IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wzgórza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Merlin

avatar

Posty : 191

PisanieTemat: Wzgórza   Sro Lip 16, 2014 12:36 am



Idealne miejsce na długie wędrówki w samotności. Cisza i spokój okolicy sprzyjają rozmyślaniom o egzystencjalnych problemach. Niemniej jednak radzi się kompletnie nie oddalać od świata rzeczywistego, gdyż rzezimieszki mogą czyhać za każdą kępą.
Powrót do góry Go down
Scorpius Pumphont



Posty : 18
Skąd : Szkocja!

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: bransoleta, srebrny pierścionek z małym oczkiem, skórzana rękawica sokolnicza

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pią Sie 01, 2014 8:54 pm

Młody Pumphont nie należał do osób tęskniących za towarzystwem. Chyba w kluczowym wychowawczo momencie życia jego rodziciele popełnili poważny błąd zsyłając go na wygnanie do Fimfiliusa. Chłopak od wczesnej młodości wykazywał co najmniej aspołeczne zapatrywania, a izolacja takiego przypadku nie mogła skończyć się towarzyskim lwem salonów.
Wdrapywał się na wzgórza całkiem pieszo, choć dziadek śmiało zachęcał mu do dosiadania wierzchowców. Co poradzić, kiedy ten młodzian wolał dosiadać te dzikie, a nie przywykłe do rzędu konie rodziny. Biegał więc często samotnie po łąkach, lasach, wspinał się po górach mimo ostrych grani kaleczących jego skórę. Najmilej mu było bowiem pośród wiatru, ciemną nocą, w burzę i deszcz, otoczonemu dziczą.
Przykucnął na kamieniu, jednym z większych w okolicy, leżących na szczycie jednego ze wzgórz i zmrużył oczy. Daleko na niebie majaczył ciemny, maleńki zarys ptaka.
To Ciebie szukam. szepnęło jego serce i zagwizdał ile sił w płucach. Myszołów odpowiedział przenikliwym wizgiem i złożywszy skrzydła pikował, spadając jak kamień z wysokiego nieba, by w ostatniej chwili z trzaskiem rozłożyć pióra i z gracją wylądować na obutej w skórkowa rękawicę dłoni Scorpia.
- Tylko Ty tak potrafisz. - powiedział zaglądając w bursztynowe oko myszołowa, choć wiedział, że to nie jest prawdą. Dzikie pikowanie było elementem polowań tego gatunku, jednak dla Pumphonta ten jeden okaz był nadzwyczajny.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pią Sie 01, 2014 9:31 pm

Ostatnie cegły 2 piętra zamku zostały osadzone, co oznaczało, że nieubłaganym krokiem zbliżał się czas rekrutacji przyszłych uczniów, dla których Helga, wraz z trójką pozostałych Założycieli, wybudowała cały przybytek. Wedle planu każde z nich miało rozjechać się w 4 różne strony świata, wędrując po mniejszych i większych osadach w poszukiwaniu magicznych godnych otrzymania tej szansy. Nie przewidywali przedziału wiekowego - chcieli dać szansę na wykształcenie i tym młodszym, i tym starszym. Jednak pierwsi w kolejce byli nie ci biedni i nieznani. Na początku trasy Helgi widniało znane nazwisko - Pumphont. Nie kto inny jak młody i obiecujący syn jednego z pierwszych zatrudnionych nauczycieli w Hogwarcie. Scorpius znalazł się na liście najprawdopodobniej przez czyste znajomości - nikt nie mógł wiedzieć czy młodzieniaszek okaże się wystarczająco utalentowany, jednak obiecali Nicolausowi, że jego syn znajdzie się wśród grona adeptów bez względu na dar.
 Helga dostała szczegółowe instrukcje jak dotrzeć do Pumphonta. Podróż na jej karym rumaku zajęła 2 dni bez przerwy. Trzymała się z dala od głównych ścieżek, gdyż mimo wszystko była samotnie podróżującą kobietą i nie chciała zwracać na siebie uwagi. Nawet w środowisku czarodziejów nie było to przychylnie traktowane, a tym razem wolała wszystko załatwić sprawnie i bez echa.
 Gdy w końcu dojechała na zaznaczone na mapie wzgórza, zeskoczyła z Baldura i rozprostowała kości, wdychając pełną piersią świeże powietrze. Stwierdziła, że dalej pójdzie pieszo. Pociągnęła konia za lejce i poczęła się rozglądać, gdzie mógł ukryć się Scorpius. Nie musiała jednak szukać daleko - białowłosa, wątła sylwetka odcinała się na tle nieba. Przywiązała Baldura do zeschłego pnia, po czym po kilku sekundach bezszelestnie dotarła do młodzieńca.
- Scorpiusie Pumphontcie... - powiedziała silnym głosem kładąc pewnym ruchem dłoń na ramieniu siedzącej postaci - przysyła mnie Twój ojciec. - dokończyła, zastanawiając się jaką reakcję wywoła tymi słowami. Strach, że ojcu coś się stało? Radość? Obojętność? Wszystko mogło być częścią testu.

_________________

Helga Hufflepuff
Powrót do góry Go down
Scorpius Pumphont



Posty : 18
Skąd : Szkocja!

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: bransoleta, srebrny pierścionek z małym oczkiem, skórzana rękawica sokolnicza

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pią Sie 01, 2014 9:57 pm

Już z oddali słyszał tętent kopyt. Baldur nie należał do najdrobniejszych koników, jak zresztą większość wierzchowców jakie Scorpius do tej pory miał okazję widzieć. Słyszał jedynie pogłoski o suchonogich, drobnych, prędkich jak wiatr rumakach z dalekiego południa, z krańca świata, legendarnych, niemożliwych do ujarzmienia. Ptak również wypatrzył zbliżającego się jeźdźca, reagując pewnym niepokojem, poruszył skrzydłami krocząc chwilę w miejscu.
Scorpius przyglądał się zwierzęciu. Jego smukłej linii, doskonałej kreacji bogów jaka były skrzydła. Czarne, ostre jak iglice szpony zaciskały się z wyczuciem na warstwie materiału chroniącej dłoń chłopaka. Przepiękny i śmiercionośny, dla postronnych zwykły czarny punkt na niebie, dla gryzonia ostatni cień przed śmiercią.
Zanurzył opuszki palców w miękkich piórach pokrywających klatkę piersiową ptaka w uspokajającym geście. Drgnął na dotyk obcej dłoni na swoim ramieniu, jednak nie zaatakował. Odwrócił się powoli, prostując nogi i zeskakując sprawnie z kamienia. Ptak załopotał skrzydłami i ponownie osiadł na jego dłoni, wlepiając tak jak i chłopak spojrzenie bystrych dzikich oczu w nieznajomą.
- Mój ojciec? - uniósł minimalnie brwi. Jasne oczy z uwagą i ostrożnością przypatrywały się kobiecie. Rzeczywiście niewiele po sobie okazywał, jednak z trudem mógł sobie przypomnieć i zliczyć na palcach chyba jednej ręki sytuacje kiedy ojciec po niego posłał.
Ptak wydał piskliwy dźwięk i zbił się w powietrze, coraz wyżej i wyżej. To było silniejsze od niego, mimo, iż ponoć dobre wychowanie wskazuje inaczej, nie mógł oprzeć się przyglądaniu ruchom skrzydeł, zamiast skupiać się na rozmówcy.
- Perfekcja. - powiedział spokojnie.- Nie sądzisz?
Zsunął z dłoni rękawicę i spojrzał ponownie na kobietę. Była pociągającą, najpewniej bardzo mężną przedstawicielką płci pięknej. Po jej ruchach, pełnych gracji i siły, mógł wywnioskować, że nie należy do typowej dwornej damy. Gdzieś w tych poważnych oczach jeszcze tliła się iskra dzikiego ducha, jakby widział w nich ten sam niespokojny wiatr z krańców świata co u siebie.
- Więc kim jesteś? - bezpośrednio, choć nie w wysoce aroganckim tonie. Może powinien był się kłaniać i tytułować ją damą, ale wychował sie w lesie i manier znał niewiele, a ona na damulkę nie wyglądała- I czego życzy sobie mój ojciec. - oblizał blade usta i utkwił w niej zagadkowe spojrzenie.
Kim jesteś? Przyjechałaś tu na pewno z całkiem daleka, bo.. mój ojciec miał taki kaprys? Trochę Ci nie wierze, ale mów. Mów, bo ciekawość mnie zeżre, mimo, że wcale tego po mnie nie widać.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pią Sie 01, 2014 11:25 pm

Przemierzając wzgórza w stronę młodego Pumphonta rozglądała się po okolicy. Spokój i cisza miejsca były relaksujące dla zmęczonego po długiej podróży ciała, jednak Hufflepuff nie dawała się kompletnie omamić naturze. Z doświadczenia wiedziała, że takie tereny mogą być najbardziej zdradzieckie. Próbowała swym sokolim okiem zlokalizować najbliższą osadę, która zaoferowałaby jej nocleg przed wyruszeniem w dalszą drogę, lecz nic nie wskazywało, aby w pobliżu prężnie tętniło życie społeczności. To zastanowiło blondwłosą kobietę - skąd przybył tu Scorpius? Gdzie mieszkał gdy w zasięgu pola widzenia nie znajdowała się żadna lepianka? Nicolaus nie wspominał nic o fakcie, że jego własny syn wychowywany był w samotności w środku gęstej puszczy bez kontaktu z drugim człowiekiem.
Ze spokojem czekała, aż Scorpius wstanie i obróci się ku niej. Jego oblicze nieco zaskoczyło potomkinię Odyna, lecz nie dała tego po sobie poznać. Ostre, wręcz surowe rysy twarzy sugerowały wiek o wiele starszy niż w rzeczywistości, a białe włosy w połączeniu z niezwykle jasną karnacją podkreślały oczy, które były jedynym żywym punktem w całej tej mozaice. Kobiecie przemknęło przez myśl, że 17 latek niezwykle rzadko musiał przebywać wraz z rówieśnikami, których towarzystwo nadawało policzkom rumieńców. Niezwykłe zwierzę, które z ufnością obejmowało pazurami ramię chłopaka musiało zastępować mu przez wiele lat przyjaciela.
- Owszem, Twój ojciec, Nicolaus. - rzekła, a kolejne słowa młodszego z Pumphontów uświadczyły ją w przekonaniu, że do tego zadania zdecydowanie lepiej nadawałaby się stanowcza, męska ręka niż ciepła i z reguły łagodnie nastawiona kobieta, którą była Helga. - Tak, to zdecydowanie fascynujące stworzenie, Scorpiusie. - przytaknęła podążając wzrokiem za odlatującym z gracją ptakiem - Jakże udało ci się je oswoić? - spytała chcąc nawiązać konwersację i przenosząc spojrzenie z powrotem na wyzutą z emocji twarz 17 latka. W jego oczach brakowało tego samego respektu i podziwu, który udało jej się zauważyć gdy admirował swojego ptaka.
- Czy wiesz gdzie Twój ojciec teraz jest i czym się zajmuje? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Stwierdziła, że jeszcze nie jest czas na przedstawianie się, zwłaszcza że młodzieniec trzymany w lesie i tak nie znałby jej imienia. Zluzowała swoje badawcze spojrzenie ze Scorpiusa i stanęła bokiem do wiatru, pozwalając aby nadal chłodne wiosenne powiewy przynosiły orzeźwienie wystawionej twarzy. Nie była pewna czy uda jej się ujarzmić tak niezależnego ducha jakim był Scorpius.

_________________

Helga Hufflepuff


Ostatnio zmieniony przez Helga Hufflepuff dnia Pią Sie 01, 2014 11:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Scorpius Pumphont



Posty : 18
Skąd : Szkocja!

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: bransoleta, srebrny pierścionek z małym oczkiem, skórzana rękawica sokolnicza

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pią Sie 01, 2014 11:48 pm

Gdzie okiem sięgnąć - pustkowia, a stali na jednym z najwyższych szczytów wzgórz w okolicy. Gdzieś na północy majaczyła czarna plama lasu, łukiem wgryzająca się w jasnozielone pola, ledwie budzące sie po zimowym letargu. Scorpius właściwie stojąc tu, mógł z precyzja określić w którym kierunku należy sie udać, by trafić do miasta, dokąd iść by dotrzeć do ruin starego dworu, a którędy do serca puszczy. Wiedział jaką drogę obrać, by ominąć zdradzieckie bagna, znał tereny łowieckie wilków i jedynego mieszkającego w okolicy, całkiem już sędziwego wiekiem niedźwiedzia. Chyba właśnie raczej wśród lepianek czułby się źle, pewnie nie prędko nauczyłby się wszystkich dróg na nowo, choć, czasem, gdy zamknął oczy, skupił się na swoim wczesnym dzieciństwie przypominał mu się ganek domu, rabata kwiatów pod oknami od zachodniej strony. Owce biegały ogrodzone od krawędzi ziem niskim kamiennym murkiem. Dom poznałby wszędzie. Tylko... co dziś na prawde nazywał domem?
Skinął głową, bardzo słuszny zabieg Nieznajoma. Byłby znacznie bardziej podejrzliwy, gdyby nie użyła imienia jego ojca. Słysząc jej nacechowane uznaniem słowa, obejrzał się raz jeszcze na szybującego wśród ciepłych prądów ptaka.
- Sam do mnie przychodzi. Nigdy nie próbowałem go oswoić. - przyznał szczerze. Sam był troche jak takie dzikie zwierze. Natura rządziła się swoimi prawami, Scorpius nie zamierzał w nie ingerować. Nigdy nie rozumiał łamania woli koni, ptaków, psów, czy innych dzikich stworzeń dla ludzkiej przyjemności. Zbyt mało czasu spędzał w miastach by oswoić się z bydłem w zagrodach. "Oswajanie" miało dla niego bardzo pejoratywny wydźwięk od kiedy raz jeden w życiu spotkał na trakcie trupę kuglarzy z niedźwiedziem zakutym w łańcuchy. Tańczył i skakał ku euforii i przerażeniu widzów. Bestia w niewoli! Tyle radości... Tylko Scorpius zdawało się dostrzegał nasączone eliksirami kolce, którymi szturchali niedźwiedzia otaczający go 'opiekunowie'. Taniec zwierzęcia był bowiem jedynie rozpaczliwą próbą utrzymania równowagi, a groźne ryknięcia - wołaniem o pomoc.
Stłukł później treserów na kwaśne jabłko ich własnymi 'treserskimi' szpicrutami i zniknął w lesie nim ktokolwiek zdążył zareagować, ale to zupełnie inny element historii.
- Mój ojciec... - zmrużył oczy marszcząc brwi i próbując sobie przypomnieć- .. dostał posadę Mistrza Eliksirów, a jest to ponoć wysoce wybitna sprawa, bo wiąże się z jakimiś zmianami społeczno-edukacyjnymi. - przyjrzał się jej- Nie jestem...zbyt dobry w eliksirach. Musiałabyś jego zapytać o szczegóły. - przyznał.
Słońce tańczyło w jej jasnych włosach, wyzierając skromnie spomiędzy chmur gonionych wiatrem. Wydawała mu się trochę piękna i trochę straszna, niczym walkiria ze starych legend które opowiadał mu przyjaciel dziadka, mieszkający swego czasu z wikingami.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Sob Sie 02, 2014 10:27 pm

Będąc córką jarla Thetford Heldze w dzieciństwie często trudno było wymknąć się z dala wścibskich oczu i nadopiekuńczych nianiek, z tego też względu potrafiła docenić krótkie chwile samotności, które dawały jej wytchnienie i uspokajały myśli. Do tego wszystkiego nie było lepszego testu własnego charakteru niż parę tygodni odosobnienia w dziczy. Jednak dla Helgi spędzenie całego życia w takich warunkach było niezwykle krzywdzące i niszczące. Człowiek jako zwierzę, o wyższej ewolucji, nie był stworzony do samotności - bliskość drugiej osoby złagadzała usposobienie, zapewniała bezpieczeństwo oraz rozwijała, a przynajmniej taką zasadę wyznawała Helga. Patrząc na Scorpiusa zastanawiała się jak bardzo został splądrowany jego potencjał przez wieloletnią izolację.
- Musisz mieć dobrą rękę do zwierząt. - oznajmiła. - Jakieś jeszcze dotrzymują Ci towarzystwa prócz myszołowa? - spytała, a słowa młodzieńca nieco uciszyły na moment jej wątpliwości czy Pumphont nadaję się na stałe zamknięcie wśród innych młodych ludzi - nigdy nie wiadomo jakie cechy wykształcają się w człowieku, gdy przez długi czas jest pozbawiony kontaktu z istotą myślącą i wychowuje się wśród zwierząt egzystujących na kompletnie innych prawach. Wierzyła ich instynktowi, gdyż nie darzyły one zaufaniem byle kogo, a jedynie tych, którzy traktowali je z szacunkiem i dobrocią, co już dawno zdążyła zaobserwować, dlatego też i w Scorpiusie musiała się kryć dobroć i umiejętność współżycia z innymi.
- Dobrze jesteś poinformowany, Scorpiusie. Twój ojciec został zatrudniony jako jedna z kilku osób, które będą nauczać w miejscu przeznaczonym specjalnie dla tych, którzy posiadają niezwykły dar. - rzekła, a słysząc komentarz na temat eliksirów, po raz pierwszy na jej twarzy zagościł ledwo zauważalny, przelotny uśmiech, który jednak szybko zastąpiła powagą. - Powiedz mi, czy jest jakaś dziedzina magii, którą uważasz za szczególnie pasjonującą? Skoro eliksiry nie są Twoją mocną stroną, cóż innego jest? - zapytała oczekując od młodzieńca rzeczowej i konkretnej odpowiedzi. Ich rozmowa mogła się skończyć wyjątkowo szybko. Jeśli Pumphont nie wykazywał zainteresowania magią, nie widziała powodu aby siłą zaciągać go do Hogwartu, gdyż w Królestwach na pewno znalazłaby innych, którzy z wdzięcznością przyjęliby propozycję kształcenia się i zapewnienia lepszej przyszłości.

_________________

Helga Hufflepuff
Powrót do góry Go down
Scorpius Pumphont



Posty : 18
Skąd : Szkocja!

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: bransoleta, srebrny pierścionek z małym oczkiem, skórzana rękawica sokolnicza

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Pon Sie 04, 2014 5:52 pm

Tak, to był prawdopodobnie poważny błąd wychowawczy wysłać młodego Pumphonta w dzicz. Wystarczyło spojrzeć na Fimfiliusa, który mimo sędziwego wieku i wielkiej mądrości sam nieco zdziwaczał w swojej leśnej samotni. Chłopak niestety wykazywał czasem wyjątkowo niepokojące zachowania, bywał brutalny i wykazywał zerowe poczucie honoru czy poszanowania dla innych osób. Wtedy wydawało się, że zesłanie go do lasu mogłoby zdusić pęczniejące w nim zapędy. Teraz niestety zmienił się na tyle, że właściwie trudno poznać w jaki sposób zakwitły tamte, budzące niepokój ziarna.
Lubił puszczę, powolne skrzypienie starych sosen, pomruk zwierząt niesiony z wiatrem. Lubił mroźne grudniowe noce spędzone w górach; polowanie na jelenie. Lubił prażące słońce, które tak rzadko się pojawiało w Szkocji nawet w środku lata. Orzeźwiające, hartujące ciało i ducha lodowate strumienie przemykające niczym śliskobrzuche węże po zdawać by się mogło bezkresnych połaciach zieleni. Był dzikszy niż mogła sądzić, a jednak stał przed nią, dumny i nieugięty mimo niepokoju jaki w nim wzbudziła. Widać było, że w żyłach tego chłopca, mimo wszystko, płynie krew szlachetnego rodu.
- Czasem wydaje mi się, że wiem o nich wszystko, a czasami miewam gorzkie lekcje. Przy niektórych człowiek może sobie pozwalać na poufałość, przy innych musi okazać szacunek. Niektóre są łagodne i ciekawskie, inne wymagają sprytu i inteligencji - w przeciwnym razie taka znajomość może kosztować Cię życie. - wpatrywał się nieugięcie w jej bystre i piękne oczy, a wnioski same kiełkowały w jego umyśle. Zadawała za dużo pytań na przypadkowego posłańca ojca. Czy to jakiś test, Nieznajoma? Interesujesz mnie jeszcze bardziej.- Zdarza się, że mam szczęście i towarzyszy mi szara wadera z tutejszego stada. - dodał. Teraz zniknęła gdzieś w głębi terytorium bo wkrótce będzie się szczenić.
Pumphont zwinął rękawicę i wsunął za skórzany pas, którym przewiązał koszulę, by wiatr nie smagał go zbyt brutalnie wdzierając się pod odzienie.
- Transmutacja. - odpowiedź na jej kolejne pytanie padła niemal natychmiast. Dziadek przyłożył swoją rękę do kształtowania poszczególnych cech chłopaka i choć rozwinął w nim ogromny talent myśliwego, nie brakowało mu magicznych ksiąg, które często studiował w samotności. Alchemia i transmutacja wydawały mu się królowymi nauk, a zdolność panowania nad formą otoczenia była według niego definicją prawdziwej magii.
Zmarszczył brwi, zrozumiawszy, że być może odpowiedział zbyt pochopnie. Czuł, że kobieta pogrywała z nim w coś, a on sam nie był pewien jak tę sytuację rozwiązać.
- Więc wiesz kim jestem i znasz mego ojca. Ja wiem o Tobie tylko tyle, co zdążyłem zaobserwować. Jeśli poznam choć Twoje imię będę mógł Cię wspomnieć naczej niż białogłowa kobieta ze wzgórza, a wydaje mi się, że nieprzypadkowo zadajesz mi te wszystkie pytania.
Myszołów wydał przenikliwy wizg, szybując nad nimi. Poza Nieznajomą, jej wierzchowcem i ptakiem okolica wydawała się być zupełnie pusta.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Wto Sie 05, 2014 2:29 pm

Żadna osoba myśląca nie powinna być spisywana na straty, a przynajmniej tak uważała Helga. Widząc Scorpiusa oceniała jedynie na ile ucierpiało jego człowieczeństwo i czy jest jeszcze ono do odratowania. Hufflepuff była gotowa dać szansę każdemu, a wynikało to z dobroci jej charakteru i praktycznej chęci zachowania czystości sumienia. Wolała zdobyć wyczerpujące grono suchych faktów, które poświadczały o beznadziejności przypadku, niż przez wiele lat rozmyślać czy nie popełniła błędu odcinając kogoś od ostatniej próby. Postrzegała ludzi jako materiał, który zawsze da się naprawić bądź ulepszyć, jeśli tylko istnieje na to w samym zainteresowanym szczątka chęci.
- Wiele nauczyłeś się o przebywaniu ze zwierzętami, miło widzieć taką podstawową mądrość u młodszych. - rzekła z uznaniem, tym razem otwarcie obdarowując Scorpiusa swym łagodnym uśmiechem. Niesamowite jak wiele krótka, nieformalna rozmowa potrafiła powiedzieć o człowieku. Właśnie dlatego Helga stwierdziła, że podczas szukania odpowiednich kandydatów na adeptów nie będzie na samym początku otwarcie wyjawiać celu swej wizyty. Chciała poznać prawdziwą naturę każdego, niepodsyconą kuszącymi wizjami poprawy życia, możliwego bogactwa i dostatku. - Sporym zaufaniem darzą Cię te dzikie istoty. Mi również towarzyszy dziś jedna z nich. - nie miała tu na myśli swojego imponującego rumaka skubiącego w tym momencie samotnie rosnący zielony krzew, a niewielką fretkę, odpoczywająca aktualnie w jednym z przymocowanych do zada konia tobołków. Zwierzę nie odstępowało Helgi na krok od wielu już lat, po tym gdy kobieta uratowała je przed śmiercią. Odnalazła wychudzoną fretkę w lesie, z boleśnie zranioną łapką oraz rozerwanym do mięsa podbrzuszem. Małemu drapieżnikowi udało się uniknąć bezpośredniej śmierci w walce, lecz nie mogąc się ruszyć powoli umierało z wykrwawienia i głodu. Helga przygarnęła zwierzę do siebie i dzień po dniu troskliwie opatrywała rany oraz przywracała je do zdrowia. Po całkowitej rekonwalescencji była przekonana, że fretka ucieknie z powrotem do lasu, do swych pobratymców, jednak ta została przy boku kobiety, wyrażając tym samym swą wdzięczność.
- Nie myli Cię intuicja, Scorpiusie. - powiedziała uznając, że teraz jest już odpowiedni moment na wyjawienie powodu, dla którego przejechała tyle kilometrów w poszukiwaniu 17 latka. - Twój ojciec będzie pracować w przybytku, który nazwaliśmy Hogwart. Użyłam formy mnogiej, gdyż jest nas czwórka Założycieli - poczęła wyjaśniać poważnym tonem, jak mają w zwyczaju wszyscy, którzy przechodzą z luźnej rozmowy do konkretnego biznesu. - Ja, Helga Hufflepuff, inteligentna Rowena Ravenclaw, odważny Godryk Gryffindor oraz sprytny Salazar Slytherin. Naszym celem jest zebranie grupy utalentowanych czarodziejów z nieoszlifowanym jeszcze darem, który kształciliby pod naszym okiem. Sprowadza mnie do Ciebie niezwykle prosta sprawa, Scorpiusie. Czy jesteś zainteresowany dołączeniem do naszej Szkoły Magii i powrotem do ojca? - spytała bezpośrednio wpatrując się twardo prosto w oczy chłopaka, jakby chciała z nich wyczytać wszystko, co kryło się w jego duszy.

_________________

Helga Hufflepuff
Powrót do góry Go down
Scorpius Pumphont



Posty : 18
Skąd : Szkocja!

Czekoladowe żaby
Monety: 5 sbr
Ekwipunek: bransoleta, srebrny pierścionek z małym oczkiem, skórzana rękawica sokolnicza

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Wto Sie 05, 2014 9:42 pm

Tym ludzie odrózniali się od zwierząt, że podchodzili do spraw w sposób skomplikowany. Zwierzęta były w mniemaniu Scorpiusa w zupełnie innej kategorii. Bardzo rzadko dawały drugą szansę, a jeśli sprawa wyglądała na taką, którą należy spisać na straty instynktownie własnie tak robiły. Sam właściwie zaczął już praktykować ten schemat, choć nie ukrywam, że pewnie byłby ciekaw za jaki materiał ma go nieznajoma.
Słysząc jej komentarz o swoich relacjach ze zwierzętami skinął jedynie głową. Nie należał do osób łatwo mówiących o tym co myślą, a myślał, że jego wiedza na temat zwierząt wykracza daleko poza "podstawową mądrość". Kobieta jednak nie wyglądała na kandydatkę do dyskusji w temacie jego wiedzy czy niewiedzy, mimo niezwykle czarującego uśmiechu, jakim go obdarzyła.
Spotykał ludzi na tyle rzadko, że zaczynał ich postrzegać tak, jak normalny chłopak postrzega zwierzęta. Kobiety były tym ciekawsze, że raczej nie zdarzało mu sie natrafić na wiele panien w lesie.
- Uważam to za komplement. - zaufanie dzikich stworzeń było według Skorpiusza najtrudniejszym do zdobycia. Nie można było go kupić, zdobyć siłą, podstępem, oszustwem. Obejrzał się na jej karego towarzysza i w duchu przyznał niestety, że na najdzikszą istotę nie wyglądał, jednak ten komentarz pozostawił dla siebie. Nie przepadał za udomawianiem zwierząt.
- 'Ogwart. - powtórzył jak echo, z twardym akcentem. Z czymś ta nazwa mu się kojarzyła, gdzieś pobrzmiewała znajomo w jego podświadomości. Wysłuchał jej z uwagą i już miał godzić się, kiwać głową, mówić "Tak! Tak! Bierzcie mnie!" albo chociaż inny odpowiednik tych słów bardziej w jego stylu, kiedy dodała te zupełnie niepotrzebne trzy słowa.
Mina Pumphonta stężała nieco, a on sam przeniósł wzrok z jej twarzy gdzieś ponad jej ramię, w przestrzeń, na kładące się pod naporem wiatru źdźbła traw.
Powrót do ojca.
Chwila ta trwała być może dosłownie mgnienie oka, jednak jego młodzieńczy, pogmatwany umysł zdążył przemielić wszystkie słowa i emocje w stosunku do ojca, którego od tak dawna nie widział. Czy chciał go znów spotykać?
- Jestem na to gotów. - odpowiedział w końcu, zaciskając lekko usta i spoglądając na nią kątem oka.
A więc przyszłaś tu zmienić moje życie.
Powrót do góry Go down
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Re: Wzgórza   Wto Sie 05, 2014 10:45 pm

Cień przemykający po twarzy Scorpiusa po słowach dotyczących jego ojca, nie umknął uwadze Helgi. Kobieta domyślała się, że relacje syna z ojcem nie mogą być za dobre, gdy jeden przebywał od lat w dziczy, a drugi rozwijał swoją karierę wśród społeczeństwa, jednak czyż pobyt w Hogwarcie nie był idealnym początkiem naprawiania starych waśni? Uważała, że nawiązanie kontaktu z najbliższą rodziną miałoby pozytywny wpływ na przystosowywanie się Scorpiusa do nowych warunków życia. Samotność nigdy nie popłacała, zwłaszcza w sytuacjach nieznanych.
- Cieszą mnie Twe słowa, Scorpiusie. - powiedziała kiwając głową zadowolona. Przynajmniej nie zmarnowała tych wszystkich kilometrów tylko po to, aby usłyszeć słowa odmowy. Nadal nie była całkowicie przekonana czy wyrywanie Pumphona z paszczy dziczy było rozsądnym posunięciem, jednak pozwoliła chłopakowi podjąć własną decyzję. Nie miała prawa odmówić mu edukacji tylko i wyłącznie z powodu nieuzasadnionych wątpliwości.
- Powinieneś wszystko jeszcze przemyśleć skrupulatnie i na spokojnie w samotności. Wiedz, że od dnia dzisiejszego czeka na Ciebie w zamku miejsce i będziemy wyczekiwać Twojego przyjazdu, kiedy tylko uznasz, że jesteś gotowy rozstać się  z tym miejscem na dłuższy czas. - rzekła wyciągając zza pasa grube rękawie. Wsunęła je sprawnym ruchem na dłonie, co było oczywistym znakiem, że następuje chwila pożegnania.
- Teraz czas, abym wyruszyła po kolejnych adeptów. - oznajmiła swobodnym już tonem wyzbytym powagi i uniesienia. Zmęczenie powoli ją dopadało i chciała jak najszybciej dotrzeć do najbliższego zajazdu, gdzie mogłaby odpocząć kilka chwil przed dalszą długą i żmudną drogą. - Żegnaj Scorpiusie, mam nadzieję, że niedługo ponownie się zobaczymy. - kiwnęła mu głową na pożegnanie oraz obdarowała ostatnim pogodnym uśmiechem, po czym zbiegła po zboczu do swojego wierzchowca, zgrabnie go dosiadła i odjechała w siną dal nie odwracając się za siebie ani razu.

[zt.]

_________________

Helga Hufflepuff
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wzgórza   

Powrót do góry Go down
 
Wzgórza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Królestwo Szkocji :: ξ Dùn Phàrlain-
Skocz do: