyjaciółka ma... – zaczął z kolejną nutką ironii. - Czy zechcesz mi uczynić ten zaszczyt i nakarmisz mnie jakimkolwiek słowem ze swych ust, czy będziesz milczeć na wieki wieków? – zapytał bezpośrednio Salazar. Nasłuchiwał dookoła jakichkolwiek dźwięków, osób, czy czegokolwiek. Patrzył na nią i oczekiwał jakiegokolwiek zareagowania.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 09, 2014 12:50 pm

Może to dziecinne i bardzo nieodpowiedzialne ze strony Roweny, ale była uparta i miała swoją dumę, która została urażona przez Salazara. Poza tym miała powody, aby tak go potraktować. Podejrzewała, że on to wszystko ukartował. Ni zowąd po tylu latach postanowił szukać pamiątki rodzinnej? Medalion, o ile istniał to z pewnością został pogrzebany na wieki wieków. Nie wiedziała dokładnie dlaczego jest taka rozdrażniona, agresywne zachowanie było jej obce. Zawsze spokojna i chłodna, nigdy nawet nie podniosła głosu podczas obrad Najwyższej Rady Czarodziejów. Może dlatego, że była na tyle przebiegła by kokietować najsłabsze ogniwa tego wzajemnego kółka adoracji. Nie tylko Salazar był tu cwany, ona też potrafiła dodać jedno do drugiego i wysupłać z tego coś dla siebie z wielką korzyścią. We współczesnych latach z pewnością zostałaby kobietą biznesu, umiejącą wszystko przekuwać na własny sukces. Szła hardo przed siebie, nie zwracając szczególnej uwagi na reakcje Salazara. To co mówił było jedynie gadaniną i jak na Slytherina przystało, okrasił to wszystko piękną ironią. Jego ironia ją irytowała, bo to oznaczało, że oczywiście niczego nie rozumie i tę niewiedzę próbuję ukryć za warstwami dogadywanek mających ją zmusić do powiedzenia tego wprost.
- Nie rozmawiam z tobą - rzuciła jedynie, dosyć chłodnym tonem. Dziecinne ale cóż poradzić?
Była brudna, sterroryzowana przez obrazy w głowie, poharatana przez roślinę, która wciągnęła ją do jaskini w której było ciemno jak w... Trąciła nogą kawałek drewna. Podniosła go i po krótkich oględzinach transmutowała w pochodnię. Warto nadmienić iż transmutacja to jedna z jej ulubionych dziedzin magii do której miała sporą smykałkę. Reprodukowanie rzeczy idzie jej tak dobrze, że trudno poznać falsyfikat od oryginału. Pochodnia dała lepsze światło. Czy dobrze słyszała? Odgłos kapiącej, wody?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 11, 2014 2:53 pm

Salazar naprawdę nie rozumiał dlaczego Rowena postępowała w ten sposób, że nie odzywała się do niego ani słowem. Nie rozumiał też dlaczego go spoliczkowała, choć tak naprawdę nic złego nie uczynił. Czarna Magia w końcu też jest rodzajem magii i nie można udawać, że coś takiego nie istnieje. Nie można mówić też, że jest zła lub dobra póki się tak naprawdę samemu jej w jakikolwiek sposób nie użyje. Slytherin się czuł z tym świetnie i swobodnie, dlatego cieszył się, że będzie mógł nauczać tej sztuki w Hogwarcie. Za pewne niewielu pojmie i zawładnie tego typu mocą, ale to już nie wszystko od niego zależy.
- Nie rozumiem Twojego zachowania Roweno. Zamiast się cieszyć, że żyjemy to Ty się boczysz na mnie jakbym Ci wybił połowę rodziny. Idziemy dalej. Jak masz zamiar tak milczeć to sobie milcz. Ale żeby potem nie było lamentu. – powiedział do niej z lekka obrażonym tonem, wyprzedził ją, a następnie starał się iść takim samym tempem jak ona, lecz utrzymywał stałą prędkość by nie stracić jej z oczu. Swoją drogą miejsce, w którym się znajdowali było dosyć dziwne. Miał przeczucie, że kiedyś tu już był. Może we śnie?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 11, 2014 6:39 pm

Czy skłóceni i po obrażani na siebie na wieki wieków mieli jakiekolwiek szansę na wyjście z opresji cało?
Od zaorania dziejów wiadomo iż niezgoda nie prowadzi do niczego dobrego, a zanosiło się na poważny rozłam między Roweną i Salazarem. Chyba, że czarodziej pójdzie po rozum do głowy i w porę dostrzeże swoje negatywnie odbierane zachowanie. Być może czarna magia kryła w sobie jakieś piękno i nie można zaprzeczać jej istnieniu ale jedno było pewne - w niepowołanych rękach może być bardzo niebezpieczna. Rowena obecnie miała nikłe pokłady zaufania do Salazara i kto wie czy po powrocie do Hogwartu (o ile w ogóle się to uda) nie cofnie pozwolenia na nauczanie tego arkanu magii. Co jak co ale to Rowena trzymała wszystko w garści i reprezentowała pozostałych przyjaciół przed Najwyższą Radą Czarodziejów. Bez jej głowy do interesów, idea Hogwartu raczkowałaby w ich głowach. Kiedy Salazar ją wymijał, posłała mu jedno z tych spojrzeń, które gdyby mogło to zamieniałoby w kamień. Cały Slytherin, nigdy w niczym nie widział swojej winy udając niewiniątko. Ona nie przepadała za tym rodzajem tępoty i dwulicowości.
- Och, rzeczywiście. Żyjemy, raduję się pod same niebiosa. - odezwała się niezwykle kpiąco - Lepiej przestań prowadzić swoją grę i powiedz otwarcie czego chcesz. Poczynania twojej czarnej magii bardzo dziwnie odbiły się na tym miejscu. Znalazłam groby, miałam wrażenie, że słyszę kobiecy głos, a potem zaczął padać krwisty deszcz. Chcę wejść do chaty i co się okazuje? Nie ma drzwi tam, gdzie być powinny. W cudowny sposób jednak ty wychodzisz bez żądnego uszczerbku na zdrowiu. To mnie zaatakowały pnącza i to ja wleciałam do tej dziury. Czyż to nie dziwne, że jedynie moja osoba doznaje tu samych przykrości? Powiedz mi więc szczerze co sobie uroiłeś Salazarze i do czego to wszystko ma prowadzić. - złapała go za przedramię aby się zatrzymał i spojrzał jej w twarz. Jak to niewiasta, długo w swoim postanowieniu nie mogła wytrzymać i skora do rozmowy jednak była. Chciała mieć wszystko wyłożone, bez żadnych intryg. Zasługiwała w końcu na prawdę, a i obca przecież Salazarowi być nie mogła. Patrzyła tak na niego, wyglądając jak półtora nieszczęścia. Kruczoczarne włosy, które miała luźno związane i układane na boczku były rozczochrane, pokryte miejscami ściółką leśną. Bladolica zwykle twarz nosiła ślady ziemi i krwi, ubranie w niektórych miejscach było podarte. Dla Roweny, która o wygląd dbała jak nikt inny zaistniała sytuacja była tragedią.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 11, 2014 8:18 pm

Co przyniesie im jeszcze ta wyprawa to tego chyba najstarsi czarodzieje w Anglii nie wiedzieli i nie przewidzieli. A szkoda, bo naprawdę współpraca mogłaby im o wiele więcej pomóc niż iście w zaparte i staranie się o osiągnięcie indywidualnego celu. Ale w mniemaniu Salazara to właśnie ta dwójka, przynajmniej początkowo, nawet w miarę wspólnie się trzymała. Ale że potem się rozdzielili i każdy czasowo poszedł w swoją stronę, to wyszło jak wyszło i
tutaj nie powinni mieć do siebie pretensji. Ale oczywiście mądra i inteligentna Rowena Ravenclaw musiała swoje trzy grosze powiedzieć. Teraz jeszcze do niego się fochała o to, że znalazła się w dziurze. Oczywiście, gdyby była tam sama to jeszcze można ją zrozumieć. Ale było nie było jej przyjaciel wskoczył za nią, więc nie mogłoby być tak źle, prawda?
- No i można było tak od początku? – powiedział odwracając się do niej szczerząc szczerze zęby i mrugnąwszy okiem. Potem znów maszerował przed siebie nie obracając się za Roweną. No może od czasu do czasu spojrzał kątem oka by być pewnym, że w razie co jej się nic się nie staje.
- Nie wiedziałem, że magia może sama ewoluować. Ale skoro się dowiedziałem to warto się będzie temu kiedyś bardziej przyjrzeć. – powiedział jakby nie zważając na jej pierwsze słowa. Ona wyraźnie była albo przestraszona, albo zła na niego. Salazar chyba jeszcze sobie nie zdawał do końca sprawy co Ravenclaw teraz o nim sądziła, bo pewnie był pewny, że jest wszystko w miarę okej.
- Tak, były tam groby moich rodziców. A wszystko to co Cię spotkało to pewnego rodzaju zabezpieczenia wyższego szczeblu. Najwyraźniej magia uznała Cię za obcą i nie chciała wpuścić. Mi nic się praktycznie nie stała, bo magia poznała swego stwórcę. – powiedział drapiąc się po brodzie. Tak jakby zaczęli ze sobą znów rozmawiać, choć raczej to było wylewanie żalu, i to jednostronne, niż porządna konwersacja.
- Nie przesadzaj Roweno, bo nic Ci się nie stało. Jesteś cała, ja też. Cieszmy się z tego. – starał się uciąć bezsensowne rozważania Roweny. Nawet jeśli miała w pewnym sensie rację to nie mógł jej tego przyznać. No przynajmniej tak dla zasady musiał się z nią sprzeczać. Za pięknie by było gdyby się z nią we wszystkim zgadzać.
- Wiesz... – zaczął Salazar. - Zdaje mi się, że już tu kiedyś byłem. – powiedział rozglądając się po bokach. Nie zważał w tym momencie na pytanie Roweny. On i urojenie? Dobre sobie... Salazar był zdrowszy na umyśle niż najzdrowszy czarodziej czy mugol na ziemi. A to pomieszczenie... Robiło wrażenie. Zdawać by się mogło jakby byli w jakimś korytarzu prowadzącym do jakichś kanałów. A może to były kanały?
- Mówiłem już, a Ty chyba jesteś zaślepiona i głucha. – powiedział oburzony. - Przyszedłem tu po pamiątkę rodziną, jaką jest medalion. W tym medalionie jest.. zaklęta pewna moc, nie tylko rodzinna. Muszę to mieć. – rzekł do Ravenclaw nie patrząc na nią. Nagle się zatrzymał. - Ale wiem, że Ty mi nie wszystko powiedziałaś. Co jeszcze wiesz o tym miejscu i tym, co tu się stało? – dodał.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 11, 2014 9:37 pm

Nie wiedziała co go tak cieszy. Uśmieszek wywołał u niej falę ciepła i nie było w tym nic filuternego, a wręcz przeciwnie. Była zła, bo on nic nie rozumiał. Czy tak trudno pojąć, że nie była Godrykiem w sukni?
Nie dla niej takie przygody, gdzie życie wisi na włosku. Jej domeną było studiowanie ksiąg oraz poszerzanie swojej wiedzy, a nie ganianie po lesie przesiąkniętym złem. Tak bardzo się nie rozumieli, że aż dziwna była ich przyjaźń. Dotychczas mu pomagała i wspierała, często przy tym ryzykując sceptyczne i wymowne spojrzenia Helgi i Godryka. Pozwoliła się przekonać do nauczania czarnej magii w Hogwarcie, choć miała poważne wątpliwości czy jest to dobry pomysł.
- Ty dalej niczego nie rozumiesz. Jak możesz podchodzić do tego w taki lekkomyślny sposób? - weszła mu w słowo, nie mogąc czekać aby się wtrącić.
- Medalion i medalion, sprawdzałeś może to miejsce zanim i mnie tu sprowadziłeś? Teraz znajdujemy się głęboko pod ziemią i może się okazać iż nie ma stąd wyjścia. Wtedy też będzie ci wesoło?
Doprawdy, co ona w nim widziała. Powinna była odmówić Salazarowi już tylko wtedy kiedy skierował do niej list. Co ją podkusiło?
- Och, więc jesteśmy tu tylko po to bo chcesz moc. - prychnęła rozgniewana - Moc. Tylko to ci w głowie. Potęga i potęga.
A udław się nią pomyślała sobie w duchu, bo to przekraczało wszelkie granice. Najbardziej jednak doskwierało ją to iż przez dotknięcie nagrobków doznała wizji i miała przeczucie pogorszenia swojej sytuacji. Czarna magia otworzyła w jej umyśle drzwi, które ona zawsze trzymała pod kluczem.
- To miejsce jest chore. Zatrute twoją magią, martwe, zniekształcone. - odparła - Lepiej by było gdybyś postarał się cofnąć swoje klątwy. Las powracałaby do swojego pierwotnego stanu.
Oczywiście o swoim darze mu nie powie, ani o tym co widziała.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 13, 2014 8:51 pm

A on w dalszym ciągu nie mógł pojąć dlaczego Rowena się tak spinała. Przecież żyli, a to mogli zawdzięczać tylko i wyłącznie jemu. Skoro to była jego zasługa, że czarna magia tak tutaj urosła w siłę to on wiedział jak z nią walczyć. Być może znajdzie też sposób jak ją w pełni znów kontrolować, o ile już nie znalazł. Na razie jednak Pani Ravenclaw powinna być mu wdzięczna z powodu, że nie stało jej się nic, co mogłaby uznać za prawdzie zagrożenie życia lub uszczerbku na zdrowiu. No właśnie... Żyła, a dalej skamlała z byłe powodu. Może by tak ją uciszyć, znaleźć ten medalion i potem ją ocucić?
- Lekkomyślny? – powtórzył Salazar. - A uważasz, że co mam zrobić? Usiąść i płakać z założonymi rękoma? O nie... Nie jestem tego typu człowiekiem. Znasz mnie, dążę do celu, ale nie po trupach. Póki jesteśmy razem tutaj nic nam się nie stanie. – i w myślach sobie dodał „przynajmniej na razie”. Nie chciał bowiem wywoływać niepotrzebnej paniki. Ta jego przyjaciółka i tak już chyba robiła
- Wystarczy mi, że już kiedyś tu byłem. A o ile dobrze kojarzę to jest tu gdzieś wyjście. Musimy iść... Dalej. – rzekł nie przejmując się zbytnio strachem towarzyszki. W końcu za jakiś czas będzie po wszystkim i jeszcze mu podziękuje za to, że poznała więcej historii na temat jego oraz rodu Slytherin.
- Obawiam się, że to nie takie proste. Poza tym sama widziałaś, że ledwo co tu weszliśmy. To nie jest zamiana lwa w puchar na wodę, czy odwrotnie. Tutaj też trzeba czasu. Rozumiesz? CZA-SU. – powtórzył powoli magik. Podszedł do ściany. Stanął i dotykał jej ręką. Było mokro i brudno, to fakt. Ale coś mu to przypominało.
- Jak myślisz, co Ci to miejsce przypomina? – był ciekaw zdania Roweny na ten temat.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 13, 2014 11:15 pm

Do czego ta wymiana zdań może doprowadzić? Pojednanie, a może zaogni konflikt i dojdzie do pojedynku? Ciekawe, które z nich okazałoby się tym przegranym. Czy w ogóle byłoby to możliwe? Cała czwórka czarodziejów, uznawana za "największych" władała umiejętnościami o których inni mogli pomarzyć. Zwróceni przeciwko sobie mogliby dokonać straszliwych zniszczeń. Razem jednak mogą dokonać wielkich rzeczy. Rowena intuicyjnie wyczuwała ukryte zamiary Salazara, lecz nie potrafiła ich sprecyzować. Nie mogła też powoływać się na same wrażenie, bo wyjdzie na tym gorzej, a i w oczach mężczyzny znacznie straci. Należało pójść po rozum do głowy i przechytrzyć swojego rozmówce. Wymówki nic nie dadzą, a jedynie pogorszą relacje. Kiedy skończy się ich wspólna przygoda, pokaże mu swoją wyższość, a następnie chłodną obojętność w kontaktach.
- Mam nadzieję, że jesteś świadom tego co rzeczesz - odpowiedziała za to poprawiając swoje włosy. - Co to znaczy " już kiedyś tu byłem"? - zapytała zirytowana ale i zaciekawiona - To podziemne włości Slytherinów? Bawiłeś się tu jako dziecko? Byłeś z rodzicami?
Przypatrywała się ruchom Salazara, który obmacywał ścianę, okrągły właz który chyba miał jakieś ozdobne wzory, jednak trudno było je odczytać przez narastający mech.
- Skarbiec - odpowiedziała na zadane pytanie, podając pierwsze skojarzenie. Machnęła delikatnie różdżką aby odgarnąć mech. Ich oczom ukazało się...

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 7:09 am

Pojedynek Salazara i Roweny byłby ciekawym rozwiązaniem, lecz zapewne byłby to początek końca wielkiej przyjaźni, a także idei krzewienia magii wśród nowych adeptów. Także więc na spory i waśnie raczej żadne z nich nie mogło sobie w obecnej chwili pozwolić. I tak Hogwart powstał z dość wielkim bólem, choć trzeba przyznać, że sam zamek, czy też zameczek, zbudowano dość szybko. A jakież byłyby losy tej całej inwestycji, gdyby jeden z założycieli się wycofał z tego wszystkiego popadając w niezgodę z innymi? Tego na razie się nie dowiemy. Może kiedyś któreś z nich opuści szkołę w gniewie? Nie wiadomo…
- Świadom na duszy, ciele i umyśle, droga Rowenu. – zapewniał ją ostatni żyjący przedstawiciel rodu Slytherin. Jako ostatni organ swojego rodu musiał dbać o jego dobre imię i uważał, że robił to znakomicie. Czego nie mogła powiedzieć o nim jego towarzyszka. W każdym razie pewnie tak myśleliby postronni obserwatorzy, którzy by zauważyli obecną sytuację.
- To tunel. A właściwie wielki kanał. – powiedział pukając w jedną ze ścian, z której wydobył się głuchy odgłos. - Sam go zbudowałem w tajemnicy przed rodzicami. Tutaj ćwiczyłem magię, bo wiedziałem, że nie wtajemniczają mnie we wszystkie sztuki magiczne. Można powiedzieć, że tutaj powstał ten Salazar Slytherin, którego znasz teraz. To tutaj… – zawiesił głos i zastanowił się. Czy aby na pewno mówić o tym Rowenie? Czy nie będzie na niego jeszcze bardziej zła niż teraz? A może informację o jego „zwierzątku” zachować tylko i wyłącznie dla siebie?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 8:21 pm

Salazar potrafił zachować zimną krew nawet wtedy kiedy wprost wyrzucano mu jego błędy i wszelkie podłości. Osoba nie znająca go z pewnością uwierzyłaby w jego zapewnienia, lecz Rowena dobrze znała swojego towarzysza, czasami aż za dobrze. Nadal była przekonana o intrydze Salazara, ale wolała na chwilę obecną już nic na ten temat nie mówić i nie naciskać. Pozostawało jej być naocznym świadkiem tutejszych wydarzeń. Słowa czarodzieja wywołały u niej zaniepokojenie lecz nie dala po sobie tego poznać. Tak jak przypuszczała użyto tu mocy podobnych do tych na powierzchni, co zatem kryje ta ściana? Jakich zniekształceń dokonała czarna magia? Nadal nie powinni zapomnieć o tym co wciągnęło Rowenę do tej jaskini. Wydawało się jej, że dostrzega zarysy węży ale ściana była za bardzo nadgryziona przez ząb czasu.
- Czasem warto słuchać rodzicieli - odparła kąśliwie, w sugestii na to iż Slytherinowie taili coś przed synem. Dała znać mężczyźni aby otworzył ścianę, być może za nią znajdowało się wyjście. Ona sama wolała w tym miejscu nie afiszować się zbytnio magią, bo mogłaby osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego. Kiedy w końcu ściana otworzyła się ze zgrzytem, weszła pierwsza do środka oświetlając drogę pochodnią. Słychać było kapanie wody, a zapach wilgoci stał się o wiele bardziej mocniejszy. Doszło do tego coś jeszcze, ale nie potrafiła tego sprecyzować. Teraz oboje szli korytarzem, co ileś kroków mogąc podziwiać herb rodowy Slytherinów czyli węża. Przy jednym z nich Rowena przystanęła. Mimowolnie podniosła rękę i dotknęła kamiennego wypuklenia. Natychmiast jednak cofnęła rękę tłumiąc syknięcie. Nie sądziła, że dozna czegoś takiego... Miała nadzieję na to iż Salazar niczego nie zauważył.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 9:07 pm

Można by powiedzieć, że Salazar Slytherin nie nazywa się tak jak do tej pory go wszyscy znali z jego imienia i nazwiska, a identyfikuje się z jednym zwrotem – Kamienna Twarz. Praktycznie niezależnie od sytuacji jego mina mówiła „co z tego, że tak się dzieje, skoro i tak jestem najlepszy, a reszta mnie mało obchodzi”. Oczywiście to tylko swobodna interpretacja jego zachowania po kilku sekundach, a nawet minutach obserwacji. W sumie tak naprawdę nikt nie wie jaki w środku jest jeden z założycieli Hogwartu. Możliwe, że nikomu nigdy nie będzie dane poznać jego prawdziwego „Ja”.
Sprawdzając tą ścianę, tego wielkiego kanału, powoli do niego docierała informacja w jakim miejscu się znaleźli. Ale czy miał odwagę poinformować o tym biedną Rowenę? Chyba nie. Chciał zaoszczędzić jej cierpienia, które i tak już było wielkie do tej pory. Była strachliwa, płochliwa i niezręcznie się czuła w tej sytuacji, do której notabene on doprowadził. Czy czuł się winny? Czas pokaże.
Posłusznie wykonał polecenie czarodziejki i otworzył ścianę. Trochę zrobił się mały rumor zrobił i nasypało się gruzu, ale to akurat najmniejszy problem. A tak zupełnie mijając temat, co jakiś czas było widać na ścianach herb rodowy rodu Slytherin. Przy jednym z nich kobieta przystanęła dotykając go. Cofnęła rękę, ale w porę zauważył to Salazar. Podniósł brwi, lecz nie dał po sobie poznać, że coś kątem oka tam zerknął w jej stronę.
Nagle z oddali Salazar usłyszał jakieś syczenie. Było to jeszcze z bardzo wielkiej odległości, więc nie do końca nie mógł tego rozpoznać, co to było. Stanął nasłuchując co się teraz wydarzy.
- Roweno... – wypowiedział jej imię i na więcej nie było go tak naprawdę stać. Czy to koniec dwójki z czwórki założycieli Hogwartu?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 10:26 pm

Nie wiedziała co ją tak sparzyło przy dotknięciu herbu, nie czuła żadnego bólu ani nie doznała żadnego uszczerbku na zdrowiu. Było to jednak bardzo dziwne i przestała się czuć jak potężna czarownica. Odczuwała ludzkie emocje i wcale się tego nie wstydziła, ale brak poczucia bezpieczeństwa nie pomagał jej w tej sytuacji ani trochę. Cieszyła się, że towarzyszy jej Salazar. Nie tylko za sam fakt bycia mężczyzną ale i jego umiejętności dawały szansę na przeżycie oraz opanowanie emocji. Odsunęła się od herbu Slytherinów i ruszyła dalej, podtrzymując pochodnie w górze. Zerknęła na Salazara, który milczał.
Czyżby nie zauważył reakcji na dotyk wypukłości? Jego twarz przybrała dziwny wyraz. Tak jakby się czymś zamartwiał albo rozmyślał, starając się przypomnieć sobie coś co mu umykało. Wolała jednak go nie rozpraszać i kontynuowała wędrówkę. Z każdym krokiem atmosfera się zmieniała, a sama Rowena ulegała wrażeniu słyszenia czyjegoś głosu, który był ujmująco uwodzicielski. Głos namawiał na dalszą wędrówkę, na przekroczenie drewnianych drzwi...
- Roweno... - z otumanienia wyrwał ją głos Salazara. Odwróciła się do niego patrząc pytająco. Ten jednak nic dalej nie powiedział, a ona miała już rękę na drzwiach. Pchnęła je i zrobiła krok do przodu...

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 10:53 pm

Niezależnie od tego czy ktoś był czarodziejem czystej krwi, półkrwi czy też po prostu był „brudnokrwisty” to zawsze prędzej czy później odczuwał ludzkie emocje bez lub przy pomocy pewnych bodźców. Także i Salazar, który przez większość czasu uchodził za samca nie posiadającego żadnych emocji człowieczeństwa mógł czuć strach, cierpienie czy w końcu najsilniejsze, a zarazem najniebezpieczniejsze uczucie jakim była miłość. Ona potrafiła przezwyciężyć wszystko, nawet śmierć. Ale czy Slytherin kogoś kochał? Ostatnimi osoba, które kiedyś darzył takim szczerym uczuciem miłości byli rodzice. Nie miał nigdy kobiety, chociaż wiele przedstawicielek tak zwanej płci przeciwnej i tej piękniejszej się za nim uganiało. On jednak nie miał w planach wiązania się z którąkolwiek z nich. A szkoda, bo przecież wypadałoby przedłużyć linię swego znakomitego rodu. Znakomitego przynajmniej według myśli Salazara...
Atmosfera robiła się coraz bardziej gęsta, mroczniejsza i straszniejsza. Nawet w samym mężczyźnie wzbudzała ona pewnego rodzaju lęk, którego nie sposób opisać w kilku prostych słowach. Strach był potęgowany jeszcze bardziej przez syczenie, które zbliżało się coraz bardziej. Nawet Rowena musiała coś zauważyć, bo widać, że chciała brnąć dalej do przodu. Ot taka z niej przyjaciółka i towarzyszka przygody, której by się chyba nikt nigdy nie powstydził. Doszli do jakichś drzwi, które przekroczyła kobieta. Cóż to mógł być za labirynt w tym kanale?
- Roweno... – rzekł tym razem nieco głośniej i bardziej dobitnym tonem. W jego głosie teraz było słychać przerażenie. Chyba zdał sobie sprawę gdzie się naprawdę znaleźli i co może im grozić. Właściwie to nie im, a Rowenie. Bo raczej ten potwór nie tknąłby swojego stwórcy. Chyba...
- Nie wyciągaj różdżki. Na nic się ona tutaj zda. – powiedział bezradnym tonem. Nie odwrócił się jednak ani na chwilę w jej kierunku. - Roweno... Zamknij oczy. – ostrzegł ją, a bestia była już coraz bliżej. Stali tak bez ruchu jeszcze przez kilka dobrych sekund. W tym momencie rozległ się głośny ryk bestii. A więc on tutaj już był.
- Zamknij oczy mówię! – syknął, lecz było już za późno. Bazyliszek był w zasięgu ich wzroku. Rowena oczywiście, jak to Rowena, nie była posłuszna Salazarowi. No bo i po co? Przecież nie był jej ojcem, bratem ani nikim z rodziny. Był przyjacielem, ale czy ona tam ma zamiar słuchać się przyjaciela?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 14, 2014 11:22 pm

Z jednego korytarza przenieśli się do kolejnego, acz większego i przypominającego wnętrze rur. Chłód tutaj panujący wywołał na skórze czarownicy gęsią skórkę. Rozglądała się dookoła, nie mogąc się pozbyć wrażenia bycia obserwowaną i to nie przez Salazara. Dezorientacja nie poprawiała jej nastroju, zastanawiała się gdzie podział się głos, który tak bardzo nęcił aby otworzyć drzwi. Teraz wiedziała, że popełniła błąd. Nasłuchiwała bo nie tylko Slytherin coś słyszał, a i przeczucie podpowiadało o uczynieniu największego błędu w życiu. Spojrzała na swojego towarzysza, a ich spojrzenia się skrzyżowały. On wiedział, dlaczego więc go się nie słuchała? Zerknęła na swoje nogi. Czarne kropeczki strumieniami się przemieszczały w przeciwnym kierunku od słyszanych odgłosów. Pająki. Trybiki w jej głowie pracowały w szaleńczym tempie. Nawet nie wiedziała, że patrzy w oczy śmierci. Pochodnia wypadła z jej ręki, uderzając głucho o kamienną posadzkę. Zacisnęła powieki w ostatniej chwili, a i przezornie odwróciła się plecami do morderczego mroku. Miała nadzieję, że Salazar również to uczynił...
- Salazarze... - jej głos się załamał. Jeżeli to było to o czym myślała to już byli martwi.



[zamrożone aż do powrotu Salazara]

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 9:37 pm

Nie tylko można było tutaj poczuć się jak w jakiejś górze lodowej. Cuchnęło tutaj dosyć mocno, lecz można było się po dłuższym czasie przyzwyczaić. Salazar bywał tu wcześniej, więc jemu ta „sztuka” przyszła nieco łatwiej. A może po prostu było odrobinę silniejszy niż Rowena? W każdym bądź razie od chwili, gdy zorientowali się, że są w zagrożeniu, akcja toczyła się coraz szybciej. Strach ogarnął ich obydwoje bez względu na poziom odwagi jaki posiadali w sobie. Czy wyjdą z tego cało? Chyba tak naprawdę nikt tego nie wiedział...
- Nie bój się. Postaram się nad tym zapanować, ale za nic w świecie nie otwieraj oczu! – syknął niecierpliwie Slytherin, po czym stanął nerwowo na nogach i tylko jego głowa obracała się raz po raz w każdym możliwym kierunku, z dodatkiem delikatnego ruchu jego górnej części ciała. Czy to możliwe żeby przez te kilka lat bazyliszek jednak przeżył? Jeśli tak to Salazar był o wiele bardziej potężnym czarodziejem niż sobie tego spodziewał.
- Wszystko.. będzie.. dobrze.. – starał się aby Ravenclaw była nieco bardziej spokojniejsza, ale kątem oka zauważył, że raczej na to się nie zanosi. A bazyliszek był coraz bliżej. I tak w końcu znalazł się tuż przed swoim stwórcą. O dziwo nie zabił go wzrokiem, choć chyba miał ochotę połknąć go żywcem.
- Zostaw nas! Odejdź! – mówił do bazyliszka w języku wężów. Rowena nie mogła więc zrozumieć ani słowa. Co najwyżej słyszała nieprzyjemne syczenie. Salazar nie spoglądał się wtenczas na nią, ale czuł, że gdyby mogła to pewnie by otworzyła oczy i spojrzała w te mrożące krew w żyłach oczu. I na pewno byłoby to jej ostatnie spojrzenie w życiu.
- Odejdź! Rozkazuję Ci odejdź i zostaw nas w spokoju!! – zasyczał ponownie Salazar, ale tym razem tonem bardziej dobitnym niż poprzednio. Bestia musi odejść, a oni muszą się stąd jak najszybciej zmyć. Inaczej może nie być zbyt ciekawie.
- Odejdź! Mówię Ci to ja, Twój stwórca! ODEJDŹ!!! – ryknął w języku wężów po raz trzeci. Bestia początkowo się zawahała i zastygła w bezruchu. W końcu jednak tak jakby usłuchała i zniknęła nagłym ruchem w jednej ze ścian i powędrowała gdzieś dalej rurami.
- Roweno? – zapytał nerwowym głosem obserwując dalej kierunek, w którym udał się bazyliszek.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 10:34 pm

Cała ta sytuacja mroziła krew w żyłach. Od śmierci dzieliły ich niecałe minuty, a tak przynajmniej sądziła Rowena, która bardzo przeżywała tą całą przygodę. Należała do świetnie wyedukowanych czarownic, posiadała zdolności, o których inni czarodzieje nawet nie śnili ale nie potrafiła się pozbyć zwykłych, ludzkich uczuć. Mimo całej otoczki nieprzystępności i chłodu, skrywała w sobie wrażliwe oblicze. Tak więc cała ta przygoda nadwyrężała jej psychikę. Stała cała spięta, nasłuchując odgłosów potwora. Domyśliła się co im zagraża, nie sądziła iż przyjdzie jej stanąć twarzą w twarz z bazyliszkiem. Równocześnie wszystko układała sobie w głowie i wiedziała, że jedyną zagrożoną osobą w tym miejscu jest ona sama. Szybko z resztą się o tym przekonała, bo Slytherin zaczął syczeć i mimo, że nie zrozumiała nic z tego syczenia to wyczuwała motyw. Przepędzał ogromnego węża, przez którego kanał nabrał dusznej atmosfery. Ścisnęła mocniej różdżkę, gotowa zareagować. Zadziałałyby jedynie potężne zaklęcie... Słyszała szuranie i wydawać się mogło, że bazyliszek odpełzł w siną dal.
- Gdzie to jest? - zapytała z pewną zaciętością w głosie. Skoro już tu są to powinni pozbyć się kłopotu. Bazyliszek na pewno miał na sumieniu sporo ofiar, kto wie w jaki sposób jeszcze łapał ofiary.
Nadal miała zamknięte oczy, wolała nie ryzykować.
- Gdzie to jest?- powtórzyła już bardziej stanowczo odwracając się w stronę Salazara.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 10:51 pm

Kiedy bazyliszek opuścił miejsce, gdzie aktualnie znajdowała się dwójka czarodziejów, ostatni z rodu Slytherin'ów tak jakby odetchnął z ulgą. Serce mu jednak biło jak oszalałe i był pewny, że długi czas minie aż wróci do swojego normalnego tempa. Ba, nawet można powiedzieć, że nie drgnął on w ogóle żadnym skrawkiem swojego ciała nie poruszył się. Bacznie obserwował wyrwę w tunelu jaką uczyniła jego Bestia znikając kilkanaście sekund temu. Salazar wziął głęboki oddech starając się wsłuchiwać w jakiekolwiek odgłosy czy ślady, które bazyliszek mógł po sobie pozostawiać.
- Poszło. – odpowiedział swojej przyjaciółce, kiedy dwukrotnie skierowała do niego swoje zapytanie. Aczkolwiek szczerze powiedziawszy czarodziej nie miał pewności czy gdzieś nie są nadal obserwowani przez tego ogromnego węża. Bo zaiste rozmiar jego mógł robić wrażenie. Był długi na jakieś 12 metrów i szeroki na cztery. Jakim cudem takie coś tutaj się uchowało? Przecież raczej pożywienia za dużo tutaj nie mógł znaleźć, a nawet jeśli to nie byłoby ono pewnie wystarczające. A może to znów siła czarnej magii zadziałała i potwór wyrósł na coś tak okropnego? I powiedzmy sobie szczerze... Czy kiedykolwiek takie coś mogłoby być piękne?
- W każdym razie na razie nie powinien nas nękać. – powiedział, a następnie odwrócił swoją łepetyną w stronę przyjaciółki. Jego mina była niezwykle zimna i obojętna, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
- Idziemy dalej. – powiedział ponaglająco. - Roweno? – dodał po chwili.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 11:08 pm

Otworzyła oczy, które wyrażały obecnie gniew. Była zła, bo naszło ją przeczucie iż Salazar puści płazem życie bazyliszka. W końcu znał mowę węży i kto wie czy sam nie maczał w tym palców? Podczas podróży po Grecji, Rowena zasłyszała wiele opowieści o królu węży i czarnoksiężnikach, którzy zajmowali się hodowlą tych straszliwych stworzeń. Wiele krain zakazało tego procederu i karano go karą śmierci, która do lekkich nie należała. Czy Salazar miał coś w tym wspólnego? Kilkoma syknięciami okiełznał bazyliszka, co nasuwało kolejne pytania i podejrzenia. Czy Salazar byłby zdolny do wyhodowania bazyliszka? Stworzyłby to plugawe monstrum dla własnego widzimisię? Niezależnie od prawdy, wiedziała co należy uczynić. Jej obowiązkiem było unicestwienie bazyliszka.
- Zapewne czujesz się tu jak u siebie - zaczęła go słownie atakować - Bazyliszek i mowa węży, masz mi coś do powiedzenia? - uniosła nieco wyniośle głowę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. - Tak myślałam - dodała z cichym prychnięciem, odwróciła się i zamaszyście machnęła różdżką z której wyfrunął duży, mgielny orzeł. W myślach Rowena wydała mu polecenie, a ten poszybował w otwór w którym zniknął wąż. Blask patronusa rozświetlał w ciemność.
- Zamierzam to zabić. Towarzyszysz mi albo w tym miejscu nasze drogi się rozejdą. - odezwała się nieco oschle, dając wybór Salazarowi. Była zdecydowana na konkretne działanie i nikt jej w tym nie przeszkodzi.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 11:32 pm

Otworzenie w tym miejscu oczu było aktem wielkiej odwagi, która mogła się okazać ostatnią rzeczą, którą się zrobiło w życiu. Jednakże bestia czmychnęła gdzieś w oddali i tyle ją widzieli, także Rowena mogła się poczuć nieco rozluźniona i o dziwo bezpieczna. Czy to, że znów zostali sami w tym miejscu oznaczało iż mogą się czuć tutaj całkowicie bezpiecznie? Przecież poza bazyliszkiem mogło się tutaj czaić wiele innych niebezpieczeństw i potworów, z którymi przyjdzie się im zmierzyć. Oczywiście, o ile będą dalej ramię w ramię maszerować by zdobyć cenną pamiątkę rodzinną dla Salazara.
Salazar wziął długi i głęboki oddech wciągając możliwie jak najwięcej powietrza do swojego organizmu i bądź co bądź nawet wybitnie się tym nie przejął w jakiej są sytuacji. Bo oczywiście zdobycie medalionu Slytherinów było dla niego sprawą ważniejszą niż inne pomniejsze sprawunki.
Miał ochotę iść w kierunku dziury, którą wydrążył bazyliszek, bo czuł, że to właśnie powinien być ich dalszy kierunek poszukiwań, lecz głos czarodziejki zatrzymał go momentalnie. Mówiąc szczerze zdziwił się jej zachowaniem i twierdzeniem. Przez dłuższą chwilę zapadła taka cisza, że dosłownie najmniejszy szelest w tych kanałach by usłyszeli z ich najdalszych zakamarków. Ravenclaw wypuściła swojego patronusa, który powędrował w kierunku bestyji. Salazar tylko odprowadzał go oczyma przez dobrych kilka sekund, a potem przeniósł swój wzrok na kobietę.
- Nie zabijesz go. Jesteś za słaba. Poza tym.. – i tutaj na chwilę zawiesił głos. -.. jego nie da się zabić ot tak po prostu. Zginiesz jeśli spróbujesz się do niego zbliżyć. Jesteś mądra, ale czyż nie zapomniałaś, że te stwory zabijają wzrokiem? – mówił starając się wpatrywać możliwie jak najgłębiej w jej oczy. Co chciał przez to osiągnąć? Strach? Współczucie? Poparcie dla swojego działania?
- Poza tym.. on nikogo nie zabił. Chcesz karać śmiercią bazyliszka, bo Cię nastraszył? – dziwił się jakby zachowanie tego ogromnego węża było dla niego normalnością. - Nie zdołasz go zabić. Ja jestem jego stwórcą. Nie możesz zniszczyć mojego dzieła. Nawet jeśli jest ono w pewnym sensie... Przerażające. – rzekł Slytherin dalej kontynuując swoją „mowę obronną” w kwestii bazyliszka. - Ale jeśli chcesz aby nasze drogi się rozeszły... – i znów jego głos zawisł w powietrzu. Tym razem było to dłuższe milczenie niż to wcześniejsze. To tak jakby pogodził się z tym, że od teraz będzie działał sam. Czy przyjaciółka go opuści?
- On jest kluczem do znalezienia medalionu rodu Slytherin. Jeśli go zabijesz, zaprzepaścisz nasze poszukiwania. Ale jeśli mi pomożesz i odnajdziemy rodzinną pamiątkę.. obiecuję Ci, że już nigdy w podobnej sytuacji i wyprawie się nie znajdziesz. Oto moja propozycja. – rzekł Salazar spokojny jak zawsze. Zresztą, co miał się bać? Praktycznie był u siebie, a bazyliszek jako jego „dziecko” raczej krzywdy mu nie zrobi. Ale.. może zranić, lub co gorsza zabić, innych, a właściwie Rowenę, którą tu Slytherin przyprowadził. A tego by nie chciał. Za bardzo mu na Rowenie zależało...

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sob Sie 23, 2014 11:57 pm

Mężczyźni zawsze wykazywali się ignorancją w stosunku do decyzji podejmowanych przez niewiasty.
Wiedzieli lepiej, robili gorzej. Salazar niestety nie zawsze panował nad doborem swoich słów, czy tego potem żałował? Trudno rozważać. Zagniewana już Rowena, rozeźliła się jeszcze bardziej słysząc co Slytherin ma jej do powiedzenia. Ona słaba? Ona głupia? Z mahoniowej różdżki posypały się iskry co było dosyć wymowne. Naprawdę miał ją za jakąś pierwszorzędną czarownicę? Potrafiła wiele i stać było ją na znacznie więcej. Może sprawiała wrażenie osoby zwracającej większą uwagę na wygląd i przyziemne drobnostki, ale potrafiła o siebie zadbać. Zamierzała udowodnić to tu i teraz.
- Ja, słaba? - warknęła podchodząc bliżej Salazara, niczym rozjuszony kot gotowy do ataku - Ja, niemądra? Żebyś się czasem się nie przeliczył, bo tego pożałujesz. Śmiesz mi zarzucać głupotę? Wiem co robię i sobie poradzę. Doskonale wiem co za potwora stworzyłeś, powinieneś się wstydzić- głos jej wyrażał szczerą pogardę - Nie potrafisz nawet wziąć odpowiedzialności za swoją bezmyślność! Bazyliszek to nie kot, ani pies czy małpa, która ma zabawiać swojego właściciela. To coś nie żywi się powietrzem! I zawsze TY! TY, TY i TY. Zawsze w centrum świata z przerośniętym ego. Jak można być aż takim egoistą? Medalion? - prychnęła - Marnuję tu tylko czas. Zamierzam zrobić to co jest twoim obowiązkiem i nie radzę mnie powstrzymywać. - odwróciła się i zniknęła w dziurze, w której uprzednio zniknął wąż i patronus. Rowena należała do stanowczych kobiet i teraz dawała tego wyraz.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 12:20 am

Cała Rowena Ravenclaw... Uważała się za nieomylną, a tak naprawdę myliła się w kilku kwestiach. Długo by o tym opowiadać w czym dokładnie popełniała błędy, oczywiście według szlachetnego Salazara, dlatego o tym być może świat usłyszy później. Według Slytherina ona popełniała błąd chcąc zabić bazyliszka, co też jej czarodziej wypomniał głośno. Nie mógł być bowiem obojętny wobec czyjegoś zamiaru zniszczenia tego, co też on skrzętnie stworzył kilka lat temu. Może to zabrzmi głupio, ale.. chciano zniszczyć jego „dziecko”, coś, czemu nadał życie. Może rzeczywiście było to trochę niebezpieczne, ale w końcu było to coś, co stworzyło, czemu nadał pewien tor i to coś ewoluowało w ciągu kilku lat. Zamiast zaprzepaszczać to wszystko poprzez unicestwienie mogliby to razem zbadać i prowadzić pewnego rodzaju badania i rozważania to chciała to wszystko zniweczyć? Po co? Bo się bała, że to COŚ ją zabije wzrokiem? To niedorzeczne! Jej naprawdę czasami brakowało mądrości, choć z całej Czwórki rzekomo ona najtrafniejsze pomysły i właściwie nikt jej zdania nie podważał. Co teraz mógł począć biedny Salazar, skoro okazać się miało, że będzie pracował sam?
No cóż... Po tym wywodzie jaki zafundowała mu powierniczka jego tajemnic, nie pozostało mu nic innego tylko iść za nią. Przez cały czas zastanawiał się czy ona pójdzie po rozum do głowy i znów zaczną współpracować, czy też chce się skazać na szybką, bezbolesną śmierć? Przynajmniej nie będzie aż tak bardzo cierpiała. Jedno spojrzenia i trach! Już się znajdzie po drugiej stronie na łonie Abrahama.
W końcu Salazar zdecydował się, że przyśpieszy kroku i ją dogoni.
- Czary tu nie pomogą. Patronus go nie zabije, ani żadne inne zaklęcie. – starał się ją przekonać czarodziej. - Czarna magia, zapomniałaś? Poza tym, czemu nie możesz dać mi szansy na odnalezienie tego, co kiedyś zostało utracone? Dlaczego jesteś taka zarozumiała? Myślisz, że staniesz przed bazyliszkiem, machniesz parę razy różdżką i po kłopocie?? – mówił poirytowany Salazar. - Daję Ci góra dwie sekundy i padniesz martwa zanim zrobisz cokolwiek. A nawet jeśli nie zabije Ciebie swoim wzrokiem to rani Cię swoim jadem. – wzruszył ramionami. Szedł za nią, nie wyprzedzał jej. Mógł śmiało położyć jej rękę na ramieniu, ale nie odważył się na taki gest.
- Ale rodzaj śmierci to Twój wybór. Szybka i bezbolesna przez zabójczy wzrok, albo wolniejsza i bardziej cierpiąca przez jad bazyliszka. Wybieraj, moja droga przyjaciółko. – ostatnie zdanie wypowiedział z wyraźną ironią, co jak na niego było dość przewidywalnym ruchem. Ironia była jednym z rozpoznawalnych znaków Salazara Slytherina.
- Pomogę Ci go zabić, ale tylko pod warunkiem takim, że zrobimy to po odnalezieniu medalionu. To uczciwa propozycja. – mówił dalej upierając się przy swoim zdaniu.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 12:47 am

Nie uszła za daleko, bez problemu dotrzymał jej kroku. Mimo przeogromnej złości jaką czuła cieszyła się, że Salazar jej nie opuścił. Mógł przecież obrazić się słysząc jej słowa. Żaden mężczyzna nie przyjmował z radością uwag od kobiet.
- Jesteś naiwny myśląc iż patronus ma pokonać bazyliszka - odparła tonem, jakby zwracała się do jednego z adeptów niższego szczebla, a nie równego sobie czarodzieja. - O mój wzrok również się nie martw. Ubolewam nad tym, że nie pojmujesz nic z tego co do ciebie mówię. Twoje dzieło to nie śliczny kotek, a krwiożerczy potwór, który zabija. Jeżeli masz aż taką silną potrzebę pozostawienia po sobie czegoś to załóż rodzinę i płódź potomków, wyjdzie to wszystkim na dobre - ostatnie słowa mruknęła pod nosem, kręcąc głową - Przestań się o mnie martwić, nie tylko ty posiadasz wiedzę tajemną. Nie jestem byle jaką, pierwszą lepszą czarownicą. Twoje słowa wręcz mi uwłaczają, więc lepiej zamilcz. - szła ostrożnie, w dali jaśniał patronus, który służył za sondę.
- Skąd ta pewność, że medalion jest tutaj? I skąd ta nagła zmiana zdania? - zapytała podejrzliwie.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 9:08 am

Odetchnął z ulgą, kiedy ją dogonił, bo wiedział, że sama mogłaby sobie nie poradzić. Oczywiście ona za pewne uważała, że doskonale by z tego wyszła i byłoby po opresji. Pokonałaby dzieło jego życia, problem zniknąłby z głowy, a potem na spokojnie znaleźliby ten jego medalion. Starał się jednak nie naciskać na kobietę, bo mogłoby to odnieść odwrotny skutek do zamierzonego. Na razie trzeba było przyjąć stan rzeczy taki jaki jest. Jeśli przyjdzie jednak do najgorszego to rzeczywiście będzie trzeba unicestwić bestię, którą był bazyliszek. Czyżby powoli przyznawał jej rację?
Nie skomentował reakcji Roweny na temat pokonania potwora przez patronusa. Oczywistym było to, że nawet najsilniejszy „odstraszacz dementorów” nie pokonałby stworzenia utworzonego przez Salazara. No cóż, powoli zaczął witać się z myślą, że pani Ravenclaw miała jakiś swego rodzaju plan, który chciała wcielić w życie. Bazyliszku, strzeż się, albowiem nadchodzi Twój pogromca. Stwórca Twój bowiem nie ma tu wiele do powiedzenia.
- Oczywiście, masz rację Roweno. – zaczął spokojnie mężczyzna. - Może i bazyliszek zabija, ale może zostać powstrzymany tak naprawdę jedynie przez swego stwórcę. Przeze mnie... Może więc pozostaw to wszystko mi, a Ty spokojnie obserwuj wszystko z boku? Nie chciałbym aby się Tobie coś stało. – powiedział zatroskany. Mówił to tak jakby ten dawny, zimny i oschły Salazar gdzieś zniknął na dobre. Co nim kierowało?
- Co do rodziny... – zawiesił głos w powietrzu. - Do założenia rodziny potrzeba kobiety, a nie mógłbym się połączyć z byle jaką czarownicą. Jedyna na której mi zależy... – i tu nastąpiło kolejne zawieszenie głosu, tym razem jednak dało się tu wyczuć jakby żal i smutek w jego głosie. -...jest zajęta. – uśmiechnął się na krótko, by potem powrócić do swojego starego i dobrze wszystkim znanego wyrazu twarzy bez emocji.
- Jeśli medalionu nie było w chacie to musiał zostać ukryty tutaj. Na nasze nieszczęście nie zrobiłem tego ja, tylko prawdopodobnie mój ojciec bądź matka. Ewentualnie może znajdować się w... – i tutaj przerwał swoją mowę. Najgorszy scenariusz jaki mógł się przed nimi, a właściwie przed nim, ziścić to taki, że bazyliszek jakimś niewyjaśnionym sposobem zeżarł szczątki jego rodziców, w tym ojca. A przecież...
- Coś mi się przypomniało... – powiedział tajemniczo czarodziej.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 12:40 pm

Ku radości kruczowłosej czarownicy, jej towarzysz najwyraźniej uległ i zamierza pomóc. Było to trochę dziwne, bo raczej nigdy nie szedł nikomu na rękę, stawiał obcesowo na swoim. Wiele sporów toczyło się między Założycielami zanim mogli przemawiać wspólnym głosem. Największą upartością wykazywała się Rowena i Salazar... Dlatego zaskoczenie było niemałe kiedy Slytherin powziął dalszą rozmowę i wykazywał zainteresowanie jej losem. Zwolniła kroku aby lepiej mu się przyjrzeć. Wyczuwała troskę i pewnego rodzaju żal? To było alarmujące i niepokojące. A może jednak Salazar Slytherin posiadał wyższe uczucia?
- Doceniam troskę, ale nie pozwolę się od tego usunąć. - odparła, nie wierząc za bardzo czarodziejowi. Uważała, że będzie chciał ją omamić wspólnym działaniem, a tak naprawdę pozwoli ujść bazyliszkowi z życiem. Kwestia rodzinna również ją wprawiła w zdumienie, bo praktycznie nigdy na ten temat nie rozmawiali. Nigdy nie dał po sobie poznać czy któraś niewiasta skradła mu serce.
Uniosła delikatnie brwi słysząc, że związałby się jedynie z czarownicą dobrego pochodzenia, jakby to miało w ogóle jakieś znaczenie w miłości. Ha, i jednak jakaś kobieta zawróciła mu na tyle w głowie. Kto by pomyślał...
- Jak doznasz uczucia miłości to nie będzie ci przeszkadzało pochodzenie wybranki. - powiedziała, myśląc równocześnie, że to trochę takie żenujące, poruszanie takiego tematu właśnie z nim. - Mężatka? Przykro mi.
Małżeństwo było świętością, a rozbijanie tego dla własnego samolubnego uczucia było największym grzechem. Tak więc można było Salazarowi jedynie współczuć i pocieszać znalezieniem innej niewiasty.
- Skupmy się jednak. - chrząknęła, zatrzymując ich w miejscu. - Czyli twoi rodzice wiedzieli o tym miejscu i postanowili medalion ukryć tutaj? To by oznaczało, że ta rodzinna pamiątka jest naprawdę cenna i wiedzieli...- zamyśliła się na chwilę, starając się przypomnieć obrazy z przeszłości. - Wiedzieli aby ukryć ją na czas. - niemal szeptała. Czy wszystko układało się w całość? - Jak chcesz go zabić? - zapytała Salazara.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 24, 2014 8:50 pm

Czy uległ zdaniu czarownicy i zamierzał jej pomóc? Możliwe. W każdym razie po szybkim rozważeniu za i przeciw stwierdził, że bardziej opłacalne będzie współpracować z kobietą, przynajmniej na razie. Oczywiście po części zgadzał się z nią, że pozostawienie bazyliszka żywego może stwarzać pewne zagrożenia utraty zdrowia, a w najgorszym wypadku życia. Z drugiej jednak strony było mu ciężko pogodzić się z myślą, że jedno z dzieł jego życia może zostać zniweczone przez dość dziwne, jak mniemał, podejście jednej osoby. Był pewny, że nie przekona Roweny do zmiany zdania. A jeśli kogoś nie można pokonać to po prostu trzeba z nim stanąć ramię w ramię i się z nim sprzymierzyć. W każdym bądź razie takie rozwiązanie na ten czas było najbardziej optymalne.
Salazar uśmiechnął się na sekundę po jej słowach. Nie wiedzieć czemu, ale po części uznał, że Pani Ravenclaw trochę tak jakby ironizowała. Jednakże to nie był ani czas, ani miejsce na tego typu rozważania.
- Tak, niestety mężatka, choć życzę.. życzę jej szczęścia. – prawie powiedział „życzę Ci szczęścia”. Uff... Jeszcze by się wydało to, co tak naprawdę nie miało prawa ujrzeć światła dziennego. Pewne tajemnice nie powinny zostać odkryte.
- Musieli wiedzieć. W przeciwnym razie nie zginęliby z rąk.. – zawiesił głos i to na dłuższy czas. Zacisnął pięści tak jakby chciał udusić morderców swoich rodziców gołymi rękoma. Można nawet powiedzieć, że w jego oczach ukazał się po raz kolejny widok ich zmasakrowanych ciał. Tego tak łatwo się nie zapomina... Pragnął zemsty... Wiedział, że prędzej czy później odnajdzie go lub ich, a wtedy...
- Ukrycie go w chacie byłoby zbyt ryzykowne. To jedyne miejsce, które pozostawało poza zasięgiem wszelkich oczu. Musieli przeczuwać zagrożenie i medalion został przyniesiony tutaj. Ale wtedy nie wiedzieli o bazyliszku. Był.. bazyliszek był zaledwie malutki, więc mogli go nawet nie zauważyć. I trzeba przyznać, że wyrósł przez te ostatnie lata. I nawet spisał się nieźle w roli strażnika rodzinnej pamiątki. To mi musisz przyznać. – prawił lekko ponad trzydziestoletni czarodziej. Po swoich ostatnich słowach nawet można było zauważyć delikatny uśmiech.
- Wzrok... To jego najczulszy punkt. Jeśli chcesz pokonać bazyliszka to musisz najpierw pozbawić go wzroku. Ale i wtedy będzie niebezpieczny. Bazyliszek ma znakomity węch. No i jadowite kły. Jak straci oboje oczu można spróbować go skołować by zanurzył swoje kły w swoim ciele. Jeśli to nie pomoże to niech Merlin ma nas w swojej opiece. – i ucałował w ten czas swoją pięść.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny domu Salazara
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Clarissa V. Jonson
» Ruiny miasta Ilion
» Regulamin Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain-
Skocz do: