IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet pielęgniarki

Go down 
AutorWiadomość
Helga Hufflepuff


avatar

Posty : 132
Skąd : Thetford, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety: 3 złote monety i 20 blaszek
Ekwipunek: sakwa pełna monet, sztylet, rodzinny amulet, garść suszonych daktyli

PisanieTemat: Gabinet pielęgniarki   Pon Sty 02, 2012 10:14 am




Znajduję się zaraz przy wejściu do Skrzydła Szpitalnego, dosyć spore pomieszczenie w którym "mieszka" kobieta dbająca o stan zdrowia wszystkich ludzi w szkole. Na biurku leżą dziwne rzeczy, jakaś taca i papierzyska. Płonie świeczka na stole a na ścianach pochodnie, jest tutaj przytulnie niczym w norce borsuka. Pielęgniarka większość swojego czasu spędza właśnie tutaj.
Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Czw Wrz 11, 2014 9:46 pm

O świcie dnia dzisiejszego, pielęgniarka dostała wiadomość, iż pilnie jest potrzebna w szpitalu. Jako jej pomocnicy przyszło mi przejąć wszelkie jej obowiązki i nie potrafiłam ukryć, iż czułam się tym faktem niebywale podekscytowana. Zwłaszcza, iż poleciła mi przyrządzić kilka eliksirów, których zabrakło w zamkowych zapasach. Wreszcie nadarzyła się okazja, bym mogła sprawdzić sw umiejętności, bez jej karcącego spojrzenia lustrującego wszystkie me ruchy i czekające na najmniejszą pomyłkę. Naprawdę ceniłam sobie tę kobietę i podziwiałam jej ogromną wiedzę oraz doświadczenie, jednakowoż trudno było mi wykrzesać z siebie choć odrobinę sympatii względem jej osoby. Co, notabene, zdarzało się niebywale rzadko. Przerażała mnie swą surowością i oschłością, a każdy mój uśmiech zbywała srogim spojrzeniem. W koszmarach prześladywały mnie nie potwory, a właśnie ona, choć trudno byłoby mi przyznać się do tego na głos.
Przesiadywałam więc w jej gabinecie, pochylając się nad mosiężnym kociołkiem i uważnie odmierzając wszystkie składniki. Drżałam z zimna albowiem musiałam otworzyć okiennice by wypuścić z pomieszczenia duszące opary (i przy okazju wpuścić do pomieszczenia odrobinę światła, bo w przeciwieństwie do pielęgniarki nie lubiłam przebywać w norze), a zapomniałam zabrać ze swej niewielkiej izby jakiś płaszcz by okryć ramiona. A temperatura tej wiosny zdawała się naprawdę niska.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 5:21 pm

Ferrante przeszkodził mu w rozmowie z Roweną i odzyskaniu bezcennej pamiątki rodzinnej, w związku z czym będzie musiał czekać na ponowne spotkanie z przyjaciółką, lecz już tu w Hogwarcie. Nie było sensu wracać do domu, czy szlajać się dalej po tak zwanym świecie. W związku z tym udał się do szkoły żeby zobaczyć się być może z Godrykiem bądź Helgą. Poza tym chciał jeszcze raz przez całym ruszeniem nauki w tym budynku, o ile rzeczywiście do czegoś takiego dojdzie, zobaczyć czy wszystko jest w jak najlepszym porządku. Można powiedzieć, że lubił mieć wszystko pod kontrolą. Nawet zaryzykować można by stwierdzeniem, że najchętniej starałby się o stanowisko dyrektora takiej szkoły. Wiedział jednak, że otwarte domaganie się władzy absolutnej rzuci jakiś cień podejrzeń na niego, że ów czarodziej coś knuje. Wystarczy już, że Rowena miała go pod lupą po ostatniej, wspólnej wyprawie.
Kiedy znalazł się już w szkole, zaczął krążyć po korytarzach dumnie jak jakiś paw, albo nie daj Boże król przechadzający się po swoich włościach. W sumie częściowo to była prawda, bo był jednym z pomysłodawców tej idei, a także założycieli Hogwartu. I wszystko by było piękne i fajnie gdyby ból na ręce, którą sobie zranił kilka dni temu, nie dawał się we znaki. Musiał się udać do pielęgniarki, która już powinna się urządzić gdzieś w swoim gabinecie. I tak też było, bo znalazł się tam dość szybko. Jednakże kobiety nie było widać ani słychać. Był za to kto inny.
- Kim jesteś i co tu robisz? – zapytał chłodno Salazar, lecz nie wyjął różdżki zapobiegawczo, jak to miał w swoim mrocznym zwyczaju. Zresztą, ta dziewczyna nie wyglądała na specjalnie groźną.
- Pielęgniarki nie ma? – dodał po chwili.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 7:43 pm

Nie miałam pojęcia, jakie stosunki panują pomiędzy założycielami Hogwartu. Właściwie, rzadko kiedy miałam okazję znajdować się w pomieszczeniu z więcej niż jednym z nich, a i nie da się ukryć, iż najczęściej był to Godryk, który chyba lubił zabawiać i peszyć mnie swoim towarzystwem. Nigdy natomiast nie zamieniłam nawet słowa ze Slytherinem, który zdawał się nawet mnie nie zauważać.
Dlatego też kiedy pojawił się w gabinecie pielęgniarki, trudno było mi ukryć zdziwienie.
- Dziwi mnie, mości Salazarze, że tego nie wiecie. W końcu samiście mnie zatrudnili - odparłam z ciepłym uśmiechem, jak to ja miałam w swoim zwyczaju. - Jestem Edeline, pomocnica pielęgniarki. A co tu robię? Swoją pracę.
Może nie powinnam być zbytnio zaskoczona tym, iż mnie nie kojarzy, choć Godryk regularnie dba o to, bym pojawiała się na posiłkach we wspólnej izbie, zamiast wieczerzać samotnie w kuchni, jak zwykłam to czynić wcześniej, podczas swojego pobytu w szpitalu. W końcu zwykle starałam się pozostać niezauważoną, nadal czując iż nawet pomimo zapewnień Gryffindora to wielce niewłaściwe, by biedna sierota siedziała przy jednym stole z wysoko urodzonymi szlachcicami.
- Dostała pilne wezwanie ze szpitala - wyjaśniłam od razu. - Mogę w czymś pomóc? - posłałam mu kolejny uśmiech. Moja wiedza nie była może tak rozległa, jak sędziwej pielęgniarki, ale uczyłam się pilnie, by pewnego dnia móc z czystym sumieniem ją zastąpić. Już teraz wiedziałam naprawdę sporo, gdyż przyszło mi się wychowywać w szpitalu.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 8:37 pm

Słuchając jej słów patrzył jej głęboko w oczy, a potem starał się przypomnieć tę twarz, której w pierwszej chwili nie mógł niejako rozpoznać. Jednakże po kilku sekundach pamięć jego przywołała tą pierwszą rozmowę z ową kobietą, którą przyjął na stanowisko pomocnicy pielęgniarki. Czyli łatwy z tego wniosek wychodzi, że kobieta zaiste mówiła prawdę.
- Ach, przecież że tak. – powiedział tym samym chłodnym tonem co na początku. Nie miał zamiaru być jakimś specjalnie miłym czy już w ogóle szarmanckim. To tylko zwykła pracownica, a trzeba przecież zachować wszelkie oficjalne relacje. Nie można sprowadzać stosunku pracodawca-pracownik do roli kumpla. A w każdym bądź razie nie w taki prosty sposób.
- Rana na prawej ręce się znów otworzyła. Potrafisz coś z tym zrobić? – zapytał z niezwykłą ostrożnością. Miał pewnego rodzaju obawy zatrudniając Edeline na to stanowisko, ale ostatecznie zdecydował się podjąć te ryzyko.
- Zbyt wiele pracy tu nie macie jak na razie. – starał się jakoś pociągnąć rozmowę. - Adeptów na razie nie ma, więc Wasza rola jest na razie niewykorzystywana. – kontynuował swoją wypowiedź. Co chciał osiągnąć przez tę rozmowę? Sam właściwie nie był pewien. Lubił po prostu wiedzieć o ludziach więcej niż to było potrzebne. Dzięki temu w razie czego można mieć na nich jakiegoś haka.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 8:59 pm

Technicznie rzecz biorąc, to nie on mnie zatrudnił i nie od niego zależała decyzja o moim przyjeździe do Hogwartu - kiedy prosili o przysłanie kogoś ze szpitala na stanowisko pielęgniarki, jego władze dysponowały właściwie jedną osobą, która mogłaby podjąć się tej pracy, nie wpływając tym samym na funkcjonowanie świętego Munga. A że pielęgniarka jest kobietą sędziwą, potrzebuje pomocy i dlatego też moja obecność tutaj była niezbędna. Nie da się ukryć, iż niebywale cieszyłam się z tego powodu, gdyż wreszcie dane mi było choć trochę się usamodzielnić i móc odwdzięczyć się za całą dobroć, jaką okazano mi w szpitalu.
- Oczywiście - odparłam ciepło i na chwilę przygasiłam ogień pod kociołkiem, by eliksir nie zagotował się tak szybko. Zbliżyłam się do niego i delikatnie ujęłam jego dłoń, by uważnie obejrzeć ranę. - Usiądź, panie - poleciłam, wskazując mu na drewniane krzesło, a sama podeszłam do gablotki z gotowymi maściami i eliksirami, szukając tego, co było mi potrzebne. - Jak widać, nie tylko adepci potrzebują naszej pomocy - spojrzałam na niego przez ramię i posłałam mu kolejny uśmiech. - Nie ukrywam jednak, że przywykłam do większego ruchu. W świętym Mungu najczęściej brakowało rąk do pracy, a przecież liczy się każda sekunda - trafiłam tam jako małe dziecko i właściwie przywykłam już do widoku rannych i umierających. Szybko nauczyłam radzić sobie w stresujących sytuacjach i być godną pomocą dla medyków. Wydobywszy wszystko, co było mi potrzebne, wróciłam do Salazara i przyklękłam tuż przy nim, zabierając się za uleczanie i opatrywanie jego rany. - Pielęgniarka ma swoje metody leczenia, ale rana nie zasklepi się poprawnie, jeśli porządnie się jej nie oczyści. To zaboli tylko trochę - wyjaśniłam mu łagodnie, zanim nałożyłam na jego dłoń specjalną maść, którą nauczyli przygotowywać mnie w szpitalu.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 9:40 pm

Lubił obserwować ludzi, a najchętniej robił to z ukrycia. W tym momencie jednak to ukrywanie się nie miało sensu, więc... Obserwował każdy jej ruch bardzo uważnie. Zauważył z jakim to spokojem wykonywała następne kolejne czynności. Jej obecność w Hogwarcie, chodź na razie niewiele przydatna, wydawała się być dobrym posunięciem. Salazar usiadł we wskazanym przez Edeline miejscu i oczekiwał co też się dalej wydarzy. Paradoksalnie nawet dobrze, że rana się otworzyła, bo dzięki temu kobieta miała co do roboty. W przeciwnym razie trzeba by było się zastanawiać czy jednak nie zrezygnować z jej usług do czasu aż zamek nie zapełni się adeptami sztuk magicznych. Jak widać jednak jej osoba była tutaj potrzebna.
- Spokojnie, Edeline. Szkoła się wkrótce zapełni. Zapewniam Cię, że będzie tętnić życie. – powiedział Salazar. - Coś czuję, że Hogwart będzie istniał co najmniej tysiąc lat i jeszcze przyjmie wiele, wiele uczniów. Tak przynajmniej bym chciał żeby było. – rozmarzył się Slytherin. Miał dziwne marzenia, to trzeba przyznać, ale czy bez marzeń człowiek miałby sens istnienia? Marzenia to w końcu coś do czego dążymy aby poprawić swoje samopoczucie. A im lepsze samopoczucie tym lepszy standard życia. Czyż nie?
- W każdym bądź razie wiem, że będzie tętnił życiem – dodał spoglądając w tym momencie na młodą kobietę. Nie dość, że była młoda to w dodatku piękna. Za pewne wielu mężczyzn się koło niej kręci.
- No tak, wy pielęgniarki jesteście bardzo utalentowane. No i w Twoim przypadku dość młode. – powiedział. Nie obdarzył ją promienistym uśmiechem tak jak to ona robiła wobec niego raz po raz. Ale za pewne gdyby w jakichkolwiek momentach miał to zrobić to właśnie mogłaby być to jedna z okazji.
Salazar syknął, lecz nie w mowie węży, kiedy ta nałożyła maść na dłoń.
- Uważaj! – krzyknął, choć tak naprawdę wiedział, że to co ona robi ma mu pomóc. Co prawda ostatnio bólu miał aż nadto, ale po co mu kolejne? Nie żeby użalał się nad sobą, lecz nie dalej jak kilka dni temu dość wycierpiał.
- Lepiej żeby Twoje metody działały, bo inaczej... – i tu urwał w tym momencie. Więcej słów na tą chwilę nie dodał. Choć trzeba przyznać, Edeline dawała z siebie wszystko.
- Mam nadzieję, że dla uczniów będziesz zdecydowanie łagodniejsza. – powiedział Salazar.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Pią Wrz 12, 2014 10:17 pm

Prawdę powiedziawszy, to nie nie robienie troszkę mnie irytowało. Przywykłam do pomagania ludziom, a tutaj jedynie próbowano mnie nakłaniać, bym jadała przy jednym stole z ludźmi wyższymi mi stanem. Prawdę powiedziawszy, nie czułam się tutaj swobodnie.
- To ambitne marzenie, mój panie, ale wierzę, że się ziści. Ta szkoła ma potencjał, a młodzi czarodzieje potrzebuję pomocy w okiełznaniu swej mocy - pamiętam jeszcze, jak to ja zaczęłam wykazywać pierwsze zdolności magiczne. Byłam przerażona, ale na moje szczęście otaczali mnie ludzie, którzy na magii znali się naprawdę dobrze i pozwolili mi w choć nikłym stopniu sobie z nią poradzić. W dalszym ciągu sporo mi brakowało, jednak jak na biedną sierotę miałam naprawdę sporo szczęścia. - Mam taką nadzieję - szczerze się do niego uśmiechnęłam. Owszem, w moim życiu przewinęło się kilku mężczyzn zainteresowanych mą osobą, większość jednak nie miała w stosunku do mnie uczciwych planów, nie mogli więc liczyć na me zainteresowanie. Inni zaś byli ciężko chorzy, ale znikali wtedy, kiedy odzyskiwali zdrowie. W gruncie rzeczy nie liczyłam na to, że kiedykolwiek uda mi się znaleźć męża. Miałam ładną buzię, ale nic poza tym. Złamanej monety przy duszy.
- Jestem młoda, ale mam dwadzieścia lat doświadczenia - odpowiedziałam, a ów uśmiech nie opuszczał mych ust. Widziałam jednak jego pytające spojrzenie, zdecydowałam więc się to wyjaśnić. - Jestem sierotą, medycy przygarnęli mnie z ulicy kiedy miałam zaledwie kilka lat i od tamtej pory pomagam przy chorych - to mało chlubna historia, ale nauczyłam się nie wstydzić tego, kim jestem. Jako dziecko otarłam się o śmierć i gdyby nie pomoc tych ludzi, nie byłoby mnie tutaj.
- Bo inaczej? - zapytałam, unosząc brew do góry. - Nadal będziesz zachowywać się jak pięciolatek? - byłam odrobinę rozbawiona jego reakcją. Opatrywałam wszak dorosłego męża, a zachowywał się gorzej, niż niektóre dzieci, którymi nigdyś przyszło mi się zajmować. Miałam w tym jednak spore doświaczenie, albowiem wielu mężczyzn reagowało podobnie i musiałam nauczyć się jakoś odciągać ich uwagę od bólu.
- Mój panie, czy naprawdę wyobrażasz sobie, że mogłabym być jeszcze łagodniejsza? - zapytałam szczerze rozbawiona, przecież wszystkie moje ruchy były niebywale delikatne, a dotyk ledwo wyczuwalny. Nie mogłam nic poradzić na działanie maści, choć pokrzepiającym uściskiem dłoni strarałam się załagodzić ból. - Mogłabym jeszcze pochuchać i pocałować, ale sądzę, iż twoja duma mogłaby tego nie znieść - uśmiechnęłam się do niego i delikatnie przemyłam jego ranę wodą.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Sob Wrz 13, 2014 6:49 pm

Oczywiście, że jego marzenie się ziści! Uparcie dążył do celu. Praktycznie wszystko co sobie zapragnął stawało się wedle jego słowa. Uwielbiał mieć wszystko pod kontrolą i jak szło po jego myśli, dlatego ufał, że dojdzie do tego co mu się wymarzyło. I zaiste cieszył się, że jego zdanie podzielała także pomocnica pielęgniarki. Można nawet powiedzieć żartobliwie, że Edeline dzięki temu załapała u niego plusa. Ale żeby być zaufaną osobą Salazara trzeba się mocno napracować. Niektórzy nawet pracują na to latami i im się nie udaje. Bo zaiste małej liczbie osób Slytherin ufa. Tak naprawdę oprócz założycieli Hogwartu to nie było osób, którym ufał w stu procentach, choć pewnie znalazłoby się kilku takich co podważyłoby tę tezę.
- O ile dobrze pamiętam masz lat dwadzieścia pięć, Edeline. Jakimże to cudem miałabyś więc aż dwadzieścia lat doświadczenie, co? – zapytał podejrzliwie Salazar, który przypomniał sobie informację dotyczącą wieku zacnej młodej kobiety. Wszystko się po chwili się jednak wyjaśniło, kiedy opowiedziała część swojej historii, której naturalnie nie znał.
- To przykre. Nie jest dobrze wychowywać się bez rodziców. Przyjmij wyrazy współczucia, Edeline. – skłonił lekko głowę w jej stronę. Nie zamierzał jednak zbytnio użalać się nad jej losem. Nie należała do tzw. grupy wybrańców, więc na większe rozczulanie się nie było miejsca. Może kiedyś...
- Zważ na słowa nieokrzesana damo! – oburzył się mężczyzna. - Jestem założycielem Hogwartu i należy mi się szacunek. – rzekł chłodno i mroźno spojrzał w jej stronę. Całe szczęście, że jego oczy nie są oczyma bazyliszka. W przeciwnym razie byłoby już po niej.
- Oczywiście. Zawsze można być jeszcze lepszym niż się było. – powiedział pewnie Salazar. - Ja na ten przykład zawsze dążę do doskonalenia własnych umiejętności. Robię wszystko aby dojść do perfekcji. Zawsze będę do tego dążył. – wzruszył ramionami i odwrócił się w drugą stronę. Zastanawiał się jaki będzie pierwszy rok nauki w jego szkole. Jego? No trzeba tutaj przyznać, że Ich szkole. Ich, bo jeszcze jest do podziału Godryk, Helga i oczywiście Rowena. Nie lubił się dzielić. Ale czy sam by podał stworzeniu własnej kuźni nowych talentów pośród adeptów sztuk magicznych?
- Chuchać to nie. A na pocałunki to nie ma mowy. To nie przejdzie. Za krótko się znamy. – powiedział Salazar dość obojętnym tonem. - Poza tym jesteś młodsza, panno Edeline, więc musiałabyś szukać kogoś bardziej w swoim wieku. – dodał po chwili. - Aczkolwiek nie twierdzę, że jestem stary. Po prostu na pewno masz inny typ faceta niż lekko ponad trzydziestoletni założyciel Hogwartu. – wzruszył ramionami, a potem ucichł na dłuższy czas. O dziwo mu się specjalnie nie śpieszyło, choć nie trawił tego typu sytuacji. Zresztą, kto lubi przebywać dłużej niż to potrzeba wśród służb medycznych?
- Długo to będzie trwać? – zapytał niecierpliwie chociaż zniecierpliwiony nie był. Chciał po prostu przetestować jej sprawność zawodową.
- Nie zwykłem długo czekać w tego typu sytuacjach. – dodał po chwili.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Sob Wrz 13, 2014 8:20 pm

- Nie wypada wytykać damie wieku - zażartowałam, bo naprawdę nie miałam mu tego za złe. Nie wstydziłam się swych dwudziestu pięciu wiosen, byłam wszak jeszcze młoda, choć w tym wieku powinnam już mieć męża i spodziewać się dziecka.
- To nic takiego, panie Salazarze. Ojca swego nigdy nie poznałam, a matka moja zmarła na suchoty, gdy miałam pięć lat i właściwie nawet jej nie pamiętam. Miałam w życiu sporo szczęścia, bo trafiłam na dobrych ludzi, którzy zaopiekowali się mną i wolę być im wdzięczna za to ciepło, niż rozpamiętywać to, co bolesne - w szpitalu świętego Munga miałam swój kawałek podłogi przy kominku do spania i nigdy nie doskwierał mi głód, to naprawdę już więcej, niż mogłabym prosić. Dodatkowo nauczyli mnie wszystkiego, co umiem i pozwolili pomagać przy rannych.
- Wybacz mi panie, jednak nie uważam, bym powiedziała coś nieodpowiedniego - czy jednak celem założycieli nie było to, by w zamku wszyscy czuli się sobie równi? - Moje słowa w żadnym wypadku nie umniejszają memu szacunkowi - nie bałam się i nie pozwoliłam też przestraszyć. Nie byłam ani skrzatem domowym, ani sługą na jego rozkazach - miałam prawo do własnego zdania.
- To się chwali. Ja jednak wolę dążyć do powiększenia swej wiedzy medycznej, poza tobą, mój panie, na me usposobienie jeszcze nikt nie narzekał - wręcz przeciwinie, ludzie garnęli się do mnie, twierdząc, że jestem o wiele łagodniejsza i delikatniejsza, niż większość uzdrowicieli.
- Powinieneś popracować nad poczuciem humoru, mój panie - odpowiedziałam, nie dając mu się wybić z równowagi. - Nikogo nie szukam, mości Salazarze - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie myślałam nawet o małżeństwie bo wiedziałam, że bez posagu nie mam na nie szans. Wolalam poświęcić się pomocy rannym. -Wybacz mi, ale wydaje mi się, iż mój typ to nie temat, na który winniśmy dyskutować, będąc sami - odpowiedziałam i spłoniłam się jak na cnotliwą dziewczynę przystało. Mam nadzieję, że Slytherin nie posiadał umiejętności czytania w myślach, albowiem w moich jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawił się drugi z założycieli Hogwartu. I to niewiele młodszy, jeśli już o tym rozmawiamy.
Zdziwiłby się, albowiem władze szpitala już jakiś czas temu odkryły, że pacjenci symulują chorobę by choć trochę dłużej zostać w Mungu, kiedy to ja się nimi opiekowałam.
- Mój panie, mogę to zrobić szybko, ale ryzykując, że rana znowu się otworzy. Jeśli zaś wolisz, bym zrobiła to dokładnie, musisz jeszcze trochę poczekać - odpowiedziałam z anielską cierpliwością, nawet na moment nie odrywając wzroku od tego, co robiłam. Ale nawet pomimo tego, iż nie patrzyłam na niego, na mych ustach znajdował się ciepły uśmiech, który miał choć trochę go rozluźnić. Moje ruchy były pewne, choć łagodne.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Sob Wrz 13, 2014 9:18 pm

- To nie jest wytykanie wieku. – oburzył się Salazar. - Ja po prostu doceniam w ten sposób, że taka młoda osoba jest częścią tego zamku. To się chwali. – dokończył Slytherin. O dziwo można to uznać za pochwałę, a ów mężczyzna rzadko kogokolwiek chwalił. Właściwie zrobił to chyba po raz pierwszy od kilku miesięcy. Niech to Edeline uzna za swój osobisty sukces.
- Rozumiem. To chociaż dobre i to, że trafiłaś na odpowiednich ludzi. – rzekł Salazar odpowiadając na słowa młodej kobiety. Smutny był jej los. Współczuł dziewczynie, że tak się jej ułożył smutno życiorys. Ale skoro stanęła na nogi to należy się z tego cieszyć.
- Cieszę się, że również się doskonalisz, panno Edeline. Taki pracownik to istny skarb. Liczę na to, że kiedyś zastąpisz obecną pielęgniarkę godnie, w razie gdyby jej zabrakło lub odeszła na emeryturę. – odpowiedział jej mężczyzna. - Cieszę się, że dołączyłaś do naszego zespołu. Widzę w Tobie pewnego rodzaju potencjał, którego nie miały inne kandydatki. – uśmiechnął się do młodej kobiety. Uśmiech na jego ustach to był również bardzo rzadki obrazek. Edeline została nim uraczona. Kolejny zaszczyt ją kopnął.
Salazar westchnął, bo już trochę męczyła go ta sytuacja. Nie lubił siedzieć w szpitalach lub tego typu podobnych miejscach. Zresztą, kto lubi?
- Racz wybaczyć mój dowcip. Staram sobie zrekompensować ten czas spędzony na opatrywaniu rany przez Ciebie. – odpowiedział czarodziej. - Oczywiście nie przeszkadza mi to, ale nie lubię spędzać chwil w szpitalo-podobnych lokacjach. Myślę, że to zrozumiesz. – dodał i spłonął rumieńcem. Bo rzeczywiście trochę może przesadził z tym wymarzonym typem dla Edeline. Jeszcze by pomyślała, że ją podrywa, a to chyba nie przystoi pracodawcy.
- Dobrze, w takim razie poczekam. – powiedział obojętnie Salazar kręcąc głową.- I skończmy z tym „pan”, „pani”. Salazar jestem. – i podał jej rękę na znak tego, że przechodzą sobie na „po imieniu”. W końcu i tak by do tego kiedyś doszło. A że jest taka fajna okazja, bo ona mu pomaga zniwelować ból.
- Myślisz, że będzie dużo uczniów na ten rok? – zapytał chcąc poznać zdanie Edeline.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Sob Wrz 13, 2014 10:09 pm

- Jestem niewiele młodsza od lady Hufflepuff, sir - uśmiechnęłam się skromnie. Żle znosiłam pochwały i komplementy, chyba nie przywykłam do przyjmowania ich. Zdarzało się, iż mężczyźni mnie nimi obdarzali, ale zwykle byłam w stanie odpowiedzieć im jedynie ognistym rumieńcem.
- Wieszysz w przeznaczenie, jaśnie panie? - zapytałam, zerkając na niego ukradkiem. - Ja tak. I twierdzę, że właśnie dlatego trafiłam do świętego Munga, bo moim przeznaczeniem jest pomagać rannym i chorym - w Hogwarcie czułam się odrobinę niespełniona, ale nie miałam prawa na nic narzekać. Poza tym, me serce radowało się iż przynajmniej w ten sposób mogłam być bliżej Godryka.
- Oby żyła jak nadłużej - pokręciłam głową. Choć trudno było mi darzyć ją sympatią, naprawdę nie życzyłam jej źle. Nie czaiłam się również na jej posadę, nie przeszkadzało mi, że jestem tylko jej pomocnicą. Chciałam się doskonalić, ale wcale nie miałam ambicji, by przejąć jej rolę. - Oboje wiemy, że nie było innych kandydatek - to przecież nie tak, że mogli zwołać rozmowę i przesłuchiwać kolejne dziewczęta. Rada pozwoliła im zabrać jedną osobę ze szpitala, a że jego władze wyznaczyły pielęgniarkę, jako pomoc dla niej postanowiono wysłać właśnie mnie. Głównie dlatego, że nigdy nie odbyłam właściwego szkolenia na medyka czy akuszerkę i nie mogłam zupełnie spełniać się w swej roli.
Ale ucieszyłam się szczerze, gdy na jego twarzy dojrzałam uśmiech. Rozpromieniłam się jeszcze bardziej.
- Przykro mi, panie, iż czas ten jest tak dla ciebie nieprzyjemny - odrzekłam tylko ciepło. - Rozumiem. Szpitale zwykle kojarzą się z czymś bolenym, a przypuszczam, że opatrywanie rany również nie jest łatwe do zniesienia - nie śmiałabym nawet pomyśleć, że próbuje okazać mi w ten sposób swą przychylność. Wszak był wielkim panem i dziedzicem, a ja tylko biedną sierotą, która w ten sposób starała się utrzymać przy życiu.
- Mój panie, rozumiem iż tak samo jak sir Gryffindor staracie się, by w zamku nie było podziałów, jednakowoż nie wypada, by biedna sierota zwracała się do szlachetnie urodzonych po imieniu - odparłam, a policzki moje pokryły się szkarłatem. - To może zaboleć. Wytrzymasz, mości panie, czy mam w jakiś sposób odciągnąć twą uwagę od bólu? - zapytałam rozbawiona, już szykując kawałek tkaniny umoczony w eliksirze, który miał pomóc w szybszym zasklepieniu rany.
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się jednak, że wiele dzieci z biedniejszych rodzin chętnie skorzysta z możliwości kształcenia się tutaj i znalezienia ciepłego kąta w zamku - odparłam zgodnie z tym, co uważałam.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Nie Wrz 14, 2014 6:01 am

Dziewczyna w jego oczach była jednocześnie skromna jak i bardzo nieśmiała, co było zrozumiałe, bo w końcu rozmawiała z czarodziejem o wiele wyżej postawionym niż ona. Nie miał jej tego za złe, lecz miał też nadzieję iż uda im się zbudować pozytywną relację podczas między innymi tej rozmowy, która się odbywała w gabinecie pielęgniarki.
- Zawsze wierzyłem w przeznaczenie. – odpowiedział. - Nasze historie zostały napisane przez los i tylko od nas zależy czy to co jest tam spisane wydarzy się dokładnie tak jak to jest zapisane, czy też sprawimy psikusa i historia zmieni swój bieg. – odrzekł jej mądrym zdaniem. Nie wierzył w Boga czy bóstwa, ani tego typu rzeczy. Ale gdzieś mu coś mówiło, że ktoś musiał spisać losy świata w jakiejś wielkiej księdze. A przecież treść każdej księgi można zmienić, jeśli tylko się tego chce i uparcie dąży do celu.
- Cieszę się, że się rozumiemy. – odparł na jej wypowiedź. To już jest jakiś plus, że się w tym momencie rozumieli. Znaczy to, że te relacje między nimi będą pozytywne. I oby było tak jak najdłużej, o ile nie na zawsze.
Zdziwiła go jednak postawa młodej pielęgniarki, kiedy zaproponował jej przejście „na Ty”, a ona raczej była na „nie”, jeśli o to chodzi.
- Jak wolisz, Edeline. – powiedział i cofnął rękę. - Drugi raz takiej propozycji nie wystosuję. – rzekł jakby nieco zawiedziony, ale cóż... Nie miał nic więcej do powiedzenia w tej sprawie. Skoro nie chciała to nic na siłę. Po części ją rozumiał, lecz miał nadzieję iż inaczej się to ułoży.
- Tylko delikatnie... – powiedział bardzo cicho i stanowczo jednocześnie. Nie chciał bowiem drzeć się w niebogłosy. Zamek był co prawda praktycznie niemalże pusty, ale takiemu czarodziejowi jak on nie wypada pokazywać słabości.
- Tak, zaiste skorzystają na tym. Grunt by byli skorzy do nauki. – powiedział. - Sztuka magii nie jest bowiem łatwa. Niektórzy czarodzieje i czarownice to kompletne beztalencia, a nie mam zamiaru nauczać osłów i tępaków. – kontynuował swoją wypowiedź. - Ja sam do niektórych dziedzin magii musiałem się przykładać wiele lat. W dalszym ciągu uważam, że jednak muszę się w pewnych kwestiach podszkolić. – dodał po kilku sekundach. Pomimo że doszedł do bardzo wysokiego poziomu w różnych dziedzinach to jednak dalej chciał się doskonalić. Nie chciał poprzestać na Eliksirach czy Zaklęciach. Chciał też polepszyć się w Transmutacji. Oczywiście jego oczkiem w głowie była Czarna Magia.
- Co sądzisz o Czarnej Magii? – zapytał nagle ni stąd, ni zowąd. Chciał bowiem poznać jej opinie na ten temat.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Nie Wrz 14, 2014 10:59 am

W gruncie rzeczy nie wierzyłam w to, co mówi się o Slytherinie - że jest chłodny, zamknięty i nieprzystępny. Wierzyłam, że w głębi duszy jest naprawdę dobrym człowiekiem, należało jedynie odpowiednio do niego dotrzeć. I właśnie to starałam się zrobić - przebić się przez tą nieprzyjemną powłokę.
- Jeśli taki miał być mój los, to przeznaczenie trafiło chyba w sam środek tarczy - odparłam jedynie, by pokazać mu swój punkt widzenia. Choć nawet w mych oczach można było zobaczyć, że marzyłam o czymś zupełnie innym. O kochającym mężu, który otaczałby mnie troską i gromadką zdrowych dzieci.
- Nie chodzi o to, co wolę - bo z pewnością wolałabym nie sprawiać mu przykrości swoimi słowami. - Po prostu nie czuję się na tyle godna tego zaszczytu, by móc zwracać się do was po imieniu. Nie chciałam was przez to urazić - jemu było łatwiej, wychodził na wspaniałomyślnego i otwartego na integrację między klasami, ale w jakim świetle stawiało to mnie? Sierota, której zamarzyło się jadać z panami i uważać się za jedną z nich? To nie byłoby honorowe.
- Postaram się - zapewniłam go ciepło i delikatnie przyłożyłam płótno do jego dłoni, by powoli i starannie zacząć obmywać jego ranę. Skoro dał mi już do zrozumienia, że źle znosi me zabiegi, kciukiem łagodnie gładziłam grzbiet jego dłoni, by nieco ukoić jego nerwy.
- W każdym drzemie potencjał. Trzeba tylko odpowiednio do niego podejść, by mógł być w pełni wykorzystany - odłożyłam ściereczkę i zerknęłam na Slytherina by przekonać się, czy jakoś zniósł nakładanie substancji na ranę. - To się chwali... to, że chcesz się rozwijać - obdarzyłam go szczerym uśmiechem. - Ja nigdy... nie miałam okazji, by uczyć się magii. Potrafię opanować swą moc i rzucić kilka zaklęć, które potrzebne były prz chorych, nikt nigdy jednak nie miał czasu by zajmować się sierotą... i kobietą - w królestwie Wessex bowiem najsilniej było chyba widać, jak mało znacząca jest rola płci pięknej we współczesnym społeczeństwie. Zawsze marzyłam o tym, by pewnego dnia zostać akuszerką. Marzenia o magii, zaklęciach i transmutacji były dla mnie zupełnie nieosiągalne. Moją specjalnością stało się jednak zielarstwo i eliksiry, to bowiem wykorzystywałam każego dnia w praktyce.
- Niewiele o niej wiem - odparłam zgodnie z prawdą, owijając czysty kawałek płótna wokół jego ręki, by opatrzeć ranę. - Widziałam tylko jej ofiary i czarnoksiężników dotkniętych jej rykoszetem w szpitalu. Nie lubię wystawiać opinii, jeśli brakuje mi wiedzy na jakiś temat - Salazar zapominał chyba, że byłam zaledwie biednym dziewczęciem, które nigdy właściwie nie uczyło się magii. Nie miałam nawet swojej różdżki, gdyż był to wydatek dla mnie ogromny i zupełnie zbędny.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Czw Wrz 18, 2014 10:49 pm

Skoro Edeline nie chciała przejść z nim na Ty to nie pozostawało mu nic innego jak tylko zaakceptować jej wolę. Nie będzie jej zmuszał do niczego, choć mógłby zrobić to bez problemu, ale zastraszanie swoich podwładnych to raczej kiepska droga do zbudowania swojego autorytetu. Zresztą nawet nie był żadnym dyrektorem, tylko zwykłym nauczycielem. Co prawda był jednym z założycieli, ale zawsze miał wrażenie, że i tak miał z całej czwórki najmniej do powiedzenia. W jego ocenie najwięcej rządził się Godryk i Rowena, ale w sumie nie miał nic im za złe. Może mieli lepsze pomysły niż Salazar?
- W takim razie jesteś w pewnym sensie silnie psychicznie czarownicą, a to też jest ważne w magii. Niech niebiosa chwalą Merlina za to, że zesłał nam Ciebie do Hogwartu. – rzekł Salazar. - A może myślałaś o tym żeby też się podszkolić w magii? Jesteś co prawda pracownicą szkoły, ale.. człowiek uczy się przez całe życie. – zaproponował jej Slytherin. - W każdym bądź razie zawsze możesz spróbować. – powiedział uśmiechając się do pielęgniarki. Może łatwiej mu się rozmawiało z pięknymi kobietami dlatego tak też pozytywnie podszedł do Edeline.
- Właśnie. Ludzie boją się czarnej magii, bo jej nie znają. A szkoda... To piękna sztuka magiczna wbrew pozorom, choć rzeczywiście niebezpieczna. Ludzie jej nie rozumieją, dlatego się jej boją. – rzekł ze smutkiem czarodziej. - Dlatego uważam, że powinien być to jeden z głównych przedmiotów w Hogwarcie. – dodał po chwili Salazar. Walczył dość długo żeby umieścić Czarną Magię na liście przedmiotów szkolnych w Hogwarcie. Ledwo co mu się to udało, choć nadal są przeciwnicy tego podejścia. No cóż, zobaczmy jak to się wszystko potoczy.

_________________

Powrót do góry Go down
Edeline


avatar

Posty : 23

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Nie Wrz 21, 2014 4:44 pm

Zastraszanie było jednym ze sposobów uzyskania autorytetu, ja jednak preferowałam te o wiele mniej inwazyjne opcje. Nie dało się jednak ukryć, że ze wszystkich czterech założycieli, to przed Slytherinem żywili największy strach dotychczasowi pracownicy Hogwartu. Nawet ja czułam respekt przed bijącym od niego chłodem, choć w głębi duszy chciałam wierzyć, że w rzeczywistości Salazar jest o wiele cieplejszym człowiekiem, niż wydawać się to mogło na pierwszy rzut oka.
- Dziękuję, ale muszę być silna - życie tego ode mnie wymaga - nie było mi łatwo od najmłodszych lat życia. Jako dziecko głodowałam, gdyż matka moja nie mogła zarobić wystarczającej ilości pieniędzy by sycie wyżywić nas obie i zapewnić nam dach nad głową, a gdy odeszło, prawie zamarzłam z zimna, tułając się samotnie po królestwie Wessex. W szpitalu wcale nie było mi łatwiej - otoczenie chorych i umierających, nie było czymś do czego można się przyzwyczaić, jedynie nieznacznie uodpornić na wpływ ludzkiego cierpienia na psychikę.
- Oczywiście, że bym chciała, mój panie, ale nie wiem, czy ktokolwiek znajdzie czas by zajmować się i mną. Okazaliście mi już niezmierną dobroć, przyjmując mnie do pracy i chyba nie mogłabym prosić o więcej - odparłam skromnie. Gdybym dostała taką szansę, skorzystałabym z niej z ogromną wdzięcznością, jednak znałam swoje miejsce.
- Jeśli tak uważasz, pewnie masz ku temu podstawy. Ciężko jednak osądzić zasadność tego stwierdzenia komuś, kto nie jest tak biegły w sztukach magicznych jak waszmość - nie miałam bladego pojęcia o tym, czego nauczani będą adepci w Hogwarcie, to najwyraźniej nie temat przeznaczony dla mych uszu.
Powrót do góry Go down
Salazar Slytherin


avatar

Posty : 61
Skąd : Norwic, East Anglia

Czekoladowe żaby
Monety:
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka z monetami

PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   Nie Wrz 21, 2014 9:21 pm

Rozmowa w gabinecie była ciekawa, choć Edeline wydawała się być bardzo spiętą i skromną dziewczyną, która jednocześnie nie chciała się wkopać u swojego notabene przełożonego. Po części ją rozumiał, bo pewnie gdyby był na jej miejscu to zachowałby się w podobny sposób. Jednak jeśli chciał ją poznać to mogłaby powiedzieć coś więcej aniżeli „nie znam się na tym”, „nie wiem”, „wolę się nie wypowiadać”. Właściwie to nawet mógł stwierdzić, że prowadził dialogowy monolog i zbyt wiele się o niej nie dowiedział. A szkoda, bo mogłaby to być naprawdę ciekawa relacja, która może zaowocowałaby w przyszłości swego rodzaju przyjaźnią. No cóż, miał nadzieję, że chociaż swoją robotę wyuczoną wykona o wiele lepiej niż rozmowę. Ale z drugiej jednak strony, czy mógł jej zarzucić to, że w ogóle się nie wypowiedziała w żadnej kwestii? Naturalnie odpowiedź jest tylko jedna: NIE. Ufał jednak, ciekawe czy ślepo czy nie, że jednak kobieta się później trochę bardziej otworzy.
- Cieszysz się na tę pracę w Hogwarcie? – zapytał żeby nie nastąpiła swego rodzaju bezsensowna cisza.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarki   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet pielęgniarki
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet prof. McGonagall
» Gabinet dyrektora
» Gabinet Morfeusza
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Fp :: ❧ Salem :: φ Pierwsze Piętro :: φ Skrzydło Szpitalne-
Skocz do: