IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Merlin

avatar

Posty : 191

PisanieTemat: Sala eliksirów   Nie Lip 20, 2014 4:46 pm

Tutaj odbywają się zajęcia z eliksirów.
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   Sro Lip 30, 2014 6:51 pm

Uczynne skrzaty, zaniepokojone osobliwym zachowaniem nauczyciela eliksirów, nie byłyby prawdopodobnie sobą, gdyby nie pisnęły choćby słówka na ten temat któremuś z założycieli. Los chciał, że to akurat Godryk był tym, na którego jedno z pokracznych stworzonek natrafiło najszybciej. I choć nie do końca było to Gryffindorowi na rękę, wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście to właśnie on będzie musiał zejść do obskurnych podziemi zamku, gdzie podobno skrzaty widziały ostatnio Nicolausa...
Mimo, że kochał ten zamek całym sercem, to jednak... Nie, naprawdę nie lubił tej jego części. Najchętniej swoje wizyty w lochach ograniczyłby do koniecznego minimum. Właściwie... to właśnie robił. Nie schodził nigdy do podziemi, jeśli tylko nie miał ku temu wyraźnej, naglącej potrzeby. Całe szczęście takie nie trafiały się zbyt często. A przynajmniej nie na tyle często, by w tym konkretnym momencie Godryk zechciał natychmiast poszukać kogokolwiek innego, na kogo mógłby zrzucić obowiązek zainteresowania się losem nauczyciela eliksirów. Zresztą, wykazanie zainteresowania nagłym zamknięciem się mężczyzny w sali powinno być przecież obowiązkiem, ciążącym na barkach Założycieli. Skoro zaś tak, to niczym dziwnym nie powinien wydawać się fakt, że poczucie obowiązku wydało się być Gryffindorowi silniejsze, niźli niechęć do zawilgoconych, ciemnych korytarzy. W końcu poczucie obowiązku wygrywało u niego zwykle z większością innych odczuć. Fakt zaś, że prawdopodobnie większość osób mogłaby coś podobnego uznać za przejaw najzwyklejszej w świecie głupoty nie miał absolutnie żadnego znaczenia.
Nie zostaje się kimś wielkim, nie mając za grosz poczucia obowiązku.
Nie zostaje się także kimś wielkim, jeśli w swej szkole mającej kształcić młodych adeptów magii utrzymuje się kogoś, kto może budzić jakiekolwiek wątpliwości i obawy. Z kolei nauczyciel, zamykający się na całe dnie w jednej sali jak najbardziej takie wątpliwości budził. I choć z pozoru to, co Godryk powinien zastać za zamkniętymi drzwiami sali powinno się wydawać oczywiste, to jednak nie do końca takie było. Nie, jeśli te wspomniane wątpliwości już się obudziły.
- Na wielkie smoki i krwiożercze chimery... - mimo, że widok nie był aż tak przerażający, jak można byłoby zakładać w najgorszych wyobrażeniach, ciche mruknięcie i tak wyrwało się czarodziejowi, gdy po otworzeniu sali zajrzał do jej wnętrza. Powiedzieć, że panował w niej lekki nieład byłoby naprawdę sporym niedomówieniem.
- Co to ma znaczyć, Nicolausie? - zaskoczenie stosunkowo szybko ustąpiło z twarzy Godryka, pozostawiając na niej wyraz chłodnego niezadowolenia i swego rodzaju rozczarowania. - Czy nikt nie powiedział ci, że naszym zadaniem będzie między innymi wychowywanie adeptów na prawych czarodziejów, czego raczej trudno dokonać w tym... chaosie?
Znaczącą pauzę w swojej wypowiedzi spożytkował na to, by rozejrzeć się wymownie dookoła, następnie powróciwszy spojrzeniem do mężczyzny. Nie miało w tym momencie znaczenia to, że drugi czarodziej był od niego o dobrych kilka lat starszy. Sądząc po karcącym tonie Godryka - przynajmniej na tę chwilę rolę się odwróciły.
Powrót do góry Go down
Nicolaus Pumphont



Posty : 8
Skąd : Szkocja

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: sakwa z winem, łuk

PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   Sro Lip 30, 2014 8:18 pm

Och, bo żeby lubić eliksiry to trzeba było być po prostu Nicolausem. On czuł się tutaj jak ryba w wodzie. Były takie... chłodne, zimne wręcz, mokre... ale naprawdę było mu tutaj dobrze, więc to właśnie tutaj postanowił zamieszkać i niebiosom dziękował za to, że sala eliksirów przypadła właśnie na to miejsce. Ale cóż się dziwić? Tutaj była najlepsza temperatura by przechowywać składniki. Nie psuły się, nie wysychały... na czym jak na czym, ale na eliksirach to on się akurat znał. W końcu... spędził przy nich większość swojego życia. I przy ziołach. Pamiętał czasy, kiedy biegał po lesie w poszukiwaniu coraz to nowych zapachów ziół. Było to co prawda dawno temu, ale pamięć miał dobrą i nigdy nie narzekał na jej zaburzenia.
A skoro doszliśmy już do tego, że Nico bardzo lubił lochy, to możemy przejść dalej. Lubił je, a więc spędzał w nich większość czasu. Po Hogwarcie nie pałętali się jeszcze uczniowie, na razie trwały wielkie przygotowania do ich przyjęcia, więc miał chwilę czasu dla siebie, który to spędzał albo w swoich komnatach, albo w przeznaczonej do nauczania eliksirów klasie. Nietrudno dojść do tego co tam robił, prawda? Warzył te swoje ukochane miksturki, którymi aż przesiąkły jego szaty, a zapach eliksirów stał się jego nieodłącznym zapachem. Zioła, zioła... wszędzie zioła.
W pewnym momencie Nico, słysząc dźwięk otwieranych drzwi, podniósł głowę znad kocioła i wbił zaintrygowane spojrzenie w stojącą w progu postać. Dopiero po jakimś czasie dotarło do niego z kim ma do czynienia, bo pracował w ciemnościach. Gryffindor.
- Godryku. - na jego twarzy zamajaczyk cień uśmiechu. Nie do końca rozumiał co się dzieje. Skąd te mamrotanie, rozglądanie się, skąd to dziwne zachowanie jednego z Założycieli. - Ale... co masz na myśli? - rozejrzał się dookoła i nagle zrozumiał co tak zaniepokoiło Godryka. Bałagan. Może nie było najgorzej, było gdzie postawić stopę, jeśli się uprzeć, ale ... czysto tu na pewno nie było, o nie. Gdyby posiadał do tego zdolność pewnie by się zaczerwienił, ale nie był do tego stworzony. To pewnie przez te opary eliksirów i w ogóle... no i jakoś nigdy nie przepadał za słońcem. Zawsze wolał chować się w cieniu, w lesie, przez co był niemiłosiernie blady. - Ach, no tak. Trochę się nabrudziło, przepraszam. Zaraz posprzątam, nie przejmuj się. Co Cię tu sprowadza? - zerknął jeszcze raz na kociołek, zamieszał w nim i obrócił się w stronę Godryka.
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   Sro Lip 30, 2014 8:48 pm

Z poirytowaniem wciągnął powietrze, kiedy usłyszał pytanie drugiego czarodzieja. Co miał na myśli? A czy to nie było oczywiste? Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, by czyjekolwiek niechlujstwo zniszczyło przedsięwzięcie, które i tak wystarczająco trudno było wdrożyć w życie. Brali na siebie zbyt wielką odpowiedzialność, by przymykać oko na tak poważne niedociągnięcia, jakim był kompletny brak dbałości o schludny wygląd otoczenia. Jakiż przykład mógłby dawać młodym czarodziejom nauczyciel, w którego klasie prędzej nauczyliby się sprzątania, niźli warzenia magicznych wywarów?
- Tergeo - wycedził, dzięki czemu przynajmniej część kurzu i wszelkiej maści resztek eliksirów oraz ich składników zniknęła z podłoża. Kolejnym machnięciem różdżki sprawił, że kilka ze świec zapłonęło, czyniąc pomieszczenie przynajmniej odrobinę bardziej przyjaznym i znośnym. Gdyby tylko pominąć fakt, że wciąż panował w nim zdecydowanie zbyt wielki bałagan. Coś, obok czegoś Godryk po prostu nie potrafiłby przejść obojętnie i co, jak nietrudno było zauważyć, dość mocno go rozsierdziło. I owszem, niektórzy mogliby twierdzić, że w ostatnim czasie tym bardziej wiele rzeczy traktował zbyt poważnie. Nie chcąc jednak dopuścić do tego, by Szkoła Magii i Czarodziejstwa okazała się okropnym niewypałem, lepiej było dbać o wszystko nadmiernie, niźli nie interesować się tym wcale. Z takiego przynajmniej założenia wychodził Gryffindor.
Nie zostaje się kimś wielkim, bagatelizując istotne drobiazgi.
- Liczę na to, że w ciągu najbliższych dni uda ci się zapanować nad tymi niemożliwymi do zaakceptowania zwyczajami - oznajmił, znów posłużywszy się chłodnym tonem. Takim, który najlepiej nadawałby się do karcenia młodzików, których maniery rzeczywiście można było utemperować, okazując im swoje rozczarowanie i niezadowolenie. Przy tym wprawdzie pewnie i tak ktoś mógłby zarzucić mu, że ze swoją wciąż młodzieńczą aparycją sam prezentował się raczej jak młokos, który za wszelką cenę starał się udawać poważnego mężczyznę, jednak... Nie dbał o to.
Nie zostaje się kimś wielkim, bojąc się wyrażać własne zdanie.
- Trudno się nie przejmować, gdy ma się świadomość, że podobny obraz mogliby zastać uczniowie przybywający na swoje lekcje - stwierdził, na moment unosząc jeszcze różdżkę, jakby zastanawiał się, czy powinien kolejnymi zaklęciami doprowadzić salę do należytego stanu. Ostatecznie jednak opuścił ją, doszedłszy najwyraźniej do wniosku, że tym powinien zająć się Nicolaus. W końcu nic lepiej nie uczy porządku, jak własnoręczne zrobienie go. Kilkakrotnie, jeśli za pierwszym razem lekcja się nie powiedzie.
- Skrzaty - oszczędnie udzielił odpowiedzi na postawione mu pytanie. - Najwyraźniej ich zaniepokojenie nie było całkiem bezzasadne.
Och, oczywiście, że się czepiał. Oczywiście, że prawdopodobnie za bardzo... W tym momencie cofnijmy się jednak do wcześniejszego stwierdzenia - nie zostaje się kimś wielkim, bagatelizując istotne drobiazgi.
I nie zostaje się kimś wielkim, odpuszczając zbyt szybko.
Powrót do góry Go down
Nicolaus Pumphont



Posty : 8
Skąd : Szkocja

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: sakwa z winem, łuk

PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   Sro Lip 30, 2014 9:38 pm

Nicolaus wyglądał, jakby nie do końca rozumiał co się dookoła niego dzieje. Rozglądał się po podłodze, szukając czegoś, co tak nie podobało się Godrykowi, bo doskonale widział, że ten jest na niego... zły? No, może nie zły, ale wyglądał na zirytowanego. Nico zmarszczył lekko brwi, podrapał się po policzku końcem różdżki, którą chwilę wcześniej przy pomocy zaklęcia mieszał w kociołku, a teraz wlepiał swoje ślepia w Godryka, zupełnie jakby go widział pierwszy raz na oczy. Nigdy nie należał do specjalnie... porządnych. Taki lekki bałagan nie stanowił dla niego problemu. Najwidoczniej jednak dla Godryka to był problem. Popatrzył niepewnie na Założyciela, znów się podrapał i przeczesał włosy palcami.
- Przepraszam, Godryku. Nie zwracałem uwagi na to, co mnie otacza. Oddałem się pracy. Przepraszam.
No, chyba było mu naprawdę przykro, skoro przeprosił aż dwa razy.. a jakoś nie miał do tego tendencji. Nie ten typ człowieka. Jednakże teraz miał do czynienia z Założycielem, z Gryffindorem, musiał się zachowywać jak należy, jeśli nadal chciał mieć tą posadę. A chciał i to bardzo. Chociaż nie przeprowadził jeszcze żadnej lekcji, to solidnie się do nich przygotowywał... dlatego właśnie spędzał tyle czasu w sali lub swojej pracowni. Musiał mieć co uczniom pokazać, gdy przybędą do Hogwartu. Nie, nie zamierzał na nich niczego testować, spokojnie. Wiedział, że działają tak jak należy. Uczył się od szamana przecież! No, i większość swoich eliksirów testował na dzieciakach z wioski. Widziały w nim autorytet, nie wiedząc czemu. Przecież ani nie walczył, ani nie polował... ale miał różdżkę, najwidoczniej to wystarczyło.
- Nie martw się, sprzątam po sobie za każdym razem, gdy tu przychodzę. Uczniowie nie zastaliby tego bałaganu. Ale masz rację, troszeczkę się zapomniałem i... możliwe, że przesadziłem.
Machnął różdżką, odsyłając składniki eliksirów na półki. Fiolki z jakimiś substancjami się pozamykały, a części zwierząt czy tam inne świństwa, którymi się bawił na co dzień, wylądowały w drewnianym pudełeczku. Po chwili, gdy było już trochę czyściej, obrócił się znów w stronę Godryka i popatrzył na niego, nadal nieco niepewnie, ale z lekkim uśmiechem na ustach.
- Zaniepokojenie? Ale... nie rozumiem. Co chcesz przez to powiedzieć? Martwiłeś się? - jakimś cudem udało mu się powstrzymać chichot.
Powrót do góry Go down
Godryk Gryffindor


avatar

Posty : 60

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Miecz wykuty przez gobliny, różdżka

PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   Czw Lip 31, 2014 5:15 pm

Martwił się, no jasne. Problem w tym, że wiadomość przekazana przez skrzaty nie wywołała zmartwienia ewentualnym stanem nauczyciela eliksirów, zaniepokojenia jego stanem zdrowia, czy czymkolwiek podobnym. Oczywiście, że nie. Przede wszystkim przecież Godryk martwił się o to, że Nicolaus w związku ze swoim nienaturalnym zachowaniem mógłby okazać się nieodpowiednią osobą do pracy z przyszłymi adeptami. Bał się o to, że mógłby okazać się dla nich złym przykładem, wywierać niewłaściwy wpływ, w jakikolwiek sposób zaszkodzić szlachetnej idei Hogwartu.
Tego jednak nie mógłby powiedzieć na głos. W końcu... nie zostaje się kimś wielkim, mówiąc prawdę. A przynajmniej nie, jeśli nie miało się ku temu naturalnych predyspozycji. Gryffindor zaś najwyraźniej nie miał, toteż mijanie się z prawdą dawno już weszło mu w nawyk. Skoro zaś, jak do tej pory przynajmniej, wychodziło to na jego korzyść... Dlaczego niby miałby rezygnować ze swojej strategii?
- Martwię się o każdą osobę i stworzenie, żyjące wśród tych murów - oznajmił w odpowiedzi w taki sposób, jakby rzeczywiście nie powinno być co do tego żadnych wątpliwości. Zresztą... akurat zainteresowanie losem innych chyba rzeczywiście mimo wszystko także można było uznać za nawyk Godryka. Zwykle nie przechodził obojętnie obok krzywdy kogokolwiek. No... zwłaszcza, gdy już nie miał żadnego innego wyjścia i gdy strategiczny odwrót nie wchodził w grę. Sam wprawdzie nie pamiętał nawet o tym, że przed laty miał już okazję spotkać Nicolausa, jednak ta właśnie odległa w czasie sytuacja była niemal idealnym na to dowodem. W końcu gdyby nie interwencja Godryka, prawdopodobnie starszy czarodziej już wtedy skończyłby jako kolejna ofiara goblińskiej bandy, z którą swego czasu włóczył się Gryffindor. Fakt, on sam był wtedy ledwie młokosem, który przynajmniej potrafił przekonywać innych do swoich racji, jednak potrafił zainterweniować, gdy komuś groziło niebezpieczeństwo.
Przemilczeć należałoby fakt, ileż było martwych czarodziejów i mugoli, w których obronie bynajmniej Godryk się nie wstawił.
Inna sprawa, że jego wyczyn w tamtym czasie nie miał w sobie ni krztyny bohaterstwa, czy rycerskości. To jednak historia zupełnie odrębna, prawdopodobnie jedna z tych, którą Założyciel nigdy nie zamierzał się z nikim podzielić.
- Ufam, że masz w tej kwestii rację. I nie omieszkam się o tym przekonać, w stosownym czasie - komuś tutaj należały się serdeczne gratulacje. W końcu nie każdy mógł zasłużyć sobie na widmo założycielskiej wizytacji podczas zajęć, które zawisło nad nauczycielem jeszcze przed rozpoczęciem przez niego pracy. Chociaż... no dobrze, biorąc pod uwagę uaktywniającą się w ostatnim czasie dbałość Godryka o szczegóły... o podobny zaszczyt z całą pewnością nie było zbyt trudno.

/ Wieszam do czasu powrotu Nicolausa.
~ G.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala eliksirów   

Powrót do góry Go down
 
Sala eliksirów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Salem :: φ Podziemia :: φ Lochy-
Skocz do: