IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Merlin

avatar

Posty : 191

PisanieTemat: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sro Lip 16, 2014 1:41 am



Zawsze pełna miejscowych pijaków poszukujących chwili rozrywki i spokoju po ciężkim dniu roboty. Alkohol leje się litrami, a libacje trwają do samego rana przeszkadzając przejezdnym gościom w zażyciu chociaż odrobiny snu.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sob Wrz 13, 2014 7:06 pm

Nie przepadał za tego typu miejscami, bo zwykle zbierał się tu grupy miejscowych pijaczków, a to nie sprzyjało spokoju jego ducha. A to mu było potrzebne, zwłaszcza że ostatnie dni do takich najbardziej lajtowych nie należały. Już pewnie Godryk i Helga wiedziały o jego wspólnej podróży z Roweną do rodzinnych włości rodu Slytherin i jakie były tego skutki. Teraz, kiedy Ravenclaw się trochę nim zajęła i wydobrzał na tyle, że może się własnoręcznie poruszać, czas było na jakieś małe alkoholowe odprężenie. Wybrał się więc do jednej z najpiękniejszych części Wysp Brytyjskich - Szkocji. Kiedy był młody, nie mały a młody, zwiedził ten kraj chyba wzdłuż i wszerz. Poznał jego najbardziej tajemnicze tajemnice czy najciekawsze zakątki. Nawet mógłby napisać jakąś książkę podróżniczą albo przewodnik o tym kraju, lecz z tego wielkiego zysku by nie było. A nawet jeśli to nie przyniosłoby mu to jakieś wielkiej satysfakcji. Ale jego los potoczył się inaczej i nie ma sensu rozmyślać „co by było gdyby.”
Wreszcie dotarł na miejsce. Spojrzał jeszcze na szyld owej tawerny i był pewny, że przybył we właściwą lokację.
- Witam ponownie. – rzekł sam do siebie i wszedł do środka. O dziwo dzisiaj było tutaj o wiele głośniej niż kiedy regularnie tutaj bywał lata temu. Wystrój się jednak nie zmienił zbytnio. Zajął szybko jedyny wolny stolik z dwoma krzesłami i poszedł zamówić Ognistą. Po chwili dostał zamówiony trunek. Ach, co za radość móc pić taki specjał.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sro Wrz 17, 2014 7:36 pm

Rowena od poważnej rozmowy ze swoim mężem, zgodziła się na to aby w podróżach towarzyszyło jej dwóch mężczyzn. Byli to wykwalifikowani czarodzieje, którzy władali sprawnie nie tylko różdżką ale i mieczem. Rada czy nie, cierpliwie znosiła ich towarzystwo podczas podróży. Nie mówili zbyt wiele, zachowywali się jak duchy i nawet czarownica dziękowała Ferrante w myślach za taki wybór strażników.
Od czasu łatania Salazara i rozmowie z Ferrante minęło kilkanaście dni. Ten czas spędzała umownie z mężem, biorąc z nim udział w przyjęciach podczas których jaśniała i głosiła idee o Hogwarcie szukając nowych inwestorów. Wiedziała, że nie jest to po myśli Ferrante ale nie zamierzała wyłącznie na tym poprzestać. Nie odpisała Slytherinowi na list w którym dopytywał się o spotkanie, nie miała czasu ale i zarazem ochoty na rozmowę z nim. Powodem nie była jedynie wyprawa z bazyliszkiem w roli głównej, ani kłótnia w komnacie ale sny. Śnił się jej medalion i państwo Slytherin, które konało w męczarniach. Za każdym razem Rowena nie mogła dostrzec twarzy napastnika. Wszystko odmieniło się wczorajszej nocy, zasypiając z medalionem na szyi doznała niepokojącej wizji. Nie tylko widziała mordercę Slytherinów, ale morderca zobaczył ją. Uczucie jakiego doznała tak nią wstrząsnęło, że obudziła się nie lada z krzykiem budząc tym samym Ferrante. Przejął się jej przerażeniem na tyle, że nic nie mówiąc przytulił ją do siebie i utulił do ponownego snu. Tym razem już nic jej się nie śniło.
Nie wiedziała za bardzo jak z tym porozmawiać z Salazarem i czy w ogóle o tym mu mówić. Poza tym zacząłby dopytywać się skąd wie, a nie mogła sobie pozwolić na to aby wyjawić swoją tajemnicę.
Jej pojawienie się w gospodzie wywołało spore ożywienie. Rowena była jedyną kobietą, nie licząc karczemnych dziewek w tym przybytku. Ubrana była w strój, który każdego konserwatywnego mężczyznę przyprawiłby o ból głowy. Spodnie do jazdy opinały szczupłe uda, dając pole dla wyobraźni. Wysokie buty z cholewami były umorusane błotem, kibić ozdabiała lekka kolczuga, która wyglądała tak jakby jej głównym zadaniem było zdobienie osoby która ją nosiła. Kruczoczarne włosy Roweny zawsze rozpuszczone, teraz były zaplecione w warkocz. Przy pasie nosiła jeden z lekkich, krótkich mieczy ze zdobioną rączką. Prezent od ojca, który pogodził się już z niezależnością córki i współczuł Ferrante. Czy spojrzenia obcych mężczyzn wprawiły Rowenę w zakłopotanie? Wydawała się niewzruszona. Zaraz po niej weszło dwóch strażników, których miny i postawy nie sprzyjały pomysłom podejścia do Ravenclaw. Ktoś w głębi sali zagwizdał, a gdzieś rozległy się pomruki niezadowolenia. Nie zauważyła Salazara od razu, była skupiona na składaniu swojego zamówienia ale gdy tylko rozglądała się za wolnym miejscem jej wzrok padł na Slytherina. W pierwszej chwili miała ochotę odwrócić się i odejść zanim ten mógłby ją dostrzec. Ostatecznie się przemogła i podeszła do stolika mijając po drodze rozanielonych, pijanych szajbusów.
- Salazar - wymówiła jego imię miękko z uchwytną melodyjnością, usiadła na przeciw niego nie zawracając sobie głowy pytaniami o pozwolenie. Dwóch ochroniarzy stanęło za jej krzesłem. Odprawiła ich gestem i kilkoma słowami w swoim ojczystym języku - po szkocku.
- Topisz smutki czy opijasz sukces? - zapytała uśmiechając się delikatnie, zaczęła się bawić obrączką.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Czw Wrz 18, 2014 10:49 pm

Samotność kochał od zawsze. Przez większość życia maszerował sam swoimi ścieżkami i szczerze mówiąc nawet specjalnie się tym nie przejmował. Dzięki takiemu obrotowi spraw mógł zdecydowanie lepiej słyszeć swoje myśli i obmyślać plany na przyszłość. Tak między innymi powstał w przeszłości plan ochraniania posiadłości rodzinnej bazyliszkiem. To się zakończyło jak się zakończyło i nawet nie chciał do tego wracać. Aczkolwiek trzeba przyznać, że nie porzucił myśli aby stworzyć takiego stwora jeszcze raz. Skoro udało mu się to w przeszłości to i teraz by do tego doszło. Z tą jednak poprawką, że nie zostawiłby bestii samej sobie. Tym razem kontrolowałby ją od początku do końca. Pełnia władzy dla niego to było coś czego pragnął od dawna. Chciał rządzić, ale nie żeby od razu narzucać dyktatorską władze. O nie... Lubił mieć podwładnych, to fakt. Ale lubił też jak jego, nazwijmy to „podopieczni”, służą mu z własnej woli, jak go wielbią, kochają, uwielbiają! Chciał władzy połączonej z miłością ludu do panującego. Taki mu się marzył świat czarodziejów. Ale czyż to nie jest pierwszy krok do dyktatury właśnie?
W pewnym momencie z jego rozważań w głębi głowy wyrwał czyjś znajomy głos. Rowena... Ale nie była sama...
- Spudłowałaś. Ani to, ani to. – powiedział obserwując kątem oka obu jej ochroniarzy, którzy zostali odprawieni z kwitkiem. Źle im z oczu patrzyło, lecz nie śmiał tego powiedzieć kobiecie.
- Domyślam się, że nie masz przy sobie tego, o co ostatnio walczyliśmy niemalże.. na śmierć? – zapytał ściszonym głosem tak aby nikt nie słyszał. Nie przejmował się gwizdami innych z głębi sali. Nie przejmował się także ich wzrokiem na sobie czy na Rowenie. Gdyby tylko chciał każdego z nich w jednym momencie rozwaliłby jednym zaklęciem.
- Powiedzmy, że jestem tu.. rekreacyjnie. – rzekł Salazar. - A Ty co tu robisz? Widzę też, że przybyło Ci trochę.. ekhm.. rodzinki? – zapytał ironicznie, choć domyślał się, że Ci dwaj to sprawka jej pomylonego i zazdrosnego męża.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Czw Wrz 18, 2014 11:42 pm

Towarzystwo w tawernie powoli zaczynało godzić się z faktem, że w ich rewirze pojawiła się kobieta. Wrócili do przerwanych rozmów, picia i jedzenia z donośnym bekaniem. Nic tak nie irytowało Roweny jak właśnie bekanie, które mężczyźni doprowadzili do perfekcji. Dlatego kiedy niedaleko stołu zawtórował jeden z brodatych obszczymurów wykonała nieznaczny ruch ręką, patrząc przez cały czas Salazarowi prosto w oczy. Pijak zaczął się krztusić, kilku jego ziomków pomogło wyjść mu na zewnątrz.
- Też rada jestem iż cię widzę - odparła - I tak, czuję się świetnie, również masz pozdrowienia od Ferrante, a Hogwart sam się buduje.
W jej głosie pojawiła się irytacja, bo raz kolejny Salazar dowiódł co jest dla niego najważniejsze. Przeklęty medalion, który na całe szczęście znajdował się w jej posiadaniu. Przeniosła swój wzrok na obrączkę, którą się bawiła. Zastanawiała się nad tym, czy mu powiedzieć o tym co widziała we śnie.
- Po twojej wizycie zmuszona byłam odbyć rozmowę z moim mężem, który wyjaśnił swoje zaniepokojenie łączącą nas... Przyjaźnią. Nie patrz tak, tak naprawdę możecie sobie podać dłoń. Ferrante wyznaje idee bliskie tobie, ale i jest święcie przekonany o tym, że budowa Hogwartu to strata czasu. Chce aby Rada miała wpływ na nasze działania. Wyraził nawet chęć sprawowania pieczy nad Czarną Magią, ale najbardziej niepokoi mnie to, że wszystko stanęło w miejscu. Jeżeli Najwyższa Rada go posłucha to niestety wrócimy do punktu wyjścia. Spotkanie cię Salazarze jest mi bardzo na rękę, musimy omówić kilka kwestii, a najważniejsza to ta o ograniczonym zaufaniu. Wśród nas są zdrajcy, Ferrante nie ukrywa swojego stanowiska ale nie działa sam. Od tej pory sprawy Hogwartu omawiamy jedynie w czwórkę w zamku. Będziemy musieli go wzmocnić zaklęciami na tyle aby przetrwał najazdy i wszelkie ataki. - głos miała przyciszony, ale nie cichy. Zaklęciem zabezpieczyła ich stół przed podsłuchiwaczami.
- Moi towarzysze są szkockimi góralami, niezwykle charakterni. Ferrante wierzy, że są mu wierni ale oni lojalność okazują jedynie Szkotom - uśmiechnęła się przelotnie. - Mają zapewnić mi bezpieczeństwo, tak na to naciskał, że się zgodziłam, jednocześnie zastanawiając się czy nie ma w tym podwójnego dna. Jeżeli istnieje spisek przeciwko budowie Hogwartu to czy nie będzie prób unieszkodliwienia... Nas? - spojrzała Salazarowi w oczy, dając mu do zrozumienia, że mówi całkiem poważnie. Zamachy na ich życie mogą być jedynie kwestią czasu.
- Wracając jednak do twojego samolubnego i egoistycznego pytania to tak, nie mam przy sobie medalionu. Byłoby to wysoce nieodpowiedzialne z mojej strony. Jest jednak coś o czym chciałabym z tobą porozmawiać. - przerwała na chwilę, uciekając wzrokiem w bok - Pozwoliłam sobie zbadać medalion, niezwykła rzecz. Doznałam czegoś na wzór... Obrazu. Morderca twoich rodziców żyje.
Ta dam, brakowało straszliwej melodii i czas na reakcję Salazara, któremu nie dała dojść do słowa.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pią Wrz 19, 2014 1:30 pm

Tawerna „Pod zdechłym kotem” była bardzo dziwnym miejscem, ale mimo wszystko Salazar nawet lubił to miejsce. Czuł, że tutaj nigdy nikt i nic nie wejdzie mu na jego drogę ani nie zagrozi na drodze do ekhm... sławy i potęgi? Aczkolwiek z drugiej strony pokazywanie się takiego człowieka jak on w miejscu takim jak to teoretycznie i paradoksalnie może zagrozić jego reputacji. Musiał więc i tak w ostatnich tygodniach ograniczyć odwiedziny w tym dziwnym a zarazem tajemniczym miejscu.
Czy cieszył się z tego, że Rowena tutaj przyszła? Można było powiedzieć, że w pewnym sensie zaiste tak, choć jej słowa świadczyły raczej o ironii niż szczęśliwego powitania z jej strony. Chciał już coś powiedzieć, lecz kobieta zaczęła dalej prawić i nie dała mu dojść do słowa. Co jakiś czas otwierał usta by się ustosunkować do jej wypowiedzi, ale nie było mu dane prowadzić w danym momencie konwersacji. I choć ciężko mu to było przyznać, nawet w duchu, to jednak musiał zamilknąć na dłuższy czas i cierpliwie czekać aż czarodziejka z dumnego rodu Ravenclaw przestanie się wysławiać.
Ferrante... Ten człowiek działał mu na nerwy. Gdyby tylko chciał mógłby go unieszkodliwić i wszelkie jego działania zarówno wobec Salazara jak i próby zablokowania „projektu Hogwart”. W każdym razie Slytherin domyślał się, że raczej nie ma co liczyć na wsparcie ze strony męża Roweny. Nawet jeśli, tak jak twierdziła jedna z założycielek tejże szkoły „Ferrante wyznaje idee bliskie tobie.” Jeśli rzeczywiście tak by było to nie ingerowałby w sprawy szkoły. W końcu taki stan rzeczy mógłby odbijać się na edukacji młodych czarodziejów jeszcze przez co najmniej tysiąc lat. Jeszcze do tego dojdzie, że Ministerstwo Magii samo będzie wybierać tam nauczycieli, albo co gorsza, swoich ludzi obsadzać na tamtejszych stanowiskach. Na takie działania nie mógł pozwolić, a już na pewno nie na to by Ferrante rządził w kwestii Czarnej Magii i jej nauczania w Hogwarcie.
Rowena Ravenclaw zabezpieczyła odpowiednim zaklęciem ich stolik tak, że nie musieli teraz szeptać, a swobodnie rozmawiać mogli ze sobą. Dziękował Merlinowi, że kobieta wpadła na taki pomysł, choć równie dobrze mogli przejść do innego pomieszczenia. Tylko czy to dałoby jakiś pozytywny skutek?
Salazar skinął głową, że zrozumiał iż teraz grono omawianych spraw, związanych bezpośrednio ze szkołą, zawęża się tylko i wyłącznie do czwórki założycieli: Godryka Gryffindora, Roweny Ravenclaw, Helgi Hufflepuff i niego, Salazara Slytherina. Kiedy mówiła zaś o swoich „towarzyszach” zerknął w ich stronę. Jakoś na specjalnie miłych i towarzyskich to oni nie wyglądali.
- Unieszkodliwienia? Dobre sobie. Niech próbują, a wtedy zobaczymy kto na tym lepiej wyjdzie. – powiedział z sarkazmem Slytherin. Nie bał się przeciwników, bo wiedział, że siły magicznej jest w nim o wiele więcej niż w jakiejś regularnej armii. Z łatwością by pokonał kogo tylko trzeba. W każdym bądź razie taką miał nadzieję i takie było jego przekonanie.
- Morderca... – powtórzył Salazar. - Wskaż mi gdzie jest, a zniknę tylko na kilka dni aby go.. uciszyć. Wskaż! – syknął rozkazującym tonem uderzając jednocześnie pięścią w stół. Usłyszał to co najprawdopodobniej chciał usłyszeć. Teraz wystarczy tylko odnaleźć gnoja, który postanowił podnieść rękę na jego rodziców. Ród Slytherinów tak tego nie zostawi!
- I mów co widziałaś. Prędko! – dodał jeszcze po chwili. W tej chwili ważniejsze dla niego było pomścić rodziców. Może potem będzie się zastanawiał skąd Rowena mogła widzieć ów „obraz.”

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pią Wrz 19, 2014 2:29 pm

Może z jej strony nie było grzecznością nie dopuszczanie Salazara do głosu, ale była to jedyna możliwość na bycie wysłuchaną. Poza tym mężczyzna nabierał wtedy skupienia i na niego właśnie działało to idealnie. Nawet Ferrante podlegał temu zjawisku. Obserwowała bacznie twarz swojego rozmówcy, mając na uwadze również jego ruchy ciała. Reagował tak jak się spodziewała, w sumie odnosiła czasem wrażenie, że zna go na wylot mimo iż często łudziła się nadzieją na nieprawdę.
- Czasem pycha gubi człowieka Salazarze - powiedziała z westchnięciem - Celem ataku nie musimy być tylko my, ale i nasi przyszli adepci oraz pracownicy. Rada dobrze wie, że jesteśmy... Potężni. Dlatego będą chcieli nas pozbawić tego za co inni nas kochają i wielbią.
W porę dostrzegła zmierzającą w ich stronę dziewkę z tacą. Rowena momentalnie zdjęła barierę posyłając dziewczynie uśmiech. Postawiono przed nią butelkę wina z dwoma, srebrnymi pucharkami. Karczmarz musiał się nieźle napracować aby odkurzyć i odświeżyć naczynia dla specjalnych gości.
- Skusisz się? - zapytała Salazara polewając. Wiedziała co obecnie pił, ale sama wolała delikatniejsze trunki. Wznowiła barierę.
- Wiedziałam, że ta wiadomość cię ożywi. To wszystko jednak nie jest takie proste jak się wydaje Salazarze.- wydawałoby się, że uwielbia jego imię, skoro nieustannie je powtarzała - Myślę, że ten ktoś sam do nas przyjdzie. Widział mnie.
Powiało grozą? A może tajemnicą? Co właściwie Rowena miała na myśli? Ujęła delikatnie pucharek i upiła spory łyk, patrząc na Slytherina. Czekała, aż przetrwali wszystkie informacje.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Nie Wrz 21, 2014 9:21 pm

Nie można powiedzieć, że wiadomość go ucieszyła, choć było to bardzo przykre, że morderca jego rodziców dalej chodził po świecie. Jedna myśl mu teraz tylko się kłębiła w głowie – odnaleźć tego jegomościa i sprawić by cierpiał tak samo jak rodziciele Salazara. Właściwie można powiedzieć, że ledwo co docierały do niego słowa, które starała mu się przekazać Rowena. Wieści, które dla nie miała, wcale nie były do końca pocieszne. Oczywiście dobrze się stało, że jest w posiadaniu takich informacji, ale z drugiej strony musi uważać by nie paplać jęzorem na prawo i lewo. Zwłaszcza, że jak wspomniała, ktoś może na nich „polować”, czyhać na ich życie, lub życie ich uczniów.
- Masz... rację... – odpowiedział najspokojniej jak tylko potrafił Salazar. W tym co mówiła była prawda i nawet taki człowiek jak on, mężczyzna z prawie dyktatorskim usposobieniem, musiał jej przyznać rację. Rowena w świecie rządzonym przez niego mogłaby być jego swego rodzaju doradcą. Sprawdziłaby się? Na pewno.
- Jesteś mądra Roweno.. co więc proponujesz? Co powinniśmy teraz zrobić w sprawie Hogwartu? Co powinniśmy zrobić z .. – chciał się zapytać o mordercę rodziców, ale niestety nie przeszło mu to przez gardła. Walnął tylko pięścią w stół co powinno jednoznaczną odpowiedzią być dla Roweny.

_________________

Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Wrz 22, 2014 10:41 am

W progi tawerny zawitali kolejni goście, którzy swoją aparycją nie zachęcali do bliskich kontaktów. Na ich pelerynach widniał znak królestwa Wessex, co u kilku pijaczków wzbudziło konsternacje. Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszczał się do Szkocji mając poglądy chrześcijańskie. Nieznajomych było sześciu, wszyscy przy broni. Rozglądali się po karczmie jakby kogoś szukali. Kilka razy ich wzrok spoczął na Rowenie i Salazarze. Usiedli w końcu niedaleko. Szkoccy górale wykazywali niepokój, odeszli od szynkwasu i stanęli po obu stronach krzesła Ravenclaw. Jeden z nich pochylił się ku kobiecie i szepnął, że powinni stąd odejść. Czyżby coś przeczuwali? Atmosfera w tawernie zrobiła się napięta, jakby przybycie wesseksczyków pochłonęło beztroskę tego miejsca. Kilku pijaczków zapobiegawczo wytoczyło się z tawerny. Karczmarz miał nietęgą minę. Herszt podszedł do niego i coś powiedział, właściciel przybytku zbladł i kiwnął głową na stolik przy którym siedzieli Założyciele. Zapadła cisza jak makiem zasiał, sala opustoszała, a żołdacy powstali. Górale wyciągnęli broń i stanęli tak aby osłaniać Rowenę. Lider wojaków zaczął iść w ich stronę, a jego kompani robili za jego straż.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Wrz 22, 2014 5:09 pm

Wzburzenie Salazara było zrozumiałe dla każdego kto miał w sobie choć szczyptę empatii. Rowena pozostawała niewzruszona, co mogło urazić mężczyznę o ile zwracał uwagę na takie rzeczy. Jednak była to jedna z zalet, kiedy on szalał ona zachowywała chłodny umysł. Czy kiedykolwiek poddawała się emocjom? Całkiem niedawno podczas przygody w ruinach dosadnie pokazała Salazarowi na co ją stać. Tak więc nie była bryłą lodu, a istotą ludzką, która w większości kalkuluje swoje działanie. I tym razem to ona była górą w rozmowie, zważywszy na stan Salazar, który ku jej uciesze przyznał w końcu rację i poprosił o radę. Musiał się z nią liczyć, a to teraz było dla niej najważniejsze. Upiła spory łyk wina zanim odpowiedziała na pytania.
- Przygotujemy się, ale zachowamy pozory. Będziemy musieli znaleźć inne źródło finansowania Hogwartu. Niezależność pozwoli nam na większą swobodę działania. A co do... - urwała w momencie kiedy w tawernie pojawili się nowi goście. Odniosła wrażenie, że już gdzieś ich widziała. Oznakowanie z królestwa Wessex w żadnym wypadku nie poprawiło jej odczuć. Posłała Salazarowi ostrzegawcze spojrzenie. Coś tu było nie tak. Bywalcy tego przybytku zaczęli opuszczać lokum, a główni mąciciele zbliżali się do stolika Roweny i Salazara.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Wrz 22, 2014 8:04 pm

Rowena była niewzruszona na jego słowa, co po części rozumiał, bo sam pewnie by się w ten sposób zachowywał. Próbował nawet sobie wytłumaczyć jej zachowanie w ten sposób, że ona po prostu chciała uspokoić Salazara. To nawet i dobrze, bo jeszcze trochę i by po prostu wybuchł, a czar ochronny Roweny na stolik przestałby działać. A przecież dekonspiracja im akurat była najmniej potrzebna w tym momencie. Rozmawiali o ważnych sprawach szkoły, a do ust obcych te słowa dojść nie mogły. Zaiste musieli być bardzo ostrożni, bo ufać mogli tak naprawdę tylko swojej czwórce.
- Niezależność... – powtórzył Salazar nie zwracając uwagi na to, że kobieta mówiła dalej. - Myślę, że będę mógł w jakiś sposób... – urwał jednak swoją wypowiedź patrząc na Rowenę, która wyraźnie była czymś zaniepokojona. Ktoś wyraźnie szedł w ich stronę i raczej na przyjacielską rozmowę się nie zanosiło. Cóż chcieli tajemniczy przybysze z Wessex?
Salazar wstał, tak jak i Ravenclaw, i stanął przed Roweną zasłaniając ją swoim całym ciałem. Sięgnął prawą ręką do kieszeni gdzie spoczywała jego różdżka. Był gotów na walkę na śmierć i życie byleby tylko ochronić swoją przyjaciółkę.
Wyciągnął lewą rękę i znaczącym ruchem pokazał przybyszom, że mają się zatrzymać.
- Bliżej nie macie prawa podejść. – rzekł Salazar obserwując jegomości.

_________________

Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Wrz 22, 2014 10:55 pm

W tawernie pozostali już nieliczni gapie. Wyczuwało się napięcie pomiędzy przybyszami, a czwórką przy stoliku. Przywódcą wojaków z Wessex był średniego wzrostu mężczyzna z szramą biegnącą od podbródka po skroń. Miał mało przyjemną gębę, zresztą jak pozostali kompani. Zbliżył się do celu swojej podroży z nieco przebiegłym spojrzeniem. Zachowanie górali i Salazara nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Zatrzymał się i zza pasa wyjął pergamin, który rozwinął i zaczął czytać.
- Lady Rowena Moira Shaw of Tordarroch Ravenclaw, w imieniu miłościwie panującego władcy Alfreda Wielkiego zostajesz oskarżona o zdradę stanu, innowierstwo i odprawienie pogańskich rytuałów na terenie królestwa Wessex. Wyrok zostanie wykonany w Londinium. Lepiej będzie jak poddasz się i pójdziesz z nami. - niemal wyrecytował, stojąc na baczność. - Bez żadnych ekscesów. Mamy przewagę, a tawerna jest otoczona. - dodał z uśmieszkiem chytrusa.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Wrz 22, 2014 11:31 pm

Rowena była chroniona tak dobrze, że napastnicy nie zbliżyliby się do niej nawet na krok. Nawet Salazar przysłonił ją swoim ciałem jakby wiedział, że to po nią przyszli. Czy kryła zdumienie? A może się tego spodziewała? Obserwowała każdy ruch mężczyzny ze szramą, który odczytywał wyrok. Zdrada stanu, innowierstwo i odprawianie pogańskich rytuałów... Nie potrzebowała magicznych wizji, żeby wiedzieć co ją czeka w Londinium. Publiczna egzekucja, bez prawa do obrony. Była kobietą co jeszcze bardziej ją pogrążało. Szpiedzy w Radzie zaczęli już działać, musiała przyznać, że nie próżnowali. Ktoś naprawdę musi nienawidzić idei Hogwartu skoro jest w stanie zdobyć się na publiczne oskarżenie. Do jakich fałszów musiało dojść i spreparowania dowodów o ile takie były... Czy Ferrante maczał w tym palce? Chyba po raz pierwszy poczuła ból zdrady. Aż tak bardzo jej nienawidził, że byłby w stanie zabić? Nie chciała o tym myśleć. Mogła się poddać, albo walczyć.
Czy uda się jej przekonać Salazara i górali aby odeszli? Ujmą było wplątywać w takie wydarzenia inne osoby. Wydała kilka komend po szkocku, ale dwaj Szkoci stali niewzruszeni patrząc na przybyszów Wessex z nienawiścią.
- Salazarze, odejdź. - zwróciła się do swojego przyjaciela - Zaopiekuj się Hogwartem, trwaj przy...- nie dokończyła ponieważ Slytherin jej przerwał. Rowena nie chciała nikogo narażać w tym starciu.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sro Wrz 24, 2014 10:47 am

Salazar stanął jak w ryty, bo jegomoście nic nie robili sobie z jego słów, którymi ewidentnie bronił przyjaciółki. Po raz pierwszy ktoś, nie licząc oczywiście pozostałych założycieli Hogwartu, postawił się jego woli. Fakt, była to obca osoba, ale miał nadzieję, że poczuje respekt przez Slytherinem, co oczywiście czarodziej przyjąłby z dumą. Lubił jak się kłaniają przed nim w pas i czują respekt, bo w istocie mają przed kim. Odstawił rękę, bo jeden z owych mężczyzn stanął i zaczął wyczytywać jakieś herezje na temat Ravenclaw.
Salazar nie zważał na ostrzeżenie Roweny, zwłaszcza że była bliska jego sercu i nie mógł sobie pozwolić na jej utratę w tym momencie. Nie usłuchał jej, a wręcz mocniej zaparł się nogami na ziemi jakby wiedział co zaraz nastąpi.
- To nie liczebność daje zwycięstwo. – rzekł Salazar do mężczyzny, który odczytał akt oskarżenia względem kobiety, która notabene nic nie zrobiła. Chyba tylko to, że tak bardzo walczyła o Hogwart. Czyżby aż tak bardzo komuś zależało na zablokowaniu wszelkich ruchów mających na celu edukację w szkole? Kto za tym wszystkim stoi?
- Zrobicie co następuje… Zostawicie Lady Ravenclaw i nigdy jej nękać nie będziecie. Odszczekacie Wy i ten nędzny kundel Alfred słowa względem tej Pani z gwarancją, że nigdy więcej owymi bredniami karmić nikogo nie będziecie. A także… – tu zrobił chwilową pauzę. - Zapłacicie milion złotych monet jako trybut. Zadośćuczynicie tym samym zepsuty nam wieczór. – odpowiedział. - Wyraziłem się jasno? – dodał po chwili, a kąciki jego ust drgały ze wściekłości. Najchętniej zadusiłby ich wszystkich gołymi rękoma.

_________________

Powrót do góry Go down
Walhalla

avatar

Posty : 63

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sro Wrz 24, 2014 3:07 pm

Niestety nie wszystko było takie łatwe jak uważał Salazar. Żywił święte przekonanie iż jego osoba jest świętością dla innych. Niestety kapitan straży Edemund Farkas pluł na czarodziejów, uważając ich za diabelskie nasienie. Magia była złem tego świata i powinna być doszczętnie wytępiona. Na samym początku, tuż po otrzymaniu rozkazu o pochwyceniu lady Ravenclaw był przeciwny wzięciu na wyprawę dwóch czarodziejów i zaklęciu broni. Rozkaz był jednak świętością i należało go wykonać. Patrzył wzgardliwie na Salazara i dwóch górali, Ravenclaw była przez nich chroniona na tyle że nie przedarliby się za pierwszym razem. Nie blefował mówiąc, że tawerna jest otoczona. Edemund został dokładnie poinstruowany jak wszystko ma wyglądać. Posiadał świadomość, że Rowena Ravenclaw nie jest pierwszą lepszą czarownicą. Nie wiedziano jednak o obecności Salazara i tych dwóch szkockich wojownikach. Jednak nie takie komplikacje się pokonywało. Dał znać swoim kompanom aby wyjęli broń, większość miała miecze ale znaleźli się tacy którzy dzierżyli łuk. Dwóch czarodziejów jeszcze się nie ujawniło, mieli być zabezpieczeniem. Edemund uśmiechnął się krzywo i natarł na Salazara. Był to moment w którym rozpoczęła się walka. W bój szły nie tylko miecze i niepraktyczne łuki w zamkniętym pomieszczeniu ale i magia.
Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sro Wrz 24, 2014 4:12 pm

Postawa Salazara była zaskakująca, ale czy tak naprawdę powinna się dziwić? Byli przyjaciółmi, znali się już spory kawał czasu. Nawet gdyby za sobą nie przepadali to z pewnością nie życzyliby sobie śmierci.
Rowena przez chwilę czuła wzruszenie, szybko się jednak opanowała zważywszy na mało przyjemną sytuację. Szczerze wątpiła w udział w tym wszystkim samego Alfreda Wielkiego, już prędzej jego doradca byłby skłonny do tak gorszącego czynu. Nie było jednak czasu do zastanawiania się nad źródłem tego problemu, śmiałe przemówienie Salazara rozeźliło, jak rozpoznała chwilę potem kapitana straży. Ruszył na Slytherina, a reszta jego kompanów obrała sobie za cel górali i ją samą. Wyjęła miecz, lecz w jej delikatnych rękach był raczej rekwizytem niż bronią. Zawsze prosiła Ferrante aby nauczył ją fechtunku, lecz ten zawsze odmawiał mówiąc iż kobiecie, a tym bardziej czarownicy to nie przystoi. Godryk za bardzo się puszył, więc proszenie go o cokolwiek dodałoby mu jedynie skrzydeł i powodów aby dokuczać Rowenie. Salazar był rozmiłowany w magii i bardzo rzadko nosił przy sobie stal. Kochana Helga wychowywana wśród wikingów czasami pokazywała jej kilka chwytów, cięć i uników ale było tego za mało. Pozostało jej bronić się już nie tylko słowem, ale i magią. Nie chciała zabijać... Najpierw zaatakował ją wysoki, lecz chuderlawy wojak. Spostrzegła, że miał niewiele bo ponad siedemnaście lat. Sparowała jego cios w samą porę z cichym stęknięciem. Mimo pozornej chudości w natarciu wykazywał sporą siłę. Zrozumiała, że Wessex nie wysłało do Szkocji zwykłych wojaków. Byli zabezpieczeni na tyle, aby stawić czoło Założycielce... Odsunęła go od siebie zaklęciem, przemieszczając się w inną stronę. Potrzebowała większej przestrzeni jeżeli miała posługiwać się magią. Kiedy więc tak przemykała między stołami, jej policzek przeszył ból, a zaraz potem poczuła jak coś ciepłego spływa na brodę i kapie na ubranie. Krew. Nie zadano tego ciosu stalą ani grotem, lecz magią. Ona i Salazar nie byli jedynymi czarodziejami. Nałożyła na siebie tarczę i to w samą porę bo za cel obrało ją sobie dwóch łuczników i mag.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Czw Wrz 25, 2014 9:32 am

Salazar miał taką nadzieję, że Ci jegomoście zejdą mu z drogi, zostawią Rowenę i jego w spokoju i opuszczą jak najszybciej tawernę. Niestety z jego planów były nici, ponieważ oni tym bardziej byli rozłoszczeni płomienną mową Slytherina. Można nawet zaryzykować, że swymi słowami zagrzał ich jeszcze bardziej do boju i próby pojmania Pani Ravenclaw. Z naturalnych przyczyn nie mógł sobie pozwolić na tego typu stratę. Rowena była zbyt ważna dla Hogwartu, aby teraz mogło jej zabraknąć. No i co najważniejsze, była dla niego bardzo ważną osobą, a więc nie mógł odpuścić ewentualnej walki, choćby na śmierć.
I w tym momencie, nie można powiedzieć że niespodziewanym, napastnicy zaczęli nacierać na dwójkę założycieli z Hogwartu. Byli w zdecydowanej przewadze liczebnej, wliczając w to tych pachołków, którzy znajdowali się poza tawerną. W każdym bądź razie niewiele miał miejsca by rzucać zaklęcia. Zwłaszcza, że tenże kapitan nacierał na niego z bronią. Zamachnął się mieczem na Salazara i pech chciał, że czarodziej został dźgnięty w bark. Zawył z bólu, choć w pierwszej chwili był raczej zszokowany niż obolały. Złapał się za miejsce, w którym zaczęła uchodzić krew. Był jednocześnie zniesmaczony jak i wściekły, że tak dał się podejść jakiemuś marnemu żołnierzykowi. Taki mag jak Salazar nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie.
- Avada Kedavra! – rzucił zaklęcie za kapitanem, który jednak uskoczył w bok. zaklęcie wędrowała w kierunku walczącej Roweny, lecz rykoszetem trafiło w jakiegoś przybocznego gwardzistę. Mężczyzna padł trupem.
Salazar szukał wzrokiem kapitana i kiedy go odnalazł rzucił w niego zaklęcie paraliżującej energii, która miała za zadanie sprawić mężczyźnie niewyobrażalny ból.

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Sob Wrz 27, 2014 1:13 am

Edemund nie należał do łatwych przeciwników. Miał spore doświadczenie w bojach o wiele większych niż to. Dla niego czarodziej umierał tak samo jak mugol, nikt w końcu nie był nieśmiertelny. Uważał i nadal uważa stal za najlepsze lekarstwo na pomiot szatana. Zwinnie unikał ataków Salazara, w tym zaklęcia paraliżującego. Jak to w takiej burdzie bywa, przeciwnicy zmieniali się bardzo szybko. Tym razem do Slytherina przystąpiło trzech mężczyzn z czego jeden był czarodziejem. Kiedy pozostali na niego natarli, czarodziej rzucił zaklęcie ogłuszające, które zadziałało w połowie. Jednak zamiast omdlenia, Salazarowi zakręciło się w głowie i zaczęło dzwonić w uszach. Szkoccy Górale radzili sobie bardzo dobrze, walcząc zarówno magią jak i stalą. Okrutnie obchodzili się ze swoimi wrogami i mimo, że Rowena miała ochotę krzyczeć aby nikogo nie zabijać to drewniana podłoga była usiana już kilkoma trupami. Sama walczyła z młodzikiem, czarodziejem i łucznikiem. Tawerna powoli zamieniała się w gruzowisko. Nieumiejętnie rzucone zaklęcie wybuchające spowodowały zawalenie się sufitu po środku sali. Na ogień długo nie było trzeba czekać, tak jak na posiłki żołdaków Edemunda, który za cel obrał sobie Rowenę. Trudno ocenić co zamierzał, czy chciał zabić ją tu i teraz, a może będzie starał się doprowadzić ją pod wyimaginowany sąd? Jedna chwila nieuwagi kosztowała czarownicę pchnięciem na stertę gruzu. Nie chciała nikogo zabijać ani krzywdzić, jednak nie miała wyboru. Albo oni, albo ona. Potem przyjdzie czas na rachunek sumienia - pomyślała i tym samym niespodziewanie kapitan straży padł na ziemię wijąc się w konwulsjach bólu. Słyszała jak Salazar uśmierca mugola. Było już za późno. Słyszała również jęk jednego z Górali z którego klatki piersiowej wystawała strzała. Śmierć...
Nagle poczuła przeżywający ból w podbrzuszu, a gdy spojrzała w dół, dostrzegła wyczerpanego lecz u satysfakcjonowanego Edemunda. Zadudniło jej w uszach, a czas jakby zwolnił. Miała wrażenie, że to jedna z wizji jakich doznawała nocami. Nie mogła umrzeć w tak prosty sposób! W łagodnych, błękitnych oczach Roweny pojawiło się coś co w innych okolicznościach spodobałoby się Salazarowi, kiedy opowiadał o czarnej magii. Rozbłysło zielone światło i kapitan straży padł trupem z grymasem nie do wierzenia. Huknęło zdrowo i jasne jak słońce było to, że jeżeli w tej chwili nie opuszczą tawerny to zginą. Nie zważając na zadaną ranę z trudem ruszyła w stronę Salazara, rozprawiając się po drodze z niedobitkami żołdaków. Przechodziła wśród ciał beznamiętnie. W pomieszczeniu panowała utrudniona widoczność, zawalony miejscami sufit, ogień i dym.
- Salazar? - jedną ręką trzymała różdżkę, a drugą uciskała zadaną przez wojaka ranę. Potrzebowała Slytherina do zrealizowania planu, nie zamierzała umierać pospolicie jak mugolka. Czarodziej winien umierać godnie, godzonym przez magię, nie stal.

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Pon Paź 06, 2014 5:33 pm

Ten pojedynek nie należał do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych, a nawet zaryzykowałby stwierdzeniem, że jest to jedna z najgorszych potyczek w jakich miał kiedykolwiek okazję uczestniczyć. Mało tego, że walka była nieuczciwa ze względu na znaczą przewagę liczebną napastnika, jakimi byli owi ludzie chcący zaaresztować Roweną Ravenclaw. Jakimże byłby przyjacielem gdyby tak sobie stał czy siedział spokojnie i bez niczego pozwolił aby jedna z założycielek Hogwartu została pojmana w imię jakiejś chorej idei czy niewiedzy człowieka, który z prawem pewnie miał mało co wspólnego, mimo że prawem niejako się zasłaniał?
Wszystko zmieniało się w kalejdoskopie i rzecz się działa tak niezwykle błyskawicznie, że sam nie wiedział właściwie w pewnym momencie kto przed nim stoi: przyjaciel czy wróg? W pewnym momencie poczęło na niego nacierać trzech kamratów kapitana, a bynajmniej tak mu się zdawało. Nie zdążył się nijak obronić i oberwał pechowo zaklęciem ogłuszającym, lecz nie na tyle silnym by paść czy zemdleć. Aczkolwiek z drugiej strony siła zaklęcia sprawiła, że w głowie mu się zakręciło, a dzwonienie w uszach było niesamowicie i upierdliwie wkurzające. Salazar słaniał się na nogach, lecz na całe szczęście nie padł jeszcze ofiarą ani siły fizycznej, ani zaklęć, któreby go powaliły, czy nie daj Boże, uśmierciły.
W tawernie zrobiło się niezwykle niebezpiecznie i nawet jak ktoś byłby ślepy to oczyma wyobraźni mógłby zauważyć, że to miejsce zamieniło się w istne pobojowisko. Salazar nie wiedział do końca co się wokół niego dzieje, bo był nie w pełni świadom. Walił na prawo i lewo różnymi zaklęciami, najczęściej tymi uśmiercającymi, które nawet kilka razy chyba w kogoś musiały trafić. Jednak on nie kojarzył nawet czy ktoś od niego zarobił zielonym światłem, czy też trafił gdzieś w ścianę, sufit lub element wyposażenie meblowo-stołowego. Najgorsze jednak nie były nietrafione czy trafione czary Salazara. Najgorszy moment był wtedy kiedy w tawernie zaczął tlić się ogień, który z sekundy na sekundę mógł być coraz bardziej niebezpieczny, już nie tylko dla tych co się znajdowali w środku, ale także dla tych z zewnątrz.
Nie wiedzieć czemu nagle jakby go w jakiś sposób obudziła magiczna siła z tego otumanienia, kiedy Rowena oberwała. Wstał na równe nogi i począł ciskać zaklęciami uśmiercającymi w kierunku osób, które znajdowały się blisko czarownicy. Jej sylwetkę poznawał bez problemu, choć było to tak jakby przez mgłę. Starał się dotrzeć do Roweny Ravenclaw i w rzeczywistości dotarł na tyle, że był ją w stanie już usłyszeć.
- Roweno? – zapytał się dla pewności. - Przepraszam... Ja... – chciał coś powiedzieć, chciał powiedzieć że ją Kocha, ale nie był w stanie wydusić tego w tym momencie. Zresztą, czy była to aby na pewno odpowiednia chwila na takie wyznania?

_________________

Powrót do góry Go down
Rowena Ravenclaw


avatar

Posty : 191

Czekoladowe żaby
Monety: 1 zł, 50bl
Ekwipunek: Różdżka, wisior, suchary

PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   Wto Paź 07, 2014 10:11 pm

Dosyć nierozważnie ze strony Salazara było rzucanie zaklęć w tak małym pomieszczeniu i to tak blisko Roweny. Jednak czarodziej miał sporą wprawę w posługiwaniu się różdżką więc usłał Rowenie drogę do siebie trupami. W pomieszczeniu zaczynało brakować powietrza, a i dym gryzł w gardle. Za czarownicą coś huknęło, to jedna z belek podtrzymujących strop runęła. Rowena walcząc z przejmującym bólem, dotarła w końcu do Salazara, który chyba po raz pierwszy w życiu zbladł. Czyżby przejmował się losem swojej towarzyszki? Zakrwawioną ręką złapała go za rękę splatając palce w mocnym uścisku. Stała na przeciw niego i intensywnie wpatrywała się w jego okurzoną twarz.
- Śmierć w ogniu nie jest dla nas - powiedziała siląc się na uśmiech - Jeśli nam się uda... To będziesz miał co wnukom odpowiadać.
W jej oczach pojawił się błysk, mógł poczuć jak mocno go ściska po czym świat zawirował im przed oczami, a w brzuchu pojawiło się mało przyjemne uczucie. Po raz pierwszy dokonano teleportacji, która była w fazie raczkowania. Czy przeżyją? Sufit karczmy zawalił się chwilę po tym jak dwójka czarodziejów zniknęła. Gdzie się pojawili? W odosobnionym miejscu na szkockich wzgórzach niedaleko pasterskiej chaty. Ucisk ręki Roweny zmalał, a ona sama osunęła się w ramiona Salazara tracąc przytomność. Trzeba było przyznać, że odstawiła ich na miejsce niemal idealnie. Stali w takiej samej pozycji jak w karczmie. Jako, że odniosła poważną ranę i wzięła na siebie cały proces teleportacji znacznie osłabła.

z.t x 2

_________________


Fair Ravenclaw from Glen
Wit beyond measure is man's greatest treasure
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"   

Powrót do góry Go down
 
Tawerna "Pod Zdechłym Kotem"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Tawerna "Pod spalonym korsarzem"
» Tawerna "Ostoja Herolda"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: φ Dùn Éideann-
Skocz do: