IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wieża Astronomiczna

Go down 
AutorWiadomość
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Wieża Astronomiczna   Pon Sty 02, 2012 7:19 pm

Jeśli Ci życie miłe i nie chcesz się rozchorować radzi się przed zapadnięciem zmroku opuścić tą wieże, może widok jest piękny ale jest tutaj naprawdę zimno i dosyć niebezpiecznie. Tutaj również odbywają się lekcje Astronomii pok okiem nauczyciela.
Powrót do góry Go down
Willem Slytherin

avatar

Posty : 14
Skąd : Galway

PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   Wto Sty 03, 2012 5:56 pm

Grudzień. A w grudniu, jak każdy wie, zmrok zapada niezwykle szybko i niespodziewanie. Chłód, drobny śnieg prószący z ciemnego, lekko zaróżowionego nieba, wiatr, szarpiący szatami uczniów, uciekających czym prędzej do zamku, nim ściemni się na dobre. I ciemna sylwetka, rzucająca mglisty, drgający cień na posadzkę wieży astronomicznej. Szalik opatulał szczelnie jego szyję, dłonie schowane były w połach szaty, a ciężkie buty spoczywały nieruchomo na podłodze. Stał bez ruchu, wpatrując się w ciemniejący z każdą chwilą horyzont. Wirujące płatki śniegu w niczym mu nie przeszkadzały. Po prostu podziwiał ten zimowy krajobraz. I choć nie było widać gwiazd jemu to wcale nie przeszkadzało. I tak czuł się tu dobrze.
Poruszył się wreszcie, spoglądając w dół, gdy tylko usłyszał jakieś głosy. Piękne dziewczę biegło przez trawnik, śmiejąc się dość głośno. W ślad za nią podążał płowowłosy młodzian, próbując ją dogonić. Willem zmarszczył brwi. Głupie dzieci, przeszło mu przez myśl. Zapewne Gryfoni, bądź beztroscy Puchoni. Pewnie ich rodziny są całkowicie bezpieczne w jakimś zapomnianym zakątku kraju i nie muszą przejmować się polowaniami na czarodziejów. Slytherin jakoś nie potrafił zapomnieć o tym choćby na chwilę. Cały czas miał przed oczami stos płonący na środku niewielkiego placu wioski, w której mieszkał. Pamiętał ile wieczorów spędził, by móc uwarzyć, wraz z ojcem, kociołek eliksiru wielosokowego, dzięki któremu mogliby poruszać się bez przeszkód pomiędzy mugolami.
Tamtego dnia schwytano przyjaciela jego ojca, a przy tym tatę jednego z jego kolegów. Musiał tam być. Musiał to widzieć. Wiedział, że wielu innych czarodziejów również przyjdzie na egzekucję. Przyjdą i będą się ukrywać. Jak szczury... Nie, warknął na siebie w myślach. Jak wilki, zbyt słabe w tym konkretnym momencie, oczekujące odpowiedniej sposobności do ataku! Wolał myśleć w ten sposób. Nie chciał być brudnym, zastraszonym szczurem. Wolał być młodym wilkiem, przyczajonym tylko na trochę. Właśnie w taki sposób myślał o czarodziejach. I miał nadzieję, że w końcu pojawi się ktoś na tyle silny, by ich zjednoczyć i odpłacić mugolom za wszystkie krzywdy.
Prychnął pod nosem, kręcąc głową. Dziewczętom z dobrych domów nie przystoi takie zachowanie. Mało tego, każda z panienek, która trafia do Hogwartu uczęszcza na lekcje etykiety, a potem i tak zachowują się jak głupie mugolki, przesiadujące w przydrożnych karczmach.
Westchnął ciężko i oparł się o mur, przymykając oczy.

_________________


Życie wcale nie jest powieścią idioty. To paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę.
I jakbyś nie kombinował, w końcu zawsze lądujesz w bagnie.

Sam.
Na tym to polega. Niezmiennie, bez wyjątku sam...



{moje}
Powrót do góry Go down
Damaris Canswell

avatar

Posty : 11
Skąd : Cardiff

PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   Wto Sty 03, 2012 11:45 pm

Wieczorne spacery ostatnimi czasy stały się integralną częścią dnia Damaris. I chociaż zdawała sobie sprawę z faktu, iż nie wypadało jej udawać się na samotne wędrówki korytarzami zamku, nie mogła oprzeć się tej ciszy, która witała ją codziennie, jak dobrego, starego znajomego. Tego tak bardzo brakowało jej w każdej chwili spędzonej w Pokoju Wspólnym Ravenclawu, gdy zazwyczaj pośród gwaru rozmów, zapisywała kolejne stronice pergaminu, nie mogąc się skupić i nie odnajdując przyjemności z nauki. Potrzebowała ciszy i spokoju. Pragnęła uwolnić umysł od zgiełku i doczesnych problemów. Była niczym nierozwinięty pąk róży, który z powodu braku promieni słonecznych nie może ukazać się światu w swojej pełnej krasie. W ogóle była niczym taki nierozwinięty pąk – ułomna, niedoskonała, ze skazą, nikomu niepotrzebna. Szukała więc ukojenia w bezgłosie. Zaś dziś pragnęła odszukać go w zaciszu wieży astronomicznej, wśród gwiazd, chłodu i przepychu nocy. Bo noc obfitowała w bogactwa, których nikt nie potrafił docenić, których nikt nie zauważał. Jej rówieśnicy byli ślepi na piękno ukryte w szczegółach, a ona ubolewała nad tym faktem.
Gdy jednak znalazła się na wieży, zamarła. Oczom Canswell ukazała się bowiem tak dobrze znana ogółowi braci uczniowskiej sylwetka Ślizgona.
- Panicz Slytherin – Damaris dygnęła, skłaniając głowę w wyrazie najwyższego szacunku, w żadnym razie nie udawanego, wszak jakże by mogła żywić uraz do jakiegokolwiek członka należącego do rodziny któregoś z założycieli. I chociaż niektórzy z nich wydawali jej się zbyt zadufani w sobie, zbyt pragnący władzy, po prostu „zbyt”, nie ośmieliłaby się nawet źle o nich pomyśleć. Tak bardzo przysłużyli się magicznemu społeczeństwu, tyle wycierpieli, że to nie byłoby właściwe.
Nie wiedziała, jak się zachować, była pewna, że będzie tu sama, niczym palec. Nie wypadało jej odejść bez słowa, lecz i przebywanie w towarzystwie Willema mogło okazać się nieodpowiednie. Był mężczyzną, a ona była tu sama. To się nie godziło, by przebywała w tej chwili w jego towarzystwie. Przygryzła wargę, wpatrując się w niego ogromnymi, przestraszonymi oczyma. – Czy mam się oddalić? – zapytała z nadzieją, że usłyszy twierdzącą odpowiedzieć. Obawiała się go. Wzbudzał w niej niczym nieuzasadniony strach i zasiewał w sercu tysiące wątpliwości.
Splotła dłonie, przykładając je do piersi, jakby chciała w ten sposób chociaż odrobinę się ogrzać. Cała zaś wręcz wrzała od buzujących w niej emocji. Z niemałym napięciem oczekiwała jego odpowiedzi.

_________________
My goddamned Damaris killed with last kiss
Goddamned Damaris I loved you
Goddamned Damaris killed with last kiss
Goddamned Damaris I loved you, I loved you
Powrót do góry Go down
Willem Slytherin

avatar

Posty : 14
Skąd : Galway

PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   Sro Sty 04, 2012 12:28 pm

Willem nie był pąkiem. Nie był kwiatem lotosu. Nie był młodym ptakiem, który miał niebawem wyfrunąć z gniazda. Był wężem. Albo lisem. Lub kłębowiskiem Diabelskich Sideł. I całkiem dobrze było mu z tym faktem.
Siedzenie w pokoju wspólnym też go raczej nie urządzało. Podobnie, jak w przypadku panny Canswell i on wolał uniknąć gwaru i tłumu. A Ślizgoni mieli to do siebie, że zwykle robili nazbyt wiele ruchu. Był pewien, że Krukonka tak naprawdę nawet nie wyobraża sobie, jak wielki harmider może panować w jakimkolwiek pokoju wspólnym. Z jego wiadomości wynika, że uczniowie Ravenclawu są dość spokojnymi typami, siedzącymi z nosami w książkach. Uczniowie Slytherinu natomiast zazwyczaj rozmawiali nieco zbyt głośno, wygłupiali się i doskonale bawili. Ci, którzy chcieli odrobić zadania albo udawali się do swojego dormitorium, albo do biblioteki.
Ale nie zmieniało to faktu, że w tej chwili byli do siebie podobni jak nigdy indziej. Szukali tego samego, udali się w to samo miejsce, aby to odnaleźć. I trafili na siebie - pech, lub zrządzenie losu.
Znał ją. Uczęszczali razem na część zajęć. Znał także jej rodzinę. Wiedział o nich wystarczająco wiele, by mieć swoje zdanie na ten temat. I choć nigdy nie nazwałby ich zdrajcami krwi. Choć nie miał ich za co potępić to jednak pozostawał ten drobny niesmak w postaci kilku mugoli parę pokoleń wstecz. Ponieważ jednak on sam kilka lat temu bawił się z mugolskimi dziećmi i szanował niektórych niemagicznych obywateli nie mógł mieć jej rodzinie za złe, że w dobrych czasach bratali się z nimi.
Kiedy tylko usłyszał kroki i ujrzał jej sylwetkę wyprostował się gwałtownie i natychmiast odpowiedział na jej dygnięcie głębokim ukłonem, po czym ujął delikatnie jej dłoń i złożył na jej wierzchu lekki pocałunek.
- Panienka Canswell, cóż za zaszczyt - odpowiedział, a jego twarz pozostała niewzruszona.
Widział w jej oczach ten niemy strach. I wiedział, co musi sobie myśleć. W końcu nie tylko on pobierał nauki etykiety i nie tylko jego gorszyło zachowanie dziewcząt, które sam na sam przebywały z mężczyznami.
- To raczej ja winienem się oddalić. - odpowiedział, odsuwając się od niej na odległość, której wymagało dobre wychowanie.
I już miał odejść, kiedy coś go tknęło. Westchnął cicho i spojrzał na nią raz jeszcze.
- Czy zechciałaby panienka, abym ją odprowadził? Młoda dama nie powinna sama spacerować o tej porze - dodał z nieco wymuszonym uśmiechem.
Bycie kulturalnym czasem wiele go kosztowało.

_________________


Życie wcale nie jest powieścią idioty. To paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę.
I jakbyś nie kombinował, w końcu zawsze lądujesz w bagnie.

Sam.
Na tym to polega. Niezmiennie, bez wyjątku sam...



{moje}
Powrót do góry Go down
Damaris Canswell

avatar

Posty : 11
Skąd : Cardiff

PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   Pią Sty 06, 2012 1:26 am

I kłębowisko Diabelskich Sideł może okazać się interesujące, jeżeli wiedzieć się będzie, jak odpowiednio do nich podejść i czym się zająć, by zaspokoić swą ciekawość i chęć poznania nowej przygody. We wszystkim bowiem zawsze ukryte jest jakieś drugie dno, podtekst, niecodzienność i tajemnica. Niech zatem Willem będzie tym, za co sam się uważa – lisem, wężem, Diabelskimi Sidłami, a nawet samym diabłem, jeżeli tego by chciał. Jej nie robiłoby to żadnej różnicy, tak czy inaczej dostrzegałabym w nim niebezpieczeństwo. Siłę, potęgę i strach, jego własny strach.
Ależ oczywiście, że i Krukoni potrafili w salonie Ravenclawu spowodować tak ogromny chaos, iż niektórzy czuliby się znacznie lepiej, będąc z dala od tego miejsca. Wszak nauka to poważna sprawa, wymagająca burzliwych dysput, przekrzykiwania się, a także, dla urozmaicenia i lepszego zapamiętania materiału, zabawy – niejednokrotnie tak głośnej i męczącej tych spokojniejszych uczniów, że aż nieprzyjemnej i gorszącej. Damaris wiedziała więcej na temat życia braci uczniowskiej, niż można było się po niej spodziewać. Wiedziała także, że pełnego spokoju zaznać może tylko w miejscu niekoniecznie uczęszczanym, a takim na pewno była wieża astronomiczna. Nikt o zdrowych zmysłach nie wszedłby po schodach tak wysoko, jedynie by podziwiać roztaczające się wokół widoki, od tego służyły okna w niższych częściach zamku, skąd równie dobrze było wszystko widać.
Historia zazwyczaj lubi płatać figle tym, którzy się ich nie spodziewają. Któż jeszcze kilkadziesiąt lat temu pomyślałby, że między mugolami, a czarodziejami doszłoby do rozlewu krwi i jawnej wrogości? Co rozważniejsi przeczuwali nadejście jakiejś tragedii, może nawet doskonale zdawali sobie sprawę z takiego obrotu zdarzeń, aczkolwiek dla większości społeczeństwa to było nie do pomyślenia. Ale stało się i teraz każdy musi żyć ze świadomością, iż tylko czas może pokazać, jak wszystko dalej się potoczy.
Nim zdołała cofnąć rękę, on już uchwycił ją w swoją dłoń i złożył na jej wierzchu pocałunek, sprawiając, że Krukonka spąsowiała i, zawstydzona, spuściła wzrok. Nigdy nie pozwalała się dotykać mężczyźnie, nawet, jeżeli tego wymagała uprzejmość i kultura, wolała uchodzić za cnotkę. Wszak wielu już wróżyło jej li jedynie miejsce w zakonie niźli u boku mężczyzny, zaś ona, utwierdzana przez tak liczne grono, sama powoli zaczynała wierzyć, że pisany jest jej taki właśnie los.
Propozycja młodego Slytherina zbiła ją z tropu, nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie wiedziała, jak się zachować. Chociaż była pilną uczennicą, w tym momencie wszelkie nauki pobrane na zajęciach etykiety zdawały się, jedna za drugą, opuszczać umysł Damaris, jakby robiąc jej na złość. Czuła się zagubiona i winna. I wiedziała, że nie uniknie konsekwencji swojego lekkomyślnego i egoistycznego zachowania.
- Ja… Ja nie chciałabym sprawiać paniczowi kłopotu – powiedziała na bezdechu, obawiając się podnieść wzrok na Ślizgona.
Bycie kulturalnym zawsze wiele kosztowało wszystkich. Niekiedy o wiele prościej byłoby zachowywać się, niczym pospolici chłopi, ponieważ do niektórych można przemówić wyłącznie w rynsztokowym języku.

_________________
My goddamned Damaris killed with last kiss
Goddamned Damaris I loved you
Goddamned Damaris killed with last kiss
Goddamned Damaris I loved you, I loved you
Powrót do góry Go down
Willem Slytherin

avatar

Posty : 14
Skąd : Galway

PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   Pon Sty 09, 2012 5:57 pm

Jego własny strach... Nigdy nikomu by się do niego nie przyznał. Nikomu, oprócz siebie. Nie żeby uważał to za coś wstydliwego - każdy odczuwa strach.
Drugie dno bywało czasem o wiele ciekawsze od tego pierwszego. Podczas gdy to, co widać na pierwszy rzut oka jest absolutnie oczywiste, niczym nie może nas zaskoczyć, coś co jest ukryte może okazać się niesamowite interesujące. Dlatego też Willem specjalizował się w doszukiwaniu drugiego dna nawet wtedy, kiedy wszyscy zapewniali, że ono nie istnieje. Był zbyt uparty, żeby tak po prostu zrezygnować. Zresztą - bawiło go to, a skoro tak, to czemu miałby się nie bawić? W efekcie bywał czasami wręcz nieznośny, ale tak to już bywa z paniczykami z dobrych domów, którzy są rozpieszczani przez rodziców...
Slytherin nigdy nie należał do osób normalnych, zrównoważonych, czy przewidywalnych. I z całą pewnością nie liczył się z niczyim zdaniem. Tak, czy siak - nie podejrzewał, ba! był wręcz pewien, że Krukoni są zbyt spokojni, by móc robić harmider w swoim pokoju wspólnym. I pewnie nigdy nie dowie się prawdy, bo na słowo to on nikomu nie uwierzy. Musi zobaczyć, by dać czemuś wiarę.
Sam nie wiedział, czego tu szukał. Przed czym uciekał. Chciał pobyć sam, ale nie wiedział, skąd się bierze ta potrzeba. Może każdy tak czasem ma? I był pewien, że nikt tu nie przyjdzie. Przecież to tak rzadko uczęszczane miejsce. A jednak - nie tylko on pojawiał się w takich miejscach, jak widać...
To właśnie mugole budzili w nim strach. Strach i złość. Wyrządzili czarodziejom już wystarczająco dużo krzywdy. A podejrzewał, że przed nim jeszcze gorsze czasy, a do końca tej farsy daleka droga. Czuł podskórnie, że coś takiego może się wydarzyć. I osobiście był pewien, że mugole zaczęli traktować ich z wrogościom nie ze względu na strach, ale z zazdrości. Dawniej się ich nie bali, teraz nagle wszystko uległo zmianie. Podejrzewał, że po prostu zaczął ich denerwować fakt, że czarodzieje potrafili więcej i mogli sobie na więcej pozwolić niż oni.
Nie miało znaczenia, czy wyląduje w zakonie, czy nie. Dobre maniery nakazywały, by mężczyzna ucałował dłoń kobiety, z którą przyszło mu się spotkać. A on był dobrze wychowanym mężczyzną i nigdy nie pozwoliłby sobie na jakieś odstępstwa od etykiety.
Widząc jej spojrzenie, zmieszanie, a wręcz przerażenie mimowolnie uśmiechnął się lekko. Może i był dobrze wychowany, ale nie zmieniało to faktu, że uwielbiał zawstydzać młode damy, które nie miały pojęcia jak zachować się w jego towarzystwie. Musiał przyznać, choć nigdy na głos, że nieco go to bawiło.
- Ależ to żaden kłopot. To zaszczyt - odpowiedział, skłaniając się lekko.

_________________


Życie wcale nie jest powieścią idioty. To paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę.
I jakbyś nie kombinował, w końcu zawsze lądujesz w bagnie.

Sam.
Na tym to polega. Niezmiennie, bez wyjątku sam...



{moje}
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wieża Astronomiczna   

Powrót do góry Go down
 
Wieża Astronomiczna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wieża Astronomiczna
» Wieża Astronomiczna
» Wieża Astronomiczna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Komnata Rozkosz (wieża)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: φ Wieże-
Skocz do: