IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ruiny domu Salazara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Ruiny domu Salazara   Sro Lip 30, 2014 10:18 pm

Natura upomniała się o swoje i tutaj, surowo obchodząc się z chatką z kamienia. Dach zaginął w gęstwinie gałęzi, odsłaniając jedynie jedną ścianę. Nie obejdzie się bez zaklęć aby dostać się do środka, o ile się w ogóle da...

*******


Rowena kochała konne przejażdżki po pięknych, dzikich terenach swojej ojczystej krainy. Podróżowała bardzo wiele po Europie i miała możliwość porównania wzgórz, lasów, miast... Podobały się jej wschodnie stepy, egzotyczne lasy południa, różnorodność kulturowa. Mimo wszystko Szkocję kochała nad wszystko inne. Nic nie zapowiadało dzisiejszej podróży, ale taki był już Salazar. Zaskakiwał w najmniej spodziewanych momentach. Na pozór błaha przejażdżka zamieniła się w podróż w rejony, które Rowena znała słabiej i pozostawało jej zdać się na Salazara. Wydawało się jej, że jest jakiś nieobecny i roztargniony i tak naprawdę jego zamiarem wcale nie był spacer, a coś innego. Nie przepadała za niespodziewanymi zwrotami akcji, dlatego patrzyła na mężczyznę lekko marszcząc czoło. Lubiła prowadzić z nim ożywcze dyskusje, wydawałoby się, że mogliby zostać przyjaciółmi - jednak za każdym razem coś intuicyjnie kazało się jej mieć na baczności.
- Salazarze dokąd tak właściwie zmierzamy? - zapytała trzymając wodze swojej białej klaczy. Miała na sobie ubranie do jazdy i nie za bardzo byłaby rada, gdyby musieli zatrzymać się w mieście. Kobiety w męskich ubraniach były niczym sam szatan na miotle. Nawet wśród czarodziejów wzbudzało to niesmak.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Lip 30, 2014 10:43 pm

Salazar Slytherin to człowiek tajemnica nawet dla samego siebie. Ciężko było przewidzieć do końca co też w danym momencie ten wielki czarodziej zrobi. Jednak jego najbliżsi przyjaciele nie mieli do niego większych pretensji. On już po prostu tak miał i raczej nie było szans na jakąś zmianę. W dzisiejszym dniu także nic nie zapowiadało wędrówki do Szkocji. Można powiedzieć, że ta „wycieczka” to taki maksymalny spontan. Ponieważ Godryka i Helgi nie było ani widu, ani słychu, to wybór padł na mądrą i inteligentną Rowenę jako towarzyszkę wyprawy. Wzięli więc dwa najbardziej urodziwe konie ze wspólnej stajni i wybrali się w miejsce, które tak naprawdę znał tylko Salazar.
Wędrowali już dość długi czas, co jakiś czas robiąc przystanek aby zażyć posiłku i się napoić, a i żeby konie wypocząć mogły. Salazar był bardzo małomówny, właściwie to nie wypowiedział dłuższego zdania od momentu wyruszenia na tę wycieczkę. To mogło budzić niepokój w Rowenie, chociaż do odważnych należała.
- Zobaczysz. Nie będę tu o tym mówił. – odpowiedział jej Slytherin nie przerywając jazdy na swoim czarnym koniu. Gdyby ktoś miał spytać jakiegoś skrybę o co tu chodzi to pewnie ów by napisał, że złe wieści wraz z jeźdźcem na czarnym koniu do miasta przybyły.
- To tu. – powiedział zatrzymując się i zeskakując szybko z konia. Stanął na chwilę w miejscu i rozglądał się jakby sentymentalnie.
- To tu... – powtórzył ponownie. Wiatr w tym momencie zerwał się i pofalował lekko ich włosy.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Lip 30, 2014 11:14 pm

Nadszedł więc w końcu kres ich podróży, mogła odetchnąć z ulgą ale czy naprawdę? Co tak właściwie zamierzał robić Salazar? Po jakie licho zajeżdżali konie aby dotrzeć w to miejsce? Wokół pustkowie i las, ciemny, dziki las. Kto wie co w sobie skrywa. Czy Rowena się bała? Uchodziła za niezwykle inteligentną oraz potężną czarownicę, lecz była to opinia ludzi, ona sama podchodziła do kwestii swoich umiejętności z pokorą. Lubiła czasami się popuszyć w towarzystwie, przekomarzać się z Helgą i Salazarem, popisywać magią... Nie należała do osób egoistycznych choć wydawało się inaczej. Strojna, lubiąca wygody i wyglądająca jak z obrazka - nasuwa się od razu skojarzenie z niemiłą, nadętą kobietą. Z pewnością to był główny powód dla którego w pierwszej chwili trudno było z nią nawiązać kontakt. Zachowanie Salazara za każdym razem było intrygujące jak i irytujące. Nie lubiła tej jego małomówności w takich sytuacjach. Zatrzymali swoje konie, nadal nie dostrzegała nic niezwykłego, nawet kiedy chyżo Salazar zeskoczył z karego wierzchowca. Westchnęła sobie po cichu, nie strzępiąc języka na jakiekolwiek wywody. Zsiadła z gracją, zdejmując skórzane rękawiczki do jazdy.
- Tu co? - zapytała podchodząc do niego. Chwilę potem zerwał się wiatr targając ich włosy i szaty. Rowena wbiła wzrok w las, jakby z tamtej strony miało coś nadejść. Powietrze się zmieniło, wyczuwało się coś dziwnego, niepokojące oraz melancholijnego.
- Salazarze - wymówiła jego imię ze szczególnym naciskiem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 7:26 am

Czy koniec podróży oznaczał także koniec obaw o to co się może lub nie może dzisiaj wydarzyć? Tego chyba nawet najstarsi czarodzieje nie mogli być pewni. Salazar, choć był jeszcze względnie młody, sam również miał pewne wątpliwości. Ale chęć odwiedzenia starych, dawnych stron była silniejsza od najsilniejszego uczucia miłości. Sam pewnie by tu także dotarł, ale potrzebował kogoś do pomocy. Ufał wszystkim przyjaciołom z wielkiej trójki, czemu więc wybrał na tę podróż Rowenę? Może dlatego, że Godryk, choć był najlepszym przyjacielem Salazara, i tak by mu nie uwierzył, a Helga była zbyt zajęta swoimi sprawami by dotrzymać mu towarzystwa. Rowena Ravenclaw… Na nią za to można było liczyć w każdej sytuacji bez względu na wszystko. No i nie żądała nic w zamian, a przynajmniej na razie.
- Boisz się Roweno? – zapytał jakby niewzruszony lekkim strachem, który zdawał się trzymać damy z Hogwartu. - To jeszcze nie strach. – dodał po chwili Salazar. Ktoś mógłby uznać tę odpowiedź za nutkę ironii, lecz nic z tego. To był jego sposób na uspokojenie niewiasty. Rozglądał się dookoła jakby czegoś, lub kogoś, wyczekiwał. Nie zrobił kroku naprzód. Wytężał jeno wzrok i słuch.
- Wypatruj i słuchaj. – powiedział krótko nie zważając na szczególne naciski przyjaciółki. Mógł iść oczywiście dalej, ale w głębi duszy czuł, że powinien czekać. Zimny i stanowczy, a jednocześnie inteligentny i bezwzględny… Taki był Salazar. Co też więc dziś planował?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 11:07 am

Miejsce bardzo powoli odsłaniało swoją naturę, napierając na przybyłych odczuciami strachu, niepewności i smutku. Rowenie od razu skojarzyło się to z orszakiem żałobnym. Na słowa Salazara nic nie odpowiedziała, wiedząc, że wdawanie się z nim w tej chwili w dyskusję będzie bezowocne. Poza tym niemal uspokajająco działała jego pewność siebie, kolejna cecha poczciwego Slytherina. Jeszcze nigdy nie widziała na jego twarzy strachu albo innych emocji okazujących słabość. Usłuchała jego słów i wsłuchała się w otoczenie. Szum drzew, które mimo zieleni wyglądały na niezdrowe działał odstraszająco, tak jakby natura chciała ich odgonić z tego miejsca. Zjawisko to zainteresowało Rowenę i chyba też Salazara skoro się tutaj znaleźli. Nie miała pojęcia, że to tutaj mieszkał przed wieloma latami wraz z rodzicami, którzy tragicznie zginęli.
Mogli rozmawiać o nowych zaklęciach, magicznych stworzeniach, czarnej magii, ale o czymś tak przyziemnym jak rodzina i życie codzienne - nigdy. Rowena spojrzała uważnie na pustkowia, a następnie znowu w las. Może należało zbadać tę anomalię? Lubiła rozwiązywać zagadki oraz tajemnicze sprawy... Zrobiła kilka kroków w stronę ściany drzew, by przystanąć. Drgnęła jakby ktoś ukłuł ją igłą.
Utkwiła wzrok w jednym punkcie pozwalając opanować się nowemu uczuciu jakie na nią spłynęło.
- Mors sola - jej wargi wypowiedziały te słowa z szacunkiem. Wiedziała już, że powinni opuścić to miejsce. Natychmiast. Odwróciła się aby spojrzeć na Salazara. - Czego szukasz w tym miejscu?
Podejrzliwość... Ciekawość... Irytacja... Zaintrygowanie...

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 11:34 am

Nikt tutaj nie zaglądał od wielu lat, bo nikt nie wiedział o tym miejscu, które bardzo dobrze zostało zakamuflowane przez samego Salazara. W każdym bądź razie kiedy on nie odkrył tej tajemnicy przed kimś to fizycznie nie dało się zobaczyć tego, co tu się znajdowało. Czuł, że Rowena nie jest na to gotowa jeszcze, choć jej ufał i śmiało mógłby powiedzieć co tu się kiedyś wydarzyło. Ale czy i sam Pan Slytherin wiedział wszystko? Otóż nie. Pamiętał tylko doskonale martwe i poćwiartowane ciała rodziców, a resztę sobie najzwyczajniej sam dopowiedział, co niekoniecznie musiało być w tym momencie prawdą. Czy więc poczciwy magik był sentymentalny? Tego chyba nikt nie wiedział, poza nim samym.
- Non mortem timemus, sed cogitationem mortis.* - odpowiedział na jej słowa. I w rzeczywistości bał się myśleć o samej śmierci, lecz jej się nie bał. Wiedział, że kiedyś to nastąpi i zejdzie z tego świata. Sama myśl o tym była jednak bardziej dobijająca.
- Pamiętki. – odpowiedział bardzo spokojnie jeden z czterech założycieli Hogwartu. - Bo tak naprawdę nie ma tu niczego, czego nie miałbym do tej pory w swoim posiadaniu. – dodał po chwili Salazar. W tym momencie odwrócił się do kobiety, która mu towarzyszyła i starał się spojrzeć głęboko w jej oczy.
- Roweno, pamiętasz jak się poznaliśmy? Gdzie się poznaliśmy? I jak się tam znalazłem? – zadawał pytania. Złośliwi mogliby powiedzieć, że był nieco bardziej wylewny niż zazwyczaj.
Wiatr stawał się coraz bardziej niespokojny. A i w lesie zdawało się nie być bezpiecznie. I… Czy ktoś ich czasem nie obserwował?

//*  „nie śmierci się boimy, lecz myśli o śmierci”//

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 1:04 pm

Zaczynało się jej nie podobać podejście Salazara do całej tej wyprawy. Chyba nie przesadza z myślą iż towarzyszy mu jedynie dlatego, że jest mu potrzebna. Zmarszczyła blade czoło, starając się okiełznać narastającą irytację. Przebyli kawał drogi jedynie po to aby odnaleźć pamiątkę? W tym lesie? W atmosferze iście grobowej? Przerzucała z jednej do drugiej ręki rękawiczki, czekając aż Slytherin uraczy ją bardziej satysfakcjonującymi informacjami. Doczekała się jednak pytań, które na pozór nie miały żadnego znaczenia w tej sytuacji.
- Owszem, pamiętam. Wraz z Godrykiem doprowadziliście do masowych omdleń wśród dam. - nie była kąśliwa, po prostu musiała to powiedzieć. Pamiętała bardzo dobrze swój pierwszy Turniej na którym poznała Helgę, Godryka i Salazara. Ona pojedynkowała się z Helgą, a panowie między sobą. Oba pojedynki wywołały spore zainteresowanie bowiem nie zanosiło się na to aby którekolwiek z nich miało przegrać. Po trzech dniach pojedynki zakończono remisem... A potem wydano na ich cześć ucztę. Chwała na wieki!
- Domniemam, że wiesz gdzie dokładnie szukać tej pamiątki. - odparła odwdzięczając się spojrzeniem, nigdy nie miała problemu z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego z rozmówcą. Salazar nie był wyjątkiem.
- Zdajesz sobie sprawę, że to miejsce nas tu nie chce? - zrobiła ponownie kilka kroków w stronę drzew. - To miejsce jest chore - powiedziała to bardziej do siebie niż do niego. Dotknęła dłonią kory drzewa jakby chciała wyczuć coś więcej. Nie było jednak trzeba być żadnym medium, aby dostrzec wszelkie znaki na niebie i ziemi, że lepiej stąd odejść. - Godryk z pewnością byłby rad z penetrowania tej puszczy, a marne odkrycia rozdmuchałby do gigantycznych rozmiarów.
No tak, nie lubiła Gryffindora i czasami po prostu nie mogła się ugryźć w język. Dziwiła się, że tak odmienna osoba jak Salazar przyjaźni się z kimś kto wykazuje się nierozwagą.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 2:13 pm

Niepokój Roweny Ravenclaw w ogóle mu się nie udzielał, choć nie mógł powiedzieć, że pewnych obaw nie miał. Zrobił dwa kroki w przód i zatrzymał się starając się wsłuchiwać jeszcze bardziej w otaczającą go przyrodę. Był niemalże pewny co musi zrobić, ale chyba potrzebował czasu żeby dojrzeć do decyzji zrobienia kolejnego ruchu. Dobrze, że miał przy sobie taką przyjaciółkę, która na pewno grzeszy mądrością inteligencją i w porę go ogarnie. Dziękował Merlinowi za to, że dane mu było ją kiedyś poznać.
Słysząc odpowiedź przedstawicielki płci pięknej uśmiechnął się niezwykle szczerze.
- Ty jednak byłaś bardzo dzielna z Helgą i mimo wszystko nie zemdlałaś. Powinni Ci za to medal dać. – i nie żeby ironizował. To miała być forma żartu i ufał, że jego rozmówczyni zrozumie to odpowiednio. Nie chciał bowiem by doszło między nimi do jakichś nieporozumień.
Salazar po raz kolejny podniósł wzrok, który błądził gdzieś między drzewami, na Rowenę.
- Oczywiście. – odparł pewnie Pan Slytherin. - Oczywiście, o ile ktoś już jej wcześnie nie wziął. I nie mógł być to mugol, na całe szczęście. – powiedział i dodał po chwili. - Mógł to zrobić potężny czarodziej, który zna się niemalże bezbłędnie na łamaniu zaklęć ochronnych i zabezpieczających. – powiedział i znów zrobił krok wprzód. Wiatr był złowieszczy, ale Salazar się tym nie zrażał. Zacisnął ręce w pięści i aż nie dowierzał, że jego czary mogły być tak silne. Najwyraźniej znajdował się pod silnymi emocjami bólu i może strachu, kiedy zabezpieczył dom rodziców i zrobił im groby.
- To miejsce jest zapomniane, lecz nie przeze mnie. Zawsze myślami tu powracam. – powiedział czarodziej i wziął głęboki oddech jakby potem chciał go wypuścić a żeby powietrze z jego ust zdmuchnęło te wszystkie drzewa.
- Ten las to częściowa iluzja, którą udało mi się wytworzyć parę lat temu.. kiedy moi rodzice.. – i w tym momencie zawiesił głos. Czuł, że nie jest w stanie mówić więcej, ba, nawet nie ryzykował. Nie chciał by kobieta zauważyła w nim emocje smutku i wzruszenia.
- Ta pamiątka.. jest cenna, ale nie ze względu na swoją wartość pieniężną. To przekazywany z pokolenia na pokolenie symbol rodzinny. Muszę go odzyskać za wszelką cenę i wszelkimi możliwymi środkami. – rzekł Salazar i spojrzał w las, który stał tu od ponad dziesięciu lat. Czy był rzeczywiście iluzją czy czymś innym?
- Ten las.. ta iluzja.. zbyt długo nikt tu nie zaglądał. a drzewa zbyt długo się zakorzeniały z magią. Wejdziesz tam ze mną? – zapytał Roweny zwykłym tonem.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 6:06 pm

Opłacało się ciągnąć go za język, co prawda bywało to monotonnie długie ale i opłacalne. Potrafiła tak długo krążyć, męczyć i czekać, aż otrzymywała to czego chciała. Bardzo przydatne w pożyciu małżeńskim jak i w polityce. Gdyby nie jej głowa to interesów to Hogwart zostałby planem na papierze. Sprawiła jednym przemówieniem to co innym zajęłoby lata - otrzymała zgodę oraz fundusze od Najwyższej Rady Czarodziejów. Złote monety jednak w zastraszającym tempie zaczęły topnieć i jedynie powstały dwa piętra zamku.
Rowena marzyła o wieży, tam widziała swój gabinet z widokiem na gwiazdy...
Na niewinny żart Salazara uśmiechnęła się grymaśnie. Nie miała mu za złe takiego poczucia humoru, nie każdy mógł konkurować z nadwornym błaznem.
- Za potężnych uważa się naszą czwórkę - stwierdziła skromnie - Nikt nie miałby powodu tu przychodzić, zabezpieczyłeś to miejsce idealnie choć nie ukrywam, że zaraz zrobię ci wykład na temat bezmyślności. - w tych słowach zalęgła się nagana, bo ona już zrozumiała co zrobił. CZYM się posłużył. Podeszła do niego, razem przed oczami mieli drzewa, które toczyła choroba. Po jego słowach wiedziała, że to miejsce ma dla niego szczególne znaczenie. Wiązało się ze wspomnieniami o rodzicach, o których Salazar nigdy nie mówił. Zrozumiała, że muszą nie żyć, a teraz znajdują się w miejscu ich pochówku. Słyszała jak jego głos się załamuje, nie zrobiła jednak nic co wskazywałoby na okazanie mu współczucia. Salazar odrzucał takie ludzkie gesty, uważając je za słabości.
- Złam zaklęcia. - odparła na jego pytanie. Wiadomo było, że nie pozwoli mu iść tam samemu. Było to dosyć nierozważne, ale przyjaciołom się nie odmawia, zwłaszcza jeżeli rozchodzi się o rodzinę.


_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 7:12 pm

Rzeczywiście, udało się jej ta trudna sztuka pociągnięcia Salazara za język tak aby powiedział o co tak dokładnie chodzi. Pewnie i tak by jej wyjawił tajemnicę owej podróży prędzej czy później, ale Rowena potrafiła taki proces znacznie ułatwić i przyśpieszyć. Znając już więc o co przyjdzie jej walczyć wespół zespół będzie mogła bez problemu go wesprzeć. Taką przynajmniej miał nadzieję Slytherin – jeden z czterech założycieli Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Swoją drogą, to nawet lepiej, że nie zabrał ze sobą Godryka czy Helgi. Oni by chyba nie zrozumieli tego. W każdym bądź razie nie tak jak Ravenclaw.
- Tak myślałem, że zareagujesz w ten sposób, moja droga przyjaciółka. – rzekł Salazar. - Wiesz, że chyba pierwszy raz otwarcie do Ciebie powiedziałem per „przyjaciółko”? – rzucił pytanie i schował ręce splecione za plecami. Wyglądał niemalże jak jakiś rasowy generał, który oczekiwał początku bitwy. Czy miał już aż takie zapędy do władzy?
Na jej słowa kiwnął głową i uniósł obie ręce. Zaczął czynić nimi jakieś ruchy, a także wypowiadać słowa.
- Sssssaaaaaajjjjaaaa haaasssss siiiiii szzzzziiiiin. – tak, zaczął mówić mową węży. Niewielu czarodziejów znało tę sztukę. Ba, zaryzykowałby nawet, że jest jedynym na świecie, prócz swego wuja Herpona, który włada tym językiem biegle.
- Ssssssaaaaaaajjjjaaaaa heeeesssaa eeesssssssss. Saaaaaajjjjaaaaa haaaassssa aaaaaassszziiii. – kontynuował rytuał złamania zaklęcia. Jeśli rzeczywiście był potężnym czarodziejem to powinno mu się udać. Wierzył w swoje możliwości. Zresztą skoro udało mu się zabezpieczyć ten „las” to i uda się go „odbezpieczyć”.
- Ssssssssaaaaaajjjaaaaa haaaaasssssaaaa ssszzzzziiiiii. Ssssssssaaaaaajjjaaaaa haaaaasssssaaaa ssszzzzziiiiii. SSSSSSSSAAAAAAJJJAAAAA HHHAAAAASSSSSSAAAA SSSZZZZZIIIIII!!! – i w tym momencie nastąpił gwałtowne oberwanie pogody. Wiał bardzo silny wiatr, przez około pół minuty lał deszcz, a kolejne minutą zawładnęły grzmoty oraz błyskawice. Wszystko wyglądało przerażająco i nawet najbardziej odważni rycerze narobiliby w gacie. Nagle po jakimś czasie wszystko ustało, ucichło. Liście zaczęły powoli opadać obnażając korony drzew, a same drzewa rozstąpiły się przed Salazarem i Roweną.
Mężczyzna tylko z dumą podniósł głowę do góry.
- Normalnie powiedziałbym Panie przodem, ale domyślam się, że raczej z tego teraz nie skorzystasz. – powiedział spoglądając na towarzyszkę wyprawy. Zrobił kilka kroków w przód kątem oka patrząc na ogołocone z liści drzewa. Stanął na chwilę i znacząco spojrzał na przyjaciółkę.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 7:42 pm

Nie lubiła owijać w bawełnę choć niekiedy sytuacja wymagała migania się od powiedzenia czegoś wprost. Przeważnie jednak pozostawała prawa i mówiła prosto w twarz co myśli. Teraz miała ochotę wygłosić kazanie Salazarowi na temat nieodpowiedzialności, która doprowadziła do zachwiania nienaruszalnych praw natury. Nawet zdjęcie zaklęcia nie odwróci szkód, jakie wyrządził czarną magią temu miejscu. Wiedziała jednak, że nie jest to odpowiedni czas na moralizatorskie prawienia, a i tak większość słów spłynęłaby po nim jak woda po kaczce. Na określenie przyjaciółka uśmiechnęła się kącikiem ust stwierdzając, że to zaiste wielki zaszczyt. Niedostępny Salazar Slytherin ma przyjaciółkę! Oklaski i brawa proszę państwa. Reszta przedstawienia wprowadziła Rowenę w osłupienie, bowiem nie wiedziała iż zna on mowę węży. Podróżując po Grecji i Rzymie co prawda słyszała opowieści, mity i inne opowiastki... Ta umiejętność była bardzo wielką rzadkością. Należało podkreślić słowo bardzo. Nie dała jednak po sobie nic poznać, zachowując ten sam wyraz twarzy co poprzednio. Zaniepokojona pomyślała o swoim darze, pojawiła się pokusa zwierzenia z tego co dręczyło ją od dłuższego czasu. Nieprzespane noce, koszmary i elementy układanki... Z myśli wyrwała ją zmiana pogody, nie zapowiadało to nic dobrego, ale pozwoliła mu kontynuować. Deszcz porządnie zrosił ich ubrania, Rowena z wyćwiczonym już gestem odgarnęła mokre włosy z czoła i wyjęła różdżkę, wysuszając niektóre miejsca na ciele. Anomalie pogodowe wcale nie były rzadkością w tym co już widziała. Na jego zaproszenie tylko się uśmiechnęła i minęła, niewzruszenie krocząc w głąb tego co było kiedyś pięknym lasem.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 8:28 pm

Wiele rzeczy nie wiedziała o swoim przyjacielu. Mowa węży będzie jedną z tajemnic jaką kiedykolwiek uda jej się odkryć. Bo zaiste gdyby rzeczywiście użyła swojego daru, o którym raczej nikt nie wiedział, to przewidziałaby wiele innych spraw. A może też udałoby się jej zajrzeć w jego przeszłość? W każdym bądź razie chwała Rowenie, że nie narobiła w majty, bo to byłby już dla niej koniec podróży. Wątpliwe żeby poszła z nim dalej, skoro by się przestraszyła. Ale ona jest odważna, wbrew tego co się o niej może wydawać. Prawdziwa przyjaciółka na odpowiednim miejscu. Niech Merlin ma nią w swojej opiece, gdyby coś poszło nie tak.
Salazar kroczył z Ravenclaw ramię w ramię poprzez wytworzoną chwilę temu przez swoje siły czarnej magii, których potęgi do końca nie był pewny. Jeśli tylko dojrzeje do tego by być w pełni świadomym swojej mocy to będzie on bardzo niebezpiecznym czarnoksiężnikiem. Kto wie czy nie będzie on tą postacią w historii, która przyczyni się do rozwoju czarnej magii.
- Czuję w Tobie strach. – powiedział nie wpatrując się w nią, tylko przed siebie. Znieważył ją tym? Być może, choć raczej zrobił to nieświadomie.
- Skłamałbym jakbym powiedział, że jestem w pełni odważny. Ale chęć odzyskania tego co stracone jest silniejsza od strachu. I gdybym był jasnowidzem to bym powiedział, że jestem prawie pewny iż to mi się dzisiaj uda. – powiedział. - Nam się uda... – dodał po chwili Salazar odwróciwszy na chwilę wzrok w stronę kobieciny. Nie zwolnił jednak kroku i brnął dalej. Nawet trochę przyśpieszył.
- Ta pamiątka... To medalion mojego ojca. Podobno jest w nim zamknięta jakaś.. wielka moc. Sam nie wiem. – wzruszył ramionami.
Po chwili dotarli rozwidlenia. Mieli do wyboru iść w lewo, prostu bądź w prawo. Salazar obserwował wszystkie trzy możliwości. Którą drogę wybrać?
- Jesteś mądra i inteligentna. Doradź mi. – nie poprosił, lecz niemalże rozkazał. Czy aby na pewno tak wypada?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 9:25 pm

Rowena używając daru na Salazarze mogłaby dojść do przykrych wniosków więc może to lepiej, że się w to tak nie zagłębiała. Gdyby tylko wiedziała do czego ten czarodziej doprowadzi to na pewno podjęłaby jedną z trudniejszych decyzji w życiu. Zmieniłaby przyszłość kosztem życia przyszłych pokoleń... Niewiedza bywa błogosławieństwem. Szli więc ramię w ramię przez las, który stracił swój dawny blask. Rowenie przywodziło to jedną, wielką ranę, którą właśnie otworzyli na nowo. To nie mogło skończyć się zbyt dobrze. Zdawało się, że wyczuwa więcej od Salazara, chyba że ten zbyt dobrze ukrywał trapiące go myśli.
- Tylko głupiec się nie boi - odparowała nie czując się urażona, człowiek nigdy nie powinien wstydzić się swoich emocji. To, że się bała było czymś naturalnym. Każdy się boi, tylko bardziej lub mniej umiejętnie potrafią to skryć przed innymi.
- To zrozumiałe ale - przerwała kiedy wspomniał o jasnowidztwie. Przez chwilę pomyślała, że on wie. Mógł to być jednak przypadek. - Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ten medalion znajduje się tam gdzie myślę... - odzyskała twarz, a na samą myśl o tym, że medalion mógłby znaleźć się szyi zmarłego wywołał w niej lekkie obrzydzenie. Z całym szacunkiem do rodziców Salazara, ale grzebanie w grobach nie należało do jej ulubionych czynności. Zatrzymali się. Nadszedł czas wybrania dalszej drogi. Ton mężczyzny się jej nie podobał.
- Zapominasz się Salazarze. - kolejna nagana, co z tego, że była mądra i inteligentna. Czy to oznaczało, że ma robić za drogowskaz? Patrzyła na wszystkie ścieżki w skupieniu, a potem zadarła głowę w górę. Gałęzie przysłaniały niebo. Nie wiedziała dlaczego tak się waha przy wyborze. Stali tak długo, aż w końcu ruszyła prosto bez żadnego słowa.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Lip 31, 2014 10:24 pm

Na całe szczęście dla Salazara jego przyjaciółka i jednocześnie towarzyszka nie musiała bądź nie chciała używać swego daru jasnowidzenia, o którym on sam nie miał pojęcia. Może to i dobrze, bo jeszcze mężczyzna za dużo by przed nią obnażył, a przecież wiadomo jak bardzo nie chciał pokazywać swoich emocji. W każdym bądź razie starał się trzymać je na dystans. Pokazywanie uczuć bowiem uznawał jako pokazywanie słabości, a jako potężny czarodziej przecież ich mieć nie mógł. Taki już niestety, albo i stety, był poczciwy i ukochany Salazar Slytherin, ten który pomógł założyć Hogwart. Sprytny, tajemniczy, a jednocześnie mroczny...
- Mądrze prawisz. Oby Twoja mądrość trwała nie tylko za Twojego życia, ale i przez wieczność. – starał się dorównać jej także i swoją mądrością, której mu nie brakowało. No może nie była ona na takim poziomie jak u Pani Ravenclaw, ale też dawał radę.
- Spokojnie, nie będzie to chyba tak przerażający widok. Coś mi mówi, że mogłaś widzieć do tej pory gorsze rzeczy. A zresztą... Czy to takie ważne? – zapytał. - Zapewniam Cię jednak, że nie będziesz musiała robić nic wbrew swojej woli. – uśmiechnął się do najszczerzej jak tylko sobie potrafił. W duchu jej też podziękował, kiedy jej intuicja, a przynajmniej tak sądził, kazała im iść dalej prosto.
Kiedy tak szli dobrych kilka minut, zauważył jakiś dom. To były ruiny... Ruiny domu Salazara Slytherina. Stanął i sentymentalnie westchnął.
- To tu... – powiedział wzdychając kolejny raz.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pią Sie 01, 2014 3:36 pm

Bądźmy ze sobą szczerzy. Salazar nie byłby sobą, gdyby nagle zaczął się uzewnętrzniać i do tego chlipać w rękaw. Do pewnych rzeczy należało dojrzeć i być może jeszcze dojdzie do takiego etapu w życiu, że nie będzie się wstydził swoich emocji, które uważał za słabe. W każdym razie Rowena nie nalegała na nic więcej, dając mu pełną swobodę. Pewnie dlatego tak świetnie się rozumieli i lubili swoje towarzystwo. Nie odezwała się już, kiedy szli w wybranym przez nią kierunku. Wsłuchiwała się w otaczającą ich ciszę, ten las był martwy i to wszystko w wyniku zaklęć Salazara. Przez najbliższe sto lat z pewnością to miejsce się nie zmieni. Zastanawiała się czy da się naprawić szkody, obciążyłaby nimi winnego bez żadnych skrupułów. Należała do osób wierzących w sprawiedliwość i takie osądy wydawała. Nie zawsze było łatwe, ale oznaczało to awykonalności. Stanęli. Nie musiał jej mówić, że dotarli do celu podróży. Niegdyś stała tu spora, ale skromna chałupa. Teraz pozostały same ściany, wżarte przez korzenie. Po środku tego wszystkiego rosło drzewo, osiągając spore rozmiary. Nie było to naturalne, spojrzała znacząco na Salazara aby i on zwrócił na to uwagę. Wyciągnęła przed siebie rękę, w myślach przywołując medalion. Zero reakcji otoczenia. Sprawdziła, czy na pewno są jedynymi żywymi istotami w odległości kilkunastu mil. Pozostawała nieufna, jej nozdrza drażniła trupia wilgoć. Z jej końca mahoniowej różdżki rozprysł promień światła.
- Idziemy? - zapytała dając mu do zrozumienia, że nie ma czasu na sentymenty i wspominanie. Przyszli po medalion, a gdy tylko opuszczą las już ona mu przygada. Uszy Salazarowi zwiędną!

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 03, 2014 9:48 pm

Salazar stał tak dłużą chwilą wpatrzony dom, a raczej w ruiny tego co kiedyś nazywał domem, a jego wzrok mówił, że w tym momencie odezwał się w nim jakby jakiś sentyment. Ci co go znali słusznie mówili, że on nie uzewnętrzniał swoich uczuć, co także i można było wychwycić tym razem. Pewnie większość ludzi w takich chwilach uroniła by łezkę, albo coś w tym stylu, lecz nie on. Był zawsze tym potężnym i twardym Salazarem Slytherinem, który budował wokół siebie aurę mroku. Rzadko kiedy się uśmiechał, śmiał lub wykazywał jakąkolwiek radość. Czy to się kiedyś zmieni?
W końcu czarodziej obudził się z jakby amoku i powoli, a właściwie w ślimaczym tempie, dotarło do niego pytanie przyjaciółki. Początkowo patrzył na nią jak jakiś otępiały czy odurzony jakimiś środkami narkoman, ale w końcu powrócił do normalności.
- Tak. Idziemy, ale uważaj. – nie bez powodu ją ostrzegł, bo nie wiedział jak bardzo mogły ewoluować jego czary na przestrzeni tych kilku lat. Szczerze powiedziawszy sam się zdziwił, że coś takiego jak magia może urosnąć w siłę jeśli nie będzie przez długi czas ruszane. Na pewno da sobie chwilę czasu by potem to w samotności przestudiować. To taka siła i wiedza, którą chciał raczej zachować dla siebie i tylko na swoje potrzeby wykorzystywać.
Salazar zwrócił uwagę na ogromnych rozmiarów drzewo, które rosło pośrodku. Tak naprawdę jak sięgał pamięcią wstecz to nie przypominał sobie by ojciec sadził tu cokolwiek, a już na pewno nie drzewo. Nie przejmował się tym jednak zbytnio i kroczył dalej powoli. Nie wyciągał różdżki. Był w końcu u siebie i to spowodowało, że nie czuł większego strachu. Facet jednak nie kozaczył i starał się mimo wszystko zachować spokój.
- Tylko nie panikuj. To moja własność, więc nic Ci się tu stać nie mogę. – powiedział spokojnym i cichym tonem do Roweny. Zbliżyli się do drzwi, które były głównym wejściem do domu. Czarodziej położył rękę na klamce, choć mógł to spokojnie zrobić za pomocą czaru Alohomora.
W momencie kiedy tak trzymał prawą dłoń na klamce ze strony okolicy starego drzewa na środku ścieżki zaczęły dochodzić jakieś gwizdy i odgłosy kroku. Facet momentalnie cofnął rękę i to wszystko ucichło. Nie wiedział czy Ravenclaw to również słyszała, ba, nawet na nią nie spojrzał. Ponownie położył tam rękę i znów się zaczęły te same odgłosy.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Nie Sie 03, 2014 10:32 pm

Sceneria robiła się coraz bardziej mroczna, ale czemu tu się dziwić skoro przyczyniła się do tego czarna magia? Światło z różdżki było wchłaniane przez ciemność, nie dając przy tym prawie żadnego światła. Kiedy tutaj przybyli to, gdzie znajdowało się słońce? Rowena rozglądała się dookoła bardzo czujnie, analizując każdy dźwięk i zapach. Intuicja podpowiadała jej, że coś się święci. Było za cicho i za spokojnie, żadnej zwierzyny, żadnych roślin. Sam las i te pozostałości chałupy... Odeszła nieco na bok, dając Salazarowi robić swoje. W końcu w głównej mierze to on miał tu działać, a ona tylko patrzeć. Po co właściwie tu była? Sekundowała mu w razie wypadku? Czy mogło ich tu spotkać coś złego? Co tak naprawdę skrywał w sobie ten skrawek ziemi? Nawet nie słyszała słów Salazara i nie spostrzegła iż obchodzi ruiny dookoła. Czego szukała? Stawiała swoje kroki bardzo ostrożnie, a w ręku dzierżyła różdżkę mimo iż bez niej również dałaby radę obezwładnić przeciwnika. Z tyłu ruin natrafiła na niewielką polanę, która sprawiała wrażenie zadbanej co było dziwne zważywszy na sytuację. Uwagę również zwracały dwa groby z kamieniami na których było chyba coś wyryte. Czy czary mogły zakonserwować to miejsce? Podeszła aby odgarnąć trawę z płyt i przeczytać co zostało na nich wyryte. Kiedy tylko jej palce musnęły chłodny kamień, upadła jakby rażona piorunem. Straciła przytomność, ale jej usta poruszały się bezgłośnie w jakiejś litanii, powieki drgały, a ona sama miała przed oczami różne obrazy. Wizje...

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 04, 2014 9:05 pm

Właściwie sam zastanawiał się przez jakiś czas dlaczego wybrał Rowenę, a nie np. Godryka do tej jakże dziwnej i niebezpiecznej wyprawy. Co prawda jeszcze nic się nie stało, ale wszystkie mroczne znaki na niebie i ziemi zwiastowały, że może nie być tutaj przyjemnie jak nad morzem. Czarna Magia Salazara postępowała od lat i być może nawet nie akceptowała samego własnego stwórcy, a co dopiero jego znajomych. I choć potężnym czarodziejem był, rzekomo nie znającym strachu, to jednak parę razy zadrżała mu ręka, jednak magicznego kijka swego nie użył. Może powinien najpierw zbadać to miejsce dokładnie z zewnątrz zanim zaczął penetrację budynku wewnątrz? Taki już jednak był, że miał pewną zdolność do łamania ogólnie przyjętych reguł oraz środków ostrożności. Może więc adepci, którzy kiedyś zostaną przez niego wybrani do Hogwartu, też będą wzorowani na jego obraz i podobieństwo?
Wszedł do kuchni, która raczej już nie przypominała kuchni, tylko jakieś pobojowisko. Oczami wyobraźni widział jak matka przygotowywała uroczyste śniadanie na jakąś okazję. Nie był sobie w stanie przypomnieć co to dokładnie była za uroczystość, ale było wtedy aż nazbyt sympatycznie. I pomyśleć, że taki dobrze wychowany czarodziej zaczął władać czarną magią...
Nagle w pewnym momencie usłyszał czyjś głos.
- Ssssaaaalaaaazarze... – brzmiał wyraźnie męski głos. - Zzzzzossstaaww to. Nie szuuuukaj go. – powtórzył ów głos, który przypominał mu niejako jakby to był głos jego ojca. Salazar się nie spodziewał, że to wszystko mogłoby zajść aż tak daleko. Odwracał się gwałtowanie w różne strony.
- Tato? – powiedział, choć doskonale był pewny, że parę lat temu widział jego martwe ciało.
Tym czasem w miejscu, w którym znajdowała się Rowena następowała podobna sytuacja.
- Odejdź sssstąąąąd. – odezwał się kobiecy głos w niedalekiej odległości od Roweny. - Nie chceeeemy Cię tuuuuu. – dodała po chwili ten sam głos, lecz już z nieco dalszej odległości niż wcześniej. Co to wszystko miało znaczyć?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pon Sie 04, 2014 10:14 pm

Świadomość Roweny pogrążała się w ciemności, przypominało to trochę opadnie na dno głębokiego jeziora. Jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła takiego stanu, który być może związany był z jej darem. Darem, który skrzętnie skrywała przed innymi. Nawet bardzo bliskimi jej osobami. Widzenie przyszłości to niezwykle rzadki, ale i odpowiedzialny dar. Widząc następstwa swoich czynów mogła doskonalić siebie i kształtować własną rzeczywistość. Jednak czy nie miałoby to złego wpływu na przyszłość? Poza tym czy to jest dobre? Myśli Roweny zaczęły się krystalizować w obrazy, na których widziała troje osób, parę z dzieckiem. Szli wyglądając na wyraźnie zmartwionych, bardzo często oglądali się za siebie. Matka poganiała syna. Ravenclaw rozpoznała bez wielkich trudności krajobraz Grecji. Potem otoczenie się zmieniło na ogromne fale, które targały małym stateczkiem aż w końcu ujrzała chatkę w samym środku lasu. Dobiegał z niej śmiech dziecka, a w nozdrza uderzał zapach pieczonego mięsa. Wolnym krokiem ruszyła w stronę domu, to wszystko wydawało się snem podczas którego mogło kontrolować się swoje ruchy. Weszła do środka, będąc niewidoczna dla domowników. W dziecku rozpoznała... nie mogła w to uwierzyć. Szczęśliwe obraz pożycia rodzinnego zostały zastąpione tragedią. Najpierw padł ojciec, a potem matka, która zaciekle walczyła. Okropne rzeczy, wrzaski bólu... dźwięki rozczłonkowywanego ciała... Usiłowała dojrzeć sprawcę ale oczy miała przysłonięte jakby mgłą. Szum zaczął narastać, słyszała syczenie, słowa które nie docierały do jej uszy w komplecie. Obraz zaczął wirować, a ból rozsadzający czaszkę był wręcz nie do opisania. Wypłynęła na powierzchnię. Ciszę przerwał rozpaczliwy krzyk tonącego, ostatni krzyk przed pójściem na dno. Rowena siedziała, trzymając się za gardło łapiąc rozpaczliwie oddech. Serce biło jej jak szalone. Poczuła jak coś ciepłego spływa po ustach i brodzie. Krew.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 06, 2014 8:24 pm

Wszystkiego się właściwie spodziewał, ale tego, że usłyszy głos ojca po tylu latach to mu się nawet w najgorszych koszmarach. I w sumie nie wiedział do końca co o tym myśleć: cieszyć się czy raczej martwić z tego powodu. Czyżby aż tak bardzo mogła jego czarna magia ewoluować, że słyszał głosy swojego ojca? A może po prostu duchy rodziców dalej tu żyły? Tylko jaki miałyby cel w tym by go straszyć? Nie rozpoznały swojego syna, czy co? Przez moment naprawdę poczuł się jakby był zagrożony. Z drugiej strony jednak to w końcu duch jego ojca, więc nie powinien mieć z nim większych problemów.
- Muszę odnaleźć Twój medalion. Gdzie mam go szukać ojcze? – pytał się zjawy, która tylko się uśmiechała, a czasami nawet złośliwie zaśmiała. Duch ojca latał raz nad nim, raz przed nim, za nim i przez niego. O dziwo nie czuł się tak strasznie ten nasz kochany Salazar, tak jakby się mogło to wydawać.
- Nie ma go tuuuu. Nie szuuuukaj goooo... Idź sssstąąąąd! – mówił ojciec-duch. Krążył coraz szybciej wokół swojego syna, praktycznie uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. Nagle w kuchni zrobiło się bardzo ciemno.
A co u naszej Roweny?
- Nie jessssteś tu mile widziaaana. – powiedziała znów matka-duch Salazara do Pani Ravenclaw, która „wyszła” jakby ze swojej wizji. Zjawa w pewnym momencie stanęła „twarzą w twarz” z przyjaciółką swojego syna.
- Przestań!!! Odejdź stąąąąd szubrawco!!! Złodziejka!!!! – i wtedy przemknęła przez ciało Roweny niczym przez wolną przestrzeń. To mogło być nieprzyjemne uczucie dla kobiety. I wtedy zaczął padać krwisty deszcz. Napisy na nagrobkach rodziców Salazara pokryły się ciemnym kolorem tej krwi, a wokół nich zaczęła rosnąć kolczasta roślina przypominająca bluszcz.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 06, 2014 10:42 pm

Zapowiadało się tragicznie i właśnie Rowena była świadkiem tego jak sprawy się komplikują. Była roztrzęsiona głównie z powodu tego co przed chwilą doznała. Miała na całym ciele gęsią skórkę i rozsmarowaną krew na ustach, co w cale nie poprawiało nastroju. Odrętwiała powoli wstała, w tym samym momencie zaczął padać deszcz. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że krople wody zamieniły się w krew. Rowena zadziałała automatycznie, uniosła różdżkę i stworzyła niewidzialny parasol. Starała się uspokoić bicie swojego serca, które nadal było pod wpływem tego co widziała będąc nieprzytomna. Żeby tego jeszcze było mało to usłyszała kobiecy głos, ten sam, którzy towarzyszył jej podczas wyprawy w przeszłość. Mimo iż nie widziała źródła to wyczuwała że ma go przed sobą. Zadrżała nagle, gryząc się w język. Co tu się do działo? Rozejrzała się ale nic nie widziała. Zmysły oszalały, a intuicja mówiła aby stąd wiać. Obeszła chatkę szukając wejścia, ale go... nie było. Sprawdziła ponownie i uzyskała ten sam rezultat.
- Salazar! SALAZAR! - krzyczała aby go przywołać. To było zbyt wiele jak dla niej. Wizje, ciężka atmosfera...
- SLYHTHERIN!
To wszystko było iluzją, a przynajmniej taką miała nadzieję. Czuła się inaczej, tak jakby utraciła tą swoją mądrość i stała się zwykłą osobą. To też iluzja? Chyba zaraz oszaleje.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Sro Sie 06, 2014 11:16 pm

Nawet tak odważnego w swoim domu Salazara ciemność zmroziła od stóp do głowy, lub odwrotnie – jak już kto tam woli. Widział niewiele, a właściwie można powiedzieć, że nie widział nic. Szybko więc wyciągnął różdżkę i rozświetlił nią chociaż trochę pomieszczenie, w którym się znajdował. Nawet najbardziej sokoli wzrok by tu zawiódł w takiej niemalże egipskiej ciemności. A i promyk jasności bijący z magicznego kijka Slytherina niewiele dawał. Paradoksalnie można porównać to do małego promyka nadziei, który teraz się ledwo co tlił.
- Ojcze.. Twój medalion... Ja muszę go znaleźć... – powiedział, ale zjawa chyba w ogóle go nie słuchała. Ba, można nawet by zaryzykować, że duch-ojciec gdzieś zniknął, albo zawiesił się w czasoprzestrzeni na moment totalnie olewając założyciela Hogwartu.
- Nie ma go tutaj... Nie ma go tutaj... – mówił cicho ojciec-duch i tak jakby coraz smutniejszym głosem powtarzał to zdanie. Czy to tylko złudzenie, czy tak bardzo dobrze zakorzeniona magiczna defensywa tego miejsca sprawić chciała by Salazar opuścił tę chatę raz na zawsze? Ktoś, lub coś, wyraźnie nie pożądało obecności czarodziejów w tym miejscu.
- Gdzie? Gdzie jest medalion? – pytał Salazar nie chcąc odpuścić duchowi. Nie zwykł się poddawać w takich sytuacjach. On po prostu musiał wiedzieć gdzie szukać rodzinnej pamiątki. To było dla niego ważniejsze niż własne życie.
- Ona wieeee... Ta, która tu z Tobą przyyybyyyyyyłłłłaaaaaa – powiedział i zamilkł, a w kuchni zrobiło się jasno, także światło z różdżki było niepotrzebne. I wtedy usłyszał mag krzyk przyjaciółki swej, czym się bardzo zaniepokoił.
- ROWENA!! – krzyknął i zaczął jej szukać po całej chacie. Raczej jej nie było w środku, więc swoje poszukiwania przeniósł na zewnątrz nawołując ją co jakiś czas. W końcu odnalazł ją.
- Rowena... – powtórzył spokojnym głosem. - Ty wie.. Co Ci się stało? – chciał zapytać o medalion, ale widząc stan w jakim się znajdowała, zaniechał tego pytania. Jakimże by się wtedy okazał przyjacielem, gdyby pamiątka była ważniejsza niż zdrowie i życie najlepszej przyjaciółki?
- Musimy iść dalej. Ale najpierw... – zaczął i zawahał się przez chwilę. - Ty wiesz.. wiesz, gdzie szukać tego medalionu. Ja to wiem, że wiesz. Czuję to. Powiedz co wiesz? Powiedz mi Roweno Ravenclaw! – prosił niemalże błagalnym tonem, choć niektórzy mogliby wskazać iż był to raczej ton rozkazujący. Tak jakby czegoś żądał od tej kobiety.
Kiedy tak wpatrywał się w swoją towarzyszkę, roślina bluszczasta zaczęła oplatać nogi czarodziejki wolniutko i delikatnie. A rozmówcy tego nie zauważyli, więc można powiedzieć, że po ptokach.
Nagle Ravenclaw mogła poczuć szarpnięcie w nogach i w ten sposób niemalże padła w ramiona Salazara. Jednakże potem coś zaczęło ją ciągnąć w przeciwnym kierunku niż stał mężczyzna i uderzyła głową w glebę.
- ROWENA!!!! – krzyknął i zaczął miotać kilkoma zaklęciami, jednakże żadne nie trafiło ani w TO COŚ co zaatakowało jego towarzyszkę, ani na szczęście w samą poszkodowaną. Trzeba ratować kobietę w opałach!! Czarodziej rzucił się w pogoń za nią, i za tym czymś, co ją porwało.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Czw Sie 07, 2014 7:28 pm

Nabierała coraz większego przekonania, że jak uda im się wrócić w jednym kawałku do domu to nie pozostawi na Salazarze suchej nitki. Zmiecie go z powierzchni ziemi, zamieni w garbatego karła i rzuci na pożarcie wygłodzonym psom albo po prostu na zadane rany odpowie dużą ilością soli. Tak, Rowena nie należała do świętych i skrywała sobie wiele pokładów chłodu oraz okrucieństwa, które przeważnie było utemperowane lub kierowane na inne tory. Dla Salazara za jego głupotę była gotowa dać upust tej wściekłości. To co się tutaj działo było wyłącznie jego winą. To on użył czarnej magii do tak błahej rzeczy jak zamaskowanie miejsca przed mugolami. Złość Roweny rosła z każdą sekundą pogarszania się jej samopoczucia. Utrata przytomności, słyszenie głosów, krwawy deszcz... Wszystko ma swoje granice, a tym samym cierpliwość kobiety. Najchętniej wyżyłaby się teraz na Slytherinie, nie bacząc iż to nie godne damy. Zmiękło jej serce kiedy zobaczyła jego minę, która była reakcją na jej opłakany stan. To z resztą też doprowadzało ją do szaleństwa, bo była pod tym względem perfekcjonistką, dbającą szczególnie o swój wygląd. A teraz co? Pot, krew i błoto. Dalszymi słowami Salazar wcale sobie nie pomagał wręcz przeciwnie, pogarszał swoją sytuację. Zaczął znowu mówić o tej rodzinnej pamiątce, ale to już na nią nie działało. Sentymenty prysnęły pod naporem gniewu. Bolała ją już szczęka od zaciskania.
- Mam tego do...- zaczęła i niedane było jej skończyć. Gdyby tylko nie myślała o tym durniu to zauważyłaby w porę zdradzieckie pnącza. A tak było już za późno, szarpnięcie zbiło ją z nóg. Złapała się Salazara, ale to nic nie pomogło bo po chwili była na ziemi i sunęła w nieznaną stronę oddalając się od swojego towarzysza. Krzyk uwiązł jej w gardle, dlaczego takie przygody musiały spotykać właśnie ją? Do tego lepiej nadawał się Godryk albo Helga, ale nie ona. Unikała sytuacji w których mogłaby się ubrudzić i zranić, a teraz co? Spełnienie najgorszych koszmarów. Na szczęście jej dłoń była zciśnięta na różdżce co zwiększało jej szanse na wyjście z opresji. Udało się jej odwrócić na plecy, co stwarzało mniejsze szanse na większe uszkodzenia ciała. Widziała kątem oka, że Salazar biegł za nią i pnączami, ale pozostawał w tyle. Na szczęście zaprzestał rzucania zaklęć. Sama próbowała zaatakować roślinę, ale było to bardzo trudne do wykonania. Nagle straciła grunt pod sobą, a pnącza puściły. Spadała w czarną otchłań, niemal podobną do tej z wizji... Krzyknęła, tym razem głośno i z przerażeniem. Serce podchodziło jej do gardła. Za pomocą magii zdołała wyhamować swoje ciało, dzięki czemu nie nabiła się na ostre krawędzie skał. Spojrzała w górę, wyjście znajdowało się dosyć daleko. Czy Salazar zdążył zauważyć, że zniknęła? Tu na dole panowała nieprzyjemna ciemność. Z mahoniowej różdżki trysnęło ostre światło.
- Merlinie dopomóż... - wyszeptała rozglądając się dookoła.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pią Sie 08, 2014 4:48 pm

Sytuacja, w której się oboje znajdowali nie należała ani trochę do tych przyjemnych. Najlepsze było w tym to, że mężczyzna nie poczuwał się jakoś specjalnie do odpowiedzialności za to, że się wszystkie sprawy tak się niepomyślnie potoczyły. Dzikie pnącza, swoją drogą nie wiadomo jak one się tutaj pojawiły, porwały młodą kobietę w najmniej odpowiednim momencie. Miał już bowiem nadzieje, że Rowena wyjawi mu co się dowiedziała o tym miejscu chociaż w jakimś małym procencie, lecz paskudna roślina musiała wtrącić swoje trzy grosze do tego tanga, w których jest dwoje, a nawet i troje.
Salazar rzucił się szybko na pomoc przyjaciółce, bo tak jakby zaczął mieć małe wyrzuty sumienia. A może po prostu myśl o tym, że straci jedyny trop prowadzący do odzyskania bezcennej pamiątki rodzinnej go doprowadziła do takiego ruchu? W każdym bądź razie szlachetny i potężny Slytherin chciał pomóc Ravenclaw niezależnie od tego jakie były jego te najbardziej szczere intencje i zamiary.
Stracił ją z oczu co spotęgowało jego strach. Kiedy jednak tak biegł z różdżką wyciągniętą i gotów był do ataku. Usłyszał jej krzyk. Momentalnie się zatrzymał.
- ROWENA!!! – krzyknął i tak przez około dziesięć sekund rozglądał się nerwowo we wszystkie strony starając się wypatrzeć swoją przyjaciółkę. Jednak tej nigdzie nie było widać, ani słychać. Szlag by to trafił! Że to musiało zdarzyć się tu i teraz! Rzucił się jak jakiś debil do pogoni w kierunku, który sobie obrał za właściwy. Pewny jednak nie był czy to aby stąd usłyszał jedną z powierniczek swoich najskrytszych tajemnic. A więc Salazar biegł, i biegł i biegł i... I czort bombki strzelił... Wpadł w jakąś ciemną dziurę, która prawie by go zmiażdżyła, i najwyraźniej ta dziura zaraz potem zniknęła. A on, bidula, spadał. Nie wiedział jak tutaj jest głęboko. Nawet przez chwilę mógł poczuć się niczym ptak, którego ktoś ustrzelił w jedno ze skrzydeł. Nauczony doświadczeniem i przezornością wyhamował tę prędkość zaklęciem. Po jakimś czasie mógł spokojnie stanąć na ziemi.
- O mały włos... – powiedział na sekundę zapominając dlaczego się tutaj znalazł. Szybko jednak wziął różdżkę i celował nią przed siebie będąc w całkowitej gotowości bojowej.
Nagle jakiś kawałek od siebie zobaczył światło z różdżki.
- Kim jesteś?? Odpowiadaj! – krzyczał do Roweny nie rozpoznawszy jej początkowo. Jednakże kiedy podszedł trochę bliżej i rozpoznał znajomą mu sylwetkę to zdębiał.
- Rowena? – zapytał i opuścił różdżkę drapiąc się jednocześnie po głowie. - Jak myślisz, gdzie jesteśmy? – rzekł, a następnie rozłożył ręce.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   Pią Sie 08, 2014 5:40 pm

Wzrok bardzo powoli przyzwyczajał się do ciemności jakie tu panowały. Nos wychwycił zapach wilgoci i zgniłych roślin, czyli nic nietypowego w takim miejscu. Mimo braku jakiejkolwiek fobii względem niezmąconej ciemności, czuła się bardzo niekomfortowo. Wstyd przyznać, ale stała w miejscu jak sparaliżowana bojąc się zrobić jakikolwiek krok w przód i w tył. Do jej uszu dopłynął głos Salazara, ale nie miała sił nawet odkrzyknąć, z resztą to nie było potrzebne bo mała plamka na górze postanowiła skoczyć w otchłań. Rowena zwróciła jednak uwagę na co innego, wylot dziury zaczął znikać. Kolejna rzecz, która nie poprawiła jej nastroju. Wsłuchiwała się w ciemności, mając nadzieję na usłyszenie Salazara. Doceniała ten akt poświęcenia, ale z drugiej strony czy nie lepiej byłoby spróbować wyczarować linę...? Stało się jednak co stało. Usłyszała czyjś głos, na początku niewyraźnie. Odetchnęła z ulgą. Kroki, blade światło i o to stał przed nią Salazar Slytherin.
Patrzyła na niego w milczeniu starając się okiełznać swoją złość, ale nie od dziś wiadomo co hamowanie emocji robi z niewiastami. Rozległ się siarczysty trzask, to dłoń Roweny znalazła się na policzku mężczyzny. Oczy wręcz iskrzyły się z gniewu. Odwróciła się od niego i ruszyła przed siebie zmuszając różdżkę do efektywniejszego oświetlania drogi. Nie mogli zapomnieć o tym, że w takich miejscach może "coś" żyć. Czym była roślina, która ją tu zaciągnęła? Kto lub co maczało palce w tym aby ich tu ściągnąć? A może to wszystko wyreżyserował sam Salazar?

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ruiny domu Salazara   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny domu Salazara
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Ruiny Zakazanej Świątyni
» Clarissa V. Jonson
» Ruiny miasta Ilion
» Regulamin Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain-
Skocz do: